CZĘŚĆ II · ROZDZIAŁ 21

Prawo

KONRAD TOMASZ

1. Prawo, zasady, reguły

(1)

Jedną z potrzeb człowieka jest rozpoznanie zasad dobrego życia i postępowanie zgodnie z nimi. Dawniej ludzie mniej rozumieli materię, naukę, technikę, za to lepiej czuli zmysłem moralnym kosmiczne prawo, które obecnie różnie nazywamy: zasadami, moralnością, poczuciem sprawiedliwości, prawem moralnym, choć określenia te znaczą to samo. Ogół tych zasad jest porządkiem kosmicznym, który od najdawniejszych czasów był przeczuwany i duchowo odbierany przez ludzi.

(2)

Rzeczy, które nas otaczają, są ulotne. Wczoraj ich nie było, jutro nie będzie, powstają stopniowo i z czasem przemijają. Zmieniają się, brak im stabilności i pewności. Wielu ludzi wiąże się sercem z tym boleśnie ulotnym światem rzeczy i chwilowych zjawisk światowych (przyjemności cielesnych, posiadania, poklasku itp.). To wszystko jednak, jak przypomina Kohelet, jest jedynie hawel – chwilowe i złudne niczym opar o poranku. Podobnie uczą mądrości orientalne o mayi, fałszywym świecie danych nam zjawisk, wzywając nas do tego, abyśmy go przekraczali w kierunku rzeczywistości wiecznych.

Ci, którzy poznali świat zasad, wiedzą, że one nie przemijają. Są o wiele bardziej realne, rzeczywiste niż rzeczy, które stanowią ich odbicie. Człowiek, gdy przylgnie do dobrych praw, uratuje swoją wieczność, gdyż są one wieczne.

(3)

Niektórzy kwestionują samo istnienie praw i sprawiedliwości (czegoś, co pochodzi z prawa); nieustannie zadając pytania o sens zasad, sprawiedliwości, sugerują, że go nie ma. Jest to redukcyjne myślenie pozbawione uzasadnienia, gdyż praw się nie uzasadnia, tylko odkrywa i wykonuje. Zasada jest rzeczywistością nieredukowalną do bardziej podstawowych rzeczy, „rzeczą” najbardziej podstawową. Wszystko, co istnieje, można rozumowo zredukować do zasad. Prawo jest bytem pierwotnym, osobną jego kategorią.

(4)

Trzy podstawowe pytania to: Kim jestem? Skąd pochodzę? Dokąd zmierzam? Odpowiadają one trzem problemom filozofii: poznaniu, istnieniu, wartości. Teoria poznania pozwala nam opisać nasze spotkanie z tym, co już się wydarzyło. Zanim dotarło do mojej świadomości, stało się przeszłością. Teoria bytu, jako ontologia – metafizyka, dotyka tego, co w ogóle jest. Łączy nas z całością wszechbytu poprzez udolność umysłu i jego struktury poznawcze.

Przyszłość jest przedmiotem aksjologii. Wskazuje ona na wartości, do jakich dążymy, a więc na to, co jeszcze przed nami. Jest to ontologia przyszłości, która pokazuje nam, co może powstać lub być uzyskane. To właśnie jest wartość. Narzędziem rozumienia przyszłości są zdania warunkowe: „Jeśli…, to…”. Nazywamy je prawami.

Prawa mogą być objawiane przez Boga. Gdy ustanawia je ludzka władza, są prawami stanowionymi. Przeżywane w sercu stają się moralnością. Zawsze mają postać poleceń – nakazów, norm.

(5)

Gdy mówi się o prawie, to można rozumieć przez to wiele różnych sposobów realizacji idei prawa, np.:

• norma – nakaz lub zakaz,

• jakiekolwiek prawo, chociażby fizyczne, matematyczne,

• prawo jako pewna sfera wiedzy i przeżyć,

• wewnętrzne poczucie sprawiedliwości,

• prawo sumienia,

• prawo moralne w ogóle,

• prawo natury,

• prawo ludzkie (kodeksy, ustawy itp.), tzw. prawo pozytywne, stanowione,

• Prawo Mojżeszowe (Tora) – często w Biblii,

• w listach Pawłowych bywa tak nazywane samo usprawiedliwienie z uczynków (ofiar) wynikające z Prawa Mojżeszowego w kontraście do usprawiedliwienia z wiary w Chrystusa,

• sąd, potępienie,

• Prawo Boże w ogóle.

(6)

Prawem jest także:

1. Idea rzeczy. Przykładowo, gdy mówię „kot”, to mam na myśli pewien typowy kształt kota, czyli jego ideę. Jeśliby zwierzę to urodziło się bez jednej nogi, od razu zauważam, że coś jest nie tak, czyli nie zgadza się z modelem kota. Ów wzorzec – tę ideę – nosimy w sobie. Stanowi ona kryterium oceny poszczególnych jej realizacji (czyli konkretnych kotów), a skoro służy do osądzania, to jest prawem. Kot niewadliwy to taki, który w pełni odpowiada idei kota.

2. Zbiór wszystkich idei świata. Jest on w Logosie rozumianym jako matryca świata, zbiór form, idei, istot wszechrzeczy. Według niego rzeczy świata przyjmują kształt. Stanowi on też kryterium osądu w kwestii poprawności ich realizacji. Dlatego Chrystus – Logos będzie sądził ludzi, gdyż w Nim jest zapisane kryterium człowieczeństwa w ogólności oraz prawidłowego rozwoju każdego z nas.

3. Słowo. Słowa wyrażają idee, ogólne pojęcia, abstrakty rzeczywistości. Dlatego każde słowo nosi w sobie także ładunek prawny, odnosi się do istoty rzeczy. Bóg jednym swoim Słowem wyraża całość wszechrzeczy.

4. Dusza. Własną esencję (kształt, jakiego oczekuje Bóg) nosimy w sobie, w duszy. Dlatego poznać siebie to poznać swoją duszę. Ta esencja jest dla nas prawem. Zawiera ona wskazanie celu naszego życia, jakim jest powrót do Boga, co w konkretach życia sprowadza się do duchowej z Nim łączności i posłuszeństwa wobec Niego.

To zestawienie przybliża nam zrozumienie tego, że Logos – Prawo – Słowo – Esencja (Matryca) w istocie nie są jakimiś rozłącznymi zjawiskami, ale jednym i tym samym, czymś na kształt zespołu. Z tego powodu greckie rozległe rozumienie Logosu łączące te aspekty znakomicie oddaje istotę rzeczy. Dusza, która została stworzona na podobieństwo Logosu, jest nośnikiem fragmentu Jego treści w odniesieniu do konkretnego człowieka.

(7)

Prawo to mowa władzy w stosunku do poddanych. Poprzez nie władza zmienia zarówno poddanych, jak i samą siebie. Dla Boga jako władcy rzeczywistości pod pojęciem „poddani” kryje się cały świat.

Kodyfikacja praw była niegdyś ogromnym skokiem w cywilizacji. Wcześniej władza mogła być sprawowana swobodnie i spontanicznie, nieprzewidywalnie. Miała charakter absolutny i tyrański. Spisanie praw stanowiło ograniczenie władzy przez samą siebie. Od tej pory obywatele wiedzieli, czego się spodziewać ze strony władcy. Nadanie praw światu było takim samym samoograniczeniem się Boga.

(8)

Świat składa się z oddziaływań, praw, a oddziaływanie to po prostu ruch, siła, która go wywołuje i nadaje mu kierunek. Są one fundamentem wszystkiego, jak prawa fizyki i chemii dla materii. Wyobraźmy sobie, że nagle prawa fizyki przestają obowiązywać. Co wówczas zostałoby ze świata? Nic, kosmiczna, homogeniczna papka nie wiadomo czego, chaos w czystej postaci.

(9)

Prawo wyznacza przechodzenie z niebytu i potencjalności do istnienia. Widzimy to w przypadku esencji rozumianej jako rodzaj prawa. W umyśle Boga jest ukierunkowaniem ekspresji od tego, co ma być (zamysłu), do tego, co faktycznie się staje. Łączy ono aktualną egzystencję człowieka (jego stan i postępowanie) z jego esencją, czyli przygotowanym dla niego planem Boga. Przemiany opisane w Chinach w Yijing to też filozoficzny zapis porządku przemian, swoiste prawa. Inaczej mówiąc, prawo powołuje jakiś przyszły i pożądany stan rzeczy.

(10)

Pojęcia związane ze zjawiskiem prawa:

• prawomocność – to przymiot zasady świadczący o tym, że jest prawdziwa; niekiedy w bardzo sformalizowanym języku termin ten stosowany jest do zdań o rzeczywistości (nazywanych sądami), wskazuje wówczas na ich prawdziwość i obowiązywanie, czyli powszechną stosowalność,

• sąd – to podmiot strzegący prawa, które nie broni się samo, lecz posiada obrońcę; działanie sądu to ocena faktów i ich nazwanie pojęciami prawnymi,

• sąd jako zdanie o świecie – w Polsce w dziedzinie logiki sądami określa się zdania twierdzące o świecie, np. „Ten kot jest czarny”; sądzenie to zawsze nazywanie rzeczy po imieniu, dotyczy to także sądów karnych, które jakiś czyn nazywają „kradzieżą”; sądzenie, nazywanie polega na łączeniu rzeczy z pojęciami za pomocą słów; stanowi to początek rozumności,

• prawda – w angielskim zwrocie „He’s right” uwidacznia się związek prawa i prawdy; podobne sformułowania można znaleźć też w innych językach; to jest ta prawomocność sądów o świecie, czyli mówienie prawdy; jej zaprzeczenie stanowi bycie w błędzie, gdy wypowiedź jest „nie–po–prawna”,

• „prawdy nie ma”– o co pytają ci, którzy na gruncie filozofii używają zwrotów tego typu; nie chodzi im o proste prawdy o świecie (np. kolor kota), bo nie wyrzekają się realizmu; w istocie jest to odmowa poszukiwania prawdy o świecie, czyli poznania praw nim rządzących,

• wartość – przedmiot ochrony prawa, dobro chronione; prawo można opowiedzieć językiem wartości, np. „Godność ludzka nie powinna być naruszana”,

• moralność – człowiek posiada wrodzony zmysł moralny, który przejawia się poprzez pracę rozumu w tej materii, czyli sumienie; prawo jest wykrywane przez niezależny od innych zmysł moralny w umyśle człowieka, nieodrodny i nieredukowalny, niemożliwy do ujęcia poprzez inne władze; zwykle mówi się o prawie moralnym jako o tych imperatywach, które pochodzą z wnętrza człowieka; czasem stosuje się to określenie, żeby odróżnić prawo wewnętrzne od narzuconego prawa stanowionego; dla człowieka wierzącego moralność i sumienie uformowane w wierze mogą stanowić postać działania prawa Bożego,

• wspólnota – wspólne prawa konstytuują wspólnoty ludzkie; przestrzeganie prawa Bożego pozwala pozostawać we wspólnocie z Bogiem; respektowanie praw wspólnot ludzkich stanowi warunek bezpiecznego pozostawania w ludzkich wspólnotach, a nieprzestrzeganie tych praw powoduje usunięcie z tych społeczności: karę śmierci, więzienia, dawniej wygnanie lub zesłanie,

• prawo natury – jest tworem rozumu chroniącego naturę ludzką przed zniszczeniem (gdyż dobro i byt to jedno),

• sprawiedliwość (naturalny zmysł prawa) – według Platona stanowi podstawę roztropności, męstwa i umiarkowania; stosowany termin (dikaiosyne) wiąże się z Dike, czyli kosmicznym porządkiem, chodzi o pozostawianie z nim w zgodności; prawość (ang. righteousness), zacność, szlachetność – to tłumaczenia nazwy tej cnoty,

• osoba – w dziedzinach prawnych człowiek podejmujący decyzje jest osobą; jest to pojęcie prawne; jako że prawo ma nieredukowalny charakter, więc i jego pojęcia nie dają się wyjaśnić innymi terminami; teologia i filozofia w swojej antropologii poszukują takiego zdefiniowania i go nie znajdują, tłumacząc ignotum per ignotum, że osoba to wynik posiadania godności, która z kolei jest jakoś tajemniczo niezdefiniowana; okazuje się to jednak zbędne, ponieważ godność osoby to po prostu bycie osobą; osoba to człowiek posiadający pełnię praw; historycznie wielu ludziom odejmowano przymiot osoby: kobietom, dzieciom, niewolnikom itd.; samo istnienie prawa implikuje nam konieczność podejmowania decyzji, która stanowi istotę praktyki prawa; osoba to ktoś uprawniony do podejmowania decyzji; tę zdolność nazywamy wolnością; poprzez decyzje kształtujemy siebie; ludzie tego świata wymyślają nonhuman persons w postaci delfinów, psów, kotów, co sprawia, że przyznaje się prawo do samostanowienia (decyzji) i godność zwierzętom, odebrawszy ją wcześniej ludziom; taki sposób rozumowania jest zły,

• posiadanie prawa – oznacza stan pod ochroną w prawie; musi być ktoś, kto tę ochronę uskutecznia, czyli feruje sankcje (kary) za naruszenie tego prawa; tym sposobem mamy kolejny dowód na istnienie Boga; bez Niego nie ma sprawiedliwości, ochrony, nie ma osoby ani godności, nie ma niczego,

• sfera powinności – w naszym pojmowaniu istnieją sfera powinności i sfera faktów; ludzie niechcący często je mylą, np. opowiadają o czymś, jakby faktycznie było, a w rzeczywistości tylko oczekują, że jest, bo ich zdaniem powinno być i nie dopuszczają do siebie innej możliwości; zdarza się, że patrzą na fakty, zdarzenia i na tej podstawie machinalnie orzekają o zasadach, podczas gdy dane zdarzenie w rzeczywistości jest łamaniem zasad; trzeba odróżniać fakty od projekcji swoich opartych na logice życiowej (prawach) oczekiwań.

(11)

Prawo ma jakby dwie strony. Pierwsza dotyczy człowieka, który powinien go przestrzegać – jest to wykonywanie prawa. Druga to sąd ludzki lub Bóg, który ingeruje wtedy, gdy człowiek nie przestrzega prawa. Jest to wymiar sprawiedliwości, wyrównanie szkód i krzywd wywołanych przez występek. W prawoznawstwie mówimy o dwóch rodzajach norm – sankcjonowanej (chronionej, czyimś obowiązku, tzw. prawo materialne) i sankcjonującej (karzącej, obowiązku sądu do działania). Dzięki tej dwuwarstwowej strukturze prawo chroni samo siebie.

(12)

Prawo – podstawowe pojęcia:

• władza – zdolność ustanawiania praw i kontroli z ich przestrzegania (sądzenia),

• ład, porządek prawny – ogół norm,

• norma – zakaz, nakaz dotyczący jakiejś sytuacji,

• sankcja – kara; prawo Boże opiera się na porządku nagrody za dobre życie; taki właśnie miał być wymiar sądu Bożego, ale ludzie, niestety, uparli się, żeby zmienić to w odpłatę przykrością za przykrość.

(13)

Jordan Peterson słusznie zauważa w wykładzie na YT, że wszechświat posiada w sobie ustalone, powtarzające się sekwencje wydarzeń. Jeśli przykładowo rozbiję szklankę, to już jej nie użyję, albo gdy wrzuci się ziarno, to wyrośnie roślina. Inaczej mówiąc, są to ustalone związki przyczynowo-skutkowe. Podlegają im zwierzęta, a nawet z wolna erodująca skała. Mówimy nierzadko o „prawach natury”, choć to raczej metafora, bo prawo implikuje świadomość.

(14)

Rzeczy i zwierzęta stosują się do zasad. Przyroda nie ma zdolności wyłamania się spod praw. Minerały, mikroby, rośliny, zwierzęta odbywają swój życiowy spektakl w sposób doskonale wierny swojej naturze.

Człowiek został nieco zubożony w stosunku do zwierząt, ograniczono nam bowiem instynkty, aby zrobić miejsce dla wolnej osobistej twórczości. Jednocześnie ofiarowano nam zdolność nabywania wiedzy o prawach, abyśmy w przyszłości umieli siebie kształtować. Tylko człowiek może złamać prawo, chociaż nie powinien tego robić. To jest właśnie wolna wola. Można zatem iść za swoim prawem, realizować plan Boży wobec siebie albo odmówić. W tym ostatnim przypadku niszczy się siebie. Dla człowieka jako istoty zdolnej do decyzji prawo jest nakazem (lub zakazem) czegoś.

Prawa czynią życie schematycznym. Człowiekowi dano możliwość rozwoju, a to zawsze polega na przełamaniu dotychczasowego schematu. Rozwijając się, rozpoznajemy nowe prawa, lepsze i właściwsze, dlatego możemy odstępować od tych wcześniej uznawanych. Wolność ludzka to nie jest kontestowanie wszystkich praw bądź bezprawie (anomia), tylko zdolność rozpoznawania lepszego prawa w miejsce wcześniejszego i przechodzenie do wyższego porządku prawnego. Tak się dzieje z dziećmi, które z początku rozumieją zasady panujące w swoim domu jako jedyne i ostateczne. Kiedy dorastają, wchodzą w przestrzeń szerszej wspólnoty i muszą na nowo uczyć się niektórych rzeczy, bo w ich domu niezbyt je rozumiano. Temu ma służyć nasza zdolność do zmian w rozumieniu prawa. Niestety, ludzie, korzystając z tej zdolności, po prostu masowo lekceważą i łamią prawa, które ich dotyczą.

(15)

Prawo, czyli zasada, określa przyczyny i skutki, przebieg zdarzeń na świecie. Wyznacza kolej rzeczy, łączy zdarzenia i ich przyszłe konsekwencje, pokazuje ciągi dalsze, określa przyszłość. Opis – przeciwnie – wskazuje na przeszłość. Jednak zarówno zasady, jak i opis, chociaż są dwoma różnymi rodzajami wypowiedzi, posługują się słowami i pojęciami.

Słowo i pojęcie (idea) są już same w sobie zasadami (uczy o tym Władimir Sołowiow). Używając pojęć i związanych z nimi słów (lub innych znaków), odwołujemy się do pojęć ogólnych, które da się zdefiniować. Z kolei definicja to wykaz cech koniecznych do uznania danej rzeczy za taką, a nie inną. Dlatego też jest prawem, bo wyraża ideę danej kategorii rzeczy.

Reguły, zasady, prawa są to powtarzające się następstwa zdarzeń. Można je wyrażać na różny sposób językowy, ale zawsze będzie to przyczyna i skutek albo działanie i jego następstwo.

Ludzie dawniej poszukiwali Prazasady, czyli takiej zasady konstytuującej świat, z której wywodzą się wszystkie pozostałe. Prawa są kluczem do przyszłości. Znając reguły, możemy świadomie żyć, kształtować przyszłość, dokonywać celowych i skutecznych zmian. Mówiąc potocznie, wtedy wiemy, co robimy, czyli rozumiemy skutek swoich działań.

(16)

Prawo można wyrazić w języku jako wypowiedź poprzez zdanie warunkowe odnoszące się do człowieka: jeśli… (coś zrobisz), to… (coś uzyskasz), w przeciwnym przypadku… (stracisz). W prawie Bożym ogłoszonym przez Mojżesza przed człowiekiem stoi wybór – nagroda (zysk) bądź kara (strata). Bóg mówi, że kładzie przed nami ogień i wodę, życie i śmierć.

(17)

Posiadamy intuicję, dzięki której wyczuwamy prowadzenie Boże, Jego plan wobec nas. Jest ona tym silniejsza, im więcej praktykujemy duchowość. Bez tego dokonujemy przypadkowych wyborów według fałszywych zasad upadłej wspólnoty ludzkiej kierującej się prawem grzechu. Mówiąc prościej, w ukształtowanym sumieniu rozpoznajemy dobre prawa. Z kolei obcowanie z ludźmi zaraża nas fałszywymi, niszczącymi zasadami.

(18)

Ludzkie życie to droga, przechodzenie z jednej sytuacji do drugiej. Światłem pokazującym, jak iść, żeby nie zejść z dobrej drogi, są zasady życiowe, przede wszystkim Prawo Boże. Gdy Bóg nazywa siebie Drogą, to znaczy, że zaplanował dla każdego z nas ciąg zdarzeń. Nie pozostawia nas samych w tych doświadczeniach, ale poprzez Przykazania oraz głos sumienia poucza o tym, jak się zachować. Jak widać, dobra droga i Prawo to właściwie to samo.

(19)

Oddziaływania świata natury to też pewne prawa. Już najstarsze tradycje twierdziły, że tworzywem Wszechświata jest Prazasada – najstarsze prawo, z którego powstały inne prawa, oddziaływania. Grecy mówili „Arche”, nazywając w ten sposób zarówno bezkształtne pratworzywo materialne (jak apeiron, bezkres, chaos), jak i Prazasadę, która nadała mu kształt. Instynktownie poszukujemy w sercu jakiejś naczelnej zasady, Prazasady, umożliwiającej nam przełożenie się na szczegółowe zasady dla danej sytuacji. Taka zasada naczelna to inaczej też „duch prawa”, czyli zrozumienie dążeń wyrażanych przez cały system praw.

2. Prawo Boże

(1)

Prawo Boże jest starsze niż świat. Zawiera się w Logosie, w Bogu, którym jest. Jak traktujemy Prawo, tak traktujemy Boga. Skoro jest Bogiem, ma więc Jego naturę i ją wyraża.

(2)

Człowiek jest jaźnią – świadomością siebie, świata i Boga. Jaźń ta podejmuje decyzje. Potrzebuje znać Zasadę, żeby kształtować decyzjami przyszłość swoją, świata i swojej relacji z Absolutem. Żeby dobrze decydować, musimy znać zasady i przewidywać skutki swoich posunięć. Ogłaszane prawo jest światłem dla ludzi, które poucza ich o słusznym postępowaniu, czyli zwalcza mrok nie wiedzy.

(3)

Według św. Tomasza:

„Prawo jest to jakaś norma i miara ludzkiego postępowania. Kierując się nią, człowiek poczuwa się do obowiązku albo do czynienia czegoś, albo do powstrzymania się od czynienia czegoś. Toteż łacińska nazwa prawa – lex – wywodzi się od ligare – wiązać, ponieważ zobowiązuje do czynienia (lub nie czynienia czegoś)”.

„Istota prawa polega na prowadzeniu do celu, ale czyni to ono w sposób czynny (active) w tym znaczeniu, że niektóre rzeczy kieruje do celu, nie zaś w sposób bierny (passive), w tym znaczeniu, żeby samo to prawo było skierowane do celu, chyba przez przypadłość, mianowicie w takim zarządzającym, którego cel jest poza nim samym, do którego z konieczności również i jego prawo musi się kierować. Aliści celem rządów Bożych jest sam Bóg, a Jego prawo jest niczym innym, jak Nim samym”.

„CZY PRAWO WIECZNE JEST ISTNIEJĄCYM W BOGU NAJWYŻSZYM POMYSŁEM?

Odpowiedź: Jak w każdym twórcy istnieje wpierw pomysł tego, co on zamierza uskutecznić, tak również w każdym zarządzającym musi istnieć wpierw pomysł porządku tego wszystkiego, co mają czynić wszyscy podlegający jego rządom. A jak pomysł rzeczy, których twórca chce dokonać, zwie się sztuką lub wzorcem tychże rzeczy, tak również pomysł znajdujący się w umyśle zarządzającego ustanawiający porządek w czynnościach rzeczy, które mu podlegają, ma istotne cechy prawa, z zachowaniem jednak innych składników, stanowiących istotę prawa, które wyżej podaliśmy.

Stąd też jak pomysł Bożej mądrości, poprzez który wszystko zostało stworzone, ma istotne znamię sztuki, prawzoru lub idei, tak również pomysł Bożej mądrości poruszającej wszystko ku właściwemu celowi, ma istotne znamię prawa. W myśl tego prawo wieczne jest niczym innym, jak pomysłem Bożej mądrości, o ile ona nadaje kierunek wszystkim czynnościom i poruszeniom”.

Prawo to Łaska Boża w działaniu (św. Tomasz).

(4)

Bóg dawcą bezpieczeństwa

Rodzimy się, nie posiadając wiedzy o swoim życiu. Jednocześnie uczymy się go i je praktykujemy. Każdy nasz czas jest ostateczny, bo drugi raz się nie wydarzy.

Takie pozostawienie człowieka wobec nieznanej mu rzeczywistości, zwłaszcza w kwestii rządzących nią reguł, nieuchronnie prowadzi do poczucia zagrożenia. Niektórzy to doświadczenie nazywają lękiem egzystencji. Jest on naturalnym niepokojem i niepewnością sytuacji debiutantów, w jakiej znajdujemy się cały czas w naszym życiu. Ludzie o różnych konstrukcjach psychicznych odmiennie reagują na tę sytuację. Niektórych ona paraliżuje, innych pobudza do brawury i arogancji. Nie zmienia to faktu, że jest to doświadczenie niekomfortowe.

Bóg, objawiając Prawo, wyposaża nas w wiedzę, dzięki której możemy przeżyć życie bezpiecznie w poczuciu wewnętrznego pokoju, a także w pokoju z resztą ludzi, całą rzeczywistością i samym Bogiem. Pokój bowiem panuje wtedy, kiedy szanujemy nawzajem swoje prawa. By to było jednak możliwe, trzeba je po prostu znać. Wojna jest pogwałceniem tych praw. Życie w pokoju to życie bezpieczne.

(5)

Prawo to jest to, co stosują sądy. Sąd i prawo to aspekty tego samego zjawiska. Prawo dla ludzi bez sądu nie ma sensu, bo bez względu na swoją formę jest tylko imperatywem, który może być zlekceważony. Potrzeba dla niego czyjejś ochrony. Obie te rzeczy są po prostu ekspresją władzy, która w prawie nakazuje, a w sądzie rozlicza z wykonania nakazów. Bóg jest ostatecznym sędzią, a jego sąd jest doskonały.

(6)

Prawo konstytuuje rzeczy i nasze myślenie. Oficer bodaj w dziele W. Sołowiowa arcygenialnie wyraża tę myśl w słynnym pytaniu (piszę z pamięci): „Gdyby nie było Boga, to jakim ja byłbym pułkownikiem?”. Posiadanie rangi wojskowej to także pewne prawo do tego, że inni będą mnie traktować w ten szczególny sposób. Jest zatem ktoś, kto się o to upomni. Tego zadania usiłuje się podjąć władza państwowa, która jednak ma nieduży zasięg. Tylko Bóg może upomnieć się o każdy czyn człowieka, o szacunek dla godności osoby.

(7)

Prawo wieczne jest nieodwołalne. Nawet Bóg go nie zmieni, Bóg wierny sobie, który związał siebie prawami nadanymi światu. Prawa te są częścią Boga, pozostają niezmienne. Sam Bóg jest zatem zakładnikiem swojego Prawa, gdy Jego ukochane istoty gubią się i giną pod płynącymi z tych zasad wyrokami. Bóg, który nie grzeszy, nie może naruszyć własnych praw. Musiał on przezwyciężyć, przekroczyć samego siebie, żeby nas ratować. Można rzec, że przeszedł samego siebie w dziele zbawienia.

Jednym z wiecznych praw jest wolność człowieka. Także tego prawa Bóg nie może złamać. Nasze życie nadal zależy od nas samych.

Bóg, ustalając prawo, niewyobrażalnie siebie ograniczył. Z pozycji wszechmocy stał się poddanym własnych ustaleń. Wszystko to dla człowieka, żeby ten mógł żyć z Nim w miłości. Wszak wszystko to są prawa miłości – wspólnoty.

Ustanowienie praw i ich ogłoszenie jest wielkim ustępstwem władcy. Widzimy to w porządku ziemskim. Bardzo szanujemy rządzących prawodawców, bo ograniczyli siebie w sądzeniu i odjęli sobie pełną swobodę, spisując prawa. Do tego momentu mogli sądzić dowolnie. Niemądrzy ludzie postrzegają ogłoszenie praw jako kaganiec dla poddanych prawu, tymczasem jest dokładnie odwrotnie – to kaganiec dla władcy.

(8)

Zacytuję komentarz internauty:

„Część ludzi, słysząc o Bożych przykazaniach, kojarzy je z opresją, ograniczeniem ludzkiej wolności, próbą narzucenia zewnętrznego systemu etycznego. Z groźbą:

… nie będziesz zabijał, cudzołożył, kradł i kłamał… bo jak nie, to popamiętasz…

To jedna strona, strona przekleństwa. Drugi sposób odczytania jest zupełnie inny:

… nie będziesz zabijał, cudzołożył, kradł i kłamał… bo już nie będziesz musiał… bo wyzwolę cię z niewoli grzechu… bo grzech nie będzie już dla ciebie atrakcyjny…

To druga strona, strona błogosławieństwa”.

(9)

Słowo stworzenia to nakaz dla mnie, abym żył, abym się stawał stale, skoro trwa szósty dzień jego działania. Życie jest stawaniem się w zgodzie ze Słowem stworzenia, w zgodzie z prawem.

(10)

Prawo Boże określa następstwa postępowania człowieka, np. „Czcij ojca swego i matkę swoją, a będzie ci się dobrze wiodło” albo „Kto grzeszy, ten będzie potępiony; kto jest sprawiedliwy, ten będzie ocalony”. Prawo opisuje więc przyszłe postępowanie Boga wobec ludzi, którzy uczynili coś opisanego przez Niego w Prawie. Bóg, dając Żydom swoje Prawo, powołał się na swoje zasługi wobec nich:

1. „Jam jest Pan Bóg twój…” – On jest Bogiem, Stworzycielem, zwierzchnią władzą, posiada Boskość,

2. „(…) którym Cię wywiódł z Ziemi Egipskiej, z domu niewoli” – jakby nie dość było powyższego, to jeszcze On właśnie uratował swój naród; Jego staraniem został ocalony ich los, istnienie; trzeba pamiętać, że Egipcjanie dążyli do eksterminacji Żydów poprzez mordowanie nowo narodzonych chłopców; zmu szano także Żydów do ciężkiej, przymusowej pracy niewolniczej; Bóg przygotował sobie naród, który wybrał, by w nim urodził się Jego Syn, wcielone Słowo Boże; następnie nadał Prawo swojemu ludowi; co do innych ludów przed Chrystusem, to Pan objawił, że będą sądzeni według prawa sumienia, tj. prawa dobra, takiego, jakim go znają; swojemu ludowi Bóg objawił, na czym polega prawdziwe dobro; ogłoszeniem Prawa Pan Bóg, jak to czynili dobrzy władcy, niejako związał sam siebie; obietnice Prawa są pewne, człowiek może według nich oczekiwać pewnych rzeczy ze strony Boga, zarówno tych przykrych, jak i przyjemnych, jeśli tylko zasłuży swoim życiem na któreś z nich; skoro Prawo jest pewną obietnicą, to Izraelici słusznie odbierają je jako źródło radości i perspektywę szczęścia.

(11)

Prazasada… Jak ją streścić? To niełatwe, skoro zawiera się w niej całość wszechrzeczy. Skoro Logos jest odbiciem Boga, a Bóg jest Wspólnotą – Rodziną – Miłością, możemy zakładać, że najgłębsza sprawcza Prazasada głosi „Bóg jest miłością”. Słysząc o tym, stworzony na obraz Boga człowiek w naturalny sposób dostraja swoje życie do potężnego rezonansu tej zasady w duszach.

3. Prawo w nas

(1)

Rozum i prawa

Rozum ludzki jest narzędziem dochodzenia do praw świata, czyli rozumienia. Władimir Sołowiow pisze tak:

„(…) akt rozumu ma w swej istocie charakter czysto formalny, czyli negatywny. Zadaniem rozumu nie jest wytwarzanie czegokolwiek lub przekazywanie jakichś pozytywnych danych, ale jedynie rozumienie, czyli pojmowanie tego, co już jest dane niezależnie od rozumu. Rozum sam w sobie nie może posiadać siły wytwórczej, jaką ma np. wola lub fantazja. W istocie rzeczy, co robimy, gdy coś rozumiemy lub ujmujemy coś za pomocą rozumu?

My jedynie wyodrębniamy z danych za pośrednictwem zmysłów faktów ich szczegółowe i przypadkowe cechy i konstruujemy z tych faktów pewne pojęcia ogólne – szczegółowe, jednostkowe stosunki zachodzące między nimi podnosimy do rangi stosunków powszechnych i koniecznych, czyli praw. Jest oczywiste, że działanie to ma charakter negatywny.

Analizujemy dane doświadczenia, oddzielamy lub odrzucamy przypadkowe i zmienne elementy i w rezultacie otrzymujemy określone ogólne wyobrażenie, czyli pojęcie, niemające samo w sobie żadnej własnej treści. Podczas opracowania tego pojęcia rozum nie wnosi zatem nic nowego, pozytywnego, ale jedynie poprzez swe wyodrębniające, analityczne, czyli negatywne działanie wyprowadza z tego, co szczegółowe, to, co ogólne.

Cała materialna treść otrzymanych przez rozum pojęć jest dana, czyli wytwarzana poprzez doświadczenie. Weźmy dla przykładu uniwersalne i konieczne prawo powszechnego ciążenia otrzymane za pomocą rozumu. Jest oczywiste, iż cała treść owego prawa wyrażona jest poprzez zjawiska, które mu podlegają i od których ono abstrahuje. Ciążenie jest w istocie rzeczy tylko ogólną właściwością ciał, a zatem samo w sobie, oderwane od tych ciał, jest pozbawione jakiegokolwiek sensu.

Wszystkie prawa rozumu są tylko prawami zjawisk, skoro jednak zjawiska dane są w doświadczeniu, to w doświadczeniu jest dana również cała treść tych zjawisk. Rozum natomiast jedynie nadaje formę powszechności i konieczności, rozum jedynie neguje zjawisko jako coś szczegółowego i przypadkowego i afirmuje je jako powszechne i konieczne.

Mówiąc krótko, akt rozumu polega jedynie na negacji przypadłości. Poprzez tę negację przypadłości rozum nadaje zjawiskom formę powszechności i koniecznego porządku, podczas gdy same te zjawiska, stanowiące materialną treść naszego poznania, są dane wyłącznie w doświadczeniu”.

(2)

Człowiek, cokolwiek czyni, łączy to z zasadą powszechną. Robię coś, bo uważam, że właśnie tak należy postąpić. Bez tej prawnej podstawy nie bylibyśmy w stanie nic zrobić. To w nas tkwi nieodwołalnie. Chrystus uczy, żebyśmy czynili tak, aby to mogło się stać zasadą powszechną, czyli dla wszystkich. Ta nauka w istocie odkrywa naszą naturę, tak po prostu cały czas to przeżywamy. Uwaga Chrystusa przypomina o tej prawdzie. W świetle całości Jego nauki należy dodać, że ma to być słuszna dobra zasada, zgodnie z którą swoje postępowanie należy przemyśleć, zastanawiając się zwłaszcza nad tym, czy może być wzorcem dla wszystkich. Trzeba zachować w tym świadomość i czujność. Ludzie naśladują jedni drugich, gdyż tak odczytujemy zasady powszechne. Czasem jedno spojrzenie na człowieka pozwala nam ocenić, według jakich zasad żyje, jaki jest jego etos. Każdy nasz uczynek stanowi realizację jakiejś zasady, a obserwowany z zewnątrz zaczyna być komunikatem dla innych o regułach, jakie wyznajemy. Większość dzieci żyje podobnie do swoich rodziców, bo przejmuje zespół wzorców zachowań, czyli przyjętych zasad życiowych. Niekiedy bywa on nazywamy stylem życia.

(3)

Zasada (prawo) odnosi się do jakiegoś dobra chronionego, które jest „duchem prawa”, celem i sensem jego istnienia. Chrześcijaństwo da się dobrze zrozumieć tylko w języku zasad (praw). Ani pojęcia ontologiczne, ani psychologiczne nie opisują go wystarczająco wyraźnie i zrozumiale. Zasadą życia chrześcijańskiego, nadrzędnym prawem i dobrem chronionym jest Bóg. On stanowi cel, sens naszego życia. Znaczy to, że jest dla człowieka najważniejszym i najwyższym Dobrem. Nie człowiek sam dla siebie, nie rzeczy, nie relacje z ludźmi – wszystko to ma znaczenie jedynie instrumentalne i nabiera ważności o tyle, o ile wynika z zasady nadrzędnej – miłości Boga całym sobą i wszystkim, co swoje. Dobra chronione prawem to zarazem te same dobra, które pragniemy posiadać, osiągać. Bóg jest naszym największym pragnieniem.

(4)

Bez Prawa nie ma wolności, bo Prawo wyznacza kierunek rozwoju, zmian, czyli ekspresji człowieka, a wolność to zdolność samoekspresji.

(5)

Bez Prawa nie ma miłości, Prawo wskazuje, co jest dobre, także dla kochanej osoby. Przestrzeganie go stanowi ekspresję miłości – dajemy każdemu, co mu się należy, nikogo nie krzywdzimy.

Oto słowa papieża Benedykta XVI:

„Przede wszystkim sprawiedliwość. Ubi societas, ibi ius: każde społeczeństwo wypracowuje własny system sprawiedliwości. Miłość jest większa od sprawiedliwości, ponieważ kochać to znaczy dawać, ofiarować coś mojego drugiemu; ale nie ma nigdy miłości bez sprawiedliwości, która nakazuje, by dać drugiemu to, co jest jego, co mu się należy dlatego, że istnieje i działa. Nie mogę drugiemu «dać» czegoś od siebie, jeżeli mu nie dam w pierwszym rzędzie tego, co mu się sprawiedliwie należy. Kto kocha z miłością bliźniego, jest przede wszystkim sprawiedliwy wobec innych. Sprawiedliwość nie tylko nie jest obca miłości, nie tylko nie jest drogą alternatywną albo paralelną w stosunku do miłości: sprawiedliwość jest «nieodłącznie związana z miłością», jej towarzyszy. Sprawiedliwość jest pierwszą drogą miłości, jak powiedział Paweł VI, jest jej «minimalną miarą», stanowi integralną część tego miłowania «czynem i prawdą» (1J 3, 18), do którego zachęca apostoł Jan. Z jednej strony miłość wymaga sprawiedliwości: uznania i szanowania słusznych praw poszczególnych osób i narodów. Działa na rzecz budowy miasta człowieka zgodnie z prawem i sprawiedliwością. Z drugiej strony miłość jest doskonalsza niż sprawiedliwość i ją uzupełnia zgodnie z logiką daru i przebaczenia. Miasta człowieka nie umacniają tylko związki między prawami i obowiązkami, ale jeszcze bardziej i przede wszystkim relacje oparte na bezinteresowności, miłosierdziu i komunii. Miłość objawia zawsze także w relacjach ludzkich miłość Bożą, nadając wartość teologalną i zbawczą wszelkim wysiłkom na rzecz sprawiedliwości w świecie”.

(6)

W skład pojęć związanych z prawem wchodzą wartości. W myśleniu normatywnym, zmyśle moralnym, w sumieniu są one analogami rzeczy. Relacja do nich wyznacza stosunek do rzeczy. Dewaluacja czegoś w sercu człowieka jest początkiem destrukcji. Przykładowo ludzie najpierw odzierali z godności innych ludzi w swoim myśleniu i słowach, co z czasem prowadziło np. do eksterminacji całych narodów. Uznawać wartość czegoś, doceniać to znaczy tyle, co to coś afirmować. Stąd pochodzi troska o to coś. „Kochać” i „cenić” to bliskie sobie pojęcia. Rzecz postrzegana w ujęciu bytowym w perspektywie poznawczej stanowi przedmiot poznania, a z punktu widzenia aksjologii jest przedmiotem ochrony. Przykładowo człowiek traktuje swój samochód jako coś wartościowego, dba o niego i chroni go przed zniszczeniem. Dla Boga czymś takim jest cały świat wraz z każdym człowiekiem.

(7)

Warto badać i poznawać swoje przeżycia prawne. Prawo we mnie stanowi to, co muszę, oraz to, czego mi nie wolno, czego „nie mogę”. Powtarzamy sami sobie różne dziwne rzeczy w tej materii, np. gdy człowiek przy czymś z uporem obstaje, to wmawia sobie, że musi to mieć. Trzeba sprawdzać i poprawiać to, jak myślimy w kategoriach prawnych, czy nie wypaczamy ich według swoich żądz i samowoli. Warto zastanowić się nad tymi sprawami.

(8)

Człowiek, rosnąc i dojrzewając, co chwilę spotyka się z nowymi zakazami, nakazami, wymogami, uwarunkowaniami. To dość bolesny proces przycinania dziecięcej swawoli. Akceptacja i uwewnętrznienie (internalizacja) zasad jest oznaką dojrzałości moralnej. Brak szacunku dla tych reguł to objaw niedojrzałości, jaką niektórzy pielęgnują aż do śmierci. Prawo można przyjąć świadomie, czyniąc tym samym siebie wielkim, gdyż to oznacza przekraczanie siebie, swojego małego egoizmu. Warto to czynić nie ze strachu, ale z przekonania; nie z uwagi na innych, ale na siebie, na swoją ludzką godność. Szacunek dla zasad jest oznaką rozumności.

Podstawowym wyborem człowieka w przestrzeni aksjologicznej, moralnej jest akceptacja lub odrzucenie praw, uznanie zasad za fałszywe lub prawomocne.

(9)

Jesteśmy stworzeniami prawnymi, a odkrywanie i stosowanie praw stanowi nieodrodną część natury ludzkiej. Nasz umysł nieustannie próbuje wychwytywać zasady ogólne na podstawie zdarzeń, aby dostosowywać do nich nasze postępowanie. Jak kręgosłup stanowi o kształcie ciała, tak moralność przesądza o charakterze naszych poczynań. Lubimy generalizować, czyli wychwytywać obowiązujące zasady, prawidłowości.

(10)

Funkcjonowanie prawa w życiu społecznym czyni życie człowieka bezpiecznym w przeciwieństwie do bezprawia, w którym jesteśmy nieustannie narażeni. Porządek w społeczeństwie to pokój międzyludzki, a Prawo to jego podstawa.

(11)

Wspólnoty ludzkie łączą się poprzez wspólnie uznawane prawa, zwyczaje itp. Społeczności chronią swoich członków, o ile ci przestrzegają ich reguł. To dotyczy też państw i ich obywateli. Dawniej jedną z najsurowszych kar było wykluczenie ze wspólnoty. Dla plemion pierwotnych oznaczało to wyrok śmierci – samotny człowiek łatwo ginął z powodu zwierząt, choroby itp. Bycie wyrzutkiem (outlaw) oznaczało utratę opieki ze strony praw wspólnoty. Taki człowiek mógł być przez innych dowolnie potraktowany, nawet bezkarnie zabity.

Grzech polega na takim wyjęciu spod opieki prawa. Człowiek naruszył zasady wspólnoty z Bogiem i został wygnany ze stanu bezpiecznego raju do wrogiego mu świata, jaki znamy. W Genesis mamy też przykład Kaina jako wygnańca ze wspólnoty ludzkiej. Brak ochrony prawa oznacza los zupełnie przypadkowy, funkcjonowanie w warunkach chaosu, a na koniec – równie przypadkową śmierć. Takiego właśnie życia doświadczamy. Sercem oczekujemy życia w bezpiecznym raju i dobrym Porządku, a okazuje się, że zamieszkujemy ziemię wygnania, kolonię złoczyńców.

(12)

„Niech się stanie!”

Powiadamy, że stworzyło nas Słowo rozumiane jako Logos, Wszechzasada. W Księdze Rodzaju Bóg wygłasza stwórcze Słowo. Brzmi ono: „Niech się stanie…!”. To jest tryb nakazu, czyli prawo. Jakie to piękne! Cały świat opiera się na Boskim nakazie, który wybrzmiewa we wszechświecie. Wszystko wciąż staje się i potwierdza tę Bożą Prazasadę. Co ma choćby odrobinę życia, dąży, żeby to swoje życie, istnienie wzmagać. Stworzenie wciąż trwa. Jest szósty dzień – czas powstawania ludzi, którzy powstają i dojrzewają.

Stwórca wyrzuca w próżnię swoje „Niech się stanie…!”. Chrystus zmasakrowany i konający dopowiada: „Wykonało się”. „Ecce homo” – to On jest doskonałym, idealnym, skończonym człowiekiem. Wypełnił wszelkie nakazy. Spełnił wszystkie wymagania. Człowieczeństwo doszło do pełni tylko w Nim. Szósty Dzień powoli dobiega końca, jest już czas wieczoru.

Musimy więc sami siebie spytać, co czyni każdego z nas człowiekiem w kontekście życia Chrystusa? Z pewnością adoracja Ojca: „Święć się Imię Twoje”, uległość wobec Jego woli („Bądź wola Twoja”), złożenie wszelkich swoich potrzeb w Jego opiece („chleba naszego…”), 30 lat cichej, spokojnej pracy w Nazarecie w dobrej opinii u Boga i ludzi, głoszenie Dobrej Nowiny.

Naszym celem jest wchodzenie we wspólnotę z Bogiem po śmierci – pójście do nieba. Dlatego uczłowieczenie samego siebie to właśnie wzmacnianie tej wspólnoty już na ziemi. To współpraca z Bogiem w dwu dziełach – stworzenia świata przez pracę i twórczość oraz zbawiania go przez wiarę, głoszenie i poświęcenie. W ten sposób wypełniamy to najpierwsze Przykazanie, którego wszystkie inne są rozwinięciem: „Niech się stanie!”, a my odpowiadamy: „Amen!”. Chrystus jest wielkim Amen, pokorą i wypełnieniem.

4. Historia objawienia Prawa

(1)

Prawo w pierwotnym odczuwaniu

We wszystkich kulturach naturalne poczucie prawości było niezwykle podobne. Samo to jednak nie wystarcza. Dziwnym trafem ludzka obyczajowość szybko uznaje za dobre rzeczy obiektywnie złe, a nawet najgorsze. Naturalne religie wpadają w obrzydliwe praktyki, takie jak prostytucja sakralna, wykorzystywanie seksualne, zdzierstwo i pycha kapłanów, ofiary z ludzi. Obyczaje chłoną elementy przemocy, trwają niekończące się wojny plemienne, zemsta rodowa. Intuicja prawa i sprawiedliwości okazuje się za słaba, żeby odeprzeć napór żądz, złych obyczajów.

(2)

Prawo stanowione

Społeczeństwa dla podtrzymania ładu i bezpieczeństwa wykształcają ujednolicone prawo zwyczajowe oraz prawo stanowione przez władców. Prawo ustanowione, mimo że jest wielkim postępem cywilizacji, staje się problemem. Jak zauważa P. Tillich, sama konieczność ogłaszania i niejako narzucania ludziom prawa wynika z zatracenia wewnętrznego kontaktu z własną duszą i jej wrażliwością moralną oraz łączności z Bogiem. Fakt istnienia prawa stanowionego jest bolesną manifestacją naszego upadku i bólu dezintegracji wewnętrznej. Dlatego ziemskie prawo ma dwojaki skutek – odkrywa przed nami cel do osiągnięcia (prawość, dobro), a jednocześnie przypomina, że nie potrafimy go osiągnąć o własnych siłach, bo gdybyśmy umieli, to w ogóle nie byłoby potrzebne.

Głęboko rozważający te tematy, myśliciele, tacy jak Laozi, zauważali, że narzucanie ludziom prawa nie jest skuteczne. Wzywali do odkrywania w sobie czystej intuicji kosmicznego dobra (Tao), z którego należy czerpać. Ten szczytny ideał dostępny jest jednak wyłącznie nielicznym ascetom.

Zauważa to św. Paweł, odwołując się do Tory (Prawa Mojżeszowego ogłoszonego Izraelitom):

„Cóż więc powiemy? Czy Prawo jest grzechem? Żadną miarą! Ale jedynie przez Prawo zdobyłem znajomość grzechu. Nie wiedziałbym bowiem, co to jest pożądanie, gdyby Prawo nie mówiło: Nie pożądaj! Z przykazania tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie wszelakie pożądanie. Bo gdy nie ma Prawa, grzech jest w stanie śmierci. Kiedyś i ja prowadziłem życie bez Prawa. Gdy jednak zjawiło się przykazanie – grzech ożył, ja zaś umarłem. I przekonałem się, że przykazanie, które miało prowadzić do życia, zawiodło mnie ku śmierci. Albowiem grzech, czerpiąc podnietę z przykazania, uwiódł mnie i przez nie zadał mi śmierć. Prawo samo jest bezsprzecznie święte; święte, sprawiedliwe i dobre jest też przykazanie. A więc to, co dobre, stało się dla mnie przyczyną śmierci? Żadną miarą! Ale to właśnie grzech, by okazać się grzechem, przez to, co dobre, sprowadził na mnie śmierć, aby przez związek z przykazaniem grzech ujawnił nadmierną swą grzeszność” (Rz 7, 7–13).

Laozi dopowie, że „określając, co jest dobrem, określamy też występek”. Jedno i drugie staje się dla ludzi zachętą. Człowiek prawdziwie niewinny nie zna dobra ani zła, żyje w zgodzie ze swoją czystą naturą. Tacy byliśmy w raju. W Daodejing czytamy z goryczą: „kiedy zapomniano Tao, narodziły się humanitaryzm [czyli właściwy obyczaj – przypis Autora] i prawo”. Od kiedy zapomniano o Bogu, do dobra trzeba nakłaniać obyczajem i przymuszać prawem oraz ręką władzy. To ponura sytuacja.

Choć Prawo (Przykazania Boże) to największy z darów dla ludzi, ludzie z racji swojego zepsucia nie są w stanie wykorzystać go dla własnego dobra. Wszyscy upadli, nie ma ludzi spełniających wymagania Prawa w całości. W pełni dobry, czyli zgodny z ideą siebie, jest tylko Bóg. Jakub poucza:

„Choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie. Ten bowiem, który powiedział: Nie cudzołóż, powiedział także: Nie zabijaj. Jeżeli więc nie popełniasz cudzołóstwa, jednak do puszczasz się zabójstwa, jesteś przestępcą wobec Prawa” (Jk 2, 10–11).

Prawo stanowione jest postrzegane jako coś zewnętrznego wobec człowieka. Przeciwnie temu pobożni Izraelici czują się dumni, że mogą je wypełniać, że zostało im powierzone przez Boga. Nie ustrzegli się jednak wypaczeń w jego stosowaniu i w miejsce faktycznych Przykazań Boga jeszcze gorliwiej przestrzegali własnych przykazań, co Chrystus wyrzucał im w swoim nauczaniu. Nie rozumieli sensu i celu prawa, dlatego nie ustrzegli jego czystości.

(3)

Prawo Mojżeszowe to szczególny przypadek prawa stanowionego. Przykazania są istotą człowieczeństwa. Zostały zapisane w samym Logosie, w Bogu, który wypisał w kamieniu swoich dziesięć nakazów i zakazów wyznaczających ramy człowieczeństwa. Dołożono do tego ponad 600 szczegółowych przepisów dotyczących życia Izraelitow, które pochodziły z natchnienia Bożego.

Warto rozważać Przykazania Boże i nad nimi medytować. Interesująca jest ta pozytywna cześć, jaką wyciągamy z Przykazań. Dla mnie istotnego znaczenia nabiera w tym kontekście troska (kluczowe pojęcie teologii w ogóle), opieka nad przedmiotem, na który wskazuje dane Przykazanie. W nauce prawa na takie przedmioty pod ochroną mówimy „dobro chronione”. Mamy więc troskę dotyczącą: wiary w Boga, Imienia Bożego, dni świątecznych będących zapowiedzią wieczności, rodziny, życia, małżeństwa, mienia, dobrego imienia człowieka i prawdomówności, czystości uczuć. Te dobra chronione są jakby ukrytym przekazem Przykazań, wskazują na wartości, najcenniejsze rzeczy na świecie.

(4)

Ogłoszenie Prawa ludziom było darem Bożym i wyrazem wybrania. Cała historia sprowadza się do dwu okresów definiowanych Prawem – Starego Przymierza i Nowego Przymierza. Dla Żydów Prawo jest pojęciem centralnym, a Tora (pięć pierwszych ksiąg Biblii) to właśnie Prawo, Pouczenie.

(5)

Wiele złego mówi się o Prawie, powołując się na słowa św. Pawła. Wynika to jednak z niestarannej lektury jego listów. Kiedy jednak czytamy wywód tego apostoła prowadzony w listach do Rzymian, Galatów i Hebrajczyków, to dopiero zyskujemy właściwy obraz jego przekonań. Wtóruje mu św. Jakub. Rozmyślania św. Pawła prowadzone były głównie w liście przeznaczonym dla Hebrajczyków w celu uwypuklenia dla nich różnic między Starym i Nowym Przymierzem. Zgodnie z nimi wszyscy ludzie grzeszą. Dano im Prawo Mojżeszowe jako wychowawcę. Przyniosło ono usprawiedliwienie z uczynków, ale jednocześnie ukazało grzech, który zarazem się powiększył. W istocie więc usprawiedliwienie stało się jakby niemożliwe. Te uczynki to obrzezanie i ofiary. Autor listu łączy je z ciałem, gdyż mają wyraz fizyczny, zewnętrzny. Był to jednak stan przejściowy do czasu Chrystusa. Motywacją dla wypełniania Starego Prawa stał się strach przed karą i nadzieja nagrody.

Chrystus przyszedł, żeby wypełnić Prawo, tzn. nadać mu pełnię sensu, a jest nim usprawiedliwienie, czyli zbawienie grzeszników, które pochodzi nie z uczynków, ale z wiary w Niego. Nie znosi On Prawa opartego na sprawowaniu ofiar za grzechy, ale je udoskonala, sublimuje, wysubtelnia. Prawo czyni Prawem Ducha. Zasadza się ono na miłości i innych cnotach, które mają wyraz duchowy. Stare Prawo nie zostaje zniesione, ale jego istota – formy zewnętrzne, akty ciała sprowadzają się do tego, co konieczne (co widzimy na Soborze Jerozolimskim). W nowej postaci Prawo obejmuje przede wszystkim akty ducha, wznosi człowieka ponad akty ciała, do których sprowadzało się stare Prawo.

Prawo to też nakazy kultowe. Nowe Przymierze ma nowego arcykapłana, nową świątynię i ofiarę.

„Takie jest przymierze, które zawrę z domem Izraela w owych dniach, mówi Pan. Dam prawo moje w ich myśli, a na sercach ich wypiszę je, i będę im Bogiem, a oni będą Mi ludem” (Hbr 8,10).

„Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo” (Jk 1,25).

Z kolei Katechizm poucza tak:

„1968 Prawo ewangeliczne wypełnia przykazania Prawa. Kazanie na Górze nie znosi przepisów moralnych Starego Prawa i nie pomniejsza ich znaczenia, ale wydobywa jego ukryte możliwości i odsłania nowe wymagania; objawia całą jego Boską i ludzką prawdę. Nie dodaje nowych zewnętrznych przepisów, ale przemienia samo źródło czynów, czyli serce, gdzie człowiek wybiera między tym, co czyste i nieczyste, gdzie kształtuje się wiara, nadzieja i miłość, a wraz z nimi inne cnoty. W ten sposób Ewangelia prowadzi Prawo do jego pełni przez naśladowanie doskonałości Ojca Niebieskiego, przebaczanie nieprzyjaciołom i modlitwę za prześladowców na wzór Boskiej wspaniałomyślności”.

Niektórzy wierni sądzą, że Miłość i Miłosierdzie rozumiane przez nich dowolnie zastąpiły w ogóle Prawo – to nieprawda. Żyć bez Prawa pochodzącego z Logosu usiłuje po prostu nasza epoka i szuka ku temu usprawiedliwień, a efektem tego jest bezprawie, niedojrzałość i zdziczenie.

(6)

Paul Tillich zauważa, że Prawo zostało ogłoszone, bo człowiek przestał być sobą, człowiekiem. Zamiast realizować swoją esencję, oddzielił się od samego siebie, wyobcował się wobec siebie. Bóg ogłosił Prawo, aby to naprawić. Niestety doświadczenie Prawa obejmuje także doznanie wyobcowania od samego siebie, o czym nam przypomina. Jest to niesamowicie przykre. Dodatkowo przykrość ta bywa łączona z Prawem, co wywołuje sprzeciw, wręcz wzbudza wrogość wobec Boga, człowieka i własnej jaźni. Nawet z użyciem Prawa pełna integracja ze sobą okazuje się niemożliwa. Ludzie „sprawiedliwi”, tacy jak faryzeusze, purytanie, moraliści, ulegają utopii i przypisują samym sobie taki stan, podziwiają samych siebie, czują się ważni. Działa to źle na otoczenie, które tym bardziej się dezintegruje, widząc ich niezachęcające (także do Prawa) zachowanie.

Spotkanie z Prawem jest spotkaniem z rozpaczą. Ujawnia bowiem nasz upadek. Przy potrzebnych przecież próbach jego wypełniania zniweczeniu ulegają nasze usiłowania poprzez przeciwne „prawo w naszych członkach”, siłę grzechu i ospałości. Prawo spotyka się z niemożnością jego wypełnienia. Agape (miłość duchowa), traktowane nie jako kolejne prawo, ale jako ponowna integracja rzeczywistości, staje się podstawą nowej moralności (czyli wypełnienia swojej esencji). Wypełnia prawo, ale i poza nie wykracza. To jest nowy byt i nowe Prawo.

(7)

Miłość i sprawiedliwość

W Bogu w stosunku do ludzi spotykają się przeciwstawne zasady – miłosierdzie i przebaczenie oraz sprawiedliwość i ukaranie. Rzecznikiem sprawiedliwości pozbawionej miłosierdzia jest Szatan, nasz oskarżyciel. Wykorzystuje on Prawo do zniszczenia ludzi, prowokuje nas do zła, a potem oskarża, aby zgorszony przez niego człowiek został potępiony.

Są ludzie naszego czasu, którzy zapominają o sprawiedliwości Boga, obwołując wyłącznie Jego miłość. W ten sposób przekreślają całą rzeczywistość prawną, a wraz z nią prawdę i rozum. Wynikiem tego jest zaprzeczenie Prawu i Przykazaniom, istnieniu grzechu. W takiej sytuacji każde zło ludzkie postrzega się jako coś mało istotnego. Jest to demoniczne, gdyż absolutyzuje jedną z zasad, które tak naprawdę ze sobą współwystępują.

Bóg nie wyrzeka się sprawiedliwości, ale jako Dobry Ojciec akcentuje swoje miłosierdzie. Jest ono miłością przebaczającą, która nie znosi sprawiedliwości, ale ją przekracza. Bóg faktycznie chce przebaczyć każdemu człowiekowi, byle zwrócił się do Niego z wiarą.

(8)

Chrystus wypełnia Prawo

Chrystus odsłania sens prawa, jego cel i ducha. Uczy miłości, bo Prawo jest po to, żeby była ona między ludźmi i Bogiem. Jak dobroczyńca, który spłaca cudze długi, czy dobry król ogłaszający amnestię z okazji święta, także i On nie likwiduje prawa, ale znosi jego skutki, tak bolesne dla ludzi kary. Wypełnia Prawo, bo bierze na siebie jego skutki.

Chrystus stawia sprawę jasno – ten jest Jego przyjacielem, kto wypełnia Przykazania. Ani jedna Jota, ani Jedna kreska nie zostały przez Niego zniesione z Prawa. Uczy jego doskonałego wykonywania. Prawo ma przenikać człowieka na wskroś, a nie jak u faryzeuszy – być traktowane bardzo powierzchownie. Chrystus zapowiada też „nowe bukłaki na nowe wino”, czyli nowe formy prawa kultowego – tak to chyba należy rozumieć.

Święty Jan wyjaśnia:

„Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Mesjaszem, z Boga się narodził, i każdy miłujący Tego, który dał życie, miłuje również tego, który życie od Niego otrzymał. Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie”.

Wypełnianie Prawa stało się więc wyrazem miłości do Boga, językiem tej miłości.

Czy sąd według Nowego Prawa będzie łaskawszy niż według Starego? Tak, przede wszystkim dlatego, że obejmuje on obietnicę zbawienia przez Chrystusa. Niemniej Jakub przestrzega:

„Mówcie i czyńcie tak, jak ludzie, którzy będą sądzeni na podstawie Prawa wolności. Będzie to bowiem sąd nieubłagany dla tego, który nie czynił miłosierdzia: miłosierdzie odnosi triumf nad sądem”.

Możemy doświadczyć zbawienia, czyli uwolnienia spod sądu. Wypływa ono z miłości, ale też jej oczekuje. Trzeba samemu umieć przebaczyć, żeby doznać przebaczenia. Możemy w przeciwnym razie doznać sądu z miłości, nawet głębiej badającego nas niż sąd z Prawa.

W życiu człowieka Prawo i Miłosierna Łaska niejako się dopełniają. Człowiek winien żyć w porządku Prawa i żyje. Niestety grzeszy i aby się nawrócił, potrzebna jest Miłosierna Łaska. Nawrócenie to powrót do porządku Prawa, najlepiej wraz z głębokim jego przyjęciem w duchu miłości.

Prawo dla naszych uczynków jest wyznacznikiem dobra i zła. Kochać kogoś to chcieć jego dobra, kochać znaczy więc także przywracać drugiego człowieka do porządku Prawa. W taki sposób kocha nas Bóg, który umarłych w grzechach budzi do dobrego życia. Odwieczna walka Bożego porządku i szatańskiego chaosu toczy się na płaszczyźnie szacunku dla Prawa lub jego lekceważenia.

(9)

Chrystus zmienia Prawo, przynosi jego nową postać, to już nie jest prawo państwowe czy obyczajowe, ale powrót do Prawa Bożego w pełnym jego wymiarze. Przenika ono do głębi człowieka.

(10)

Sam Jezus żył w doskonałej harmonii z Prawem. Wypełniał jego obowiązki nawet wtedy, gdy Go nie dotyczyły, bo był Królem świata. Widzimy to w historii o podatku i monecie znalezionej w złowionej rybie. Jezus łamał niektóre przepisy i zwyczaje, ale chodziło o te miejsca w kulturze prawnej Judejczyków, które wypaczyły się i nabrały irracjonalnej sztywności, co pozostawało w niezgodzie z zamiarem Boga wobec ludzi. Chrystus pokazywał słuszne wyjątki (ratowanie zwierzęcia, które wpadło do dołu w szabat) i czynił Prawo bardziej ludzkim, normalniejszym. Judejczycy niezwykle sztywno interpretowali swoje obowiązki, doprowadzali je do dalekiej przesady. Jezus ganił prawa służące kapłanom kosztem Boskiej moralności, np. gdy dar dla świątyni uznawano za ważniejszy od utrzymania rodziców.

Ostatecznie Jezus w pewnym sensie umarł za porządek Prawa, uszanował zły wyrok, który jednak był wyrokiem. Sprawiedliwość ludzka jest bardzo mizernym odbiciem, a czasem karykaturą Bożej sprawiedliwości, niemniej taką tu mamy. Przypomina mi się, jak Sokrates wyjaśniał, dlaczego zastosuje się do wyroku Ateńczyków, równie niemądrego jak ten dotyczący Chrystusa. On także oddał życie z powodu wiary w Prawa i szacunku dla nich.

W Nowym Testamencie bardzo często spotykamy określenie „prawość” (dikaiosyne, tłumaczone jako „sprawiedliwość”). Zło, czyli łamanie Prawa, jest odrzucane z całą stanowczością. Biada każdemu, kto gorszy ludzi i ulega zgorszeniu.

(11)

Duch i litera

Jezus u Żydów jest prawnikiem nowego typu. Nazwijmy umownie krytykowane przez Chrystusa podejście do prawa „talmudycznym”, bo to najbliższy temu zwrot z języka potocznego.

Talmudyczne podejście do prawa mamy opisane w Ewangelii:

• cedzenie komara i przepuszczanie wielbłąda, czyli zawzięte cyzelowanie szczególików w niektórych obowiązkach, a pomijanie innych kwestii w całości,

• mnożenie danin (nawet z kopru) poprzez analogie, przesadne rozciąganie obowiązków,

• bezduszne okrucieństwo w stosunku do ludzi z powodu obowiązków religijnych – odbieranie rodzicom środków utrzymania, żeby uczynić datek na świątynie (korban),

• instrumentalizacja, wykorzystywanie obowiązków dla własnego egoizmu – trąbienie przed jałmużnikiem, demonstracyjne poszczenie.

Talmudyzm powiększa obowiązki (zwłaszcza z korzyścią dla kapłanów świątynnych) do absurdu. Jednocześnie komplikuje prawo i utrudnia jego zrozumienie. Czyni z niego wiedzę tajemną, zrozumiałą tylko dla wybranych. W ten sposób Prawo zaczyna stawać się swoim zaprzeczeniem – gnozą, której znajomość daje poczucie bycia lepszymi dla wybranych posiadających stosowną wiedzę, zamiast przewodnikiem życia dla każdego.

Jezus stanowczo odrzuca takie rozumienie Prawa. Wyjaśniając Prawo, sprzeciwia się jego skomplikowaniu i okrucieństwu. Pokazuje je jako narzędzie miłości, w którym każda norma posiada racjonalne uzasadnienie w najwyższym nakazie kochania. Dzięki temu Prawo staje się każdemu przyjazne, bo to, co logiczne, można pojąć. Przeciwnie, to, co zawiłe i oparte na chorobliwym zalęknieniu, staje się barierą dla życia i ciągłą udręką strachu przed pogubieniem się w drobiazgowych obowiązkach.

Jezus, gdy został zapytany o największe przykazanie, dokonał systematyzacji prawa, ukazując nam hierarchię norm. Na zadane Mu pytanie odpowiada, wskazując przykazanie miłości Boga i bliźniego. Normy wyższego rzędu stanowią uzasadnienie norm niższego rzędu. Podobnie w nowoczesnym państwie: normy konstytucyjne stanowią uzasadnienie norm ustawowych, a te z kolei – aktów wykonawczych (rozporządzeń). Kiedy spojrzymy od dołu, zauważymy, że normy niższe są uszczegółowieniem norm wyższych. Tworzy to logiczny system prawny. Co ciekawe, ludzka nauka o systemie prawnym (normatywizm) powstała dopiero w XIX w. Logos – Jezus to zarówno projekt urządzenia świata, jak i przewodnik po świecie, wskazujący nam drogę. Jest zatem światłością. To światło to nic innego jak zalecenia, jak dobrze żyć, Prawo. Logos jest zarazem logiczny i usystematyzowany – jedno wynika w Nim z drugiego. Takie też powinno być rozumienie prawa. Dziś w tym miejscu powiedzielibyśmy o ważnych wynalazkach prawoznawstwa – systemie prawnym i wykładni systemowej. Drugim istotnym narzędziem sztuki prawniczej jest wykładnia celowościowa, teleologiczna.

Obecnie jedno i drugie należy do nowoczesnych narzędzi prawnika. Podejście systemowe i logiczne wynikanie norm zostały teoretycznie opisane dopiero niedawno. To są wyżyny w stosowaniu prawa. Mało który sędzia w praktyce porywa się na wykładnię celowościową, stając przed poważnym problemem. Popularne jest literalne i ścisłe odczytywanie przepisów. Tak jest poprawnie i bezpiecznie, nawet gdy przynosi to krzywdzące człowieka, bezduszne rezultaty. Znamy to szczególnie z praktyki urzędów. Tak też jest w postawie talmudycznej. Odnajdujemy ją dziś w patologicznym opresyjnym podejściu władzy do obywateli, w niepotrzebnym i szkodliwym okrucieństwie urzędniczym. „Talmudyści” stosują prawo i decydują, jakie normy wywieść ze znanych sobie przepisów (to wykładnia, czyli odczytanie konkretnych norm, umysłowy proces prawotwórczy). W tej sytuacji zaostrzają i rozciągają ciężary dla ludzi, żeby niejako nie uronić niczego z zasady zawartej w normie. Trzeba przy tym wiedzieć, że prawo jest z definicji ograniczeniem wolności człowieka, więc i niedogodnością dla obywatela. Talmudyści maksymalnie rozszerzają tę niedogodność. W ten sposób powstają setki szczegółowych norm (wyinterpretowanych) – w praktyce nie tylko niewykonalnych, ale też i nieogarnialnych. Jedynie uczony w prawie może je objąć swoim umysłem. Z tego powodu czuje się dumny, a w konsekwencji gardzi mniej „światłymi”. Oto jest „talmudyzm”.

Dziś, po wiekach doświadczeń, wiemy, że takie podejście stanowi patologię prawa. Obecnie prawo jest bardziej ogólne, mniej drobiazgowe i właśnie dlatego jawi się jako lepsze. Może i czasem trudniej je dopasować do życia, ale za to towarzyszy mu mniejsze ryzyko, że się przepuści wielbłąda, a nałapie komarów. Chrystus uczy więc nas sztuki prawniczej, a Jego zalecenia są na wskroś nowoczesne i potwierdzone wiekami doświadczeń i naukowych ustaleń.

Chrystus wyróżnia też – poza wcześniej opisaną najwyższą normą – zasady o znaczeniu niejako pośrednim i konstytutywnym dla systemu Jego prawa. Są to Przykazania Boże. Poniżej znajdują się normy życia społecznego i obrzędowe, w tym związane z nieczystością sakralną. Te ostatnie Chrystusowi zdarza się naruszać, choć dochodzi do tego sporadycznie. Nie jest On przecież rewolucjonistą ani kontestatorem. Dla przykładu wystarczy wspomnieć, jak apostołowie łuskają kłosy w szabat, Chrystus uzdrawia w ten wyjątkowy czas świętowania, jak uczniowie nie dbają o rytualne ablucje kubków, a ich Nauczyciel wchodzi do grobu bądź pozwala się dotknąć kobiecie z krwotokiem. Nie są to jednak jakieś demonstracje antyprawne. Jezus jako prawy Żyd spełnia ciążące nam Nim obowiązki. Odstępstwa zdarzają się wyjątkowo i nie wolno czynić z nich zasady.

Chrystus łamie zwyczajowe nakazy, kiedy trzeba ratować wyższe dobro. Ukazuje w ten sposób inny ważny wynalazek nauk prawnych: stan wyższej konieczności, kiedy poświęcamy mało ważne dobro chronione nie dla samowoli, ale dla ratowania dóbr ważniejszych. Taki czyn nie podlega karom.

W dzisiejszym nowoczesnym świecie Chrystusowe zalecenia i Jego przykład w wykonywaniu prawa znalazły potwierdzenie naukowe i zostały wdrożone do nauk prawnych. Sprawdziły się i są częścią naszego obecnego życia.

Ewangelia wyraźnie przeciwstawia sobie literę bez ducha i prawdziwą sprawiedliwość. Tę pierwszą ukazuje jako ogarniętą przeładowaniem i okrucieństwem. Wskazuje nam jednocześnie literę z duchem, napełnia ją duchem. W odniesieniu do prawa jest nim miłość Boża do człowieka, miłość ludzi do Boga i siebie wzajemnie. Ten duch to sens prawa, cel i treść, dyrektywa interpretacyjna.

Duch prawa nie jest w żadnym razie dowolnością w jego wykonywaniu, jak to chcieliby kontestatorzy czy ludzie skłonni do samowoli. Duch prawa to sam Bóg.

(12)

Chrystus daje nam nowe przykazanie, byśmy się wzajemnie miłowali. To jedyny nauczyciel ludzkości, który stanowczo czyni miłość podstawą życia i dobra. Jezus w duchu miłości interpretuje przepisy Prawa (Mt 5):

„Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! (…)

Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (…)

Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 21–24.27–28.38–48).

(13)

W Prawie litera bez ducha staje się śmiercią, okrucieństwem, pozorem sprawiedliwości. Duch bez litery postulowany przez lekkoduchów przemienia się w demona, dowolność bez porządku i sensu.

„Litera” u Żydów oznaczała bezsensowny rygoryzm i rozciąganie uciążliwości zapisanych w prawie ponad miarę, a zapominanie o samym jego celu. „Duch” to rozumienie sensu i celu nadania prawa, rozumne wejście w jego istotę, co wcale nie oznacza jego rozluźnienia, a czasem wręcz przeciwnie. Zawsze bowiem skupia się na sprawach najistotniejszych, niekiedy zaniedbując drobne kwestie. Ogólnie „duch praw” pokazany w Ewangelii wymaga od nas więcej, ale zachowując przy tym sens.

(14)

Odpowiedzią Boga na zło jest Krzyż Chrystusa, z którego płynie miłosierdzie i przebaczenie. Jest on też sądem, testem dla człowieka. Kto go przyjmuje wraz ze zbawieniem, nie zginie; kto zaś odrzuci, sam siebie potępia.

Kto rozumie prawo miłości jako rozmiękczone, nijakie (a wielu jest takich), ten znajduje się w straszliwym błędzie, bo komu więcej dano, od tego też więcej się wymaga. Skoro dano nam zbawienie, to też większe stawia się nam oczekiwania. Sąd z miłości kochającego Boga może być sądem bardziej wymagającym niż ten z samej sprawiedliwości, zewnętrznej poprawności. Miłość daje więcej, ale i więcej oczekuje.

(15)

Osoba żyjąca blisko Boga naturalnie przestrzega przepisów prawa, żeby wypełniać prawo z miłości. Chrześcijanin wszystko robi z miłości do Chrystusa, która jest motywem i motorem działania wraz z miłością Chrystusa do nas.

Nie można kochać Boga, nie kochając Jego dziecka, bliźniego. Na tym polega bycie chrześcijaninem, a nie na przestrzeganiu prawa jedynie zewnętrznie. Chrześcijanin wyznaje, że zgrzeszył też myślą, nie tylko mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Jest to istotna różnica w stosunku do poprawności rozumianej jedynie w sensie poczynań. To jakby wyższy poziom legalizmu.

Żyjąc miłością, nie wypełniamy już tylko programu minimum, który polega na przestrzeganiu prawa, ale znamy motywy ustanowienia poszczególnych nakazów i możemy robić wiele więcej dobra bez przymusu. Wiemy bowiem, na czym ono polega. „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13, 8–10).

(16)

Przymierze z Bogiem

Mamy w Biblii dwa główne Przymierza – Mojżesza i Chrystusa. Wcześniej było swego rodzaju porozumienie z Adamem dotyczące życia w raju oraz przymierze z Noem po potopie.

Stare Przymierze (Stary Testament) to układ, jaki Bóg zawarł z Narodem Izraelskim. Została w nim wykorzystana forma tzw. berith, czyli czegoś na kształt umowy lennej między Bogiem jako jakby seniorem lennym biorącym pod opiekę Naród i Izraelitami jako od tej pory poddanymi. Była to dobrowolna umowa, w typowym tłumaczeniu „Przymierze”. Swoją treścią obejmowało ono przestrzeganie przez Naród Prawa Bożego, w zamian za co Bóg obiecał Hebrajczykom, że otoczy ich swoją opieką.

Bóg związał się z narodem hebrajskim, potomkami Abrahama, na trwale – taka jest idea tego rodzaju sojuszy. Stał się ich Bogiem, a oni Jego ludem. Takie były ich role w tej umowie. Bóg zobowiązał się zajmować się swoim ludem: prowadzić go, karmić, osiedlić w Ziemi Obiecanej, strzec od nieprzyjaciół. Oni mieli być Jego ludem – być Mu posłuszni i czcić Go jako Boga. Na kamiennych tablicach Bóg, podobnie jak ówcześni władcy, wypisał swoje Najświętsze Prawo. Posłuszeństwo Bogu to posłuszeństwo Świętym Prawom, jakie On ogłosił.

Chrystus zawarł Drugie Przymierze. To On jest Nową Arką Przymierza, Nowym Prawem, które tę Arkę wypełnia. Jak tablice Prawa zostały strzaskane wobec ludzkiego grzechu, także ciało – znak Nowego Przymierza – uległo zniszczeniu na skutek naszych występków. Jak tablice Starego Prawa udało się odtworzyć, tak i ciało – nośnik Nowego Przymierza – zostało odtworzone przez Boga, czyli zmartwychwstało. Dziś na ołtarzach kultu przeżywamy to poprzez misterium łamania chleba – Ciała Bożego.

Chrystus nakazał nieść na cały świat uzupełnione przez siebie i wysubtelnione przez nową motywację (miłość synowską) Przymierze i jego treść – Prawo. Zaprosił każdego człowieka do Przymierza synajskiego i krzyżowego.

Przymierze to nadal jest umowa. Tekst Księgi Dwu Przymierzy położono jako treść umowy przed każdym człowiekiem. Można się do tych Przymierzy przyłączyć i żyć według nich.

Od kiedy ludzie poddali swoje posłuszeństwo Złemu, to do niego należą. Bóg jednak przychodzi do człowieka ze swoim planem wybawienia. Temu właśnie służy Przymierze, w którym Bóg zaprasza człowieka do umowy, sojuszu na zasadzie pełnej dobrowolności. Bóg szanuje naszą wolność, więc się nie narzuca. Jeśli po przyjęciu Przymierza od niego odstępujemy (grzech), także Bóg staje się wolny od tej umowy i swoich w niej obietnic. Pacta sunt servanda („Umów trzeba dotrzymywać”) – mawiali starożytni. W zamian Bóg ofiaruje swoją obietnicę wiecznego szczęścia.

Przymierze wykonujemy swoim życiem. Jego początkiem jest chrzest, który już praktykowali uczniowie Chrystusa. Tradycyjnie wraz z nim nadaje się nowe imię, zakłada się też białą szatę, co wyraża nowe narodzenie, nową tożsamość i nową czystość. Co dzień możemy je odnawiać w słowach tajemnej Modlitwy Pańskiej. Tajemnej, bo – jak gdzieś czytałem – uczono jej katechumenów po długich miesiącach przygotowań do chrztu dopiero w noc przedchrzcielną, poświęconą modlitwie i czuwaniu.

„Ojcze Nasz, który jesteś w niebie” – wezwanie, określenie drugiej strony Przymierza.

„(…) święć się Imię Twoje” – oddanie Bogu chwały, uwielbienie.

„(…) przyjdź Królestwo Twoje, bądź Wola Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi” – poddanie się w posłuszeństwie Bogu.

„(…) chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wiedź nas poprzez pokusy, ale nas zbaw od złego” – powołanie się na treść Przymierza i zobowiązania (obietnice), jakie Bóg wobec nas przyjął.

„AMEN” – stanowcze potwierdzenie całości.

5. Niektóre problemy związane z Prawem

(1)

Rygoryzm i sentymentalizm

Gdy poruszamy się w obszarze Prawa Bożego, zazwyczaj zderzają się przy tym dwa biegunowe podejścia – rygoryzm i sentymentalizm. Jedna zasada bez drugiej staje się wypaczeniem.

Kościół katolicki w swoim odbiorze kojarzony jest z rygoryzmem. Kapłani odnosili się do wiernych raczej surowo, nawet bezdusznie i sztywno. Oderwano sprawiedliwość od miłości. Kładziono nacisk na kary i sąd Boży, niewiele mówiąc o miłości Bożej, wychowywano strachem. Dziś z tego powodu Prawo kojarzy się niemal wyłącznie z surowością. Zapomniano, że strach i przyrzeczenie korzyści w relacji z Bogiem właściwe było przede wszystkim Staremu Testamentowi. W tym stosunku Ewangelia wprowadza nową zasadę: miłości, łączności, bezinteresownego dobra z obu stron. Opiera się na miłości Boga i obawie Jego utraty. Nie przekreśla to mądrości starotestamentowej, ale ją uzupełnia i przenosi na nowy poziom. Błąd rygoryzmu pobudza strach, a ten może prowadzić do agresji i to w różnych kierunkach, w szczególności przeciwko wierze w ogóle. Myślę, że wiele osób odeszło od wiary, gdyż w Kościele doświadczało zbyt wielu negatywnych bodźców, a za mało autentycznej troski i pomocy duchowej.

Biegunową reakcją na rygoryzm jest sentymentalizm, czyli traktowanie Prawa i powinności lekceważąco. Tutaj jedyną zasadą relacji z Bogiem jest miłość, ale nie ta autentyczna, zbudowana na prawdzie, tylko „pluszowa”, powierzchowna, udawana. Udaje się, że nie ma grzechu, że to nadal jest raj. Niestety, już przeminął. Potrzebujemy miłości przebaczającej i pomagającej nam się odrodzić w dobru. Sentymentalizm to powszechna herezja współczesności: hippisi, rewolucja obyczajowa, „zabranianie zabraniać”, New Age. Został nim zarażony także Kościół i to do tego stopnia, że samo słowo „Prawo” budzi obecnie sprzeciw i przestrach. Zło rozdziela Prawo i miłość, Bóg zaś je jednoczy.

Obok rygoryzmu funkcjonował niegdyś tzw. transakcjonizm, czyli relacja z Bogiem podobna do handlu. Człowiek czyni według pouczenia Bożego i oczekuje za to od Niego łask, jakie zazwyczaj sam wymyśla. Bóg ma odpłacać wiernemu na sposób przez niego wybrany. Doświadczenie Bożej wolności, w tym jakieś problemy życiowe, krzyże, potrafią zniszczyć tak wiarę, jak i „miłość” transakcyjną. Bliski temu jest fareizm, czyli przekonanie, że drobiazgowe wypełnianie uczynków Prawa zapewnia zbawienie. Stanowi on w istocie ideę samozbawczą, zgodnie z którą Boga stawia się na pozycji niejako służebnej. Jest to poważny błąd przede wszystkim z racji naszej ograniczonej percepcji samych siebie. Człowiek nie widzi własnego zła, nie chce go widzieć, mechanizmy obronne osobowości wypierają jego świadomość. Niestety tacy ludzie często popadają w zło w postaci wielkiej surowości dla innych, postaw agresywnych i irracjonalnych, wybitnie chłoną wszelkie idiotyczne teorie spiskowe. Taka postawa fundamentalistyczna staje się coraz bardziej popularna wśród chrześcijan, choć w istocie naśladuje ona niektóre błędy gnostyckie. O złej wierze pisałem już przy okazji gnozy.

(2)

Anomia

Anomia to w pierwotnym antycznym znaczeniu brak prawa (a-nomos), rozprzężenie, wyzbycie się poczucia powinności i szacunku dla norm, bezprawie.

Bezprawie czyni świat przypadkowym, pozbawionym zasad, a życie człowieka – dowolnym. Ludzie wierzą w religię przypadków, czekają na szczęśliwy zbieg okoliczności, jakiś cud, który uczyni ich lepszymi i szczęśliwszymi. Tak jest w najlepszym razie. Realnie anomia prowadzi do deprawacji wewnętrznej i bezprawia na zewnątrz. Panuje wówczas grzech, przemoc, zło. W istocie zło i anomia niosą ze sobą to samo.

Anomia niszczy wszystko w człowieku, nawet jego zdolności poznawcze, bo rozum opiera się na identyfikowaniu słusznych praw i zasad. Zasadami są pojęcia ogólne, definicje kategorii, same słowa. Anomia pozbawia ludzi tego wszystkiego, co obserwujemy w naszym czasie wokół siebie. Najwyższym Prawem jest Logos, Bóg. Z tego powodu anomia wywołuje bezbożność.

Bezprawie zaprzecza ludzkiemu poznaniu rozumowemu. Czyni z człowieka zwierzę nieposiadające rozumu albo co najmniej wątpiące w niego w praktyce. To z kolei prowadzi do nihilizmu moralnego, postawy zaprzeczenia Prawu na płaszczyźnie światopoglądowej. Wszak moralność jest też w dużej mierze dostępna rozumowi ludzkiemu wyrażającemu się w zwyczajach moralnych różnych ludów, w prastarych mitach opisujących porządek świata, w rozważaniach filozofów, takich jak choćby Sokrates, Konfucjusz, Laozi i inni teoretycy cnoty. Patrząc od drugiej strony, utrata prawości wewnętrznej zaprzecza wynikowo w ogóle myśleniu. Rządzi wówczas irracjonalizm, żądze, popędy, emocje.

Ludzi wyzbytych zasad nazywamy degeneratami, czyli pozbawionymi człowieczeństwa. Życie w zaprzeczeniu prawom prowadzi zaś do zatracenia się władz, zdolności człowieka. Istota człowieczeństwa i własna natura danej osoby to także zjawiska normatywne. Przecząc prawom, tracimy siebie samych. Pozostaje pusta zewnętrzna powłoka rządzona nagimi emocjami. Człowiek zdegenerowany przestaje w ogóle dostrzegać dobro, które wydaje się przed nim schowane, mimo że stoi mu stale przed oczami. Rozpustnik nie rozumie wartości miłości, ateista – wiary, obżartuch i pijak – sensu ascezy, pyszałek nie rozpozna pokory, a człowiek upadły nie widzi Boga.

Od czasu wygnania z raju rodzaj ludzki przeżywa permanentny stan pogłębiania się anomii, który w naszych czasach osiąga apogeum. „Nikt nami nie będzie rządził!” – to hasło anomii. Dochodzi do tego alergia na posłuszeństwo. Władza kojarzy się z tyranią, co wynikowo sprawia, że prowokowana w społeczeństwie nieposłuszeństwem posuwa się do przemocy i bezwzględności. To typowe rozdarcie zasad dialektycznych, popadanie w Nieład. Anomia w języku chrześcijaństwa jest nazywana po prostu buntem.

Pamiętam, jak jeszcze niedawno, mówiąc o ludziach, często używało się sformułowania „To jest człowiek zasad”. Określano tak wybrane osoby w odróżnieniu od lekkoduchów i egoistów. Był to wielki komplement, ale nie słyszałem go w użyciu już od wielu lat, tak jakby taka kategoria myślenia gdzieś zniknęła. Zasady, Prawo, reguły… Z jakiegoś powodu unika się tych słów czy wręcz reaguje na nie otwartą niechęcią.

Wydaje mi się, że konieczne jest zauważenie, w jakich czasach żyjemy i jaką kulturą jesteśmy przesiąknięci, jakie przesłanie ona niesie. Tym przekazem jest imperatyw (prawo!), który nakazuje atakować prawo. Przykładowo zabrania się zabraniać! To podstawa rewolucji obyczajowej. Zdaję sobie sprawę, że ten imperatyw został w nas już dość głęboko osadzony, tak że zaczęliśmy przyjmować go za część siebie. Samo słowo „prawo” budzi reakcje alergiczne. Warto jednak na chwilę pochylić się nad nieco innym spojrzeniem na te tematy, żeby powrócić do czystości wiary chrześcijańskiej i podstawy człowieczeństwa, jaką jest prawość.

Dzisiejsza kultura niesie przesłanie „normofobiczne” – odrzuca się wszystko, co dla człowieka normalne: własną biologię (płeć), wspólnotę rodzinną, kulturę opartą na wartościach, cnoty obywatelskie, społeczne. Jest w tym ewidentnie jakiś wpojony lęk przed przyznawaniem racji normalności.

Prawdziwa norma to normalni rodzice wychowujący normalnie dzieci. Dzieci płodzone w zwyczajny sposób, bez udziwnień. Społeczeństwo powinno być skupione na dobru wspólnym i wspieraniu słabszych (wdów, sierot, osób nieprzystosowanych w celu przywrócenia ich społeczeństwu). Zwyczajny świat zwyczajnych ludzi. Kaleki emocjonalne, ludzi o nienaturalnych popędach (gender, queer) itp. można niekiedy leczyć, zawsze trzeba też wspierać ich w nielekkim życiu. Wpierw jednak należy osadzić się w realiach i odróżniać normę od odchyleń od niej.

Dziś mierzy się kulturę wedle miernika odległości od normalności. Im coś jest dalsze od normalności, tym wyżej cenione. Ta dziwna nerwica staje się powoli sama w sobie normą myślenia i odczuwania. Wdziera się na pozycję samoistnej wartości bronionej racjami niby-moralnymi czy wręcz instrumentami prawnymi w imię tzw. tolerancji, która jest niczym innym jak praktyką i indoktrynacją tej choroby. Prawdziwa tolerancja to coś zupełnie innego, to pokojowe współistnienie normalnej różnorodności. Zło jest ekspansywne i wprost żąda uznania siebie za normę i wzorzec, a wszystko, co prawidłowe, ukazuje jako odchylenie. Dochodzi do inwersji wartości. Coś podobnego zdarza się w złej gnozie posługującej się raczej złem niż dobrem. To skutki działania złej mocy dopominającej się rządów nad ludźmi, akceptacji, w końcu uwielbienia.

Chrystus jasno nas poucza, że ani jedna jota, ani jedna kreska nie zostaną usunięte z Prawa do skończenia świata. Od tego momentu zbawieni zostaną na powrót tak złączeni z Bogiem, że prawo nie będzie już potrzebne. Do tego czasu jednak wykluczanie prawa jest poważnym błędem, dziś powszechnym – tym gorzej dla tych czasów. Współcześni ludzi będą zbierać skutki swojego życia tak samo jak wszyscy inni, a Prawo Boże tak czy inaczej zostanie wobec nich zastosowane.

(3)

Prawo grzechu

Przy rozważaniu anomii doszliśmy do tego, że wiąże się ona z tym, że wpływa na nas prawo, czyli wola, chęć grzeszenia, prawo grzechu, któremu ulegamy.

„Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś – prawu grzechu” (Rz 7, 20–25).

Egzystencja człowieka po grzechu pierworodnym oznacza podleganie fałszywym prawom pochodzącym do władcy tego świata, demona, który osadził się w roli zastępczego „Logosu”, wzorca postępowania i prazasady. W tym przypadku tą naczelną zasadą są egoizm i bezprawie.

Prawe życie pozostaje w związku z tym nieustannym przezwyciężaniem narzucających się złych chęci i odruchów, pokus i zniewolenia grzechem. Tkwimy w tym wszyscy. Im ktoś bardziej temu zaprzecza, w tym większym stopniu jest tego prawa niewolnikiem, gdyż ono nienawidzi demaskowania. Mordercza nienawiść wobec Prawa Bożego oznacza taką postawę wobec samego Boga, także Jezusa Chrystusa i Jego dzieła – Kościoła. Zło będące udawaniem dobra i jego imitacja nienawidzą oryginału. Znalazło to wyraz w historii zamordowania Jezusa Chrystusa.