(1)
Miłość pragnąca
Według hymnu Rigwedy Nasadiya Sukta początkiem istnienia świata była pragnąca miłość Boga. W bliższej nam tradycji greckiej eros, jako siła pragnienia i złączenia, stanowił podstawową zasadę Kosmosu. Rozważania na ten temat zawiera Uczta Platona, a pisma Hezjoda wymieniają eros jako jednego z najpierwotniejszych bogów/siłę natury we wszechświecie. Podobne przepotężne pożądanie człowieka przez Boga zostało opisane w Pieśni nad pieśniami. Mistyczna arcypieśń (pieśń nad pieśniami) wyjaśnia nam naszą pozycję wobec Boga. W tej księdze zostaliśmy przedstawieni jako istoty otoczone płomienną miłością Boga, jakże bliską pragnieniu z Nasadija Sukty. Jesteśmy więc czymś, na co ukierunkowuje się pożądanie Boga. Silne pragnienie kochającego Boga, który do swojej miłości, czyli człowieka, mówi tak: „O jak piękna jesteś, jakże wdzięczna, umiłowana, pełna rozkoszy!”. Czy może człowiek usłyszeć cokolwiek piękniejszego? W arcypieśni czytamy: „jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański”. Dowód na to, że miłość Boga jest niezmierzona jak śmierć, stanowi los Wcielonego Boga na ziemi, który nieustająco kochając, pozwala swoim umiłowanym nawet siebie zamordować i nie odpowiada zadawaniem bólu na cierpienie, jakiego od nich doświadcza, pozostaje w postawie miłości.
Miłość pragnąca to doznanie braku, to wystawienie się na cierpienie. Pragnąc stworzenia, Wszechmocny i Bezgraniczny staje się z własnej woli dotknięty brakiem, w ten sposób przekracza siebie i sobie zaprzecza – robi to dla nas.
Według którejś mitologii Aborygenów świat wziął się z Bożego snu bądź marzenia. Ciekawie harmonizuje to z innymi fragmentami objawienia obecnymi w odmiennych kulturach: Bóg miał marzenie (Aborygeni), którego spełnienia zapragnął (pragnienie – Nasadiya Sukta), a jego treścią była rozumna wizja świata (Logos – chrześcijaństwo). Dla każdego człowieka konkretyzuje się to w tzw. planie Bożym, czyli w zindywidualizowanej dla danego człowieka części tego marzenia. Reszta jest oczywista. O tyle się spełniasz (realizujesz), o ile żyjesz w zgodzie z tym planem/ marzeniem/ pragnieniem. Z kolei grzech, czyli wynaturzenie, był symbolizowany strzałą, która nie trafia do celu, nie realizuje siebie.
(2)
Cud stworzenia
Najpierw, jak nam to przypomina Nasadiya Sukta, nie było dosłownie niczego – ani tego, co istnieje (bytu), ani tego, czego nie ma (niebytu). Byt i niebyt to jednocześnie atrybuty wszystkiego, co znajduje się w znanym nam świecie. Każda rzecz jest i gdzieś indziej jej nie ma, ma więc swój byt i niebyt. To one definiują się wzajemnie w otaczającym nas świecie (więcej o tym u P. Tillicha). Pierwotny stan pozbawiony był wszystkiego, nie przypominał znanego nam niebytu, bo ten potrzebuje bytu, aby zostać zdefiniowanym. Następnie pojawiła się pragnąca miłość.
Skutkiem tego był akt stworzenia uczyniony przez Boga. Nie ma większego cudu niż ten. Nagle pojawia się Wszechświat, którego nie było. Cud miłości Boga sprawił, że pojawiło się nowe coś. Mocą tworzącą było słowo wypowiadane przez Boga: „Niech się stanie…”. To musiało być najwspanialsze ze wszystkich słów, słowo doskonałe, przypominające najpiękniejszą pieśń, historię i mądrość razem wzięte. Z tej miłości, pragnienia i słowa powstał świat. To wypowiedziane Słowo (gr. Logos) jest tą myślą w Bogu, którą nazywamy Synem. Jesteśmy treścią tego Słowa wraz z całym światem.
Akt stworzenia ma niezwykłą dramaturgię. Ilustrują to poniższe cytaty z Księgi Rodzaju.
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”.
Bóg najpierw tworzy aż dwa szczęśliwe światy – krainę duchów nieba i ziemię. Ta dwoistość jest znamienna i ma wielkie znaczenie.
„Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”.
Początkiem istnienia ziemi jest obraz wielkiego oceanu, bezmiaru wód. Podobny obraz pierwotnej wody lub oceanu przynosi Nasadiya Sukta. Jest to początkowe ziemskie jedno, pramateria bez kształtu. Jak Bóg był jeden i stał się różnorodnością, tak podobnie stwarza ziemię. To pierwotne pratworzywo określa się bardzo różnie, często za Hezjodem mówimy o chaosie. Jego cechy nosi także Arche pierwszych filozofów. Grecy nazywali go Apeiron – coś bez określonych granic, bez kształtu. To biblijne Tohu kojarzy się z mityczną Tiamat, także z pierwotnym oceanem. Nie chodzi tu po prostu o wodę, tylko o głęboko filozoficzne symboliczne obrazy naszej rzeczywistości, która przechodzi także i dziś przez pewne stadia istnienia. Woda jest symbolem braku formy, amorficznej masy, pierwotnego bezkresu, niebytu, bo brak mu konkretu, indywidualizacji. Pramateria stanowi niebyt, gdyż nie posiada żadnej tożsamości, żadnej formy. Dla rozumiejących jej naturę stanie się także mroczną groźbą upadku poszczególnych istnień, które sprzeniewierzą się swojej istocie. Podobnie dzieje się z jabłkiem, które gnijąc i rozpadając się do niżej zorganizowanych substancji, traci swój byt i staje się niebytem jabłka.
Duch unoszący się nad wodami to w języku mitów tamtego okresu moc Boga, która z czasem z tego bezkształtu powoła do istnienia uformowane już konkretne stworzenia. Jak dłoń rzeźbiarza przyłożona do gliny, czekająca na natchnienie do pracy.
„Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy”.
Pierwsze, co Bóg czyni, to dzień i noc. Znowu zatem parzyście stwarza rzeczy, które wzajemnie się definiują i warunkują, są sobie przeciwnymi biegunami. Dzień i noc to przede wszystkim najmniejsza naturalna miara czasu. Bóg powołał do życia czas, a wraz z nim powstała wszelka naturalna zmienność, przemijanie i odradzanie, ruch i możliwość życia.
„A potem Bóg rzekł: Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich! Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi”.
Stwarzanie to podział pierwotnego pratworzywa. Z nieokreśloności po rozdzieleniu powstają dwa byty już określone. To bardzo ważny obraz.
„A potem Bóg rzekł: Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha! A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona. I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków.
A Bóg widział, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci”.
Kolejne dni przynoszą coraz większe zróżnicowanie. Pojawia się świat mineralny, który podlega zmianom, ale sam nie potrafi się zmieniać. Potem stworzone zostają rośliny, które potrafią wytwarzać same siebie, posiadają życie wegetatywne, samodzielnie rosną. Wydają nasiona, a z nich samodzielnie powstają kolejne. To już jest świat ożywiony.
„A potem Bóg rzekł: Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią. I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty”.
Ciała niebieskie ruszają się samodzielnie, gdy patrzymy na nie z ziemi. Na dodatek rządzą one przyrodą, wyznaczają pory dnia i roku. Gwiazdy wspólnie poruszają się nad ziemią jak wielki kalendarz. Planetami określano ciała samodzielnie poruszające się po niebie, a znano ich w starożytności siedem: Merkury, Wenus, Mars, Jowisz, Saturn, Księżyc i Słońce. Wiele ludów uprawiało astrologię, przyznając im nad wszystkim władzę. Biblia przekreśla te rojenia. To Bóg rządzi światem. Planety są tylko Jego pięknym dziełem. Siedem planet wyznaczało siedem dni tygodnia, a księżyc – miesiące.
„Potem Bóg rzekł: Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba! Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, pobłogosławił je tymi słowami: Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień piąty”.
Kolejne stadium istnienia to zwierzęta pochodzące z wody i powietrza. One potrafią zarówno jak rośliny pomnażać same siebie, a jak planety poruszać się bez pomocy.
„Potem Bóg rzekł: Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów! I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre”.
Wreszcie powstają zwierzęta pochodzące z ziemi. Zwieńczeniem korowodu stworzenia jest człowiek. Zwierzęta lądowe bliższe mu znajdują się wobec tego wyżej w hierarchii niż wodne i powietrzne. Także odkrycia nauki potwierdzają, że pierwsze były zwierzęta wodne.
„A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę”.
Na koniec powstaje stworzenie również dwoiście uczynione. Ma pierwiastek boski, bo jest obrazem Boga. Powstaje z ziemi, ma więc pierwiastek mineralny. Wytwarza nasienie jak rośliny. Jest żywe, poruszające się i płodne jak zwierzęta. Pod sercem matki przechodzi wszystkie stadia życia od jednokomórkowca, przez kijankę, do ciała lepszego niż wszystkie inne. Wreszcie ma panowanie, władzę, co upodabnia go do duchów nieba, które bywają określane panowaniami, mocami. Człowiek jako korona i cel aktu stwórczego jednoczy cechy całego wcześniejszego stworzenia.
Ten cud stworzenia nie skończył się, on cały czas trwa. Coraz to nowe pokolenia ludzi są powoływane do życia. Trwa szósty dzień stworzenia, dzień ludzi. Bóg stale pracuje i troszczy się o nas. Czekamy na nastanie siódmego dnia odpoczynku w Bogu, co może nastąpić już wkrótce. Do rozległych i niesamowicie ważnych sensów tego opowiadania będziemy wielokrotnie powracać.
Kontemplując bogactwo form życia i istnienia we Wszechświecie, poznajemy Boga jako nieomal szalonego artystę, którego nieposkromiona wyobraźnia czyni niepojęte formy, procesy, kształty. Bóg jest nieogarniony w tym bogactwie, sprawia wręcz wrażenie Wszechmocnego. Przypomina dziecko, które na nic nie bacząc, tworzy nieskończone ilości bajecznych form. Może jednak bardziej jest jak Rodzic, który te bajeczne formy ofiaruje swoim dzieciom – ludziom. Gdy czytamy z dzieckiem książki o przyrodzie, oglądamy zwierzę, które przykładowo ma róg na nosie, inne zaś posiada coś równie dziwnego. Przyroda sprawia wrażenie czegoś bajkowego, niesamowitego, krainy czarów, która potrafi nas stale zaskakiwać.
(3)
Bóg podziwia stworzenie
Bóg jednocześnie stwarza i poznaje swoje stworzenie. Swoje kolejne dzieła stworzenia podziwia i chwali, ponieważ są dobre. Bóg, chwaląc swoje dzieło, w tym samym czasie je afirmuje, podziwia siebie. Jest to przecież zasadne, gdyż doskonale stworzył swoje dzieło. Świat okazuje się więc dla Boga użyteczny także w ten sposób, że staje się powodem do samoafirmacji, a mówiąc po ludzku, do zadowolenia z siebie. Można rzec, że Bóg wewnętrznie jest zbudowany swoim dobrym dziełem, które go potwierdza. Dokładnie to samo przeżywa człowiek, gdy po skończonym dziele cieszy się jego widokiem. Daje to powód do poczucia spełnienia, zadowolenia, szczęścia. Świat uszczęśliwia więc Boga.
(4)
Bóg staje się uczestnikiem rzeczywistości
Bóg zaczyna uczestniczyć w historii swojego dzieła. W pewnym aspekcie jest nadal Jedynym w swoim pełnym i szczęśliwym osobnym wszechświecie. Od chwili stworzenia uczestniczy także w jego historii jako niezwykle mocno z nim związany. Przestaje być sam jako bezgraniczny Jedyny i poddaje się udziałowi w czymś jakby większym niż On sam – w rzeczywistości wspólnej ze swoim stworzeniem. Jest to ogromna zmiana, gdy Nieogarniony wyznacza sobie miejsce i rolę w układzie ze swoimi stworzeniami. Nieogarniony ogranicza sam siebie. Bóg staje się uczestnikiem wspólnej historii. Wcześniej Jedyny, teraz staje się jednym wśród wielu. Wszechmoc tak potężna, że potrafi przezwyciężyć samą siebie. To boskie ograniczenie wykorzystuje później Zły Duch i psuje Boże stworzenie. Nie zdoła jednak zepsuć go na stałe. Bóg powróci i dokończy tworzyć w ostatnim akcie sprawczym i osądzającym.
(5)
Świat jest odbiciem spraw duchowych
Świat jako całość, będąc stworzonym przez Boga, jest odbiciem i manifestacją spraw duchowych. To wielka tajemnica, której odkrywaniem wypełniamy swoje życie. Zła moc osadziła się w świecie, ale to nie powinno nam przesłonić jego pierwotnego piękna i harmonii, które winniśmy odkrywać i przywracać w miarę naszych możliwości. Jest to trudne, bo choć w sercach oczekujemy raju z jego szczęściem i spokojem, tak nas stworzono, to go już nie widzimy. Historia biblijna o stworzeniu jest tyleż symboliczna (metaforyczna), co i realna. Dzisiaj nie potrafimy odtworzyć historii stworzenia i losów pierwszych ludzi ukazanych w Biblii. Czas dla Boga nie istnieje, nie wiemy, jaka była konstrukcja pierwotnego kształtu świata (raju) w porównaniu do czasu i przestrzeni, jakie znamy teraz. Obecnie widzimy tylko ten nasz świat, to miejsce zesłania, gdzie wypędzono wygnańców z raju. Nie wiem, gdzie, kiedy i jaki był raj, ale świat który znamy nie jest tym rajem i dlatego niczego o raju nie wiemy. Pozostały nam mgliste opowieści, z których wynika tylko jedno – wnioski moralne, nie historyczne. Prawo Boże jest wieczne i tylko ono, jego ważność z opowieści o pierwszych ludziach możemy odczytać. Druga ważna treść opowieści o pierwszych ludziach jest taka, że z obecnego kształtu świata nie odczytamy prosto wiedzy o Bogu, gdyż Kosmos doświadcza wraz z ludźmi upadku, wynaturzenia. Dzisiejszy chaos, zło, rzucają mylące negatywne światło na swojego Stwórcę.
Ludzie o sercach przenikliwych i dobrych często postrzegali Boga na kształt słońca. „Słońce wszystkim świeci, nad dobrymi i nad złymi” – powiadali. To porównanie jest nieprzypadkowe, skoro świat posiada odbicie swojego Stwórcy. Świat doświadczalny dla człowieka nosi w sobie obraz Boga, co wszyscy jakoś przeczuwamy. Bóg znajduje się poza ludzkim dostępem, ale poprzez odbicie pozostawione w stworzeniu możemy Go cząstkowo poznawać. Słońce jawi się jako doskonałe, życiodajne, nieustannie świadczące na rzecz swojego stworzenia. Nieprzerwanie daje siebie, promieniuje życiem dla innych stworzeń i podtrzymuje ciepło ich życia. Sol omnibus lucet („Słońce wszystkim świeci”) – powiadali starożytni, a Chrystus to powtarza. Słońce wszystkim świeci, nad dobrymi i nad złymi. To obraz Boga wobec stworzenia. Jak widać, obraz całego Kosmosu jest co prawda wypaczony, ale nadal w świecie możemy wskazywać takie symboliczne elementy, jak Słońce, które wiele przekazują nam o Bogu.
(6)
Miłość Boga
„Bóg jest miłością” – w tym haśle można streścić wszystko, co wiemy na temat Boga. Wcześniej podjęliśmy rozważania o miłości Boskich Osób. To ich wzajemne obdarowywanie jest motorem zmian, ruchu, życia, każdego poruszenia, także tego, które z niebytu wydobywa byt stworzenia. Świat jest darem Ojca dla Syna w stworzeniu i darem Syna dla Ojca w zbawieniu. Ojciec stworzył świat poprzez Słowo (Syna) przy pomocy Ducha. Świat jest skarbem i podarunkiem, za pomocą którego Osoby Boskie okazują sobie wzajemną miłość, ofiarność, wyrzeczenie. Znajduje się w samym centrum miłości Bożych Osób, jest jej nieustannym przedmiotem. Miłość Boga stale przenika świat. Poprzez miłość do niego działa miłość Jednej Osoby do Drugiej. Świat i jego istnienie jest darem Boga dla Boga. Stanowi cały Boży majątek, którym Bóg Ojciec może obdarzyć Syna, a Syn – Ojca, także poprzez pracę Ducha. Sam akt dawania z jego dynamiką nadaje zapewne światu istnienie, a w każdym razie jest racją jego istnienia. Kojarzy mi się z tym obraz ojca i matki, którzy przekazują sobie z rąk do rąk niemowlę, aby jedno i drugie mogło dać mu miłość, zarazem okazując miłość drugiemu rodzicowi poprzez miłość dla dziecka.
Wcielony Bóg pozostawił nam w swoim nauczaniu potężne świadectwo swojej miłości do ludzi. Wszystko, co robi, robi z miłości. Ta wiadomość jest i wspaniała, i poważna. Wspaniała, bo to najcudowniejszy stan być kochanym. Poważna, bo my sami tak słabo wzajemnie kochamy. Miłość nie pozostawia obojętnym, angażuje, wciąga, bez reszty pochłania. Mamy kochać Boga całymi sobą, bez zapomnienia, bez wyjątków, bez nawet cienia nienawiści ani obojętności wobec Niego. To jest niezwykłość Ewangelii, wszyscy oczekujemy właśnie takiej nowiny. Nie da się tego porównać z żadnym innym nauczaniem. Każde ludzkie serce tęskni i w głębi do tego płacze, żeby być kochanym ostateczną i absolutną Boską miłością. Zgodnie z dobrą wiadomością miłość Boga jest dla nas dostępna.
(7)
Bóg a stworzenie
Bóg jest Bogiem dlatego, że stworzenie nie jest bogiem. Pojęcia są określane przez swoje przeciwieństwa – to generalna zasada myślenia. Także boskość jest definiowana przez nieboskość świata. Z kolei świat to wszystko to, co nie jest Bogiem. Ta prawda logiczna okazuje się nieubłagana i stoi u fundamentów myślenia w ogóle. Im lepiej ją rozumiemy, tym jaśniej myślimy. Bóg jest Bogiem w odniesieniu do ludu i świata, o czym wie. Można powiedzieć, że Bóg potrzebuje stworzenia, żeby być Bogiem. W Piśmie Bóg powtarza: Ja będę im Bogiem, a oni będą mi ludem. Bóg staje się Bogiem, mając stworzenie. Z bezkresnego staje się zdefiniowany. Sam się określa w swojej Bożej roli jako Ojca świata, przez to trochę siebie ogranicza.
Czy Bóg mógłby nie kochać tego, co czyni, definiuje go nim samym? Mając stworzenie, może być mu Panem (władcą i właścicielem), Ojcem, wzorcem prawdy, sprawiedliwości, nieustannym sprawcą istnienia świata i ludzi, wreszcie wybawicielem od zguby. Może być wszystkim dla wszystkich, bo ma dla kogo być, bo ma nas. Bóg kocha to swoje stworzenie bezgranicznie i absolutnie. Stwarzając nas, połączył z nami swoje losy. Uczynił materię, czas i historię dla nas i dla siebie. Nie można zrozumieć Boga bez pojęcia nieboskiego stworzenia ani stworzenia bez kontrastu ze Świętym – niedosięgłym, bezgranicznym, nieopisywalnym, nienazwanym.
Zły duch próbuje Bogu to odebrać, pozbawiając Go ludu, umniejszając niejako majestat Boży. Nie jest to możliwe. Bóg stworzy tylu ludzi dla siebie, ilu sobie zamierzy i przy sobie ich utrzyma. Żadne podstępy zła ani ludzkie błądzenia tego nie zmienią. Niebo zapełni się jego stworzeniem, jak Bóg to sobie zamierzył.
(8)
Siódmy dzień
„W ten sposób zostały ukończone niebo i ziemia oraz wszystkie jej zastępy [stworzeń]. A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął. Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając” (Rdz 2, 1 –3).
Powrót Boga do bezczynności to jakby koniec Boskiego zaprzeczania sobie i angażowania się w historię uwarunkowanego, ograniczonego świata. Bóg odzyskuje w jakimś sensie swoją godność Absolutu. Co szczególnie ważne, człowiek jest zaproszony do tej godności, do świętości i wieczności. To jest obietnica jego przebóstwienia. Szabat jako powtarzające się święto jest, jak już wspominałem, czasem świętym przenoszącym obchodzącego go człowieka do wieczności. Nawracające wciąż takie same czynności świąteczne są w religiach symbolem wieczności, w której uczestniczą ludzie.
