1. Grzech i upadek człowieka
(1)
„A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona. I stało się tak. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty” (Rdz 1, 26–31).
„Oto są dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi. Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom. Nazwa pierwszej – Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto.
A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony. Nazwa drugiej rzeki – Gichon; okrąża ona cały kraj – Kusz. Nazwa rzeki trzeciej – Chiddekel; płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta – to Perat. Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz. Potem Pan Bóg rzekł: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc. Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę istota żywa. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu” (Rdz 2, 2–25).
„A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w porze, kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś?
On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. Do niewiasty powiedział: Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą. Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz! Mężczyzna dał swej żonie imię Ewa, bo ona stała się matką wszystkich żyjących. Pan Bóg sporządził dla mężczyzny i dla jego żony odzienie ze skór i przyodział ich. Po czym Pan Bóg rzekł: Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki. Dlatego Pan Bóg wydalił go z ogrodu Eden, aby uprawiał tę ziemię, z której został wzięty. Wygnawszy zaś człowieka, Bóg postawił przed ogrodem Eden cherubów i połyskujące ostrze miecza, aby strzec drogi do drzewa życia” (Rdz 3, 1–24).
(2)
Nie ma słów na to, aby opisać największą katastrofę w dziejach. Napisałem kiedyś o tym taki wiersz:
Koniec świata
koniec świata
już był
zerwane jabłko
zerwana miłość
zerwane połączenia
nie ma ogrodu
nie kapią słodyczą drzewa
nie tańczą przy nas zwierzęta
nie dla nas ptak śpiewa
nie ma miłości
zlepienia, które
z części czyni całości
porozrzucane strzępy
szczęśliwy świat przepadł
rozpadło się
wiekuiste szczęście
stłuczone zwierciadło
Boże odbicie
zmarło
miało być – nie ma
nie ma miłości
nie ma łączności
nie ma pokrzepienia
krucha otoczka cnoty
nie chroni od cierpienia
rozdarty system
oddaje ból w człowieka
wypełnia głowy
rozszerza oczy
rozdziera ciało
obywatele przedpiekla
na ziemi utrapienia
czyhają na nas zwierzęta
mikroby próbują pożerać
a my sami nie jesteśmy lepsi
zjadamy Bogu Ciało
by przetrwać
i Krew wypijamy
człowiek – wampir i bogożerca
antyhierarchia upadku i spotworzenia
spaczone sumienia
prześcigają diabły
w ekstazie grzechu i niszczenia
coraz niżej padamy
koniec jest coraz bardziej
„to postęp’’ wołają opętani
postępuje rozdarcie
wolność jest zasadą złego
cząstka się wyodrębnia
uwalnia od reszty a potem umiera
autonomia, alternatywa, antyteza,
antagonizm, antydobro, awersja
ucieczka
implozja do wnętrza
świat coraz bardziej umiera
świat się do reszty kończy
agonia dzieje się w mękach
czekamy na nowy początek
(3)
Kim był upadły anioł, który pod postacią węża poddał sobie ludzi? Wyjaśnia nam to następujący cytat:
„Był on najpiękniejszym stworzeniem, potężnym i najbardziej obdarzonym… Jest to osoba duchowa, żywa, rzeczywista i potężna, z anioła przemieniona w najstraszliwszego potwora w swej brzydocie i przewrotności, a także z nieugaszonym pragnieniem zła i nienawiści.
Jest on złem, bo ze złem się identyfikuje. Boga odrzucił przez pychę, by stać się panem i władcą królestwa ciemności” (ks. Don Ottavio Michelini, Orędzia Pana Jezusa Chrystusa do kapłanów).
Ogrom największego anioła jest dla człowieka niewyobrażalny. Udziela on siebie ludziom w doświadczeniach mistycznych, a człowiek łatwo uwierzy, że ma do czynienia z samym Bogiem. Z punktu widzenia ludzi jego moc jest nieskończona.
(4)
Stwórca stworzył minerały, a potem rośliny. Kolejne były stworzenia ruszające się, czyli zwierzęta, w których geny Bóg wpisał posłuszeństwo swojej Woli. Są one jak posłuszne automaty – nie posiadają wolności i nie mogą niczego dodać do dzieła Bożego. Stwórca tworzy więc ludzi, którzy mają być twórczy i wolni. Są bardziej ułomni od zwierząt, ponieważ w ich genach znajduje się luka, którą człowiek musi sam wypełnić, ucząc się dobra poprzez rozum. Kod genetyczny zastąpiono kodem języka, kodem rozumu sterującego wolą. Zadaniem człowieka było więc świadomie potwierdzać wolę Bożą przez wykonywanie powinności (praca, troska nad światem). Za sprawą tych uczynków człowiek wyraża, odwzajemnia miłość Bogu.
Żeby wola człowiecza była autentycznie w pełni wolna, musi być jej dana możność całkowitego, jednoznacznego odrzucenia Bożej Woli. Chociaż jest to konieczne, to jednocześnie zakazane, ponieważ Bóg nie chce przecież stracić swoich dzieci. To tylko potencjalna możliwość, dopełniająca obraz doskonałej wolności. Bóg stawia więc jedno na całym świecie drzewo, jedno. Jedynym zadaniem ludzi było je omijać. Prawo to nie było jakoś zatrważająco surowe – jedna, jedyna rzecz na świecie, którą należy ominąć. Mniej już nie dało się zakazać.
Jeżeli chodzi o ludzi, to zaraz po stworzeniu byli „świeży”, nowi, młodzi. Ich postępowanie przypomina zachowanie małych dzieci. Kiedy zakazuję dzieciom wkładania paluszków do kontaktu, to nie muszę im tłumaczyć, jak działa elektrownia czy prąd. Po prostu proszę, żeby nie ruszały tego określonego punktu, bo prąd je porazi i zabije. Adam i Ewa byli na świecie „nowi”, ale jednak dorośli. Rozumieli groźbę, choć nie pojmowali mechanizmu działania zagrożenia, a był on totalny. Bóg stworzył ludzi do miłości, także wobec siebie. Dał im wszystko, co tylko mógł. Obdarował ich pełną wolnością, tak pełną, że obejmowała możliwości odrzucenia całej tej dobroci. Dar dla człowieka to przede wszystkim życie. Skutkiem odrzucenia Bożego dobra jest zatem śmierć. Ludziom dano możliwość odrzucenia Boga, ale kategorycznie tego zakazano.
Niektórzy oskarżyciele Boga zarzucają, że ludzie nie rozumieli, co się stanie po grzechu. To fakt, nie znali jeszcze świata i jego działania. Wina dotycząca nieświadomości skutków grzechu spoczywa jednak po stronie ludzi. Skoro mieli zakazane, to nie powinni byli tam sięgać, tym bardziej, że jeszcze niczego ze świata nie rozumieli. Skoro nie znali skutków swojego działania, po prostu nie powinni byli tego robić. Mieli rozum, prawo, świadomość, ale wszystko to odsunęli pochłonięci złym pragnieniem, które w sobie wyhodowali. Mogli odczekać, odwołać się do Stwórcy i po prostu Go zapytać, o co chodzi z tym drzewem. Woleli jednak zdradzić, wyrzec się miłości i zaufania wobec Boga.
(5)
Niektórzy się zastanawiają, jak wyjaśnić odpowiedzialność zbiorową całej ludzkości po grzechu pierworodnym, jeżeli Bóg jest dobry i wszechmocny? Dlaczego odpowiedzialność zbiorowa miałaby być czymś złym? Ludzkość jest zbiorowością, a w zamyśle Bożym zapewne Jego zbiorową Oblubienicą. Skoro wszyscy ludzie (oboje) zgrzeszyli, to cała ludzkość odcięła się od Boga, popadając w stan zdrady i zgodnie z Bożym ostrzeżeniem zasługując na śmierć. Od tego czasu pokolenie za pokoleniem żyjemy w stanie duchowej śmierci i braku miłosnej komunii z Bogiem. Dopiero Chrystus przywraca tę komunię. Rodzimy się, a historia toczy się wyłącznie z łaski Boga, który podtrzymuje istnienie ziemi i rodzaju ludzkiego, mimo że śmierć od razu mogła pochłonąć Pierwszych Rodziców i wszystko zakończyć. Bóg jednak odroczył te wyroki i pozwolił żyć kolejnym pokoleniom. To, że w ogóle żyjemy, jest w tym kontekście zaskakujące i dziwne.
W grzechu Bóg nie odgrywa żadnej roli, bo nie brał w nim udziału. Cała sprawa popadnięcia w śmierć dotyczy tylko i wyłącznie ludzi, którzy jako cała zbiorowość zgrzeszyli i ponoszą tego skutki. Ciężki nasz los. Pełna trudu i cierpienia historia ludzkości potwierdza wszechmoc Boga – jak bowiem zapowiedział, tak się stało i to nieodwołalnie.
(6)
Rajskie drzewo
Rajskie drzewo było jakby zarezerwowane dla Boga, święte, oddzielone. Czyniło do Niego podobnym i nie wolno było go naruszać. Dla człowieka stało się trucizną, a w konsekwencji – zatratą rozumu. Dało mu pychę, czyli poczucie bycia bogiem. Świat nie może mieć wielu bogów, to sprzeczne z naturą i faktami. Poczuć się bogiem to najgorsze z kłamstw, najbardziej destrukcyjne. Było to drzewo szacunku dla Boga, służyło do tego, żeby człowiek mógł wyrazić wobec Niego swoje posłuszeństwo, nawet Go nie widząc.
Jak rozumieć to poznawanie dobra i zła jak Bóg? Dlaczego Bóg znał zło? To sprzeczność sama w sobie, bo zło to brak Boga. Jest to definicja nowa (ma ledwie paręnaście wieków), słuszna, ale fragmentaryczna, wzięta od neoplatoników, niepełna. Ludzie epoki mitologicznej, którzy spisywali tę historię zgodnie ze swoimi możliwościami rozumienia, zapewne nie znali takich pojęć. Archaiczne rozumienie dobra i zła łączy się z przyjemnością i przykrością, zyskiem i stratą dla człowieka. Poznać, czyli połączyć się z dobrem, nie wiedząc o tym, że to dobro, a traktować je jako coś po prostu naturalnego i jedynie dostępnego, to stan pierwotny. Drzewo poznania nosi piętno podobieństwa do Boga w jakimś niepojętym fragmencie Jego natury czy raczej jakiś Jego przymiot, którym jest to coś, co dla człowieka okazuje się cierpieniem. Bóg przelał ten element swojej kondycji w to drzewo, żeby świat był jak najbardziej Jego odbiciem. Cierpienie zastrzegł tylko dla siebie, nie chciał go udzielać człowiekowi, co jednak się stało naszym udziałem po grzechu.
Jednym z wyjaśnień może być fakt, że Bóg, stwarzając świat, poddaje siebie ograniczeniu, zwłaszcza powołując do życia autonomicznie działającego człowieka (wolna wola), będącego panem ziemi. Ta autonomia to wyrwanie przez Boga samemu sobie fragmentu siebie, niepojęta strata, ograniczenie Kogoś bezgranicznie potężnego. Bóg czyni siebie małym wobec człowieka, zdaje się na niego. Widać to w wizji nowo narodzonego, bezradnego Jezusa, zupełnie zależnego od mamy i reszty świata. Stworzenie jawi się jako coś niepojętego – Wszechmocny przestaje być z własnej woli wszechmocny. Wszechmoc jest tak absolutna, że potrafi nawet ograniczyć samą siebie. To jakby najpierwotniejsza ofiara Boga złożona w celu powstania świata. Paradoksalnie stanowi to szczyt wszechmocy i zarazem jej utratę.
W ten sposób w Bogu powstała strata, „zło” nie w rozumieniu moralnym, tylko faktycznym. Bóg, stwarzając, uczynił sam sobie dobro, bo powstało coś więcej, niż było wcześniej. Stworzona została zarazem strata (owo zło), bo człowiekowi oddano część istoty boskości, władzę. Te dwa aspekty aktu stworzenia znajdują nierozdzielne zjednoczenie właśnie w Bogu. Stworzenie łączy dla Boga oba te doświadczenia (używając pojęć ludzkich) w jedno.
Bóg, obok paroksyzmu wszechmocy w poszczególnych aktach stwórczych, poprzez to jedno drzewo sygnalizuje także drugi wymiar aktu stworzenia, czyli własną stratę jakby części siebie. Dopiero w ten sposób kształt świata jest zupełny. To drzewo nie było więc zasadzką na człowieka, ale informacją dla niego, mistyczną tajemnicą ukrytą obok rajskiego dobrobytu i bogactwa. Tajemnicy tej jednak nie należało jeść, a tym samym niszczyć. Trzeba było nad nią medytować. Bóg, czyniąc zakaz, kieruje uwagę człowieka na to drzewo i tę tajemnicę. Ukazuje je jako szczególne, czyni je świętym, choć i zarazem morderczym. Widzimy tę zasadę u dzieci. Kiedy z nimi o czymś rozmawiamy, kierujemy ich uwagę właśnie na to coś w sposób bezwarunkowy. Podobnie było z pierwszymi ludźmi, musieli skupić się na tym drzewie. Odkryliby w nim potrzebę samoofiarowania dla miłości, bo nie jedząc z niego, ograniczali samych siebie.
Te dwa aspekty sacrum towarzyszą człowiekowi w całej historii. Święte tabu u ludzi pierwotnych kojarzone było z najcięższymi sankcjami dla członka plemienia, który je przekroczył: musiał uciec poza wioskę, co czyniło go banitą i skazywało na śmierć w nieprzyjaznym świecie, lub od razu był zabijany. Kara wygnania wiązała się z powolną śmiercią, co sygnalizuje także Kain w chwili poznania Bożego wyroku. To było w pierwotnych kulturach intuicyjne odtworzenie historii rajskiej, gdzie świętość i tabu idą w parze. Świętość nosi wymiar grozy. To drzewo stało się więc w istocie pierwszą świątynią, gdzie człowiek mógłby przyjść i sam się ograniczyć, pozbawić przyjemności spełnienia swojej woli czy chcenia, bo musiał znieść istnienie pięknego i kuszącego owocu bez jego konsumpcji. To miało mu otworzyć oczy na fakt, że Bóg także musiał poddać się ascezie. Drzewo przypominało człowiekowi, jak to dzieje się dziś za sprawą świątyni, że nie jest absolutnym panem wszystkiego i ma ponad sobą władzę Boga. Było więc także tym, czym w starożytności stelle z wyrytymi na nich prawami władców. Stało się znakiem zwierzchności Boga nad człowiekiem w świecie, którego człowiek był panem.
Jakieś niepełne ślady drzewa – świątyni pojawiają się w historii Siddharthy Gautamy, który poszukuje oświecenia, siedząc pod drzewem Boddhi. Rajskie wydarzenia jako archetypicznie w nas zapisane, w naszym duchowym DNA, które poszukuje ekspresji i ucieleśnienia, czyni to opowiadanie tak przejmującym. Jest to jednak tylko odblask pierwotnej opowieści o Pierwszych Rodzicach i o wyzwaniu, któremu nie sprostali. To oni powinni uzyskać oświecenie pod drzewem poznania. Niektórzy gnostycy odwracają sens zdarzenia i twierdzą, że grzech był koniecznym dla człowieka oświeceniem, czyniącym go lepszym. Fakty jednak temu przeczą. Grzech był trucizną, fałszywym oświeceniem, które pozbawiło człowieka możności uzyskania właściwej iluminacji w postaci wglądu w kondycję Boga. Taki wgląd czyni ludzi pełniejszymi, bo umożliwia zrozumienie wyrzeczenia, jakie narzucił sobie Bóg, aby nas stworzyć. Taka wiedza czyni człowieka aniołem, który zwraca się do Boga z doskonałą wdzięcznością, uskrzydla go, czyni świadomie religijnym i pobożnym, popycha do oddania Bogu chwały w Jego dobroci czynionej nam własnym kosztem. To jest także sens miłości Boga – zrozumieć Jego cierpienie i współczuć.
Możemy dzisiaj, czerpiąc z ponowionej ofiary Wcielonego Boga dokonanej z samego siebie, odwrócić się od błędu Rodziców i wybrać powrót do niewinności, do stanu, kiedy nie chcemy już imitować Boga w ustalaniu praw dla świata. Możemy wyrzucić z siebie truciznę owocu (jak w symbolu psa, który zwraca to, co złego pożarł), zapomnieć o złu i wrócić do świętości.
Można także stwierdzić, że drzewo niosło dwa sposoby poznania dobra i zła – właściwy i niewłaściwy. Człowiek przez medytację tego symbolu także poznałby zło, ale w sposób nieszkodliwy, bo sam by je sobie zadał w ascetycznym wyrzeczeniu kuszącego owocu. Grzech przynosi nam takie poznanie w sposób szkodliwy, bo człowiek stracił jednocześnie duchowe życie i duchowy wzrok, zatracił obecność i widzenie Boga. Poznał samo zło, nie zachowując przy tym w sobie dobra, którego doświadczał wcześniej. Mógł je już tylko pamiętać, ale realnie stracił do niego dostęp, co widzimy w symbolicznym fakcie wygnania z raju. Ludzie, grzesząc, potraktowali zło jak dobro, a dobro uczynili złem – to karykatura boskości.
(7)
Żądza władzy – poznanie dobra i zła
Drzewo poznania dobra i zła było dla ludzi drzewem śmierci. Bóg przestrzegł ich przed zrywaniem z niego owocu, przed owym poznawaniem dobra i zła. Warto przypomnieć, co jest esencją pierwszego grzechu pielęgnowaną do dziś w każdym ludzkim sercu i umyśle. Ślad grzechu w nas pozostał, musimy umieć go odnaleźć, żeby się z niego oczyścić.
Dobro i zło są to pojęcia ogólne, wyznaczające krąg uczynków, które w ostatecznym rozrachunku przynoszą człowiekowi korzyść (dobro) albo stratę (zło). Pojęcia mają to do siebie (a wraz z nimi język przypisujący pojęciom znaki), że dzielą znaną nam rzeczywistość na postrzegane przez nas kategorie. Pod znakami dobra i zła mieszczą się zbiory naszych różnie ocenianych i rozumianych zachowań. Pojęcia wyznaczają nasze poznanie. Możemy doświadczyć jakichś zjawisk (jak to robią także zwierzęta), ale narzędziem ujmowania elementów składowych rzeczywistości, ich odróżniania, a tym samym poznania są słowa i ich odpowiedniki w umyśle – pojęcia. Dodajmy, że ludzie różnych kultur i języków postrzegają rzeczywistość nieco inaczej, gdyż różnie ją dzielą na części. Język wraz z jego odbiciem, czyli pojęciem, wyznaczają zdolność poznawczą i są niezbędne dla pracy rozumu.
Człowiekowi dano władzę nad zwierzętami i niższymi stworzeniami. Nie dano mu jednak władzy nad samym sobą. Ofiarowano wolność, ale wraz z równoważącą ją zasadą posłuszeństwa. Ta piękna para dwu przeciwstawnych zasad czyni ludzkie działanie dynamicznym i harmonijnym. Przezwyciężanie ich przeciwstawności, poruszanie się między nimi stanowi dla nas zadanie na całe życie.
Żadna z tych zasad nie może być absolutna, gdyż staje się demoniczna, a obie są śmiercią, gdy wzajemnie się nie równoważą. Absolutne posłuszeństwo to bierność i apatia, brak inwencji, strach przed życiem. Z kolei zupełna wolność to swawola prowadząca aż do destrukcji, a nieraz po prostu dezorientacja i zagubienie, sprawiające, że człowiek staje się pozbawionym hamulców upiorem.
Wróćmy do raju, gdzie posłuszeństwo ograniczono do jednego zakazu, aby nie zjadać owocu. Naruszenie tego zakazu wiązało się z dotkliwymi konsekwencjami – przyniosło śmierć i zadziałało na zasadzie otwarcia puszki Pandory z wszelkimi postaciami upadku, grzechu, nieszczęścia i bólu, czyli śmierci. Tym, co człowiek dla siebie ukradł, zjadając owoc, była nieograniczona władza.
Nie ja odkryłem, że „poznawać” w tym znaczeniu nie oznacza nabycia wiedzy. Wielu gnozujących oskarżało Boga, że zakazał ludziom wiedzy, a oni musieli ją heroicznie wydrzeć. Nic z tych rzeczy, tu nie chodzi o nabywanie wiedzy. Wszak Bóg polecił ludziom nadawać bytom niższym nazwy, a nazywanie to zarówno sprawowanie władzy, jak i kształtowanie wiedzy, proces poznawczy.
Poznanie dobra i zła oznaczało według J. Ratzingera rozpoznawanie, czyli określanie, co jest dobre, a co złe. Inaczej mówiąc, polega ono na nazywaniu jednych czynów dobrymi, innych złymi, osądzaniu i oddzielaniu od siebie tych pojęć. To jest władza, gdy sami określamy, gdzie dobro, gdzie zło.
Jak widać, samo zerwanie jabłka to była jedynie pieczęć na tym, co stało się już w Ewie i Adamie. Myśląc o złamaniu Boskiego zakazu (jakże nieuciążliwego, bo co to za problem omijać jedno drzewo), rozpoczęli to, co miał dać im ten owoc. Sami ustalili, co dla nich dobre. Zachętą był wąż, który, kpiąc z Boga, wyjaśnił im, że na pewno nie umrą, czyli zaprzeczył władzy Boga.
Warto zwrócić uwagę, że Pierwsi Rodzice znali dobro już wcześniej. Znali je z doświadczenia, a „znać” to też połączyć się z przedmiotem poznania. W Biblii nawet złączenie małżonków jest nazywane „poznawaniem”. Znali więc dobro, ale nie mieli jego pojęcia w umyśle, bo do ukształtowania się pojęcia potrzeba jego przeciwieństwa, które pozwala zakreślić między nimi granice. Byli więc niewinni w stopniu doskonałym, ponieważ nawet nie zdawali sobie sprawy z własnej niewinności, nie znając pojęcia winy. Byli czyści i w swojej nieświadomości doskonałości cudowni. Wszystko to zmienił grzech, przez który nabyli pojęcia niewinności, ale już jako utraconej, jednocześnie poznając pojęcie upadku w grzechu i zawinieniu.
Odrzucili Boską władzę nad sobą i ustanowili się własnymi panami. Określenie dobra i zła jest podstawą wszelkiej władzy i prawodawstwa. Wyznacza wszystkie powinności, nakazy i zakazy, a to z kolei określa całą sferę uczuć i pragnień, całą emocjonalność – wszak człowiek zawsze pragnie jakiegoś dobra. Pierwsi Rodzice przejęli więc władzę i panowanie nad samymi sobą, nad swoją umysłowością, emocjonalnością i sumieniem, nad wszystkim, nad całym życiem. Jednocześnie nadali tej władzy znamię fałszu, gdyż grzech polegał na tym, że diametralnie odwrócili pojęcia dobra i zła, jakie realnie są im przypisane. Mogli brać sobie wszystko z wyjątkiem tego jednego jabłka, a oni o wszystkim zapomnieli, a zerwali zakazany owoc, czyli zamienili dobro ze złem.
Teraz popatrzmy wokół siebie, w obszar życia społecznego, popkultury itp. Zobaczymy dokładnie to samo: umysłowość, w której zamianie uległy pojęcia dobra i zła. Chwalenie występku, a ganienie za dobro. Nic się tu nie zmienia od Adama i Ewy. Wciąż obcujemy z tym samym błędem. Oczywiście dobro bywa wybierane, ale ogólnie panuje chaos i pomieszanie.
Człowiek po grzechu rajskim nieodmiennie samodzielnie określa, co jest dobre, a co złe. „Moje życie – moje zasady” – taki buńczuczny napis zauważyłem na czyjejś koszulce. Ta moralna independencja daje przeróżne, dość przypadkowe rezultaty. Jedni na własnych błędach z czasem zbliżają się do faktycznego dobra, nieraz odkrywając je jednak za późno. Inni każde zło potrafią wytłumaczyć i nazwać dobrem. Zła wszak nie jesteśmy w stanie czynić, musimy je sobie przedstawić jako jakieś „wyższe dobro”, wyjątek lub konieczność, uczynić na niby dobrym.
Zabrania się zabraniać (hasło hippisów) i nikt nam nie będzie dyktował (hasło sufrażystek). „Nikt mi nie będzie mówił, co ja mam robić!” – w niektórych przypadkach hasło to obowiązuje od pierwszych chwil życia. Ileż trzeba się czasem z dzieckiem mocować, żeby usłuchało, kiedy ma łobuzerską naturę! Wysysamy to zło z mlekiem matki. Jest to nasza zepsuta i spaczona przyrodzona natura. Przywiązanie do grzechu jako ułudnego przedmiotu pożądania i powodu dumy jest częścią naszej egzystencji. Rodzimy się już zepsuci. Sami sobą rządzimy, każdy na swój sposób. Brak wspólnego porządku powoduje, że takie rządzenie polega na wojowaniu z drugimi. Ewa i Adam są zgodni, tyle że w grzechu, co nie jest cnotą. Po chwili jednak Adam oskarża Ewę, a ta obwinia za swój grzech węża. Harmonia zostaje rozbita. To zepsucie ujawnia się u ich dzieci, gdy jeden syn morduje drugiego. Żądza władzy powoduje nieustanną wojnę, chcemy dominować jedni nad drugimi. Na samo słowo „prawo” ogrom ludzi reaguje alergiczną agresją. Jak wielki jest zawsze sprzeciw przeciw poruszaniu tego tematu. Człowiek w swoich żądzach sam sobie stał się prawem, co wyjaśnia nam Biblia.
Chrystus przychodzi, żeby odebrać nam to pewne siebie ego. W całości dla nas się poświęca, nie patrzy na samego siebie, ale i oczekuje wzajemności. Nazywa siebie „Amen”, czyli potwierdzeniem Woli Ojca. Jego Matka mówi „Fiat”, a my: „bądź Wola Twoja”. Naśladując Go i zdając się na Niego, wyrzekamy się własnego mędrkowania, osobistych sądów, a zaczynamy na powrót myśleć kategoriami Bożej nauki. Jednocześnie rośnie nasza wolność, wcześniej związana niewolą egoizmu i grzechu. Okazuje się, że prawdziwą niewolę nosiliśmy w sobie, w swoich ograniczeniach i zatracie moralnej, w upadku naszych władz i zablokowaniu potencjałów. Odzyskujemy ją paradoksalnie poprzez poddanie się Dobremu Bogu, wskazującemu nam dobrą drogę i właściwie definiującemu dobro i zło.
(8)
Oskarżanie Pana Boga
Ludzie wątpiący i nieprzyjaciele Boga bywają zafiksowani na poczuciu, że Pan Bóg wymaga naprawy. Przecież na świecie jest tyle zła, tak trudno spełnić Boże wymagania, wszystko wciąż nie tak… Zarazy, obozy zagłady, rządy bandziorów, Putin i inni zbrodniarze – tyle tego wszystkiego. Jeśli jest Bóg, to przecież powinien coś z tym zrobić. No chyba, że Go nie ma… Wciąż jesteśmy niezadowoleni, zgorzkniali.
Demon, zwracając się do człowieka, zasugerował, że Bóg jest inny, niż jest. Podstępnie insynuował, że skoro zakazał ludziom Bóg jeść owoców z drzew, to mają umrzeć z głodu. Ewa zaprzeczyła, ale tylko połowicznie. Naśladując demona skłamała, jakby dla zgody, że nie wolno im nawet dotykać owocu zakazanego. Porozumienie nastąpiło, a Bóg został niewinnie oskarżony. Pierwszy Sanhedryn, pierwszy Piłat, pierwszy zdziczały tłum jerozolimski, pierwsze oskarżenie i skazanie.
Tak dzieje się do dziś. Bóg jest nieustannie oskarżany, skazywany, potępiany, mordowany, odrzucany, zapomniany, usuwany ze świata i serca – ciągle to samo. Dał nam wszystko, uczynił nas bogami – wolnymi, twórczymi, sprawczymi. To my, korzystając z tej władzy, zepsuliśmy świat i wciąż go psujemy. Sami sprawiliśmy, że poznaliśmy zło rozumiane jako krzywda, zły los, wypaczenie, zbrodnie. Po grzechu odwróciliśmy od siebie nawet wszechświat, który nastaje na nas swoimi zwierzętami, robalami, mikrobami. To nam poszło nie tak, jak powinno, a nie Bogu, tymczasem zrzucamy na Niego winę. Chcieliśmy być bezbożnie samowystarczalni, samodzielni, samowolni, samowładni, a wyszło samobójstwo na raty. Czy gałąź może się odciąć bezkarnie od drzewa? Czy ręka może się odciąć bez szkody od reszty ciała? To jest właśnie obraz człowieka.
Nieprzyjaciele Boga są nieustannie zasmuceni stanem Boga, Kościoła. Tak wiele chcieliby naprawić, tak się starają kłamliwie wskazywać słabości, niedomagania, problemy. Zupełnie jak demon w raju. Bóg nie potrzebuje ich kłamliwej troski, ich judaszowych pocałunków śmierci. Chce, żeby każdy człowiek zajął się najpierw sam sobą, zobaczył siebie w swojej winie i w swoim potencjale wzrostu.
Człowiek ma sam dokończyć dzieła własnego stworzenia, to podstawowy nakaz: „Niech się stanie człowiek!”. Tym słowom mamy być posłuszni, czyniąc siebie coraz bardziej ludźmi, wzrastając w człowieczeństwie, uwalniając się od głupiej pychy, która nam podszeptuje, że już jesteśmy idealni. Mamy naprawiać samych siebie, nie Boga. Całkiem możliwe, że każda drzazga, której dopatrujemy się w Jego oku, jest naszą własną wadą i zatraceniem.
(9)
Po grzechu ludzie schowali się przed Bogiem między drzewami. To znamienny symbol, który mówi o nas nawet dzisiaj. Grzechy sprawiają, że rodzi się problem relacji z Bogiem. Nieczyste sumienie popycha do ucieczki przed Nim w duchowe krzaki, człowiek stara się zapomnieć o Bogu. Tak działa mechanizm obronny, mający ocalić dobre mniemanie o sobie. Jest to jednak obrona przed ostatnią deską ratunku, przed Bogiem, absurdalna reakcja, nad którą trzeba umieć zapanować. Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu, który jest dobrym ojcem, rodzicem i wzywa do siebie ludzi skruszonych.
(10)
Jak już wspomniałem, centralny problem w grzechu stanowi władza. Człowiek uzurpował sobie władzę niezależną od Boga, de facto boską. Ludzie, grzesząc, oddali władzę nad sobą demonowi, choć tkwią w naiwnym przekonaniu, że sami sobą rządzą. Trzeba na powrót oddać decyzyjność Bogu, uznać absolutną zależność od Niego, a co za tym idzie – Jego władzę. To jest przejście od autonomii (nomos – prawo) do teonomii, czyli od samowładztwa do podległości Bogu i Jego prawom.
W praktyce władza ludzka, która nie zważa na Boga, traktuje siebie jako ostateczną. „Ja car, ja Bóg” – to myślenie wielu ludzi mających choćby odrobinę władzy. Człowiek usiłuje deifikować siebie poprzez władzę. Jest to jeden z najbardziej destrukcyjnych wymiarów pychy. Ludzie mają obsesję na tym punkcie, każdy chce rządzić, wywierać wpływ na innych, a nie umie radzić sobie z samym sobą.
(11)
Rajska historia powtarza się w życiu każdego człowieka. Ewa powinna była ominąć węża i nie wdawać się z nim w rozmowę. To nas uczy ważnej zasady, że ze złem się nie dialoguje, tylko obchodzi je z daleka. Jest nieskończenie wiele sensów, które ludzie duchowi potrafią wyciągnąć dla samych siebie z tej pozornie krótkiej i prostej historii.
(12)
Pewien kaznodzieja zauważył, że jedyne poznanie pierwszych rodziców związane z grzechem polegało na tym, że zobaczyli, że są nadzy i się siebie zawstydzili. Wcześniej w ogóle nie przyglądali się samym sobie. Odkryli egoizm, zapatrzenie w siebie. Nagość zaczęła im przeszkadzać, bo przestali się sami sobą cieszyć.
(13)
To straszne, że ludzie jako władcy ziemi posłuchali zwierzęcia zamiast Boga. Jesteśmy tacy, jaki obraz boskości w sobie nosimy. Skoro uznali za swojego boga węża, to zdradzieckie i gorszące zwierzę, sami stali się właśnie takimi.
(14)
„Zadaniem mężczyzny, jakie pojawia się na początku opisu jego stworzenia, jest praca. Ta praca, która miała być radosną twórczością, połączona zostaje z potem czoła.
Dysharmonia powstała w człowieku, która, jak widzieliśmy, przenosi się na życie małżeńskie, zapanowała także między człowiekiem a ziemią. Świat zbuntował się przeciw człowiekowi, który zbuntował się przeciw Bogu. Dlatego w miejsce przepięknego ogrodu człowiek będzie miał ziemię rodzącą łatwiej ciernie i oset, niż potrzebne do utrzymania rośliny.
Z dwu pierwiastków w człowieku, ten niższy – proch zwyciężył, dlatego człowiek będzie musiał powrócić do prochu, z którego powstał. Ludzie będą mogli spełnić swoje zadanie przekazania życia i powołanie do pracy, ale z wielkim wysiłkiem. Radość ze związku małżeńskiego, z rodzenia dzieci i z pracy nie została człowiekowi odebrana, ale można ją osiągnąć za cenę walki i cierpienia. Aby ludzkość mogła ponownie obcować z Bogiem, to znaczy, aby zwyciężyło w człowieku to, co Boskie, musi człowiek przejść przez śmierć (powrócić do tego, co z ziemi) i doznać cudu zmartwychwstania.
Wyrok wydany na mężczyznę i kobietę jest stwierdzeniem ich smutnego stanu, w jaki przez nieposłuszeństwo Bogu sami siebie i swoje potomstwo wprowadzili. Mamy tu wyraźnie ukazaną zgubną rolę grzechu. Zaiste otwarty się im oczy na bardzo przykrą rzeczywistość. Bóg, jak już podkreśliliśmy, nie zmienił swego planu, powziętego przed założeniem świata i zmierzającego do zbawienia ludzi. Wyrazem tego jest Protoewangelia, do której jeszcze powrócimy. Tekst biblijny podaje nam także inne dowody niezmiennej dobroci Boga.
Czytamy, że Bóg sporządził dla mężczyzny i kobiety odzienie i przyodział ich. W tej wzmiance możemy widzieć myśl, że człowiek, który zdecydował się iść swoją drogą, drogą złą, nie został opuszczony przez Boga, który dając mu natchnienie do sporządzenia sobie ubrania, pchnął go na drogę wynalazków” (ks. T. Jelonek).
2. Upadek Kosmosu
(1)
Człowiek jako mały bóg wszechświata sprawił, że ziemia stała się przez jego upadek przeklęta. Zwierzęta zwróciły się przeciwko niemu, a ziemia przestała sama rodzić, chyba że chwasty i ciernie. Zepsucie człowieka – pana wszechświata – zapoczątkowało popsucie się całego Kosmosu.
Demon odwraca porządek Boski. Mówi ludziom: „Będziecie jak bogowie”, co znaczy tyle, że tacy nie są. Ludzie uwierzyli w to kłamstwo, a w konsekwencji stracili swoją godność, stali się demonami. Świat jest posłuszny, także przeobraził się w demonicznie szkodliwy dla ludzi sposób, nastały choroby, śmierć, chaotyczne działanie żywiołów.
(2)
Człowiek, grzesząc, zachował się, jakby mu było w raju źle. Posłuszny świat się dostosował, a człowiekowi faktycznie zaczęło być źle na świecie.
(3)
Kosmos może być naruszony chaosem, a jedyną istotą zdolną do jego czynienia, zamiast życia w zgodzie z zasadami świata, jest człowiek. Burzenie zasad Kosmosu to burzenie samego Kosmosu. W Indiach odnosi się to do bliskiego pojęcia Dharmy, czyli m.in. porządku rzeczywistości. W mitach Wisznu musi co jakiś czas wkroczyć i ratować wszechświat wobec narastającego chaosu. Kosmos niszczeje, a wraz z tym człowiek ściąga na siebie negatywne konsekwencje chaosu: choroby, śmierć, problemy, grzech, ból. Nieład ostatecznie może nawet sprowadzić zniszczenie świata. Potop biblijny to właśnie taka kosmiczna katastrofa wywołana ludzkim zdziczeniem. Apokalipsa zaś przedstawia taki obraz dla przyszłości.
(4)
Człowiek wygnany z raju i upadły, zapadnięty w samym sobie, jest teraz bliższy zwierzęciu niż czystym umysłom duchów wolnych. Pamięć raju staje się coraz słabsza, a nasz kontakt z Bożym Porządkiem i jego prawami – coraz odleglejszy. Zgorszenie narasta. Człowiek czujący się bogiem (złym bogiem) sam usiłuje narzucać sobie i innym własne porządki i zasady.
Obecnie zakwestionowano dotychczasowy dobry dorobek myślicielski. Wkraczamy do najczarniejszej duchowej jaskini w dziejach, do czasów pofilozoficznych i poreligijnych. Panoszą się szamani, czarownicy, wróżki i wróżowie.
Zapomniany został porządek kosmiczny, a bez niego i naturalnego zmysłu moralnego przestajemy być ludźmi, jak pisał C.S. Lewis w Końcu człowieczeństwa. Promieniująca na cały świat filozofia zachodnia to obecnie głównie materializm pragmatyczny – praktyczność bez wzniosłości pomieszana z jeszcze gorszymi nurtami. Spotyka się to z irracjonalizmem i spirytualizmem wyjętym z myśli indyjskiej, ale bez jej podbudowy moralnej i ascetycznej. Wynikowo filozoficznie mamy albo drapieżny materializm, albo antymaterializm i magię, z czego jedno jest gorsze od drugiego.
(5)
Ludzi wygnano z raju. Nie rozumiemy tego, czym i jaki był raj. Czy był w naszej przestrzeni i czasie, czy istniał w zupełnie innym układzie tych wielkości – tego nie wiemy. Być może czas i ziemia, jakie znamy, różnią się do tego stopnia od tamtych, że nawet trudno nam sobie w ogóle wyobrazić rzeczywistość rajską, jest to poza naszym rozumieniem. Wygnanie z raju przecięło więź z tamtą rzeczywistością i dziś nie możemy powiedzieć o niej niczego sensownego, poza nauką o prawie i grzechu, jaka płynie z historii stworzenia.
(6)
Boska wola spełnia się, czy tego chcemy, czy nie, dlatego uczyniliśmy całą ziemię sobie poddaną. Nie ma już miejsc, którymi by człowiek nie zarządzał. Odebraliśmy świat przyrodzie i zrobiliśmy go swoim i tylko swoim. Jak niegodziwi dzierżawcy winnicy okradliśmy jej właściciela, a nią samą zniszczyliśmy. Nie oglądamy się na zdanie właściciela, sami się rządzimy ze strasznym skutkiem.
(7)
Zło narasta a wraz z nim jego skutki. Porównajmy następujące cytaty:
„Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!” (Rdz 3, 16–19).
„Wtedy Bóg zapytał Kaina: Gdzie jest brat twój, Abel? On odpowiedział: Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego? Rzekł Bóg: Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie. Gdy rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu. Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi!” (Rdz 4, 9–12).
Ziemia, przyroda, naznaczona niewinnie, a masowo przelewaną krwią ludzką, w naszych czasach przestaje służyć człowiekowi. To jest wina ludzi, którzy jako panowie świata mogą nim zarządzać wedle swojej woli. Posłuszna ziemia naśladuje człowieka i kształtuje się na jego podobieństwo, gdy nienawiść i agresja narastają. Uczestniczy w tym też przyroda. Nadeszły już pierwsze plagi: upał, susza i ogień, zaraza. Strach pomyśleć, co będzie dalej. Apogeum może być ogień z nieba, który spali ludzkość. To wszystko dzieje się z powodu ludzkich grzechów, na własne życzenie. Bóg będzie musiał uratować swoją ziemię przed złem sprowadzonym przez człowieka i zakończyć jej historię.
(8)
Wszechświat jest wypełniony potęgami duchowymi toczącymi wojnę z ludzkością i Bogiem głównie kłamstwem i podstępem. Rządzony jest przez Złego Władcę, największą duchową moc, zdolną wszystko przenikać swoją świadomością. Kosmiczna świadomość może więc być różna, nie tylko Boża. Sama w sobie nie powinna jeszcze doznawać czci, jak to bywa w duchowościach naturalnych. Żmija panuje nad sercami i umysłami ludzi. Ludzkie poddanie dodaje jej mocy, nie posiada bowiem własnego wpływu na świat, to ludzie jako władcy świata udzielają jej swojego panowania przez uznanie jej za boga i oddanie się jej. Mniejsze lub większe posiadanie przez nią, a już na pewno zaślepienie staje się udziałem niemal wszystkich ludzi. Złe moce pasożytują na ludziach i o tyle są władne działać, o ile dajemy się im zaślepić, ukierunkować, popychać natchnieniami i impulsami emocjonalnymi (radością ze zła i niechęcią do dobra).
(9)
Słowa Boga były pierwszym prawem ludzi. Ci jednak wyrzekli się go, a za swoje prawo przyjęli słowa węża. Nastąpił totalny zwrot w sytuacji człowieka, który od tej pory czci Demona i jest mu posłuszny. Ludzie stali się jego własnością w całej swojej historii. Przyszła na nich śmierć zarówno fizyczna, jak i duchowa. Dusze po końcu życia ciała wędrowały do cienistej krainy zmarłych. Była ona dawniej obecna w mitach różnych kultur, jako Hades u Greków bądź Szeol – Otchłań u Izraelitów. Sytuację w zaświatach zmieniła dopiero Chrystusowa ofiara.
W człowieku walczy ukryta we wnętrzu duszy prawda o nas jako o dziele Boga z narzucającym się i hałaśliwym zniewoleniem przez Władcę Świata. Rodząc się, z jednej strony oczekujemy wewnętrznie raju, z drugiej napotykamy lżejsze lub cięższe przedpiekle. Na dodatek zarządzany przez nas świat zwrócił się przeciwko nam. Człowiek, chcąc żyć w zgodzie z Bogiem, ma przeciwko sobie nawet samego siebie, swoje chaotyczne emocje, rozchwianą świadomość. Funkcjonujemy bowiem nieporadnie. Nie możemy oprzeć się na metafizyce, bo jest w niej pełno podstępnych zakłamanych mocy. Otoczenie ludzkie deprawuje. Ciało (emocje, żądze) naśladuje to wszystko i też przedstawia świadomości niecne propozycje zachowań, myśli i słów. Jaźń przypomina trochę woźnicę pędzącego przez płonący las wozu, zaprzężonego w obłąkanego konia jadącego po toksycznych mokradłach. To nie jest łatwa podróż, to po ludzku niemożliwe, żeby dojechać do celu, do Boga. Na szczęście z pomocą przychodzi nam Chrystus i tylko na Jego prowadzenie możemy się zdać bez ryzyka.
3. Duch tego świata panem człowieka
(1)
Umysł ludzki we władaniu ducha tego świata
Bóg poprzez swojego Syna zaniósł ludzkości wiedzę o prawdziwym stanie świata i ludzi. Żadna naturalna religia ani myślicielstwo nie zdołały tego przeniknąć, choć wiele było blisko. Greccy orficy widzieli w ludziach dziedzictwo złych tytanów. Zaratusztrianie wyróżniali dwa zmagające się ze sobą pierwiastki świata – zły i dobry. Gnostycy dziedziczyli ich wiarę i wskazywali na to, że natura świata jest zła, ale poza światem i władającym nim złym demiurgiem istnieje dobry Bóg, który wymaga odnalezienia. Indusi w przywiązaniu do materii widzą złudzenia, które zasłaniają najwyższą rzeczywistość i od niej oddzielają.
Żadna religia nie zbliżyła się dość dobrze do prawdy o rzeczywistości duchowej, która zawisła nad światem jak chmura przesłaniająca słońce. Prawda jest taka, że książę tego świata istnieje. Nie jest prawowitym właściwym królem, bo nim jest Bóg. Jest chwilowym uzurpatorem, który naśladuje Boga w makabryczny sposób. Odbiera cześć wtedy, gdy Bóg jest lekceważony i pomijany. Szatan był bowiem pierwszym, który Go zlekceważył.
Przekaz Chrystusa wszystko wyjaśnia. Naturalne ludzkie intuicje szły we właściwym kierunku, ale dopiero Wcielony Bóg pokazał nam prawdę swoją śmiercią i powstaniem z grobu. Świat jest tak bardzo we władaniu morderczego ducha, że nawet Syn Boży nie ostał się bezpieczny, ale był odepchnięty, prześladowany, a w konsekwencji został zamordowany. Taka jest władza złej mocy nad ludźmi. Szatan włada ludzkością jako niemal niepodzielny jej pan i prowadzi do coraz to nowych katastrof i cierpień. Tylko heroizm nielicznych pozwala zachować właściwsze drogi i ochronić prawdziwe wartości. Duch tego świata wyręcza Boga niemal doskonale, potrafi kierować ludzkimi myślami, jeśli mu na to pozwalamy i nie strzeżemy skarbca swojej świadomości. Pociąga nas, dokąd chce w sferze emocjonalnej, przez co nierzadko musimy zmagać się ze sobą. W najróżniejsze sposoby – zarówno duchowo, jak i materialnie – nagradza sobie posłusznych. Przetwarza ludzi w najróżniejsze gatunki bestii, jeśli mu się nie opierają. Potrafi wpływać na historię, zestawiać pozornie przypadkowe sytuacje i wiele innych rzeczy. Jego szczególną duchową manifestacją jest magia, wróżenie, moce parapsychiczne.
Bóg, czego ludzie nie potrafią często zrozumieć, nie kieruje na bieżąco wszystkimi sprawami świata, choć byśmy sobie tego życzyli. W dużej mierze czyni to duch tego świata, którego potęga z punktu widzenia człowieka tu na świecie niemal dorównuje Bogu. Budzi on grozę i zniewala lękiem prawie każdego człowieka. Ludzie boją się nawet pomyśleć cokolwiek w tych tematach, na samo słowo o tym reagują nerwowo, często złośliwą kpiną. Tymczasem tak właśnie jest.
Jezus Chrystus, chociaż jeszcze nie odzyskał świata spod władzy demona, to jednak już wygrał walkę. Żyjemy w okresie przejściowym pomiędzy Jego zmartwychwstaniem a powrotem w celu przepędzenia demona. W tym czasie możemy czerpać od Niego moc Nowego Świata, którego jeszcze nie widzimy, ale już możemy w nim uczestniczyć dzięki wyzwoleniu poprzez Krzyż Chrystusa. Ofiara za świat została złożona i przyjęta. Ostatnie chwile jego historii i władania ducha, który opętał ludzkość, mają miejsce właśnie teraz. Wiedzie on ludzi do ostatecznej katastrofy i powszechnego zniszczenia siebie, szczególnie duchowo. Nigdy jeszcze jego władza nie była tak potężna i powszechna jak w naszych czasach. Naturalna ludzka dobroć i pobożność, jeszcze niedawno łatwo dostrzegalna u wielu zwłaszcza prostych i dobrych osób, dziś praktycznie została zastąpiona wyuczoną obyczajowością, pełną egoizmu, zarozumialstwa, życia na pokaz i tylko dla siebie.
Zła chmura duchowa także zdolna jest zawiadywać ludzkimi umysłami, choć nie może odebrać nam wolnej woli (poza wypadkami opętania). Potrafi dawać swoje natchnienia, prowokować i zestawiać sytuacje, podporządkować sobie ludzkie serca trwogą. Jednak słońce Boga także świeci, więc każdy umysł doświadcza zarówno wpływów słońca, jak i cienia chmury. Zło jest quasi-bogiem. Historia o plagach egipskich, które potrafili odtwarzać także kapłani (zarazem magicy) egipscy, uczy nas, że moc księcia tego świata jest ogromna. Ostateczną różnicę stanowi właściwa tylko Bogu zdolność samodzielnego zakończenia ludzkiego życia. Bóg jest jak król, a demon jak jego szogun lub wezyr, który zbuntował się i od tej pory samodzielnie na swój sposób wykonuje rządy, nie licząc się z królem. Całą swoją energię kieruje na to, aby lud zapomniał o królu lub nosił jego wykoślawiony obraz. Ten zły wizerunek jest w istocie odbiciem samego demona, który z kolei robi, co może, aby nie być rozpoznanym, gdyż poznanie go w prawdzie to najlepszy argument dla wiary. Nawet tzw. sataniści w większości nie wierzą w jego istnienie, traktując go tylko jako symbol zasady bezwzględnego egoizmu.
Jego wpływy są subtelne. Wykorzystuje ludzką wrodzoną wiarę w boskie pochodzenie porządku społecznego i porządku historii, które wypacza swoimi wpływami. Wpływy światła Boga i natchnień demona czasem niewiele się różnią i bardzo trudno je odróżnić. Różne są przede wszystkim ich skutki. Bóg zachęca do dobra: pracy, poświęcenia, nauki, świętości, z kolei demon działa przeciwnie – prowadzi nas do wszystkiego byle nie dobrej pracy, nauki, popycha do buntu i samowoli oraz bezbożności. Zły uczy, aby czerpać satysfakcję z tryumfu i poczucia wyższości nad innymi ludźmi, gdyż ich pokonywanie jest jego jedynym własnym źródłem przyjemności, Boga przecież nie pokona. W każdy możliwy sposób mści się na ludziach i nas również do tego popycha.
Wcielony Bóg poważnie traktuje swojego wroga. Zwycięża go, ale po strasznej walce – walce z samym sobą (Ogrójec) – i ogromnym kosztem (śmierć). Nie są to rzeczy błahe. W Ewangelii książę ciemności staje zresztą osobiście przez Wcielonym Bogiem i proponuje Mu sprzedać władanie nad światem i ludźmi w zamian za pokłon. Chrystus wybiera raczej śmierć. Widzimy więc, że zło faktycznie posiada taką władzę.
Można powiedzieć, że choć jesteśmy dziećmi Boga z urodzenia, to psychicznie należymy raczej do dzieci demona. Dopiero praca duchowa powoduje, że odradza się w nas obraz prawdziwego Boga, odsłania spoza zasłony mroku. Ten duch jest obecny niemal w każdym człowieku, w chęciach, emocjach, słowach, twarzy dotkniętej dziwnym grymasem.
(2)
Demon nieustannie walczy z wiarą chrześcijańską przy użyciu każdego możliwego sposobu. Powołuje coraz to inne fałszywe kulty i magie, aby nie dopuścić ludzi do myśli o prawdziwym Stwórcy. Nawrócenie polega m.in. na zrozumieniu udziału Złego w historii i odrzuceniu z nim związków.
(3)
Do jednego z mistyków (ks. Don Ottavio Michelini) Bóg mówił tak:
„Diabeł może was doprowadzić do zupełnej zmiany sposobu życia. Człowiek może nad zwierzęciem zapanować, ale Szatan o wiele, wiele więcej zapanować może nad człowiekiem. Właśnie mówiłem ci o tej dziwnej ślepocie. Tak, synu, oto następstwa zawinionej bezczynności wielu pasterzy i kapłanów wobec gorączkowego, nieustannego niszczącego działania nieprzyjaciela”.
Biblia opisuje ten stan tak:
„Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło” (Mt 4, 16).
Żyjemy w krainie ciemności, są nią ludzkie umysły. Wzeszło nad nami nowe światło, ale żeby z niego czerpać, trzeba w nie patrzeć. Bóg stwierdza bardziej dobitnie:
„A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata” (J 8, 23).
„Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie” (J 8, 43–45).
„Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12, 2).
Aby móc słuchać Jezusa, rozumieć Go, naśladować, widzieć to, co on widział i rozumiał, konieczna jest przemiana umysłu.
(4)
Jezus tak wyjaśnia ks. Micheliniemu sprawę dozwolenia na działanie Złego:
„Dlaczego Bóg, nieskończenie większy i potężniejszy, nie przeszkodzi mu w działaniu? Dlaczego nie zamknie go w piekle?
Na to była już odpowiedź, że nie do was należy sądzić postępowanie Boga. Kimże jesteście, by odważyć się na to? Ja Sam oświeciłem was, jednak i znacie już przynajmniej główne dane.
Bóg nigdy nie pozbawia swoich stworzeń darów darmo im danych. One same tylko mogą je utracić, tak jak dar łaski utracili aniołowie i ludzie, ale Bóg im go nie odebrał, tylko wybór aniołów i ludzi pozbawił ich tego.
Dary naturalne pozostają także po grzechu. Bóg jednak w tajemniczych zamiarach Swojej Opatrzności zło zamienia na dobro. Nawet Szatan uznać będzie musiał, że zawsze służył Bogu. Pokusy diabelskie często służą człowiekowi, by uczynić go roztropniejszym, gorliwszym w modlitwie, a więc pociągają go do Boga. Pokusa jednak nieodrzucona, ale przyjęta i przez grzech dokonana, służy do upokorzenia człowieka i ukarania za zarozumiałość. Wam trudno jest przeniknąć tajemnicze zamiary Boże, które zawsze są pełne Miłości, Miłosierdzia i Sprawiedliwości.
Zwrócić chcę jeszcze waszą uwagę na to ostatnie słowo. Bóg daje wszystkim wystarczającą łaskę do zbawienia. Kto ją odrzuca, popełnia względem Stwórcy niesprawiedliwość. Wtedy Sprawiedliwość Boża przywraca równowagę naruszoną z winy niewdzięcznego stworzenia, które dobrze nie przyjmuje darów Bożych.
(…) Stworzyłem dlatego wielką ilość bez liczby pięknych istot duchowych, na które wylałem Moją Miłość. Zanim ich jednak dopuściłem do wiecznego udziału w Moim Królestwie, zażądałem od nich dowodu, którego wielka ich liczba nie przyjęła, ale około 2/3 aniołów chciało i umiało przyjąć. Na czele buntowników stanął Szatan z umiarkowaną liczbą aniołów, na czele Aniołów wiernych stanął Święty Michał.
Na niebie powstała wielka bitwa, bitwa rozumu i woli. Trudno wam to sobie wyobrazić. Zwyciężeni przemienili się w okropnych szatanów i zrzuceni zostali do piekła trawieni duchową namiętnością, opanowani nieugaszoną nienawiścią, która zdradza najniższe namiętności. Przepełnieni są nimi i bez nadziei żalu oddali swe życie złu, cali są tylko złem, z którym się utożsamiają. Nie mogąc zlewać swej nienawiści na Boga, wymiotują ją ciągle na ludzkość.
Po stworzeniu Adama i Ewy złe duchy odważyły się na wielki atak, by zawładnąć rodzicami całej ludzkości. Szalonym pragnieniem Szatana było zdobycie wielkiego i bezkresnego królestwa, którym by mógł rządzić, rywalizując z Bogiem. Dzikość diabła jest bez litości i bez wytchnienia.
Zasadzka przygotowana na pierwszych rodziców miała swój skutek i nazywacie to winą pierworodną. Lecz Bóg przekreślił zuchwałe ambicje diabła, dając ludziom obietnicę Odkupienia. Tak zaczęła się Tajemnica Zbawienia, jak to opowiada wam Biblia. Gdy nadeszła pełnia czasów, Ja, Boże Słowo Przedwieczne, od wieków z Ojca zrodzone, stałem się Ciałem w najczystszym łonie Maryi Dziewicy.
(…) Wśród siebie mają tyranów dzikich i nieubłaganych. Jedyna rzecz, która ich wszystkich łączy, to nienawiść do Boga, do Najświętszej Maryi Panny, do Kościoła i do ludzi.
Są to istoty lepkie i niechlujne, niezdolne są do prawdy, kłamią zawsze, pobudzają ludzi do złego, starają się o sadyzm, o namiętności, o pożądliwości ducha i ciała. Nie wszyscy mają jednakową moc, jednak wszyscy są przerażająco przewrotni i przebiegli. Ta przebiegłość rodzi się z ich skażonego rozumu.
Z powodu wyższości swej natury potrafili z upartą przewrotnością wyniszczyć w duszy ludzkiej wszelkie pojęcie o swoim istnieniu. Toteż większość ludzi nie wierzy w ich istnienie i dlatego z nimi nie walczą. Dlatego też Ja, Słowo Boże, które stało się Ciałem, umarłem na Krzyżu. To jest prawdziwa przyczyna rozprzężenia w Kościele, jak i również wielkiego kryzysu wiary, dręczącego biskupów, kapłanów i wiernych.
Diabły boją się tylko Boga, Najświętszej Maryi Panny i Świętych, a więc tych, którzy żyją i chcą żyć w łasce Bożej. Ze wszystkich innych drwią tylko. Wielkim osiągnięciem Szatana jest to, że pobudził ludzkość do cywilizacji materialistycznej, będącej szerzycielem ateizmu. Lecz jest to powodzenie przejściowe, bo wielkimi krokami zbliża się godzina oczyszczenia.
Ludzie idący do piekła również stają się takimi jakby diabłami. Podobnie jak Szatan na zawsze utrwalają się w złym, w nienawiści i wszelkiej namiętności”.
Majestat wiecznego cierpienia wywołuje w nas wiele przeżyć. To cierpienie bierze się z rozdarcia wewnętrznego, a nas ono dotyka, gdy grzeszymy. Z jednej strony Szatan to stworzenie cierpiące w niewyobrażalny sposób. To wywołuje niemal współczucie, sami nie chcielibyśmy tego doświadczać. Z drugiej strony wykorzystuje to cierpienie jako podstawę do agresji, nienawiści i zemsty, choć sam je w sobie spowodował. To straszna rzeczywistość istnienia przy jednoczesnym zatraceniu samego siebie.
(5)
Świat stał się królestwem Złego, czyli piekłem ze śladami raju. Nie oszukujmy się, większość ludzkości tego doświadczała i doświadcza nader wyraźnie. To tutaj na tym świecie nieczysta moc zawiaduje umysłami ludzkimi. Tutaj zamordowano wcielonego Boga, bo Jego obecność nie pasowała do piekielnych stosunków. Najlepiej rozumieją to ludzie biedni, którzy na co dzień doznają piekła. Bogacze mogą budować sobie sztuczne raje i oszukiwać sami siebie.
(6)
Mistyka władcy tego świata
Zła moc jest stale uważnie obecna przy człowieku. Wewnętrznie mamy tego świadomość. Wielu ludzi boi się nawet pomyśleć czegokolwiek niezgodnego z jego oczekiwaniami. Kiedy widzę ludzi, zwłaszcza współczesnych, to widzę, że działanie Złego poprzez ludzi jest szalenie wyraźne. Biblia mówi o tym wpływie na człowieka jako o „żywiołach świata”, Mocach i Zwierzchnościach, duchu i władcy świata. Naśladuje on we wszystkim Boga, ale w taki sposób, żeby odwrócić Jego przekaz i jak najbardziej skłaniać ludzi do grzechu. Żyjemy w mistycznym zanurzeniu w tej czarnej duchowej chmurze wypaczającej nasze umysły. Żeby to zrozumieć, trzeba wiele pracy duchowej nad oczyszczeniem samego siebie. Dla większości ludzi umysłowa i emocjonalna symbioza z demonem jest czymś naturalnym, nie znają innego życia. Ma on moc tresować ludzi jak zwierzęta, aż się staną całkowicie ulegli.
(7)
Do końca czasów trwa bitwa, o czym czytamy w słowach skierowanych do ks. Michelliniego:
„Trwa wojna, która zakończy się dopiero przy końcu czasów. Największa bitwa, o wymiarach apokaliptycznych odegrała się na niebie między Aniołami wiernymi Bogu a aniołami zbuntowanymi. Pierwszymi dowodził Archanioł Michał, a na czele drugich stanął Lucyfer, straszny smok apokaliptyczny. Wtedy powstała na niebie walka. Michał i Jego Aniołowie walczyli przeciwko smokowi i został zrzucony. Był to Szatan, ten wąż starodawny, który pociągnął naszych przodków do nieposłuszeństwa za pomocą pychy.
Taka straszna rzeczywistość, którą świat z taką głupotą wyśmiewa, poddając się zarazem nieszczęsnemu działaniu tyranii, ciemnoty i cierpienia.
Królestwo Szatana jest królestwem ciemności i zła, wszelkiego zła, bo każde zło bierze tam swój początek jako ze źródła wszelkiej nieprawości. Owa walka na niebie prowadzona wobec Boga była niesłychaną walką umysłu, która na całą wieczność rozstrzygnęła przyszłe losy aniołów i ludzi, było to zdarzenie historyczne o znaczeniu decydującym, które wstrząsnęło niebo i ziemię”.
Polem bitwy jest także umysł każdego człowieka, jego dusza. Ta walka to jednocześnie sąd nad nami, czyli czas na określenie się, czy wybieramy Boga i dobro, czy świat z jego złem.
„A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków” (J 3, 19–20).
(8)
To się może wydawać dziwne, ale w Boga w jakiś sposób wszyscy niemal ludzie wierzą, niewiele jednak uczy się o demonie. Chrystus objawił nam w pełnej skali moc Nieprzyjaciela. Jego objawienie ma ten szczególny wymiar, że odsłania rzeczywistości duchowe w zaskakujący sposób. Pokazuje Boga jako odepchniętego stwórcę i władcę świata, który przy pomocy dobrych ludzi odzyskuje swoją własność z rąk złodzieja. Możemy uczestniczyć w tym procesie, oddając się Bogu z całym swoim życiem i swoimi sprawami. To przywraca nas do Jego Królestwa.
Większość ludzi nie wierzy w istnienie demonów. Niewiara w demona przekracza zdolność pojmowania (jak to gdzieś zauważył L. Kołakowski), kiedy wszędzie wkoło widać skutki jego działania. Potrafi jednak tak skutecznie ludzi sterroryzować i zastraszyć, że nawet boją się o nim pomyśleć.
4. Świat jako zło
(1)
„Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Łk 4, 5–8).
„A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata” (J 8, 23).
„Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie” (J 8, 43–45).
„Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga” (Jk 4, 4).
„Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?” (Mk 8, 36).
„Wiemy, że jesteśmy z Boga, cały zaś świat leży w mocy Złego” (1 J 5, 19).
„Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych” (1 Kor 2, 12).
„My również, jak długo byliśmy nieletni, pozostawaliśmy w niewoli żywiołów tego świata” (Ga 4, 3).
„Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata” (J 17, 14).
Wszystkie powyższe cytaty odsłaniają nam smutną rzeczywistość. Wynika z nich, że na skutek ludzkich nieprawości świat stał się zły, przeciwny Bogu. W rozumieniu Ewangelii „świat” to ludzkość, która w swojej masie jest zaprzedana złu. Żyć według świata to żyć dla zadowolenia zła obecnego w człowieku. „Świat” to też w ogóle doczesność wraz z materią, wszystko, co nie jest Bogiem, a bywa stawiane w wewnętrznych sanktuariach duszy jako przedmiot wiary, nadziei i miłości.
(2)
Problem jest jednak głębszy, gdyż Bóg nie przypadkiem stawia świat i Ducha Świętego jako dwa źródła inspiracji dla człowieka. Świat cały pogrążył się w czarnej chmurze zła i nienawiści. Gdy człowiek przywiązuje się do niego, zamiast całym sobą kochać Boga, może stracić duszę. Świat, otoczenie stają się w naturalny sposób punktem odniesienia dla naszego myślenia i przeżywania. Ułuda jego wartości pochłania nas bez reszty.
Warto przypomnieć wszystkie doktryny i dyscypliny ascetyczne, które wychodziły od podobnych założeń. Asceza indyjska i oderwanie od świata materialnego stanowią klasyczny przykład takiej postawy. Wspominałem już doktrynę Maji jako zwodniczego uroku świata materii odciągającego od poznania Boga.
(3)
Trzeba zaznaczyć, że świat został jednak stworzony jako dobry i ten walor zostanie mu przywrócony. Człowiek, świat, Bóg – ta relacja wymaga uzdrowienia.
„Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów, nam zaś przekazując słowo jednania” (2 Kor 5, 19).
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (J 3, 16–18).
W tej perspektywie świat zazwyczaj odnosi się do ludzkości, bo zwierzęta ani kamienie nie mogą być potępione. Świat to przede wszystkim ludzkość, ale także ziemia, na której żyjemy i która znajduje się pod naszym panowaniem. W Nowym Świecie po końcu czasu Bóg uratuje i przemieni także przyrodę.
(4)
Główne sprawy związane ze stosunkiem człowieka do świata to dylemat życia według żądz doczesnych lub pokoju duchowego. Z jednej strony Bóg w swojej nauce czyni świat swoim dziełem, i to dobrym, a z drugiej Ewangelia krytykuje świat jako jedno ze źródeł pokus (obok ciała) i jako głównego wroga zbawienia.
Póki nie nastał Nowy Świat, nasza codzienna rzeczywistość polega na spotkaniu ze światem, który jest hawel Koheleta, Mają Indusów, duchowym utrapieniem.
(5)
Rację mają doktryny ascetyczne, gdy twierdzą, że przywiązania do świata są zabójcze dla duszy. Ewangelia przedstawia to choćby w krótkim stwierdzeniu o tym, że zdobycie całego świata nie jest warte utraty duszy. Chrześcijaństwo do tego czasu słabo podejmowało aspekty psychologiczne sytuacji człowieka wobec doczesności. Na pewno wyrobiona pod tym względem asceza azjatycka zasługuje na głęboki namysł. Świadomość sprzeczności pomiędzy poszukiwaniem Boga (jako jedynego prawdziwego skarbu) oraz duchowym zaangażowaniem w żądze tego świata jest bardzo podobna w tradycjach indyjskich i w chrześcijaństwie. Problem polega na tym, że o ile w Indiach są miliony ascetów (sadhu), którzy poważnie traktują te tematy, to wśród chrześcijan już się takich nie spotyka. Dawniej, choćby w czasach Ojców Pustyni, asceci chrześcijańscy niewiele się różnili od indyjskich sadhu. Do naszego czasu te praktyki niestety wygasły. Zinstytucjonalizowano je w klasztorach, objęto biurokratycznymi regułami, odebrano im świeżość i spontaniczność. Z czasem zanikły. Takie tradycje trwają jeszcze tylko w Indiach. Bardzo szczególną postacią jest dla mnie żyjący przed stu laty sadhu chrześcijański Sundar Singh.
(6)
Koszmarne są historie o duchach ludzi straszących w miejscach (np. wspaniałych zamkach pełnych ziemskich skarbów), do których za życia zbytnio się przywiązali.
(7)
Skoro prawdziwy wieczny świat dopiero powstanie jako Nowy Świat, to ten, na którym obecnie żyjemy, jest zaledwie jego przedświatem, przedsionkiem do prawdziwej rzeczywistości. Nikt, kto chce wejść do domu, nie pozostaje w przedsionku.
Przedświat, po jakim chodzimy, to nie jest prawdziwy świat. Nie należy się z nim wiązać. Kojarzy się z autobusem do prawdziwego świata. Dzieje się w nim nie najlepiej, jego naturą jest czasowość i przemijanie, niedoskonałość. To pole bitwy, miejsce walki i przezwyciężania siebie. Całe jego piękno jest tylko bladym odbiciem uroku ostatecznej rzeczywistości Nowego Stworzenia.
(8)
Wielkim wrogiem wiary i życia z Bogiem nie jest nawet grzech czy aktywna niewiara. Największy przeciwnik to szara codzienność, uwikłanie w jej przyziemność, szukanie tzw. świętego spokoju. To dość dziwne, gdy człowiek stojący na placu wielkiej kosmicznej bitwy poszukuje spokoju i rozrywek. Ten wróg inaczej nazywa się zapomnieniem o Bogu, apatią, otępieniem. To zatrzaśnięcie się w sobie i w swoich marzeniach o szczęściu na tym świecie. On nie został stworzony do szczęścia, tylko do przejścia i wyrobienia siły. Działa zatem jak tor przeszkód, który sprawdza i wyrabia dzielność konia.
(9)
Przemija postać tego świata, a kto się z nim wiąże, przemija wraz z nim.
(10)
Ten świat jest miejscem, gdzie możemy zasłużyć na nagrodę, ale tu jej nie odbierzemy. Kto chce nagrody na tej ziemi, ten ją odbiera przedwcześnie i może mu jej zabraknąć we właściwym czasie. Bezmyślne i bezbożne życie w małych lub większych przyjemnościach na wzór wieprzów to nagroda na ziemi. Kto odbiera swoją nagrodę już tutaj, nie dostanie jej w niebie.
Bóg jest litościwy. Ludzie skupieni na sprawach świata nie zdobywają zasług dla przyszłego życia. Bóg zgadza się, żeby chociaż w tym przedżyciu nacieszyli się czymś przez chwilkę, skoro tak wolą. „Odbierają swoją nagrodę” w znikomej skali, ale innej nie chcą. To tajemnica sukcesu bezbożnych na tym świecie.
Przeciwnie, dobrzy ludzie nierzadko nie znajdują tutaj właściwego uznania, co spotkało także Chrystusa. Docenienie przez ludzi zjednoczonych ze złem może być jednak zwodniczym darem. Czasem lepiej być cichym i niepozornym, trzymać się z dala od złego świata i wzrastać ku Bogu.
(11)
Fałsz demona, który ludzie wmawiają sobie nawzajem, głosi, że to jedyny i ostatni dany nam świat. Tak nie jest. To krótkie życie to tylko gniazdowanie młodego ptaka, który musi wyfrunąć do wolności. To czas samookreślenia, stacja przesiadkowa. Nie muszę teraz zrealizować wszystkich swoich potrzeb. Na wszystko przyjdzie czas. Chrystus – Król Rzeczywistości – przeżył życie jako robotnik i żebrak, nie jesteśmy od Niego lepsi. Przybyliśmy tu tylko z wycieczką na krótki czas. Nasz ostateczny świat jest bowiem przy Bogu.
(12)
Historia i świat przypominają pociąg, w którym jesteśmy pasażerami. Jedziemy w nim i tyle. Możemy się wściekać lub obrażać na Boga, świat, swoją historię, ale co to zmieni? Przypomina to zachowanie pasażera, który kopie pociąg, w którym jedzie. Jaka korzyść z tego płynie poza bólem nogi? To nie nasz pociąg, ale przynajmniej możemy być pożyteczni dla siebie i swoich współpasażerów, a także wdzięczni za to, że w ogóle jedziemy – istniejemy, bo przecież nie musiałoby nas być.
(13)
Dobry Bóg stworzył zły świat, którym rządzi Szatan. To łamigłówka, w której najgorsze rozwiązania to te proste i jednowymiarowe. Prostactwo zawsze jest bowiem jednowymiarowe, pozbawione koincydencji przeciwieństw. Oto niektóre z nich:
• negacja świata i cielesności, prymitywizm manicheizmu – świat jest zły, więc dobre jest wszystko, co przybiera postać buntu wobec tego świata; w takiej postawie łatwo popada się w życie fantazjami; ludzie ulegający takiemu myśleniu wierzą we wszystko, co tylko im zło podsunie; Zachód i tutejsi ludzie religijni są w ostatnim czasie bardzo zepsuci taką złą religijnością, szerzy się ciemne zabobony, straszy się ludzi wymyślonymi demonami, jakimiś szczepieniami, opryskami i tym podobną ciemnotą; ten ponury manicheizm zdecydowanie zabija zdrową wiarę i odstręcza od nawróceń; powoduje też zwyczajne lenistwo i nieróbstwo, kończy się życiową bezradnością, bezmyślnym czekaniem na mannę z nieba; jest to poważny grzech przeciw wszelkim cnotom, kończy się goryczą i agresją; to postawa programowo niechrześcijańska, pochodzi z obszarów złej gnozy; świat był i jest dobrym dziełem Boga i nie jawi się jako całkowicie zły, tylko jego wynaturzenie jest złe; na przekór złu świata wielu ludzi wciąż realizuje Boski plan, postępu je nauka, różne rodzaje wiedzy; owszem, dobro jest pomieszane ze złem, ale powołania chrześcijanina nie stanowi bycie oskarżycielem i tropicielem urojonych spisków, tylko adoracja Boga, który jest Dobrem; dopiero wtedy wierny nie ma problemu z odróżnieniem prawdziwego dobra na świecie od jego demonicznych podróbek,
• bezmyślna, absolutna afirmacja świata – kult nowości, przymiotów naturalnych (urody, pozycji społecznej, majątku, popularności, nowości, techniki, nauki i wiedzy, przyjemności doczesnych), właściwa raczej niewierzącym; stanowi zaprzeczenie duchowości i spraw ostatecznych.
Manicheizm i materializm to dwie strony tego samego medalu, którego istotą jest skupienie się na sprawach ziemskich jako jedynej perspektywie myślenia. Huśtawki przeskoków między tymi postawami zdarzają się gnostykom, którzy z krańcowej ascezy potrafią wpaść w krańcową rozpustę. Patrząc ogólnie, nerwicowe przeskoki między jedną a drugą postawą są całkiem częste.
Istotą chrystianizmu jest coś innego, a mianowicie przekraczanie doczesności, nie zaś jej negowanie czy też afirmacja. Mamy całymi sobą kochać Boga i zmieniać się dla Niego. Wszystko, co nam potrzeba, będzie nam przydane.
(14)
Cały świat
Rodzic jest całym światem dla dziecka, bo oddałoby za niego resztę świata. Z kolei dziecko jest całym światem dla rodzica, wszystko robi z myślą o nim i wszystko inne za niego by oddał. Podobnie Bóg Wcielony oddał wszystko, cały świat, za swoje dzieci, gdy zamiast stać się królem świata, poniósł hańbiącą śmierć dla zbawienia ludzi. Człowiek oddaje cały świat za miłość Boga. Na tym polega wiara i przywiązanie do Niego. Tata i mama, łącząc się w małżeństwie, sprawiają, że dwa przeciwne pierwiastki się jednoczą, tworzą nowy świat, cały świat dla swoich dzieci, a dzieci nie widzą świata poza swoimi rodzicami. To jest ziemska analogia dla stworzenia świata przez Boga. Poprzez to rozważanie zaczynamy rozumieć, że świat jest przedmiotem oddawania, a nie posiadania go przy sobie. Bóg dał człowiekowi świat we władanie, a człowiek duchowy wzajemnie oddaje ten świat Bogu. Krążenie miłości sprawia, że niczego nie tracimy, bo stale się wzajemnie obdarowujemy, dzięki czemu dodatkowo zyskujemy miłość.
Rodzi się zatem pytanie. Po co jest ten świat, skoro nie możemy się do niego przywiązywać? Po to, żebyśmy mieli, co oddać Bogu w geście miłości, jak również po to, żeby człowiek mógł wybrać Boga, mając autentycznie kuszącą alternatywę, którą jednak odrzuca w imię miłości.
(15)
Można o tym wszystkim pisać bardzo dużo. Praktycznie całą duchowość da się wyrazić w opozycji Bóg–świat.
(16)
Szkołą pokoju duchowego, apathei jest Księga Koheleta. Jej centralne pojęcie to „Hawel” tłumaczone jako „marność”. Słowo to pochodzi od oparu nad ziemią. Mgła, chmura, obłok to coś, co często przesłania Boga w Piśmie. To świat chwilowych zjawisk materialnej rzeczywistości, które są, a jakoby ich nie było, bo żywot ich krótki. Są po równo istnieniem i nicością. Niestety wobec tych przemijających rzeczy materialnych i zwodniczych zjawisk społecznych, takich jak chwała, kieruje się pożądania. Kohelet uczy zdrowego dystansu wobec hawel.
(17)
Człowiek, czy tego chce, czy nie, jest częścią świata. Nie potrafimy wyzwolić się od poczucia łączności z innymi ludźmi, z ziemią. Bóg to wie i nie skłania nas do destruktywnej niechęci do rzeczy ziemskich, jak to czynią niektóre dualne sposoby myślenia, uznające materię za zło, a spirytualizm za dobro. Chrystus uczy nas o złu świata, skłania do duchowego z niego wyjścia, ale nie do niszczycielskich postaw ani nawet potępiania innych. Chrześcijanin codziennie modli się modlitwami, które pozostawił nam Zbawiciel: „niech przyjdzie Twoje Królestwo!”, „miej miłosierdzie dla nas i całego świata!”. Otaczamy w ten sposób świat, który jest chory i zraniony złem, prawdziwą duchową miłością i życzymy mu odrodzenia przy Bogu.
