CZĘŚĆ II · ROZDZIAŁ 20

Słowo, język, rozum

KONRAD TOMASZ

1. Słowo

(1)

Mowa i słowa to najprostszy i najpowszechniejszy sposób komunikacji. Sam Pan Bóg w Drugiej Osobie ukazuje nam się jako Słowo, co świadczy o randze słów w życiu człowieka. Słowa, wykazując powinowactwo z Bogiem – Logosem, mają moc. Właściwe słowo może człowieka uświęcać, z kolei błędne, kłamliwe – kaleczyć. Słowo wpływa na rozum, serce, świadomość i wnętrze człowieka. Skutki słów wypowiadanych lub zasłyszanych i przyjętych pozostają w nas. Słowo jako takie jest święte, a mowa stanowi narzędzie miłości. Mówienie to miejsce spotkania i przemiany, które łączy człowieka z Bogiem i człowieka z człowiekiem. Poprzez słowo można doznać uświęcenia. Niestety, stało się ono także narzędziem przemiany na gorsze – mowa węża zwiodła i omamiła Ewę, z kolei mowa Ewy przekonała Adama, by także zgrzeszył.

Język jest kodem komunikacyjnym, składa się z pojęć i znaków, które je wyrażają. Pojęcie to wyizolowana od reszty w świadomości człowieka część rzeczywistości. Ucząc się języków obcych, możemy zauważyć, że różne narody przyjęły odmienne sposoby dzielenia rzeczywistości na części przy jednoczesnym kształtowaniu się mowy, np. polski „dom” i angielski „home”, chociaż podobne, to mają jednak inny zakres znaczeniowy i mogą przenosić inną treść oraz różny obszar odniesień uczuciowych. Słowo jest szczególnym hasłem, które otwiera w naszych sercach specyficzną sferę wspomnień, skojarzeń i przeżyć związanych z danym przedmiotem. Kod ten dodatkowo komplikują zjawiska synonimii, homonimii, metaforyzacji i innych figur retorycznych, takich jak przesadnia itp. Język nie jest więc zjawiskiem prostym do zrozumienia.

(2)

Język jest ekspresją osoby mówiącej, podobnie jak Słowo Boga wyraża właśnie Boga. Słowo człowieka odsłania moje pojęcie o omawianej rzeczy. Co więcej, w istocie każdy z nas ma swój język, z czego czasem nie zdajemy sobie sprawy. Mówiąc, odwołujemy się do własnych pojęć o rzeczywistości. Należy wspomnieć, że jest to podstawowa sprawa w duchowości, która poucza, aby odpowiednim słowem w języku swoich przeżyć rozmawiać z samym sobą.

Wiele problemów intelektualnych zamyka się w błędzie twierdzenia, że terminy odnoszą się do rzeczy. W rzeczywistości odsyłają nas one do pojęć noszonych w umyśle. Odbierając czyjąś wypowiedź, otwieramy się na drugą osobę, jej system pojęć, sposób myślenia. Nie wystarczy wysłuchać słów. Wiele problemów w komunikacji wynika z przypisywania własnych pojęć terminom stosowanym przez innych. Słuchanie drugiego człowieka zawsze wymaga wysiłku tłumaczenia, w jaki sposób rozumiemy świat. Nie istnieje jeden język ludzi, nawet formalnie mówiących tak samo. Jest on silnie związany z konkretną osobą. Znaczy to też, że językiem nie dotykamy świata (tylko własnego umysłu), który jest wyrażany jedynie językiem Boga, gdyż stanowi Jego ekspresję.

(3)

Słowo w tradycji biblijnej nie tylko oznacza, ale i uobecnia, co szczególnie dotyczy imienia.

(4)

Słowo (Logos) jest motywem przewodnim objawienia historycznego kierowanego do Izraela, a poprzez Chrystusa do całego świata. Bóg stwarza przez słowa, potem naprawia świat słowami Dobrej Nowiny, wreszcie zbawi świat poprzez Logos – Słowo. Jako Bóg jest Ono wszechmocne.

(5)

Język jako organ to najmniejszy z członków ludzkich, a włada wszystkimi. Człowiek, jak mówi, tak myśli i żyje. Język może być życiodajny, bo kto wyzna, że Jezus jest Panem i według tego postępuje, temu obiecano życie wieczne.

(6)

Niektórzy filozofowie zauważyli, że język nie stanowi dzieła człowieka tylko część natury ludzkiej. Oznacza to, że jako władza człowieka jest dziełem samego Boga, a my jedynie realizujemy zdolność do posługiwania się słowami.

Przypomina mi się barbarzyński eksperyment jakiegoś szalonego władcy, który rozkazał, aby na próbę wychować dzieci bez żadnych słów, w zupełnym milczeniu. Dzieci te umierały po kilku latach życia. Słowo jest nam zatem niezbędne.

(7)

Język i doświadczenie

Nasze doświadczenie wyraża się w naszym myśleniu i jest przekazywane poprzez język. Stanowi ono zetknięcie świadomości z rzeczywistością. Nasze pojęcie i język wyrażają więc to, jak odbieramy rzeczywistość, a nie to, jaka ona jest. Do stęp do jej obiektywnego bycia zyskujemy poprzez pośrednictwo doświadczenia, a ono zawsze ma jedynie częściowy charakter, gdyż nasze zdolności poznawcze są skończone i w sumie niewielkie. Myślimy i mówimy o naszym odbiorze świata. Z tego względu myślenie jest zawsze subiektywne – to jedna z jego zasad. Pojawia się jednak zasada druga, przeciwstawna. Zgodnie z nią istnieje siła kierująca do obiektywizacji myślenia, co niekiedy możemy osiągnąć w bardzo prosty sposób, np. w stosunku do rzeczy w naszym otoczeniu ( „jabłko leży na stole’’). W przypadku niektórych spraw ludzkości zabraknie wysiłku w jej historii, żeby je zgłębić i opisać, na przykład sprawy Boże. Dzięki tym zasadom każdy człowiek posiada pole do poznawania świata i może mieć w tym swój niepowtarzalny udział. Po pierwsze poznaje świat w nieco inny sposób niż pozostali ludzie (subiektywnie), po drugie przedmiot poznania, czyli rzeczywistość, nigdy się nie wyczerpie (obiektywnie).

Postmoderna odkryła, że poznanie cechuje się subiektywizmem. Jest to jednak ujęcie jednostronne, a więc demoniczne. Chrześcijaństwo i starsza filozofia znakomicie zdawały sobie sprawę z tego, że pełnię prawdy zna tylko Bóg, ale człowiek winien przezwyciężać siebie, własny subiektywizm, w dążeniu do obiektywizmu. Z kolei kierunki idealistyczne stawiały tezę, że stwierdzenia dotyczące metafizyki są z natury ostateczne i niezmienne w naszym dzisiejszym stanie ich rozumienia. Ta choroba udzielała się niestety także chrześcijanom i spowodowała ogromne szkody.

Kryterium naukowości wiedzy oznacza, że fakt lub zasadę mogą z taką samą pewnością stwierdzić także inni badacze (intersubiektywność). W tym przypadku krokiem do obiektywizmu jest powtarzalność i grupowość opisu. Kryterium to wydaje się wystarczające w odniesieniu do spraw materialnych i nauk właściwych: matematyki, fizyki, biologii i chemii.

Tak zwane nauki humanistyczne nie posiadają spójnego kryterium naukowości, gdyż opisują człowieka, a ten dla samego siebie jest strukturą w niewielkim stopniu poznawalną. Nie bada się go naukowo, ale spotyka. Próby jego opisu w kategoriach nauk przyrodniczych, czyli na sposób mechanistyczny (jak mechanizmu), po kolei spełzają na niczym. Z nadzieją na taki opis powstała socjologia, psychologia i psychoanalityka, cybernetyka i pomniejsze kierunki naukowe oraz paranaukowe (np. NLP). Wskazały one na wiele okoliczności dotyczących człowieka, które posiadają charakter quasi-deterministyczny, a tak naprawdę uzasadnione są co najwyżej statystycznie. Bardzo często opisy te mają charakter jedynie projekcji założeń filozoficznych przyjętych przez ich autora. Inaczej mówiąc, można je uprawiać realistycznie i skłaniać się do metody naukowej, uczciwie rozumieć ich ograniczenia i ułomności oraz odnosić wyraźnie zawężone sukcesy w ich uprawianiu z korzyścią dla ludzi (np. efektywna psychoterapia), można także praktykować je w sposób zupełnie fantastyczny i wynikowo szkodliwy dla człowieka.

(8)

Nazywanie

„A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” (Rdz 1, 26).

„I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny” (Rdz 2, 20).

Początkiem wykonywania władzy nad światem przez człowieka jest nadawanie nazw rzeczom. Jeśli człowiek potrafi właściwie nazwać to, co widzi na świecie, jest w stanie nad tym panować. Jeśli nie potrafi właściwie określić, co się dzieje, to może się okazać, że rzeczywistość panuje nad nim. Opis, racjonalizacja spraw świata i zjawisk wewnętrznych w samym człowieku stanowi początek wolności.

Wiedza zbudowana ze słów wyraża poznany świat. Człowiek, nazywając, wprowadza ład, nie ogarnia całości świata jednym słowem jak Bóg, ale potrzebuje bardzo wielu wypowiedzi, żeby go podzielić na pojęcia, a w konsekwencji tego zrozumieć. Rzeczy świata, które Bóg od siebie oddzielił, stwarzając je, człowiek oddziela, nazywając. W ten sposób uczestniczymy na swój skromny sposób w akcie stworzenia.

(9)

Idee wyrażane słowami mogą odnosić się do świata ducha. To zastanawiające, jak niektóre z nich opanowują umysły. Istnieje nawet pewne wierzenie na tym gruncie nazywane memologią, zgodnie z którą idee posiadają własne życie, a ludzie są tylko jego środowiskiem. W niektórych przypadkach trudno oprzeć się wrażeniu, że tak właśnie może być, ale dzieje się to głównie u osób o niskim stopniu wyrobienia umysłowego.

(10)

Według B. Wolniewicza język jest:

• pomiędzy rozumem i rzeczywistością, co stanowi odkrycie XX w.,

• współrozciągły z naszym myśleniem, które stanowi rozmowę duszy z samą sobą (potrzebuje języka),

• zwierciadłem rzeczywistości, co oznacza, że struktura logiczna języka odzwierciedla metafizyczną strukturę rzeczywistości,

• częścią organizmu człowieka równie skomplikowaną jak on cały.

(11)

Język wytwarza wspólnotę znaczeń i rozumienia świata. Jest nośnikiem wspólnego dla jakiejś grupy, np. narodu, pojęcia o świecie, jego wizji. Przenosi nie tylko sensy, ale i oceny (wartości) oraz wspólne dążenia. Stanowi dzielony z innymi sposób myślenia o świecie.

(12)

Skutki wydarzeń spod wieży Babel

Ludzkość upadła. Ludzie, konsekwentnie odchodząc w swoim zadufaniu od Boga, szukali dla siebie wsparcia i wzajemnie je sobie dawali, nie doznając go od Boga z powodu swoich grzechów. Mało tego, w swojej zachłanności i agresji postanowili sami dosięgnąć Boga, podbić niebo. Próbowali zastąpić Boga swoim zgromadzeniem, swoją rzeszą, czuli się silni, bo było ich wielu i dobrze się rozumieli, niestety w złu. Zaczęli budować wieżę. Babel, miejsce zgorszenia, miało sięgnąć niebios, by strącić prawdziwego Boga i osadzić w Jego miejce nowych panów – ludzi. Bóg nie podjął z nimi walki, nie zniszczył ich dzieła, ale starł ich pychę i siłę, mieszając ich języki.

Odtąd wzajemnie się nie rozumiemy, mowa jednego człowieka z trudem toruje sobie drogę do świadomości drugiego. Słowo stało się narzędziem kary i ziarnem pokory rzuconym do człowieczego serca – pokory wobec Boga, który rozumie każdego człowieka i każdy język, chociaż ludzie nie zawsze nawzajem się rozumieją. Od czasu pomieszania języków zaczęli przeciw sobie walczyć, tak jak wcześniej przejawiali taką postawę w stosunku do Boga. To piękna alegoria, która przenosi ważne sensy na nasz temat. Wynika z niej, że pycha ludzka wojująca z Bogiem prowadzi nieuchronnie do podziału między ludźmi, walki wszystkich ze wszystkimi.

Ludzie nie rozumieją się wzajemnie, jesteśmy w naszym upadku bardzo samotni.

(13)

Język wewnętrzny

Uparcie bronimy własnych sformułowań. Dzięki temu docierają do nas tylko własne myśli, a nie przenikają treści z zewnątrz. Własny język wewnętrzny jest twierdzą umysłu. Czy to skutek wieży Babel, że nasze pojmowanie się tak rozproszyło i zróżnicowało? Czy to normalny stan bycia osobą? Wyjście z okopów wewnętrznego języka jest przejawem przekraczania siebie. Przyjęcie języka wiary przejawia się akceptacją wspólnoty wiernych i Pana Boga.

(14)

Małe dziecko nie uczy się języka, tylko dokonuje jego „akwizycji”. To trochę tak, jakby język u dziecka wyrastał jako nowy organ. Mówienie należy uznać za cechę konstytutywną dla ludzi. Akwizycja działa też w drugą stronę, kiedy dziecko jest nabywane do wspólnoty językowej.

(15)

W przypadku zwierząt umiejętność życia jest zapisana w kodzie genetycznym. Człowiek różni się tym od nich, ponieważ potrzebuje dodatkowego kodu językowego, żeby nauczyć się w ogóle żyć. Język w wielu kulturach otaczany był czcią, ewentualnie powstawał język przeznaczony dla sfery sacrum. Śladem tego procesu jest używanie wymarłych już języków w rytach religijnych, co stanowi popularną praktykę w świątyniach całego świata. Z drugiej strony wiara i religia podtrzymywały w jakiś sposób trwałość i porządek języka, chroniły przed zapaścią w chaos.

(16)

Kształtowanie się pojęć i stosowanie języka opiera się na podziale rzeczywistości. Nie znamy istoty rzeczy, ale potrafimy odróżniać jedne od drugich. Dlatego definiując rzeczy, wskazujemy przede wszystkim na ich różnice od pozostałych. Była już mowa, że tworzenie pojęć jest zjawiskiem dyferencjacji, wychwytywania odróżnień. Klasyczna definicja obejmuje rodzaj i różnicę gatunkową. Człowiek nie ogarnia całości wszechrzeczy tylko niektóre przymioty i relacje, które uprzednio poznał i nazwał.

(17)

Język jest antropomorficzny. Często przedstawiamy sobie pojęcia poprzez analogie do samych siebie. Wynika to z tego, że istnieje znaczne powinowactwo pomiędzy człowiekiem i światem – jako mikrokosmos nosimy bowiem w sobie odbicie całego wszechświata. Zadanie człowieka polega na poznaniu i opisaniu słowami samego siebie. Świat poznajemy jakby przy okazji i może dlatego tak chętnie stosujemy analogie do siebie. Stąd też bierze się ograniczenie w mówieniu o Bogu, po prostu nasze myślenie i język nie potrafią Go ogarnąć, możemy jedynie mówić i myśleć o sobie i o rzeczach od nas niższych. O Bogu oczywiście usiłujemy mówić i myśleć, ale robimy to kategoriami ludzkimi. Skoro inaczej się nie da, więc trzeba próbować chociaż w ten sposób. Należy jednak mieć stale na uwadze, że języki i pojęcia (konceptualność) są niewystarczające. Tym większym wyzwaniem staje się dla nas mówienie o Bogu, w co trzeba wkładać coraz więcej sił, stale powiększając swoją wiedzę, ubogacając słownictwo i czyniąc coraz lep sze przybliżenia. Wiedza o Absolucie jest pozakonceptualna, a człowiek żyje konceptualnie. Należy więc tę opozycję zasad umieć zjednoczyć. Poza tym istnieje kontakt z Bogiem jako uczestnikiem historii świata, który sam o sobie używa pojęć analogicznych do ludzi (Ojciec, Pan itp.). Po prostu to jedyny sposób mówienia o Bogu i nazywania Go, jaki jest nam dostępny.

(18)

„ – Mój rozum dotyka prawd, które mi objawiłeś, ale ich wielkość zajmuje przestrzeń, w której mój rozum jest tylko punktem. Te prawdy go otaczają, są odczuwalne, ale przecież się w nim nie mieszczą.

† I nie muszą. Wchłania je twoja dusza i ona wie, choć nie jest w stanie tego wyrazić werbalnie sobie samej i komuś.

Werbalizowanie jest zacieśnianiem i zniekształcaniem. Rzeczy większych od twych możliwości nie należy umniejszać, ale dorastać do nich.

Rozum jest ograniczony. Dusza nie. Poznawanie Prawdy odbywa się w duszy, a nie w umyśle.

W kontemplacji rozum przeszkadza – w kontemplacji poprawnie rozumianej, która jest czymś więcej niż medytacją.

Kontemplacja to rozmowa twojej duszy ze Mną bez słów – przez przenikanie. Właśnie to oznaczają słowa: «Ja w was, a wy we Mnie».

Hałas umysłu i zamęt emocji przeszkadza. Trzeba usunąć wszystko i tylko pozostawić pewność Mojej obecności. Taki stan jest nieskończonym pokojem i radością zjednoczenia ze Mną.

– Takie zjednoczenie było między Twoją Matką i Tobą?

† Dlatego jest twoim wzorem.

Uczynił to Duch Święty, który Ją wypełnił.

Pragnij, aby wypełnił ciebie. On daje tę możliwość przemiany człowieka, bo ożywia duszę – daje jej Moją moc.

Wtedy nie ma już próśb, nawet zanika przepraszanie. Jest tylko uwielbienie przepełnione wdzięcznością – zachwyt.

Tak jest u Mnie w niebie. Ale niebo jest także tu – w twojej duszy, o ile tam wejdziesz cała i złączysz się ze Mną, bo Ja w niej jestem.

Tak wygląda całkowite oddanie. To, co zewnętrzne, nie ma wtedy żadnego znaczenia.

Cierpienie ułatwia wejście do duszy. Pomaganie innym też.

Nie czekaj na nadzwyczajne spotkanie ze Mną. To spotkanie trwa teraz i zawsze.

Odczucie jest łaską, a łaska jest odpowiedzią na twoje oddanie. Twoje oddanie jest aktem wyboru. A akt wyboru jest decyzją twej woli.

Wróciliśmy do woli, która jest punktem wyjścia i bazą. Na niej zbudowana jest cała reszta” (Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej, A. Lenczewska, Świadectwo, 180, n. 24 VIII 86, g. 8:30).

(19)

„Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie” (Iz 55, 3).

„Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” (Iz 55, 8–9).

(20)

Język Boga i język człowieka

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało, co się stało” (Prolog z Ewangelii św. Jana).

Są jakby dwa języki. Jeden to język Boga, który wyraża świat w sposób doskonały. Chodzi w nim nie o słowa jako symbole pojęć, ale o pojęcia właśnie. Tylko Bóg prawidłowo nazywa świat, bo Jego pojęcia go stworzyły. Filozofowie przeczuwali, że istnieją pojęcia doskonałe, które są jednak nam niedostępne. Wyrażają one rzeczy we właściwy sposób, niczym idee platońskie. Ten język i pojmowanie są ludziom niedostępne, możemy jedynie czerpać z nich medytacyjnie.

Drugi język to język ludzki, który jedynie oznacza rzeczy. Nasze pojęcia nie są w stanie pomieścić natury rzeczy. Ucząc się, poszerzamy swoją wiedzę i doskonalimy nasze pojęcia (budujemy coraz lepsze definicje), ale nigdy nie osiągniemy wiedzy Boga. Bez przerwy kłócimy się o pojęcia i słowa, bo są one niedoskonałe, a na dodatek bardzo indywidualne. Logicy dawno zauważyli małą użyteczność ludzkiego języka. Wiele z tego, co znajduje się w użyciu logiki, jest tak doskonałe, że nie da się tego wyrazić przy zastosowaniu naszych ułomnych pojęć. Logicy próbowali stworzyć język doskonały, nieposiadający wad, co okazało się jednak niemożliwe. Wydaje się więc, że logika doskonała odnosi się do języka boskiego. Doświadczamy języka Boga i Jego rozumu, kiedy obcujemy medytacyjnie z rzeczywistością. Przeczuwamy istnienie pojęć i języka Boga. Dążąc do niego, ale nigdy nie docierając, doskonalimy naszą wiedzę, myślenie i rozumienie.

Bóg objawia nam po trosze swój sposób myślenia. W Biblii korzysta jednak przy tym ze słów ludzkich, co nie znaczy, że używa też ludzkich pojęć. Trzeba pilnie badać sens tych wypowiedzi i nie brać ich zbyt prosto, w zgodzie ze swoimi niewykształconymi pojęciami. Czasem Bóg przemawia do nas, żeby ukazać swoją wyższość, uświadomić nam, że nie pojmiemy Jego mowy. Czasem przeciwnie, objawia nam swoje zamiary wobec nas, żeby nas dowartościować. Trzeba badać funkcje danych wypowiedzi, zwłaszcza że chodzi o bliskowschodni sposób wypowiadania się, który jest rzadko opisowy, a częściej negocjacyjny lub perswazyjny.

(21)

Błędy w materii słów i myśli

Błąd gnostyków polega na tym, że chcą opisać ludzkimi pojęciami sprawy Boże, szczycą się, że pojęli gnozę – boską wiedzę, ale to niemożliwe.

Z kolei protestanci, jak mi kiedyś wyjaśnili, uważają, że Bóg tak ukształtował przekaz Biblii, aby był przystępny ludziom i to w każdym języku po przetłumaczeniu. No cóż, nawet proste ludzkie książki nie cieszą się takimi przymiotami. Niestety odkodowanie wypowiedzi z innego języka, systemu pojęć i skojarzeń z odmiennego kontekstu historycznego to wyzwanie. W tym przypadku zadanie to stoi przed ludzkością. Im dłużej istniejemy, tym dalej odchodzimy od rzeczywistości językowej z czasów Apostołów, nie mówiąc o najstarszych księgach Starego Testamentu. Dochodzenie do ich sensu, to z czasem coraz trudniejsze wyzwanie. Pociechą jest to, że nasze zdolności naukowe także rosną.

Nie przypadkiem świętych ksiąg religijnych raczej się nie tłumaczy, wręcz przeciwnie – uczy się ich języka. Najwyraźniej widać to w islamie, gdzie nie przekłada się Koranu, tylko znaczna część świata muzułmańskiego mówi nawet na co dzień po arabsku.

Kolejny błąd polega na traktowaniu słów i pojęć ludzkich, jakby były wiedzą ostateczną. Nasze pojęcia są niedoskonałe, trzeba więc ostrożności i pokory w myśleniu.

Z drugiej strony pojawia się niewiara w przekaz od innych ludzi, zamknięcie się wyłącznie we własnym doświadczeniu. To bardzo częsta postawa. Idąc dalej, możemy wskazać sceptycyzm poznawczy i zaprzeczanie prawdzie. Nasz język bowiem nigdy nie wyraża pełni prawdy, ale może się do niej jednak zbliżać. Niepełna prawda nie oznacza fałszu. Potrzebujemy nieustannie sprawdzać swoje myślenie, podobnie jak nauka stale podważa i rozszerza swoje teorie. W istocie metoda naukowa jest po prostu ludzkim normalnym sposobem myślenia.

(22)

W praktyce duchowej współcześnie pierwszeństwo daje się doświadczeniu pozapojęciowemu i teologii negatywnej (apofatycznej). Chrześcijaństwo z kolei jest religią Słowa. Nie oznacza to braku doświadczeń pozapojęciowych, tylko to, że zawsze wracamy do słów, bo one są nierozłączne od natury człowieka. Ludzie mówią i myślą słowami, czego nie robią zwierzęta. Chrześcijański mistyk może przekraczać swoje i w ogóle ludzkie pojęcia, ale nigdy ich nie odrzuca, tylko zawiesza na chwilę ich działanie, gdy obcuje z rzeczywistością ponadludzką.

(23)

Mamy dwa rodzaje teologii, czyli ekspresji mistyki – pozytywną, dopuszczającą zdolność człowieka do wysłowienia tego tematu, i negatywną, posługującą się bardziej zaprzeczeniami i stwierdzeniami, jaki Bóg nie jest. Uczenie nazywa to się teologią katafatyczną i apofatyczną.

Mistyka i jej ekspresja zawsze idą w parze, następuje uspołecznienie tej pierwszej, obdarowanie nią innych. Bywało tak, że najbardziej wymowni byli ci, którzy głosili niewyrażalność poznań metafizycznych. Zresztą niektórzy robią to i dziś z niezwykłym zacięciem, co jest jakoś sympatyczne.

Możemy opisywać Boga poprzez analogie do świata, gdyż świat nosi w sobie podobieństwo do Boga i właśnie dlatego mamy możliwość opowiedzenia swoich doświadczeń. Inaczej człowieczeństwo w ogóle byłoby pozbawione sensu i niczym nie różnilibyśmy się od milczących zwierząt, a przecież jesteśmy mówiącymi i myślącymi stworzeniami. Trzeba tylko pamiętać, że analogie mają swoją ograniczoną siłę rozjaśniającą i należy patrzeć poprzez nie, a nie na nie. Analogia czy metafora jest tylko przybliżeniem, nie samą rzeczywistością. Ta pozostaje niewyrażalna. Rzecz jednak w tym, że wszystko jest niewyrażalne, nawet jabłko. Nasz język znaków nie wyraża niczego w sposób doskonały. Tylko Słowo Boga wyraża świat. Paradoksalnie właśnie dlatego należy mówić, co zresztą robimy od wieków, coraz precyzyjniej, używając dokładniejszych przybliżeń do rzeczywistości wiecznych. Jest to proces rozciągnięty w całej historii świata i wciąż nieukończony.

(24)

Adekwatność mowy i pojęcia ludzkiego do rzeczywistości to wyznacznik prawdy. Niedoskonały język nie oznacza braku prawdy, tylko jej niewyraźność i potrzebę dalszego badania. Jesteśmy stworzeniami skończonymi i nasze pojęcia też są ograniczone. Ludzkie myśli zawierają ładunek prawdy, ale nawet przy najszczerszych chęciach obecne jest w nich jakieś niedopowiedzenie, rodzaj fałszu. Tak jak nasz byt doświadcza niebytu, tak nasza wiedza doznaje niewiedzy. Istnienie świata skończonego jednoczy byt i niebyt, a nasza świadomość znosi koegzystencję wiedzy i niewiedzy.

Trzeba odróżnić niezgodność stanu rzeczy od pojęcia i mowy – jest to fałsz logiczny, a także od niezgodności pojęcia i mowy – jest to kłamstwo lub nieszczerość.

(25)

„Miłość”, „nienawiść”, „gniew” to symbolizacja antropomorficzna odnoszona do Boga wyłącznie jako symbol. Jeśli bierzemy te słowa dosłownie (jak to robimy dziś w stosunkach międzyludzkich), to w naszym myśleniu wychodzą dziwne rzeczy. To są symbole, analogie, a nie rzeczywistości w Bogu. Docieramy do nich poprzez te analogie i wychodząc poza nie, nie zaś biorąc je, „jak są”. Symbol zawsze wskazuje poza siebie. Te faktyczne rzeczywistości Boże trzeba w tym przypadku odczytywać z całości historii zbawienia jako ilustracji ich przejawów. Paul Tillich taki błąd nazywa naturalizmem w teologii. Popełniają go zazwyczaj ateiści w swoich napaściach na Pana Boga.

(26)

Ilekroć myślisz „Bóg”, umierasz, bo nie potrafisz tej myśli pojąć, ona rozsadza mózg.

(27)

Chrześcijaństwo ma niewielkie przywiązanie do precyzji terminologicznej. Jego zasady wyrażane są w Biblii dość swobodnie, w Ewangeliach raczej poprzez obrazy i metafory, w listach Pawłowych bez nadmiernej skrupulatności, a jednak jednoznacznie. Nawet wykształcony Paweł nie był przywiązany do naukowości słownictwa.

Istotą przekazu chrześcijańskiego jest jego stosowalność i praktyczność, czyli w dzisiejszym rozumieniu jego wymiar egzystencjalny. Ostatecznie liczy się to, jak żyjemy, a nie to, jak świetnymi teologami się czujemy.

2. Moc słów

(1)

Słowo Boga jest tworzywem świata. Słowa człowieka to narzędzia zarządzania światem. Mają one wielką moc. Bóg chętnie kieruje do ludzi dobre słowo, błogosławieństwo, którym nas potwierdza i buduje. Słowo może budować i niszczyć człowieka. Trzeba uważać, co i jak się mówi, bo to wpływa przede wszystkim na samego mówiącego, także w wielkim stopniu na poddany mu świat. Nie chodzi mi o magię i jej zaklęcia, to jest wypaczenie tego zjawiska. Formuły te oczywiście mogą działać, ale stoją za tym zazwyczaj siły zmierzające do wykreowania w naszej świadomości fałszywego obrazu świata, gdzie człowiek jest bogiem albo istotą zdolną do zarządzania metafizyką. Taki światopogląd pochodzi od Demona, który chętnie uczestniczy w magii, żeby człowieka nauczyć pychy i do siebie zbliżyć, wchłonąć.

(2)

„† Kontroluj swój język. Słowo ma moc: może tworzyć dobro lub zło. Trzeba unikać słów, które nie tworzą dobra – słów zbędnych, pobudzających do zła.

Wszelkie opinie, sądy trzeba wyrażać bardzo ostrożnie, ważąc każde słowo. Pochopne wypowiedzi mogą być zalążkiem zła, które się rozrasta i działa destrukcyjnie.

Trzeba dbać o to, żeby wypowiadane słowa były źródłem dobra, by tworzyły dobro, umacniały je i rozszerzały.

Dlatego mówiąc o kimś lub o czymś[,] trzeba opierać się głównie na dostrzeganiu dobra i eksponować je. W ten sposób to dobro jest umacniane i rośnie.

Ze złem nie należy walczyć, bo wszelka walka jest złem i potęguje zło. Trzeba tworzyć i rozwijać dobro, by dla zła nie było miejsca. Siła i wielkość dobra unicestwia zło. Tak, jak światło unicestwia ciemność.

Wystarczy wnieść światło, by ciemność przestała istnieć. Podobnie jest ze złem.

Cały wysiłek trzeba koncentrować na tworzeniu i rozszerzaniu dobra – Miłości. Miłością ogarniać wszystko, a najbardziej to, co nie jest miłością, aby tam zapanowała[,] i aby nią się stało.

– Ale jednak trzeba odróżniać i nazywać po imieniu – osądzać.

† Najpierw trzeba rzeczywiście rozpoznać. Ale człowiek sam, bez Mojej pomocy nie jest w stanie rozpoznać. Dlatego potrzebna jest ostrożność, roztropność. Trzeba Mnie prosić o rozpoznanie, o pomoc. Nie uzurpować sobie roli sędziego!” (Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej, A. Lenczewska, Świadectwo, 94, czw. 29 V 86, g. 8, Boże Ciało).

(3)

W rozumieniu Hebrajczyków słowo, dabar, było jakby emanacją mocy wypowiadającego je człowieka. Postrzegali oni człowieka i słowo w łączności, a im człowiek był mocniejszy, tym większą siłę miały jego słowa. Słowa Boga mają oczywiście moc największą. W tym ujęciu nie są one czymś od Boga odrębnym, Bóg bowiem jest w swoich słowach.

(4)

„Jeśli ktoś nie grzeszy mową, to jest mężem doskonałym i będzie mógł zapanować nad całym swoim ciałem. Kiedy bowiem zakładamy koniom wędzidła do pysków, żeby nam były posłuszne – to tym samym kierujemy całym ich ciałem” (Jk 3, 2–3).

Myśli to wewnętrzna mowa człowieka i to nad nią przede wszystkim trzeba zapanować.

(5)

Słowa w religii i wierze są bardzo ważne. Mową oddajemy Bogu chwałę, wyrażamy wdzięczność za istnienie. Słowami także się modlimy. To niesamowite, że istnieje coś, co wychodzi od człowieka, trafia do Boga, a nawet Go zmienia, o ile sam na to pozwoli – jest to słowo modlitwy. Chwalimy Boga, a Bóg chwali swoje stworzenie, gdy je ogląda skończone i widzi dobrym. Człowiek jest ucieleśnieniem Słowa stworzenia. Kiedy oddajemy Bogu chwałę, Słowo w naszych słowach powraca do Boga.

3. Sens

(1)

Człowiek to istota żywa, która w każdej chwili wyraża swój stosunek do Boga. Życie jest językiem, jakim do Niego mówimy. Człowiek to znak, bo jest wyobrażeniem (obrazem) Boga. Działa to w dwie strony – w zależności od tego, jak człowiek kształtuje siebie, tak też świadczy o Bogu. Zły człowiek kłamie, że Bóg jest zły. Dobry przyznaje, że jest dobry. Całe nasze egzystowanie to nadawanie sobie kształtu. Człowiek powstaje z chaosu bezkształtu (gliny) do bycia naprawdę sobą (swojej esencji), w ten sposób powstaje z nieoznaczoności do konkretu, z bezsensu do znaczenia.

(2)

Ludzie, cierpiąc, zadają pytanie o sens życia. Czym jest sens w tym znaczeniu? Spójrzmy poprzez analogię na to, jaki jest sens istnienia tramwaju. Polega on na tym, żeby jeździł, woził ludzi. Mówiąc w skrócie: sensem istnienia tramwaju jest bycie tramwajem. Sens istnienia człowieka to być człowiekiem. Sens to znaczenie oraz racja istnienia. Moją racją istnienia jest, abym trwał w swoim życiu, nawet jeśli cierpienie w jakiś sposób próbuje mi je odebrać.

(3)

Sens to znaczenie. Chcemy mieć dla kogoś znaczenie, coś znaczyć. Problem sensu życia odkrywa wymiar człowieka jako znaku, wypowiedzi, języka. Każdy z nas w całości jest wypowiedzią. Żeby życie miało sens, potrzeba jej odbiorcy. Żyjąc, przekazujemy informację o Bogu do Boga i do ludzi, także do własnego umysłu.

Kiedy ten przekaz jest fałszywy, życie traci sens. Podobnie jak absurdalne lub kłamliwe wypowiedzi nie posiadają żadnego znaczenia, tak człowiek nieodnoszący się do Boga traci świadomość własnego sensu. Popada w poczucie absurdu samego siebie. Ateiści XX w. lubowali się w nazywaniu swojego życia absurdalnym i cieszyli się ze swoistego heroizmu przezwyciężania tego stanu rzeczy. Wystarczy tymczasem uwierzyć w Boga, żeby nadać swojemu życiu świadomy sens.

Była już mowa, że świat i człowiek powstali ze Słowa. Widać to doskonale w temacie sensu życia. Człowiek powstał ze Słowa i jest słowem. Pozostaje tylko pytanie, o jakiej treści. To ciekawe, że fizycy czasem piszą, że wszystko jest informacją. Niestety nie potrafię zbadać związków tego twierdzenia z biblijnym Słowem stworzenia.

Wiąże się z tym kwestia odpowiedzialności, czyli umiejętności dania odpowiedzi, wykazania sensu swojego postępowania. Poczynania pozbawione sensu odbierają go bowiem samemu życiu człowieka, są rodzajem samobójstwa.

Tu, na ziemi, człowiek o dużym znaczeniu to taki, którego przekaz trafia do wielu innych ludzi, ma na nich wpływ. Widzimy te same aspekty człowieczeństwa – bycie informacją, która ma moc sprawczą, a to daje władzę.

(4)

Sprawy życia jako języka są bardzo złożone. Ciekawie w tym aspekcie można interpretować i wyjaśniać wiele zjawisk metafizycznych. Życie człowieka z Bogiem winno opierać się na miłości, która zatem jest też rodzajem języka. Wyrażając miłość, mówimy dobrze o ukochanym, afirmujemy go. Ten rodzaj języka, jakim jest przekaz poprzez uczynki życia, ma swój zestaw reguł, a jest nim Prawo Boże. Gdy pozostajemy mu wierni, wyrażamy miłość do Boga. Miłość nie może być krzywdą, a te dwie kategorie rozgranicza Prawo.

Od strony Boga mamy miłość wyrażającą się mi.in. w tym, że komunikuje słowami Prawo, mówi do nas, uczy nas, a przez to kształtuje i pobudza do wzrostu. Także nadzwyczajne cuda uzdrowień, uwolnień, wskrzeszeń, obecne w życiu Kościoła, nieodmiennie są określane znakami. Bóg mówi do nas przede wszystkim czynami – to jest Jego mowa. Podobnie człowiek przemawia do Boga.

(5)

Bóg jest sensem wszystkiego jako cel i racja istnienia. Człowiek ma o tyle sens, o ile zmierza do Absolutu. W grzechu i niewierze życie ludzkie traci sens i zaczyna wyraźnie boleć. Logos ma wymiar sensu. Człowiek, który zawiera swoje życie w granicach nauczania Chrystusa, nie traci kontaktu z tym sensem. „Logika” pochodzi od „logos”. Czyny nonsensowne i absurdalne są nielogiczne, czyli nie nawiązujemy przez nie łączności z Bogiem..

Istotnym owocem życia duchowego, zgodnego z Duchem Świętym, jest uzyskiwanie coraz lepszego rozumienia rzeczywistości. Zrozumieć to pojąć jej sens i to w obu aspektach – racji istnienia i treści, jaką nam przekazuje. Tego przekazu zrozumienia dotyczy symbol Logosu jako światła dla ludzi. Obcowanie z Logosem w praktyce wiary przynosi oświecenie.

(6)

Troska i ochrona sensu w sercu człowieka na przekór siłom absurdu to jeden z wymiarów cnoty nadziei. Jeśliby życie było absurdem, znaczyłoby to, że nie ma żadnego celu, nic zatem nie znajduje się na końcu naszej drogi. To prowadzi do rozpaczy. Przeciwnie dzieje się w przypadku nadziei, która podtrzymuje w nas świadomość, że na końcu dobrego życia czeka na nas Bóg jako ostateczne dobro, jako wynagrodzenie za cały trud i ofiarę.

(7)

Logos to treść świata, który jest zaś Jego zapisem w materii, także w człowieku. Dlatego o tyle jesteśmy nośnikiem sensu, czyli jakiegoś znaczenia, o ile wyraża się w nas Logos. Tylko własne Słowo Boga będzie przez Niego na powrót przyjęte, także w postaci człowieka. Fałsz, absurd, nonsens wytwarzane w chorej wyobraźni ludzkiej nie mają tam przystępu. Prawda wyzwala, dodaje siły, bo zostaliśmy z niej zbudowani. Fałsz zabija.

Wszystko istnieje dla Stwórcy po to, żeby powrócić do swojego Pana. Bez tego nic nie ma sensu, a w tym – przeciwnie – wszystko nabiera celowości. Dlatego sens to znaczenie i wartość jednocześnie, a świat ma je tylko w oczach Boga.

(8)

Wszystko, co robimy, cała wytwórczość, czyli kultura ludzka, to ślady nas samych. Są to komunikaty, które pozostawiamy, mówiące o samym człowieku, a przez niego także o Bogu. Inni ludzie odczytują je i interpretują.

(9)

Tylko Bóg potrafi zrozumieć człowieka, a zrozumieć to odczytać sens. Także dlatego tylko Bóg nadaje sens ludzkiemu życiu.

(10)

Cierpienie ma wielkie związki z poczuciem sensu. Cierpimy, gdy doświadczamy braku sensu we własnych poczynaniach lub doświadczając grzechu u innych. Uczynki złe są zawsze bezsensowne, szkodzą. Zamiast dodawać nadziei, wpędzają w rozpacz duchową. Nie przypadkiem dzisiejsi ludzie Zachodu tak strasznie cierpią wewnętrznie i chorują na wszystkie możliwe zaburzenia psychiczne – wewnętrzna rozpacz zabija serce. Mechanizmy obronne wypierają jej świadomość, co zresztą tylko ją wzmacnia.

Drugi rodzaj cierpienia dotyczy sytuacji osamotnienia, kiedy nic dla nikogo nie znaczymy. Chcemy być dla kogoś ważni, odbierani i chwaleni, a tymczasem nie ma nikogo takiego. To dobijające poczucie dotknęło także Chrystusa na Krzyżu, gdy się żalił: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił…”. To niezwykle głęboki rodzaj bólu.

(11)

Przez niemal całą swoją historię ludzie mieli proste doświadczenie świata:

• na górze niedosięgłe niebo i nieosiągalna kraina transcendencji,

• na dole kraina zmarłych, śmierci, powrotu do prochu ziemi,

• wokół przestrzeń do życia i eksploracji.

Razem tworzyło to względnie uporządkowany Kosmos – świat postrzegalny jako całość. Wydawał się on prosty i zrozumiały, miał sens.

Odkrycia naukowe zabiły w nas to pierwotne i dość oczywiste doświadczenie. Niby odkrywamy coraz to nowe reguły działania materii, niby wiemy więcej, ale jakoś coraz mniej rozumiemy w tym wszystkim samych siebie. Wraz z postępami wiedzy jednocześnie poszerzamy horyzont naszych pytań, naszej niewiedzy. Przypomina to zabawę w ściganie króliczka, który wcale nie daje się złapać, tylko ucieka coraz dalej. To w nas zabija kontakt emocjonalny ze światem i jego ogólne postrzeganie. Potrafimy go analizować, rozkładać na części, ale całość, jak się okazuje, wcale nie jest sumą poznanych elementów. Stanowi ona jakość innego rodzaju i to właśnie całościowe spojrzenie, a wraz z nim rozumienie i poczucie sensu straciliśmy.

Co się dzieje, gdy oglądamy zachód słońca nad morzem? Czy dalej jesteśmy naukowcami z suwmiarką? Nie, w tym konkretnym momencie odkrywamy w sobie poezję, która budzi się w nas na chwilę z jakąś tajoną tęsknotą. Odczytujemy ukryte przesłanie skierowane dla nas od kogoś. Zapominamy na krótki czas o ponowoczesnym paradygmacie kwantów i suwmiarek, który nie wnosi do naszych serc i dusz niczego poza nieustannym rozkładem wszystkiego na części. Analiza jest jednym z kroków w stronę chaosu, gdy wypiera spojrzenie całościowe. Znamy to z pojedynku analizy i syntezy w Ferdydurke W. Gombrowicza. Rozkład bywa powrotem do nieistnienia. Jednak wobec cudu natury na chwilę stajemy się normalnymi ludźmi w swoim pięknym i dobrym świecie. Powracamy do tego prostego rozumienia, że wszechświat nas otaczający, postrzegalny, dostępny, doświadczalny jest dla nas czekającym na odczytanie znakiem, wypowiedzią, symbolem, darem wyrażającym uczucia darczyńcy.

Poezja jest niezwykle potrzebnym sposobem przeżywania świata. Z niej pochodziły mity pisane wierszem lub prozą, zawsze pełne symboli i alegorii. W niej też odnajdujemy jedność wszystkiego, a co za tym idzie – sens samych siebie.

Zdarza się, że prawdziwi naukowcy, jeśli mają trochę serca i duszy, popadają przy tych swoich teleskopach i suwmiarkach w ten sam pierwotny zachwyt nad bogactwem i prostotą wszechrzeczy. Przechodzą duchowo w sferę pierwotnej pre religii, przeżywanej czasem niezwykle głęboko, o czym pisał cytowany wcześniej A. Einstein.

Poznanie symboliczne świata odsyła nas poza świat jako symbol. Jest transcendencją, przekraczaniem ograniczeń fizyczności i wychodzeniem do wieczności i bezkresu duchowego. Polega więc również na odkrywaniu własnej duszy oglądającej Boga. Świat jest znakiem, komunikatem danym nam po to, abyśmy go pochłaniali, rozkoszowali się nim, a czyniąc to, rozkoszowali się Bogiem, jego twórcą, i w ten sposób do Niego się przybliżali. Dzięki temu sami stajemy się czytelnymi, sensownymi znakami dla innych i dla Boga.

4. Prawda, jakiej szukamy

(1)

Potrzeba prawdy i walka o nią

Dobre poznanie, zapamiętanie i osadzenie w sobie doświadczenia siebie i swojego istnienia, świata, wydarzeń drogi życiowej, wreszcie mistyki wymaga rozważania i przemyślenia. Aby tak się stało, potrzebna jest taka wiedza, która pozwala prawidłowo postawić pytania o rzeczywistość. Wnioski, nowe ustalenia tych rozważań są korelatami właściwie zadanych pytań. Żeby dobrze pytać, trzeba mieć pewne przygotowanie, choćby wyrobioną potrzebę samego pytania. Pytając, kwestionujemy siebie, przezwyciężamy własną pyszałkowatość, która poucza, że niczego więcej nam nie potrzeba, niż już mamy w głowie, że jesteśmy najmądrzejsi na świecie. Myślenie samo w sobie wymaga nauki i gromadzenia stosownych narzędzi, jakimi są wyrobione pojęcia. Bez tego człowiek jest ograniczony umysłowo.

Od zawsze ludzie poszukiwali Prawdy o tych sprawach. Używam wielkiej litery, bo dziś już wiemy, że Prawda sama w sobie jest Bogiem. Prawda umysłu wynika z Prawdy w Bogu. Dojście do właściwych odpowiedzi, które będą podstawą naszych życiowych decyzji i postępowania, wymaga przyjęcia odpowiednich prawdziwych założeń i zbudowania swojego paradygmatu, swojego sposobu patrzenia na świat w oparciu o jak najlepsze fundamenty. W objawieniu izraelskim prawda jest nie tyle wartością logiczną i informacyjną, co fundamentem życia. Wcielony Bóg nauczał, że kto buduje swoje życie na Jego nauczaniu, to tak jakby wznosił dom na skalnym fundamencie.

Prawda niekiedy boli i tak musi być. Ludzie tego świata kochają przyjemne fałsze i fikcje. Dlatego prawda jest heroicznym przezwyciężaniem fałszu. Zawsze trudna, nierzadko bolesna, stanowi nagrodę sama w sobie, gdyż na koniec jednak uszczęśliwia, przydaje życia i wyrywa ze śmierci. Jest rodzeniem się jaźni, która przezwycięża skłonność do zamykania się w swoich iluzjach, przekracza je i uwalnia się do życia w realnym, zewnętrznym świecie. Tak samo dziecko w trudach wydostaje się z łona matki, a jaźń – z ciemności platońskiej jaskini niewiedzy. Zdarza się, że kto jednak wychyli się na zewnątrz do światła, bywa gnębiony przez współuwięzionych w ciemności, którzy ukochali swoje mroki i widziadła. Światło Prawdy jest jednak ważniejsze niż oni i ich problemy.

Zostaliśmy posłani do życia przez Prawdę – to jedno z Imion Boga. Żyjąc w fałszu stajemy się dłużnikami tego, kto nam powierzył nasze życie, gdyż je marnotrawimy. Dlatego skrucha, uznanie własnych przewinień i zaniedbań na drodze życiowej jest początkiem życia w Prawdzie. Życie w Prawdzie polega na nieustannej walce o nią z atakującymi nasz umysł niezdrowymi fałszami i opartymi na nich przeżyciami. Każda wygrana bitwa jest naszym zwycięstwem, cenionym i nagradzanym przez Boga. Powrót do Prawdy, do realiów, to nasze zmartwychwstanie na wzór Wcielonego Boga powracającego z ciemnego grobu i cienistej Krainy Umarłych.

(2)

Potrzeba zgody na prawdę

Doświadczenie rzeczywistości, takie głębokie, a nie tylko powierzchowne na nią patrzenie, też jest rodzajem przeżycia metafizycznego. Rzeczywistość ma bowiem taki właśnie wymiar. Jest to głębokie doświadczenie prawdy o świecie, mające walor mistyki. Prawdziwy realizm ma transcendentny charakter.

Wbrew pozorom postawa gotowości na przyjęcie prawdy jest wielką rzadkością wśród ludzi. Wymaga jasnej decyzji o spojrzeniu na świat własnymi oczami, w oderwaniu od uprzedzeń i intencjonalnych wypaczeń. Jedną ze szkół takiego patrzenia była nauka filozofa E. Husserla, którego wielu uczniów zostało ludźmi bardzo religijnymi. Jako mistrz nauczył ich patrzeć na rzeczywistość, a oni potrafili poprzez nią spojrzeć także daleko poza nią.

Doświadczenie rzeczywistości wynika ze zgody na życie w prawdzie. Jest ona warunkiem wszelkiego myślenia i poznania. Zaprzeczenie tego stanowi życie związane z fantazją na temat tego, jak powinno być, jak należy ukształtować świat, a nie refleksja nad tym, jaki on jest. Taki błąd w swojej istocie to potężne wypaczenie. Człowiek kształtuje w swoim umyśle sferę powinności dla świata i siebie, która jest jego własnym produktem. Ucieka od prawdziwego świata, buduje fikcję własnego kosmosu. Gdy zaczyna według tego żyć, staje się bogiem. Wynikowo karze innych za niezgodność z wytworzoną przez siebie powinnością i nagradza (także uwagą) za zgodność. Staje się bożkiem własnego świata, a świat rzeczywisty trak tuje jak fantazję lub sen i lekceważy, w tym prawdziwego Boga. Somnabulizm tego typu jest powszechną chorobą, a ludzie w większości przypominają lunatyków. Jest to podstawowa pycha, w której wypaczony został w umyśle człowieka element poznawczy, ontyczny i powinnościowy, to całkowicie fałszywa filozofia życiowa.

Doświadczenie rzeczywistości, otwarcie się na nią wymaga świadomego wyboru prawdy, a prawda z kolei domaga się postawy przezwyciężania fałszu (w tym fantazji, marzeń, ułudy), tak powszechnego w umysłach i stale ją atakującego.

Książka ta opiera się na założeniu, że trzeba i należy szukać prawdy i Prawdy – to fundamentalny powrót do normalności i pierwocin ludzkiej natury. Bez stanowczej decyzji i determinacji w przedmiocie wyboru prawdy wbrew sobie, wbrew łudzeniu siebie mirażami wyobraźni zrozumienie czegokolwiek z tego przekazu nie będzie możliwe. Jest to ogólnie pierwsza decyzja drogi duchowej – uwierzyć w Prawdę mimo lęku, jaki przed nią czujemy, bo fakty przecież nas oskarżają. Bóg – Prawda jednak potrafi także wybaczać, gdy stajemy w prawdzie o swoich przewinach.

(3)

Prawda to równowaga pomiędzy faktem, pojęciem i znakiem. Fakt znajduje odbicie w umyśle, będąc pojęciem. Proces ten nazywamy poznaniem. Mówimy zazwyczaj o prawdzie jako adaequatio intellectus et rei – adekwatności rzeczy i umysłu. Zdarzają się w tym procesie błędy obserwacyjne – po prostu omyłki. Bywają także błędy pojęciowe, które polegają na utożsamieniu faktów z nieodpowiadającymi im pojęciami. Gdy brakuje wyrobionego pojęcia dla danej rzeczy, powstają mylne skojarzenia.

W końcu zachodzi przekaz – w nim też może być prawda lub nie. Wyraża się on poprzez język, przy czym dla mnie języki mogą korzystać z różnych znaków, nie tylko bowiem słowa wypowiadane i pisane są nośnikami sensów. Wiele przekazujemy samym sposobem mówienia, mową ciała, zwłaszcza komunikaty wartościujące. Prawda w przekazie to jego zgodność z pojęciem w umyśle. Pojawiają się tu takie problemy jak: kłamstwo, nieudolność wysławiania, braki w języku w postaci niedoboru odpowiednich słów. Jak widać, droga od faktu do odbiorcy komunikatu jest długa i trudna, a okazji do przekłamań pojawia się wiele.

(4)

Błędy w podejściu do prawdy

Rzeczywistość to nasz jedyny świat. Trzeba twardo stawać na ziemi. Realizacja wiary czyni człowieka realistą, który przestaje emocjonalnie pozostawać w swoich marzeniach, schodzi na ziemię, godzi się z jej obrazem, z tym, jaka ona jest. Widać nie mogła być lepsza. Do dziś funkcjonują różne błędy główne w tym przedmiocie, przykładowo:

• odrzucenie poszukiwań Prawdy w imię wygodnego życia w grzechu i bezmyślności, co jest niezwykle typowe dla ludzi tego świata,

• sceptycyzm, który pozostawia człowieka z rozpaczą bezradności wobec własnego losu, ogłaszany przez modnych filozofów; pół biedy, gdy ta postawa generuje ludzi szlachetnych, jakimi byli niektórzy myśliciele ery egzystencjalizmu czy też ojciec sceptycyzmu na Zachodzie, Pirron, człowiek wielkiej osobistej cnoty, który przyniósł tę postawę z Indii od wczesnych buddystów; także buddyzm zdaje się uczestniczyć w nurcie myśli szlachetnej, ale metafizycznie sceptycznej albo przynajmniej apofatycznej,

• odrzucenie wspólnej Prawdy i zastąpienie jej przez widzimisię poszczególnych ludzi; w istocie jest to udająca uczoność wersja błędu pierwszego, filozoficzne jego usprawiedliwienie i poparcie; ten agresywny relatywizm zacięcie zwalcza wszelkie próby mówienia o Prawdzie jednej dla całego świata; myślenie postmodernistyczne tego rodzaju stanowi obecnie część filozofii popularnych globalnych mediów i społeczeństw,

• ucieczka w fikcję; mogą to być rojenia, odrealnione, modne sposoby myślenia, ucieczka w marzenia, która bardzo często okazuje się wręcz zabójcza dla umysłów; może to być zatrzymanie się w percepcji przeszłości, nieustanne wypominanie, fikcja sztuki: filmów, seriali, powieści, gier wideo itp.; fikcja powoduje przenoszenie w nierealną sferę swojej wrażliwości i przeżyć, odbierając je właściwemu życiu; jest to zapominanie siebie, rodzaj narkotyku, iluzji, mirażu, samobójczej śmierci za życia; najbardziej eskapiczne pozostają tematy z kręgu fantastyki (naukowej i baśniowej), a także na poważnie brane teorie typu parareligijnego, np. o kosmitach,

• fantazjowanie; ludzie często uciekają od prawdy, od rzeczywistości w słodki fałsz, swoje fantazje o innym świecie; to wyraz buntu przeciw obrazowi świata; przemija postać tego świata, wszystko się na koniec odmieni; trzeba czekać, a nie uciekać; należy cierpieć, gdy zachodzi taka konieczność, przyjmować krzyż,

• stymulowanie emocji, co wyłącza percepcję: słodycze, alkohol, nadmierne podniecenie erotyczne, obżeranie się, zakupy, cudze życie (plotki, media społecznościowe), napoje energetyczne,

• narkotyki, alkohol – najgorsza chyba forma ucieczki od rzeczywistości.

(5)

Zło toczy z prawdą swoją wojnę, zaczynając od tego, że prawda brana jest w ironiczny cudzysłów, jak pisał L. Kołakowski.

(6)

W dyskusjach o prawdzie jej przeciwnicy poruszają oczywistą kwestię: nie osiągamy prawd absolutnych, człowiek może się mylić z racji swoich ułomności poznania i rozumienia. Dlatego prawda w sensie absolutnym i – co oczywiste – pełnym jest nam niedostępna. Jednakże aktualne obserwacje i spostrzeżenia są nam zupełnie wystarczające do życia. Nikt nie oczekuje od nas absolutnych własności. Prawda realizmu zupełnie nas satysfakcjonuje. Piszę te słowa na czarnej klawiaturze – taka jest prawda. Człowiek wierzący doda, że wszystkie nasze problemy poznawcze nie powinny nas zrażać, gdyż Bóg udzieli nam akurat tyle prawdy, ile nam potrzeba do życia. Tyle wystarczy. Nie należy popadać w rozpacz i rezygnację, zaprzeczać istnieniu prawdy itd. W siebie możemy zwątpić – to ma jakiś sens, ale nigdy nie powinniśmy wątpić w Opatrzność.

(7)

Jako człowiek raczej praktyczny zauważyłem we współczesnych sporach o prawdę pewną prawidłowość. Popełnia się błąd dotyczący pojęcia prawdy w związku z jego wieloznacznością. Otóż człowiek pogrążony w sceptycznej rozpaczy odmawia sobie prawdy jednocześnie w wielu znaczeniach. Pierwsze z nich opisałem powyżej – jest to prawda poznawcza, odbicie świata w umyśle. Jej przeciwieństwo stanowi fałsz, nieadekwatny rzeczom stan świadomości i przekonanie.

Jest także druga prawda – prawda moralna, znacznie ważniejsza, a zatracana wraz z tą pierwszą. „Nie mów fałszywego świadectwa” – uczy Bóg, a dalej dodaje: „niech mowa wasza będzie tak, tak, nie, nie”. To są pouczenia moralne mówiące nam o prawdzie, dla której przeciwieństwem jest kłamstwo. Zaprzeczając prawdzie, ludzie nierzadko wybierają jako podstawę swojego rozumowania kłamstwo. Żyją nim jako pewnym wyborem moralnym, złym wyborem. Kierują się w myśleniu zasadą wyboru fałszu i zakłamania. Obserwujemy wiele takich osób, które odczuwają satysfakcję (powierzchowną, wyuczoną) z akceptacji kłamstw, zwłaszcza pochodzących od nieprzyjaciół Bożych.

W ten sposób fabrykuje się pseudologiczne wywody, puste, wyssane z palca pomyślunki, mające tłumaczyć człowiekowi rzeczywistość w miejsce prawdy i rzetelnego myślicielstwa. Ludzie dzisiejsi tak nisko upadli w kulturze umysłowej, że nie bardzo potrafią odróżnić takie kategorie wypowiedzi jak chociażby sąd o rzeczywistości od opinii (to drugie ma charakter wartościujący lub relacyjny, a nie opisowy). Opinie, przypominam, nie mają wartości logicznych typu: prawda/fałsz.

Postęp w jednej dziedzinie musi iść w parze z regresem w innej. Człowiek i ludzkie społeczności po prostu nie są w stanie koncentrować uwagi na wszystkich dziedzinach. Dziś żyjemy w czasach eksplozji wytwórczości narzędzi człowieka, gwałtownego rozwoju techniki. Niestety, towarzyszy temu nawet nie tyle regres, co zapaść umysłowości wyższej i duchowości. Człowiek technologiczny przestaje myśleć. Owszem, wytwarza ogrom komunikatów i przekazuje je dzięki swoim narzędziom, ale to nie są przemyślane treści. Z drugiej strony możliwość publicznego wykrzyczenia się działa terapeutycznie i uspokajająco, co niesie ze sobą pewnie jakąś wartość. Dzisiejsza komunikacja ma nierzadko właśnie taki walor – jest ekspresją emocji, a nie myśli. W takim użyciu języka pojęcie prawdy zostaje w ogóle pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Ma to już niewiele wspólnego z definicją homo sapiens.

(8)

Doświadczenie, a nie tylko oglądanie rzeczywistości przynosi prawdę, która jest głębią pojęć. Warto ją poczuć, a nie tylko ślizgać się po słowach jak wąż po powierzchni ziemi, bez zrozumienia. Jest to też odnalezienie danego przedmiotu w aspekcie całości rzeczywistości, tej wewnętrznej łączności wszystkiego, co zapewnia Bóg.

Prawda nie istnieje w oderwaniu od metafizyki. Czyj bowiem ogląd, czyj umysł ogarnie świat bez typowo ludzkiej subiektywizacji i ograniczenia? Tylko Boski. Biblia przypomina, że po części tylko poznajemy, a całą Prawdą jest jedynie Chrystus – Logos.

(9)

Prawda ma moc przekonywania. Tak wielu dziś zamienia swoje wypowiedzi w miałki niemal bełkot, a sztukę przetwarza w potok bełkotu. Wystarczy poczytać niektóre współczesne wiersze i teksty piosenek. Przekonywanie przez prawdę i sens zamieniono na parametr siły, głośności, na korelację władzy wynikającej ze sławy z oportunizmem odbiorców.

(10)

Prawda jest boska, pożądana, ale niedosięgła. Obcowanie z nią, nawet fragmentaryczne, ma jednak w sobie coś mistycznego. Wierzyć w prawdę to wierzyć w Boga. Polega ona bowiem na sięganiu do transcendentnego umysłu, do samego Boga. Bóg nazywa siebie Prawdą. To jest niezwykle ważne określenie. Ujmuje ono prawdę człowieka jako zjednoczenie z prawdą Boga.

W Indiach mówi się, że przymiotem Brahmana (Absolutu) jest Cit, czyli doskonała świadomość, umysł, a obcowanie z Brahmanem to też zespolenie z jego umysłem. Chrystianizm odnajduje ten przekaz w konkrecie codzienności tu i teraz. Prawdzie służy pożądana w tradycjach orientalnych obecność świadomości człowieka w danej chwili i miejscu, bycie tu – i – teraz. Jest to uwznioślające, a nawet otwierające umysł człowieka na rzeczywistości wyższe. Faktycznie tak się dzieje. To pokora wobec rzeczywistości, przezwyciężanie skłonności do jej wymyślania, uznawania oczekiwań za fakty, pychy poznawczej. Takie pełne uniżenia podejście do świata może prowadzić do poznania czegoś więcej niż świat, gdyż zarówno pokora, jak i prawda są w istocie bliskim obcowaniem z Bogiem, który zachowuje się pokornie wobec faktów, jest Prawdą.

(11)

Fazy zbliżania się do Boga jako Prawdy (wyróżniając je, inspirowałem się trochę nauczaniem bhaktów):

• wypełnienie Prawdą rozumu poprzez uczenie się teologii (studium), psychiki i emocji w medytacji chrześcijańskiej (o niej w dalszej części książki) oraz oczyszczeniu,

• wypełnienie Nią ducha, czyli dążności życiowej, oraz egzystencji, czyli postępowania,

• poznanie mistyki metafizyki życia, zrozumienie świata w aspekcie ładu kosmicznego,

• doświadczenie mistyki transcendencji, czyli uniezależnienie się od spraw świata w adoracji Absolutu, Boga poza wszechświatem.

To nie są okresy w historii nawrócenia, tylko stadia zbliżenia. Jeśli chodzi o sprawy mistyczne, to Bóg sam uznaje, kiedy się objawić. Czasem pozwala na migawkowe doświadczenia, najgłębsze nawet na początku drogi, a niekiedy trzeba na to czekać przez długie lata. Kontemplacja wlana zawsze jest darem.

(12)

Umysł człowieka stale podąża za poznanymi wcześniej faktami i prawami z nich wynikającymi, uznanymi za obowiązujące. Słuchając o czymś, przez cały czas weryfikujemy, czy jest to prawdopodobne, czyli zgodne z uznanymi przez nas wcześniej zasadami. Chętniej wierzymy w to, co okazuje się dla nas logiczne, niż w to, co widzimy na oczy. Rozum jest zbudowany wokół praw, przez co to ich nieustannie wypatruje w świecie.

Im więcej pychy w człowieku, tym bardziej wierzy jedynie sobie, a jego percepcja ogranicza się do oczekiwanych faktów. Pokora – przeciwnie – otwiera oczy na nowe Boże dzieła. Jeśli więc fakty nie pasują do ideologii, którą jest pewien pakiet uznawanych praw, „tym gorzej dla faktów”.

(13)

Język wyznacza wizję świata, a człowiek zawsze żyje według niej. Dlatego mówi się: „Chcesz zmienić świat, zmień język”. Niestety, skwapliwie wykorzystuje to zło ludzkie. Z tego względu bardzo często, zwłaszcza w debacie publicznej, wytwarzane są coraz to nowe określenia zmieniające skojarzenia i wartościowanie faktów. Wystarczy nazwać zabójstwo lub samobójstwo „eutanazją” lub „aborcją” i już uchodzi za coś godziwego. Ludźmi można w ten sposób dowolnie kierować. Dlatego trzeba bardzo uważać, czy określenia, jakich używamy, są na pewno adekwatne do rzeczywistości.

5. Mądrość

(1)

Mądrość według Księgi Mądrości

„Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący”.

Dla autora Księgi Mądrości jasne jest, że mądrość pochodzi od Boga, a zabiegać o nią trzeba przez modlitwę. Pamiętamy króla Salomona, który właśnie o tę wartość prosił Boga, wynosząc ją ponad wszystkie dobra. Modlitwa to też utwierdzanie Słowa Bożego w sobie, rozważanie go. Słowo i Mądrość Boga to bardzo bliskie sobie kwestie dotyczące Stwórcy, niekiedy ze sobą utożsamiane.

Do czego prowadzi mądrość? Do nowej specyficznej wiedzy i rozumienia. Jednak zwykła wiedza o świecie niekoniecznie pozwoli dojść do Mądrości, czasem wręcz przeciwnie – poprowadzi nas do chorobliwego samouwielbienia. Skutkiem mądrości jest ciekawość świata, chęć jego poznawania, głód wiedzy, zapał do nauki.

„Jest bowiem dla ludzi skarbem nieprzebranym: ci, którzy go zdobyli, przyjaźń sobie Bożą zjednali, podtrzymani darami, co biorą początek z karności. Oby mi Bóg dał słowo odpowiednie do myśli i myślenie godne tego, co mi dano! On jest bowiem i przewodnikiem Mądrości, i tym, który mędrcom nadaje kierunek. W ręku Jego i my, i nasze słowa, roztropność wszelka i umiejętność działania. On mi dał bezbłędną znajomość rzeczy: poznać budowę świata i siły żywiołów, początek i kres, i środek czasów, odmiany przesileń i następstwa pór, obroty roczne i układy gwiazd, naturę zwierząt i popędy bestii, moce duchów i myślenie ludzkie, różnorodność roślin i siły korzeni. Poznałem i co zakryte, i co jest jawne, pouczyła mnie bowiem Mądrość – sprawczyni wszystkiego! Jest bowiem w niej duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystkowidzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze”.

Mądrość to nie jest typowa ludzka wiedza, choć bywają mylone. Mądrym potrafi być człowiek niewykształcony, a wielu niezwykle obytych, oczytanych i uznanych pozostaje niemądrymi. Sama wiedza (ludzkie poznanie) może kierować nas do pychy i prowadzić na manowce. Mądrość jest cnotą duszy, uzdolnieniem do odróżniania dobra i zła, czynienia dobrych wyborów. Pochodzi z karności, jak tu wskazano, bądź, jak to podają inne źródła, z bojaźni Bożej.

Dlaczego poszukujemy mądrości przez modlitwę, rozważania, kontemplację (podziw, zachwycenie) wobec Bożego dobra oraz karność i bojaźń? Niesie ona pocieszenie w życiu, nieraz tak trudnym i bolesnym. Od niej w człowieku cieszy się dusza, a jest to radość nieprzemijająca. Nie przypomina drobnych przyjemnostek, nie jest jak życiowe zdobycze i sukcesy, z których radość trwa krótko. Adoracja mądrości daje wewnętrzną przyjemność nieporównywalną z niczym stworzonym. Dlatego tak jej poszukujemy. Mądrość to obcowanie z Bogiem jako Prawdą, która udziela się człowiekowi.

W innym miejscu czytamy:

„(…) jej to dziełem są cnoty: uczy bowiem umiarkowania i roztropności, sprawiedliwości i męstwa, od których nie ma dla ludzi nic lepszego w życiu. A jeśli kto jest żądny wielkiej wiedzy – ona zna przeszłość i o przyszłości wnioskuje, zna zawiłości słów i rozwiązania zagadek, wiedza wyprzedza znaki i cuda, następstwa chwil i czasów. Postanowiłem więc wziąć ją za towarzyszkę życia, wiedząc, że mi będzie doradczynią w dobrem, a w troskach i w smutku pociechą”.

Zastanówmy się nad cnotami kardynalnymi:

• umiarkowanie; gdy nasze potrzeby nie wygrywają z rozumnością i wolną wolą, nie popadamy w nieumiarkowanie,

• sprawiedliwość, inaczej prawość; człowiek prawy postępuje zgodnie z dobrymi zasadami, prawem, moralnością,

• roztropność; człowiek roztropny przewiduje skutki swoich poczynań, kieruje się świadomym wyborem dobra,

• męstwo to ważna i zapomniana cnota nieulegania przeciwnościom.

(2)

Prostaczkowie

W Biblii przeciwstawia się prostaczków (nieuczonych, jakby małe dzieci) uczonym w Piśmie, dumnym ze swojej wiedzy, uważającym siebie za mądrych.

Jednak to ci pierwsi byli zdolni się uczyć, a drudzy przypominali pełne naczynia, które już niczego nie przyjmują.

Dziś wszyscy jesteśmy prostaczkami. Współczesne czasy upokarzają każdy umysł ilością zgromadzonej wiedzy. Wyjątkiem jest pyszałek, który sam z siebie wie wszystko najlepiej. Jednak efekt współczesności bywa też taki, że wszyscy mają się za mądrych, bo żyjemy w czasach wielkiej dostępności wiedzy. Paradoksalnie, właśnie teraz najtrudniej chyba znaleźć mądrego człowieka.

Prości ludzie lepiej rozumieją Boga. Nie wierzą zbytnio w siebie, a tym samym także w innych; otwierają się raczej na autorytet ponadludzki. Uczony lub mający się za takiego przesadnie wierzy w siły swojego umysłu i podobnych sobie. Tak tworzy się mędrkowatość zamiast mądrości, rzecz dziś bardzo popularna.

(3)

„– Jaką rolę odgrywa wiedza?

† Często raczej przeszkadza. Zwłaszcza, jeśli jest to tylko wiedza nabyta, nieprzetrawiona własnymi przemyśleniami. Stosowana mechanicznie wiedza utrudnia kontakt z Bożą Mądrością i wtedy lepiej, żeby jej nie było. Poza tym prowadzi do pychy, poczucia samowystarczalności człowieka, a konsekwencją tego jest oddzielenie od Boga.

Wiedza połączona z pokorą i otwarciem na Boga jest bardzo cenna. Zamienia się ona na mądrość, a to jest cecha Boska.

Trzeba zdobywać wiedzę i prosić o mądrość. Zdobywanie wiedzy powinno być podporządkowane celom człowieka – jego hierarchii wartości wypływającej z wiary.

Wszelki chaos i zaspokajanie tylko ciekawości jest niebezpieczne, bo może oddalać ode Mnie, może gubić” (Jezus Chrystus do Alicji Lenczewskiej, A. Lenczewska, Świadectwo, 71, czw. 8 V 86, g. 7:00).

(4)

Imiona Boże to Mądrość i Prawda, a nie wiedza. Wiedzę, i to bardzo specyficzną, nabyli Adam i Ewa w wyniku grzechu. Jest ona w wydaniu ludzkim czymś mniej niż Prawda, nie mówiąc o Mądrości. To jakby redukcja faktów do miary własnej małości i zdrożnych intencji z tego płynących. Ludzka wiedza jest naznaczona i umniejszona z powodu intencjonalności, która zawęża horyzonty rozumienia i poznania.

(5)

Mądrość w człowieku pochodzi według Starego Testamentu z bojaźni Boga, słuchania dobrych rad i napomnień, a w szczególności z wierności Prawu Bożemu. Żyjąc w ten sposób, nabywamy mądrości serca, poznania mistycznego i roztropności życiowej.

(6)

Mądrość – Sofia ma sporą literaturę z czasów hellenistycznych, w tym gnostycką. U Izraelitów była ona najpierw cechą Boga, dopiero potem przedstawiano ją alegorycznie jako osobę. Sofię kojarzono z żeńskim aspektem Bóstwa. Nic dziwnego, kobiety są częściej mądre. Chrześcijaństwo greckie poświęciło jej główną świątynię Hagia Sofia. Ludzie tęsknią do Boga w matczynym aspekcie, przykładowo rzymscy chrześcijanie nieodmiennie swoje główne kościoły poświęcali Marii Matce Bożej.

W Sofii znajduje się coś miłośnie przyciągającego. Jest miłością duszy człowieka – zatracamy się w niej i nigdy nie mamy jej dość. Ulegamy jej i pozwalamy, aby nami kierowała. Jest jak cała Boża miłość zazdrosna o człowieka, zachłannie pragnąca złączenia. Wykrada kochającym ją nieprzespane noce na czytaniu i medytacji, zabiera dnie na adorację jej piękna. Pozostawia swoje ślady w różnych tekstach i sztuce, za którymi podążamy bez pamięci. W niej się zatracamy i bez niej nie możemy żyć.

Jest jak dobra żona dla duszy – towarzyszy nam na co dzień, pilnuje naszych kroków, przypomina o ważnych sprawach. Jest najczulszą matką – karmi i ochrania, kocha i bezgranicznie się dla nas poświęca, daje wszystko, co posiada. Jest skarbem – warto za nią oddać wszystko, nawet życie. Śmierć w niej to jak radosne narodziny.

(7)

Mądrość i Logos bywają utożsamiane lub rozdzielane, co w istocie nie ma większego znaczenia, bo mówimy tu o aspektach jednego Boga – różnych, ale oczywiście związanych ze sobą. Gdy myślimy o Bogu jako całości, to Mądrość odnosimy do każdej z Osób. Interesujące jest to, że samowiedza Boga, czyli Logos, wzięła się stąd, że Bóg poznał samego siebie. Podobne wyzwanie pozostawiono także nam, abyśmy poznali siebie, to znaczy swoją duszę. Kto poznał ją i Boga, zrozumiał różnicę, nabył wielką mądrość. „Poznaj siebie” to główna mądrość wykuta w kamieniu w duchowej stolicy Greków, czyli w Delfach.

6. Rozum

(1)

„Na początku był Rozum…” – jak to pięknie brzmi. Najpotężniej rezonuje we mnie to jedno słowo: „był”.

(2)

Logos to Rozum Boski. W filozofii greckiej wyrazem tym oznaczano rozum, który przenika wszechświat i nim rządzi.

(3)

Bóg jest Logosem – Rozumem. Prawda ta wymaga stałej obrony przed naporem irracjonalizmu, fideizmu. Jest on obecny u ezoteryków, programowo wiąże się z iluminizmem, który zmusza do porzucenia filtra rozsądku w spotkaniu z metafizyką. U religijnych chrześcijan irracjonalizm stanowi wypaczenie chrześcijaństwa, a za jego efekt należy uznać fanatyzm i fundamentalizm. Zawsze jest to zaprzeczenie metody naukowej i opartych na niej ustaleń, w czym są zgodni ezoterycy i fundamentaliści. Chrystianizm zachowuje ostrożność wobec ustaleń nauki, gdyż wie, że są one względne i stale przyrastają, zmieniają się. Jednocześnie jednak nauka była i pozostaje częścią światopoglądu chrześcijańskiego. Skomplikowało się to, gdy wokół nauk wyrósł antychrześcijański nurt myśli separujący wiedzę od wiary. Wcześniej zdarzało się, że nurty myśli silnie antymaterialistycznej w chrześcijaństwie kontestowały zmieniające się ustalenia nauki, a nawet z nimi walczyły. Dla chrześcijanina jest to nieporozumienie, gdyż rozumność stanowi podstawową cechę człowieka i cnotę duszy.

(4)

Trzeba zaznaczyć, że w antyku określenie człowieka jako zwierzęcia rozumnego kojarzyło się z działaniem rozumu wyższego, kontemplującego rzeczywistości zarówno materialne, jak i duchowe. Taki też rozum – pełny, naukowo-techniczny i transcendentny – jest wartością dla chrześcijanina.

Rozum wiąże się z językiem, ponieważ rozumujemy poprzez mowę wewnętrzną, bez której bylibyśmy zwierzętami. Tylko człowiek posiada mowę i związaną z nią zdolność myślenia dyskursywnego.

Używam podziału na działanie rozumu w zakresie zjawisk i zagadnień metafizycznych, kontemplacji odnoszącej się do spraw wiecznych. Jest to rozum duchowy, mistyczny, noetyczny (od noezy u Platona), wyższy. Kiedy działa w sprawach praktycznych, ziemskich, nazywam go rozumem niższym, instrumentalnym, utylitarnym, technicznym, ziemskim. Rozum wyższy to intuicja duchowa, umysłowe sięganie gruntu wszelkiego rozumienia. Z kolei rozum techniczny, logiczny, weryfikuje ustalenia tego pierwszego przy pomocy praw myślenia logicznego, poetyckiego, dialektycznego (za: P. Tillich, Teologia systematyczna). Sam rozum techniczny zdolny jest rozpoznawać rzeczy przyziemne.

„Wyróżnia się niekiedy rozum wyższy (ratio superior) i rozum niższy (ratio inferior). Ratio superior to intelekt, który kontempluje rzeczywistość wieczną, a więc przekraczającą porządek zmysłowy i ujmującą ostatecznościowe przyporządkowania człowieka do Bytu Pierwszego jako źródła oraz celu istnienia i działania. Poznanie to odpowiednio usprawnione nazywane jest mądrością (sapientia)” (Powszechna Encyklopedia Filozofii).

(5)

Religia chrześcijańska określiła Boga jako Rozum (Logos), czyli świadomość, która działa według określonych zasad. Zasady zapisane w Logosie są niezmienne. Wierny jest im także Bóg, gdyż tak postanowił.

Islam i niektórzy chrześcijanie odrzucają element zasad. W takim ujęciu pozostaje wszechmocna świadomość, która działa według nagiej woli, bez wierności sobie (swoim zasadom), jest absolutnie transcendentna.

W niektórych filozofiach zauważa się jedynie działanie Logosu jako jakiś rodzaj niezidentyfikowanej Opatrzności kierującej światem. Panteizmy, wszelkie potoczne przekonania o tym, że „jakoś to będzie, wszystko będzie dobrze”, oparte są na wierze w dobry rozwój wypadków. Przypominają utopię postępu. Z taką koncepcją wiąże się także wiara w „niewidzialną rękę rynku” i inne oświeceniowe mity o świecie jako mechanizmie samoistnie powracającym do harmonii. Wszyscy nosimy w sercach taki naiwny optymizm. Niestety, światem rządzi w pewnej istotnej mierze zła moc i taki optymizm nie znajduje uzasadnienia. Biblia, przeciwnie, zapowiada postępujący upadek ludzkości i związany z tym wiek katastrof u końca historii. Następuje postęp, ale w instrumentach samozniszczenia ludzkości.

Wiary pochodzące z Indii podkreślają świadomość Boga jako Jaźń, na tym się koncentrują. Zasady są umiejscawiane jakby osobno, bliżej rzeczywistości materialnej, empirycznej w Dharmie, której charakter jest różnie definiowany, a także w Prawie Karmy traktowanej czasem jako rodzaj prawa przyrody. Dla chrześcijan czczących Logos Jaźń, Prawo i Wszechmoc są jednym i tym samym Bogiem. Niemniej u poszczególnych myślicieli indyjskich można znaleźć zadziwiającą bliskość do prawdy chrześcijańskiej w ujmowaniu Boskiego Umysłu jako źródła dobra. Zdaje się, że często zawartość tego Boskiego Umysłu jest utożsamiana z gnozą, z wiedzą ezoteryczną i magiczną, co sprowadza na manowce. W bogatej teologii indyjskiej można znaleźć wiele cennych ustaleń, trzeba jednak ich poszukiwać w nieco chaotycznym zbiorze ogromu różnych filozofii, teologii i gnoz. Chrześcijanie mogą tam znaleźć wiele cennych inspiracji.

Tam, gdzie się podkreśla działanie boskie w stosunku do świata i ludzi, powstają wiary w Moc, Energie boskie. Szybko pojawia się też magia, która próbuje tymi mocami rozporządzać. Brakuje aspektu Rozumu jako samoświadomości i działania zawsze według własnego Bożego rozeznania i woli. Magia usiłuje rozporządzać boskimi mocami. Religioznawstwo zna termin „manaizm”, czyli święta moc, pochodzący od Mana. W Chinach moc Qi jest podstawą filozofii i praktyki magicznej.

Jak widać, różne filozofie akcentują a to świadomość, a to zasady i prawa w Bogu i Kosmosie, a to działanie Boga (Moc). Uniwersalna myśl musi jednoczyć te aspekty w wizji Boga świadomego, działającego i poruszającego się w obrębie pewnych ustanowionych reguł, czyli rozumnego.

(6)

Homo sapiens musi stale bronić rozumu przed irracjonalizmem, fałszem i ociężałością. Umysł posiada też ciemną stronę, pełną grzechu, żądz, nagich popędów, w którą łatwo się zapaść. Myślenie, czyli działanie rozumu, polega nie tyle na zauważeniu, że coś leży na stole (potrafi to także zwierzę), co na rozumieniu, skąd to się wzięło, czemu akurat tak leży, jakie będą tego skutki i z czego to wynika, skąd pochodzi, czym jest i do czego dąży. Te trzy ostatnie pytania o świat i udzielane na nie odpowiedzi nazywamy myśleniem rozumnym. Jest to postrzeganie świata w kontekście jego praw, następstw i zdolność przewidywania. Pomiędzy sobą możemy różnić się odpowiedziami, ale nie możemy nie myśleć, bo jest to rezygnacja z człowieczeństwa.

(7)

Narzędziem rozumu są słowa. Tyle rozumiemy, ile potrafimy opowiedzieć. Z drugiej strony dialog wewnętrzny, opowiadanie samemu sobie, stawianie pytań i olśnienia odpowiedzi prowadzą do rozumienia. Rozumienie i omówienie pozostają ze sobą sprzężone. Człowiek bez słów staje się bezrozumnym i bezwolnym zwierzęciem, reagującym na rzeczywistość poprzez wdrukowane na zwierzęcy sposób odruchy.

(8)

Czasy postrozumowe i postsłowne

Stale posługujemy się swoją rozumnością opartą na mowie. Jak mówimy, tak myślimy, tak czujemy, żyjemy. Mówiąc, opisujemy świat takim, jaki jest dostępny naszemu poznaniu, dążymy do prawdy.

Epoka, która zaczęła się od aksjomatu samowystarczalności „ja myślę, więc…, i to mi wystarcza, żeby orzekać o świecie, nawet o Bogu”, kończy się zapomnieniem o słowach. Wyrażanie siebie oznacza dziś upust emocji. Słowa – idee zastąpiono emotkami. Przekaz kręci się wokół obrazków, zdjęć na Instagramie, filmików oraz emotek i emocjonalnych wtrętów zastępujących używanie wyrazów. Zwierzę żyje obrazami i emocjonalnymi reakcjami, człowiek zaś potrzebuje słownego, rozumnego odniesienia.

Zachodni paradygmat oparty na przekonaniu, że człowiek jest miarą wszechrzeczy, sprawdza się w stosunku do bytów niższych od ludzi: przyrody, materii, badań fizycznych, chemicznych, biologicznych, nawet kulturoznawczych czy ekonomicznych. Może odnosić się do funkcjonowania samego człowieka, jego emocji i elementów osobowości w studium psychologicznym, zachowań społecznych i gospodarczych. W tej sferze ludzie Zachodu są niedościgli.

Cóż z tego, gdy zatracili zdolność patrzenia wyżej, na samych siebie w kontekście całości Kosmosu, obcowania z Bogiem. Ludziom dano prawo nazywać, poznawać i zarządzać w sprawach niższych od siebie. Wyższe zagadnienia człowiek winien kontemplować, obcując z nimi mistycznie, ale tego paradygmat pokartezjański już nie obejmuje.

Ukuto wygodną bzdurę, że prawdy nie ma. Problem w tym, że takie twierdzenie jest drogą do obłąkania. Popada się w paradoks Kreteńczyka. Tego nie da się w ogóle objąć rozumem, gdy ktoś chce, aby traktować jako zdanie prawdziwe twierdzenia, że prawdy nie ma. To jest zmieszanie języka i metajęzyka, zbrodnia na rozumie. Sytuacja ta pozostaje poza krańcami rozumności, jest obłędem. W istocie świat Zachodu zamienił się w wielki bal w szpitalu dla obłąkanych.

Bez prawdy nie ma sensu używać w ogóle języka, definicji, pojęć, logiki, myślenia. Faktycznie wszystko to zostało obecnie zapominane. Żarłoczny egoizm wystarcza Zachodowi za cały światopogląd. Biada wszystkim, którzy się temu sprzeciwiają. Przyszły ciemne, mroczne czasy.

Święty Tomasz po jednym przeczytaniu księgi, całą ją pamiętał. Potem w swój doskonały, cudowny, lotny, arcybłyskotliwy sposób opisywał słowami rzeczywistość, doprowadzając rozumność do poziomów, jakich dzisiejszy świat nawet w namiastkach jeszcze nie osiągnął. Opisywał i tłumaczył rzeczywistość w tak świetlisty sposób, jak chyba nikt inny – słowami.

Dzisiaj tępy irracjonalizm pochłania zarówno wiernych, jak i niewiernych. Dwa irracjonalne, fideistyczne fundamentalizmy, zbudowane jeden na złym micie bezbożności, drugi na błędnym rozumieniu Dobrej Nowiny przepojonym agresją, wciągają rozumność jak wielkie próżnie. Dążą do walki, bo nie chcą już ani nie potrafią mówić i myśleć. Boję się bezrozumnej i skazanej na same emotikony przyszłości. To jest język zwierząt, a raczej postludzkich bestii. Ludzie już nie dyskutują, co najwyżej się przekrzykują. Tym sposobem mało kto rozumie już mowę.

Na użytek niektórych ludzi, zdolnych do posługiwania się słowami w sprawach ogólniejszych, pozostawiono nowoczesny język pełen surogatów słów i myśli. Są to szczytne idee tak przekręcone, że zamieniają się w najgorsze zło. Przykładem tego zjawiska jest „wolność”, która z natury oznacza zdolność człowieka do samorealizacji. Teraz nazywa przyzwolenie na dowolną degenerację, wręcz jej afirmację. Miłość zrównano z nałogową rozpustą i seksualnym zezwierzęceniem. Dobroć ludzka to lubienie własnego kotka i nic więcej. Z kolei rozum pociąga ze sobą zwalczanie religii i metafizyki itd.

Pomyśleć, że kiedyś wolność to była zdolność do powstrzymania siebie, panowania nad sobą. Z kolei miłość polegała na oddaniu i poświeceniu się jednej ukochanej żonie lub mężowi. Dobroć oznaczała bezinteresowność i obdarzanie innych ludzi. Rozum to było noetyczne kontemplowanie rzeczywistości wyższych. Jak widać, zaszły krańcowe zmiany. W takich warunkach rozum ludzki nie jest w stanie funkcjonować, bo jego instrumentarium w postaci trafnych pojęć i terminów zostało zniszczone.