1. Reprezentacje Boga
(1)
Bóg nie objawia się w swojej istocie, ta jest nam niedostępna. Posiada jednak sposoby, aby ukazywać siebie człowiekowi i przezwyciężać swoją transcendencję. Jest niezwykle dużo rodzajów takich sytuacji objawicielskich. Wśród nich są także reprezentacje Boga w świecie, do których ludzie mogą się odwoływać, np. Imię Boże, Szechina i inne. Tworzą one skomplikowaną rzeczywistość, w której relacja Boga i świata przybiera formy dla człowieka uchwytne duchowo lub nawet zmysłowo. Jest ich tak wiele, że nie da się ich nawet wymienić, wypełniają one teologiczne rozważania. Wspomnę tylko o kilku, chociaż możemy wskazać ich znacznie więcej. Można o nich pisać grube książki.
Wymieniliśmy już wcześniej rzeczywistości, które nie mieszczą się ani w planach dualnych, ani monistycznych, przekraczając ten podział, takie jak Łaska (w sensie energii, działania Boga), sfera metaxy i inne.
Przypomnę, że E. Voegelin używa pojęcia metaxy (gr. „pomiędzy”) na oznaczenie sfery pomiędzy ludźmi i Bogiem. Metaxy to dość dowolnie potraktowana inspiracja z Uczty Platona, gdzie mowa, że Eros (kosmiczna siła miłości) znajduje się pomiędzy ludźmi i bogami. Eric Voegelin zauważył, że rzeczywistość historii porządku społecznego, ustanawianego na podstawie objawiającego się porządku Boskiego i kosmicznego, pochodzi z wglądu w „pomiędzy”, w którym człowiek odpowiada na boską obecność, a ta z kolei wywołuje odpowiedź człowieka. Wizja mistyczna ma miejsce w metaxy, nie można jej rozbić na „przedmiot” i „podmiot”. Jedynym „przedmiotem” wizji jest to, co się objawiło, a jedynym jej „podmiotem” – odpowiedź duszy człowieka na boską obecność. Wizja wyłania się z metaxy jako bosko-ludzki symbol. Sfera metaxy to miejsce spotkania Boga i człowieka, które jednak nie jest ani w Bogu, ani w stworzeniu, stanowi miłosną relację między nimi.
(2)
Chwała
Chwała może znaczyć różne rzeczy, w tym chwalenie Boga przez ludzi i anioły. W niniejszej publikacji chodzi o doświadczenie duszy przeżywającej wspaniałość i wielkość Boga. Spotkanie z Bogiem jest zawsze spotkaniem z Jego chwałą. Bywa ona łączona z Szechiną. Oddajemy Bogu chwałę spontanicznie pod wpływem Jego poznania.
(3)
Światło duchowe
Chwała bywa łączona także z duchowym światłem. W Filokalii znalazłem piękny cytat o szczególnym doświadczeniu światła Boga:
„Kiedy pewnego dnia stał i mówił bardziej w myśli, niż ustami: «Boże, zmiłuj się nade mną grzesznym», nagle z góry obficie zajaśniał Boży blask, który napełnił całe pomieszczenie. Młodzieniec nie zdawał sobie sprawy z tego, co się stało. Nie uświadamiał też sobie, czy był w domu, czy znajdował się na zewnątrz. Dookoła dostrzegał jedynie światłość i nie wiedział, czy stąpał po ziemi, ale nie obawiał się zarazem, że upadnie. Jego myśli nie były bowiem opanowane przez troski tego świata ani inne sprawy, których doznają ludzie i wszelkie istoty obdarzone ciałem. Znajdował się w niematerialnym świetle i, jak mu się wydawało, sam stał się światłem. Zapomniał o całym świecie. Jego oczy były napełnione łzami, on sam zaś nieopisaną radością i weselem.
Swym umysłem młodzieniec wzniósł się wówczas do nieba i oglądał inną światłość, jaśniejszą od tej, jaka była przy nim. Zjawił mu się wówczas, stojący blisko światła, wspomniany starzec, który dał mu ową radę i dostarczył książkę. Ja zaś mogłem zdać sobie sprawę, jak wielkiego wsparcia Jerzy doznał za pośrednictwem tego świętego oraz że – za zrządzeniem Bożym – ukazano mu szczyty cnoty, jakie zdobył jego mistrz”.
(4)
Szechina
Po polsku pojęcie to jest tłumaczone jako Chwała lub Obecność. Gdy Izraelici szli przez pustynię, to Szechina ich prowadziła, czego znakiem był słup ognia lub dymu. Po wybudowaniu świątyni Szechina w niej zamieszkała. Gdy już nie ma świątyni, Izraelici wierzą, że gdy zbiorą się w co najmniej siedmiu na modlitwie, to i Szechina, Boska Obecność, tam się pojawia. „Szechina” to słowo rodzaju żeńskiego, co ma różne prawowierne i gnostyckie interpretacje. Pierwotnie termin ten związany był z Namiotem Spotkania, przenośną świątynią wędrujących Izraelitów. Rozumiany jest także jako miejsce zamieszkania Boga, co kojarzono z rozłożeniem swojego namiotu. Ludzkość czeka, że Bóg nas otoczy swoim namiotem, po czym wraz z Nim zamieszkamy w niebie (powtarzam za D. Sternem i jego komentarzem do Nowego Testamentu). Obcowanie z Szechiną nie pozostawia obojętnym, niektórzy jej doświadczający w pierwszej chwili padali jak martwi, przeniknięci mocą. Była rozumiana jako ogniwo łączące Boga z ludźmi, Boska moc bliska stworzeniu. Stanowiła cel dla mistyków, którzy zmierzali do komunii z nią jako mocami Boga. Miewa ona też interpretacje powszechne, zgodnie z którymi cały świat, a zwłaszcza ludzkie życie, choć tego nie widzimy, są napełnione Boską Obecnością (Szechiną).
(5)
Imię Boga
W Piśmie Imię uobecnia Boga jako Jego symbol, a wręcz Go zastępuje. Hebrajczycy mają rozbudowaną naukę o HaSzem, której nie przytoczę, zainteresowanych mogę do niej jedynie odesłać. W Starym Testamencie, gdy mowa o Imieniu, chodzi o samego Boga.
Bóg rozumiany jako Absolut nie ma imienia, bo nie ma drugiego, od którego należy Go odróżniać. Jest Bezimienny. Stwórca ujawnił jednak wobec Mojżesza swoje Imię, aby odróżnić się na ziemi od bogów innych religii. YHWH znaczy najprawdopodobniej JESTEM, co wyraża naturę Boga i jest tym Imieniem Bożym, które On sam do siebie odniósł. Ma ono też rolę opisową jak ludzkie imiona, np. Petros znaczy „Skała”, a Paulus – „Niski”. Treściowo należy więc do Imion Bożych, o jakich piszą teologowie, a wskazujących na aspekty Bóstwa. Jednak jego znaczenie jest o wiele większe od Imion Bożych wykoncypowanych przez teologię. Bóg sam bowiem nakazał identyfikować siebie poprzez YHWH, a co za tym idzie – nadał temu określeniu niepowtarzalne znaczenie.
W starożytności waga imienia była ogromna. Uznawano, że dostęp do imienia człowieka daje jakiś rodzaj władzy nad nim. Do dziś są kultury, gdzie nie wymienia się publicznie imion żony ani córki. Poza tym imion boskich używało się i używa w magii, zapewne dlatego Izraelitom zakazano wypowiadania Imienia Boga. Istniało bowiem zagrożenie, że zostanie ono zastosowane wzorem wielu innych kultur w czarach, co byłoby ogromną profanacją. Prostsze kultury nie odróżniają religii od magii, a zaklęć od modlitwy. Dlatego zakaz dotyczący Imienia Boga stoi bardzo wysoko w hierarchii Przykazań – na drugiej pozycji. Dziś rozumie się go jako zakaz przyzywania Boga w sposób pozbawiony szacunku. Obecnie wielu ludzi słowa „O Boże! O Jezu!” traktuje jak emocjonalny przerywnik. Tymczasem jest to modlitwa, którą należy praktykować z odpowiednią czcią, a nie dla zabawy.
Rozważania o Imieniu Bożym znajdziemy w Apokalipsie św. Jana:
„Potem ujrzałem niebo otwarte: a oto – biały koń, a Ten, co na nim siedzi, zwany Wiernym i Prawdziwym, oto sprawiedliwie sądzi i walczy. Oczy Jego jak płomień ognia, a wiele diademów na Jego głowie. Ma wypisane imię, którego nikt nie zna prócz Niego. Odziany jest w szatę we krwi skąpaną, a imię Jego nazwano: Słowo Boga.
A wojska, które są w niebie, towarzyszyły Mu na białych koniach – wszyscy odziani w biały, czysty bisior. A z Jego ust wychodzi ostry miecz, by nim uderzyć narody: On paść je będzie rózgą żelazną i On wyciska tłocznię wina zapalczywego gniewu Wszechmogącego Boga.
A na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: KRÓL KRÓLÓW I PAN PANÓW” (Ap 19, 11–16).
Cytat ten zawiera:
• Imiona Boże w postaci określeń „Wierny”, „Prawdziwy”,
• Imię Chrystusa znane tylko Bogu,
• Imię „Słowo Boga” różnicujące Osobę Bożą od innych Osób Trójcy Świętej,
• wreszcie Imię-tytuł „KRÓL KRÓLÓW I PAN PANÓW”, które w kulturach kosmologicznych jest często używane na określenie Pana całego świata.
Nie wdając się w szczegółowe egzegezy, warto po prostu zwrócić uwagę, że kwestia Imienia Bożego jest dosyć złożona, posiada wiele wątków i odniesień, co widać nawet w jednym krótkim cytacie biblijnym.
O Chrystusie mówi się także w nieco inny sposób:
„Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2, 9–11).
Widać tutaj, że Bóg przywiązuje wielką wagę do swojego Imienia. Jest ono dla Niego tak ważne, że wywyższenie ponad ludzkość Syna Bożego opisuje w kategoriach imion.
Kolejna nauka o Imionach Bożych, którymi są przykładowo Dobro i Miłość, wskazujących na poszczególne aspekty Bóstwa, była przez wieki uprawiana przez teologów i filozofów. Szczególnie znane w tym przedmiocie są rozważania pisarza tytułującego się Dionizym Areopagitą. Rozważanie Imion Bożych wynika z doświadczenia Boga i bywa powiązane, tak jak dzieje się to w spostrzeżeniach wspomnianego myśliciela, z mistyką.
Imię Boże może być obecne w człowieku, w jego umyśle, pojęciu, uczuciach, na ustach. Bóg przez swoje Imię funkcjonuje w sferze symbolu, a więc także w umysłowości człowieka. Imię Boże zostało nam dane jako reprezentacja Boga na świecie. Człowiek nie może wytworzyć klarownego, pełnego pojęcia Boga w swoim umyśle, gdyż Bóg przekracza naszą umysłowość. Nie zmieści się w ograniczonym świecie ludzkich wyobrażeń, a skończony człowiek nie ogarnie nieskończonego Boga i nie obejmie Go myślą. Dlatego Imię jest takie ważne, zastępuje niejako pojęcie, czyli wyobrażenie Boga. Jedyne, co mamy, to Imię. Pismo wymaga od człowieka, aby niósł chwałę Bożemu Imieniu. Tym samym, aby niósł wiarę innym ludziom.
Poważny problem pojawia się wtedy, gdy jakiemuś wiernemu wydaje się, że jednak ogarnia Boga, że zamknął Go w swoim rozumie, że już wszystko o Nim wie. Takie osobiste pojęcie Boga, które czci wielu ludzi, to rodzaj idolatrii. Własne pojęcie, kawałek swojego myślenia, własna głowa niezwykle często są przedmiotem kultu. Śledząc wiele „pobożnych” dyskusji, łatwo można zauważyć, że nieraz nie ma w nich Boga, ale jest za to twarda głowa nabita „religijnymi” wyobrażeniami. Bóg ogarnięty to Bóg nieistniejący, martwy, to nie Bóg żywy. Niejeden chciałby „udomowić” Pana Boga w swoim umyśle, Kościele, prywatnym lub zbiorowym pomyślunku. „Aslan jest jednak nieoswojonym lwem” – jak ostrzegali mądrzy Narnijczycy. Lepiej takich rzeczy nie próbować. Transcendencja, nieobecność Boga leczy z takich zapędów. Nie da się ogarnąć Boga, którego niełatwo w ogóle spotkać i zobaczyć. Można jedynie na Niego wskazywać poprzez Jego Imię, bez względu na to, której z wersji Imienia użyjemy. Owszem, człowiek ma za zadanie poznawać Boga, co daje nam o Nim jakieś pojęcie, ale zawsze jest ono tylko ułamkowe. Nasze umysły nie są zdolne zrozumieć wszystkiego o Nieogarnionym, choć nie powinny ustawać w poszerzaniu swojego oglądu.
Piszemy „Bóg”, „El/Elohim”. Są to także nazwy rodzajowe. Kiedy jednak zapiszemy je wielką literą, mogą się odwoływać do Jedynego Boga. Tym samym nie ma w istocie różnicy pomiędzy ogólnym określeniem Boga a Jego Imieniem. Bóg dał Mojżeszowi poznać swoje Imię, aby odróżnić się od bogów pogańskich. Brzmienie Imienia YHWH dane Izraelitom zostało przez nich zapomniane. Na głos mógł je wypowiadać kapłan tylko raz do roku, a Rzymianie wymordowali wszystkich kapłanów. Żydzi zapomnieli, jak to Imię faktycznie brzmiało, pozostał jedynie zapis spółgłoskowy. Jednak Imię to stało się w jakiś sposób niepotrzebne, gdy w świadomości osadził się monoteizm. Nazwa „Bóg” i Jego Imię stają się równoznaczne, gdy rozumiemy, że jest tylko jeden Bóg. Rewolucją w tej skomplikowanej semantyce stało się wcielenie, kiedy to Bóg przyjął postać i imię człowieka. Od tej pory możemy się posługiwać imieniem „Pan Jezus”, aby się odwołać do Boga.
Imię Boże uświęca życie człowieka. Człowiek może zwracać się do Boga poprzez Jego Imię. Możemy go używać, pamiętając jednak, że należy ono do sfery sacrum, czyli elementów doczesności, które odnoszą się do Boga. W Imię Boga czynimy znak Krzyża, który rozpoczyna nasz dzień, każde ważniejsze dzieło, Eucharystię. Postępując w Imię Boże, przyzywamy do swojego życia Bożą obecność. „Działać w czyimś imieniu” to zwrot informujący, że działający nie wykonuje czynności sam z siebie, tylko że został posłany do tego przez kogoś innego; to bycie przedstawicielem drugiej osoby. Niekiedy oznacza występowanie z władzą nadaną przez Boga. Dzieje się tak przykładowo wówczas, kiedy w Imię Boga sprawowane są sakramenty albo wypędzane z ludzi złe moce.
Jeśli chodzi o Imię Jezusa Chrystusa, to ma ono niezwykłe znaczenie. Tylko w tym Imieniu jest nasza nadzieja, wyłącznie w Imię Chrystusa możemy być zbawieni. Jeżeli postawimy obok siebie różne religie i imiona bogów, którzy są w nich czczeni, to w tym kontekście trzeba pamiętać o wyjątkowości Chrystusa jako jedynego prawdziwego Zbawiciela. Jeśli jest jakieś dobro, którego doświadczamy od Boga w tym życiu, to wynika ono z zasług tego jednego Boga i człowieka zarazem. Bóg w człowieku Jezusie z Nazaretu ma w historii świata konkretną, jedyną i niepowtarzalną tożsamość. W Chrystusie Jedyny i Bezimienny przekracza siebie i staje się podobnym w człowieczeństwie do innych ludzi oraz uzyskuje ludzkie Imię. Wcielenie jest niewyobrażalną sytuacją, w jakimś sensie skandalem metafizycznym, w którym Bóg zapiera się siebie, swoich przymiotów i staje się człowiekiem dla bliskości z ludźmi.
Jak widać, kwestia Imienia Boga okazuje się niezwykle trudna i rozbudowana. Bóg Bezimienny ukazuje nam siebie pod różnymi wyżej wspomnianymi Imionami. Ważne, żeby one jednoznacznie na Niego wskazywały. Żadne z tych słów nie określa Boga, jedynie kieruje na Niego naszą uwagę. Tak rozumiane Imię Boga, bez względu na to, którego określenia będziemy używać, jest ważne, bo stanowi odniesienie ludzkiej świadomości do Boga. Trzeba niestety zauważyć, że Jezusa Chrystusa wymienia się z Imienia także w praktykach magicznych lub ezoterycznych. W takich sytuacjach świadomość danego człowieka wcale nie jest jednak skierowana na Boga, a Jego Imię identyfikuje się z pojęciem jakiejś posłusznej magicznej mocy lub ezoterycznego ducha – przewodnika. Takie właśnie profanujące praktyki są surowo zabronione w Drugim Przykazaniu.
(6)
Obecność
Człowiek poszukuje w życiu obecności Boga, odczuwania bycia z Bogiem. Bardzo nam tego brakuje, tak naprawdę to do tego jednego tęsknimy. Wszystko inne jest tylko namiastką. Przywołaliśmy hebrajski termin Szechina, który, chociaż nie jest powszechnie używany przez chrześcijan, to posiada szeroką teologię i zasługuje na poznanie. Chrześcijanie częściej mówią po prostu o obecności Boga, która może nie ma tak świetnej doktryny, ale jest doświadczana przez bardzo wielu wiernych.
Droga duchowa w chrześcijaństwie polega na odkrywaniu tej obecności we własnym życiu i w historii świata. W miarę oczyszczenia serca i duszy z egoizmu i grzechu Bóg uzdalnia wzrok duchowy do rozpoznawania obecności Bożej przy sobie i w świecie.
Obecność Boga jest w całej pełni w niebie. Wierzący może już w tym życiu stanowić część nieba, o ile żyje w obecności Bożej. To podstawa duchowości chrześcijańskiej, aczkolwiek samo doświadczenie zależy także od Boga, nie tylko od duchowej kondycji człowieka. Być przygotowanym na niebo to spełniać warunki do obcowania z obecnością Boga, która będzie o sobie przypominać wedle własnego uznania. Drogą kształcenia w sobie tych zdolności jest nawrócenie i ćwiczenia duchowe, zwłaszcza kontemplacja, która może być ćwiczeniem uświadamiania sobie obecności Boga. W wymiarze mistycznym to kontemplacja wlana, w której Bóg faktycznie udziela siebie człowiekowi i manifestuje w jego duszy swoją obecność.
2. Tajemnica
(1)
O nieobecności Boga pisze G.K. Chesterton w Wiekuistym człowieku. Nieco później snuje refleksje o Tajemnicy. Pod literalnym i prostym przekazem religii znajduje się Tajemnica. To nie jest jakiś kod cyfrowy jak w gematrii ani wymyślne szyfry jak w niektórych gnozach. To nie ludzie stworzyli tę Tajemnicę i nie oni ją odsłaniają. To nie jest też tajemna nauka ezoteryczna przecząca głównej nauce religii, zwanej egzoteryczną. Prawdziwa Tajemnica okazuje się o wiele wspanialsza. Patrzysz na nią, a jej nie widzisz, jeśli ona tego nie chce. Słyszysz jej dźwięki, ale nie przychodzi ci do głowy, żeby przy tej muzyce tańczyć, jeśli to nie jest jej wola. Możesz czytać jej treść przez sto lat i nie zrozumiesz ani litery, jeśli ona ci nie pozwoli. Tylko człowiek czystego serca i duszy, który wszystko dla niej odda, zostanie przyjęty i obdarowany. Większych skarbów nie ma.
Tajemnica jest siostrą nieobecności. Nieobecnego nie widać ani nie słychać. Jest jednak sposób, w jaki dociera On do serc i dusz ludzkich, udzielając im swojej tajemnicy. Przekaz chrystianizmu opiera się na dwu płaszczyznach – na doktrynie i doświadczeniu, usłyszeniu o Tajemnicy i Jej przeżyciu.
(2)
Czytałem, że Heraklit był „ciemnym” filozofem. Ciemny i trudny jest też Laozi. Platon pozostawił swoje dzieła, ale nieraz można przeczytać, co ma oparcie w jego listach, że w jego książkach nie ma zasadniczej nauki, bo ta była bezpośrednio i ustnie przekazywana w Akademii. Spisano zaś rzeczy mniej istotne.
Chrystus też nie był i nie jest łatwym nauczycielem. Już na ziemi towarzyszyła Mu tajemnica. Mówił zagadkami, obrazami, przypowieściami, których nie pojmowali nawet uczniowie. Im więc tłumaczył osobno, przekazując swoje tajemnice wybranym. Były cenne, ważne, więc nie mogły być wydane na złe traktowanie. Uczył, żeby nie rzucać pereł wieprzom, bo zwierzęta te je splugawią. Tajemnica to rzecz intymna i ważna. Jest też ogólna tajemnica mesjańska, ale jej należy poświęcić osobne rozważania.
Ciemny, trudny styl przekazu jest jakby testem: Czy mam w sobie tę chęć (wolę, determinację), żeby poznać Chrystusa w Jego Słowie? Ci, którzy posiadali ten zapał, otrzymywali nagrodę. Tak samo dziś wielu niedowiarków, ateistów narzeka na Biblię, że jest trudna, sprzeczna, niezrozumiała. Oblewają test, nie mają bowiem w sobie mocy wiary. Tajemnica wymaga od nas determinacji w jej poznawaniu, a nagrodą jest sam Chrystus – Słowo Boże, które się ceni, nazywa swoją naukę perłami. Wieprze ją stratują, a uboga wdowa przewróci swój dom, swoje życie do góry nogami, żeby jej nie stracić. Kupiec, nawet ryzykując, przeznaczy wszystko, co ma, żeby kupić grunt, gdzie jest ona ukryta. Tajemnica wymaga poświęcenia i wytrwałej pracy, starań, wyrzeczeń, ale okazuje się tego warta.
(3)
Podstawowe pojęcia chrystianizmu: mistyka, mysterion (sakrament), misterium stanowią jeden zespół znaczeniowy. To, co najważniejsze, skrywa się w Tajemnicy.
(4)
Zgodnie z jednym ze znaczeń tajemnicy wiary stanowi ona część objawienia, która jest dla człowieka po prostu zupełnie niepojmowalna, jak przykładowo przeistoczenie. To też tajemnica, ale inna. Po przeistoczeniu mówimy: „Oto wielka tajemnica wiary”. Zostały nam ukazane takie tajemnice, których nie mamy pojąć, ale z nimi obcować. To one wskazują na Kogoś większego, kto wszystkie je rozumie.
(5)
Bóg nam się objawia w sposób adekwatny do naszej ulotności, a nie do swojej potęgi – po takiej teofanii pewnie nic by z nas nie zostało. Dlatego wiedza i doświadczenie duchowe są nam dozowane w wyniku ludzkiej niezdolności do ich przyjęcia. To jedna z przyczyn tajemniczości: po prostu głusi nie słyszą, choć nikt im tego nie wzbrania. W naszych czasach jest bardzo dużo teofanii: znaki, objawienia prywatne, nawrócenia, uzdrowienia. Ilu ludzi jest tym zainteresowanych?! Ślepi wiodą jeden drugiego i razem wpadają w przepaści. Tworzą swoje klisze poznawcze, zawężają rozumienie, niszczą zmysły duchowe, ale w ten sposób nie zobaczą Boga. Kiedyś Żydzi oczekiwali, że Bóg objawi się poprzez Mesjasza z jakąś potworną i niszczącą ich nieprzyjaciół siłą, a tymczasem przyszedł do nich ubogi Rabbi z Nazaretu. Tajemnica Boga jest skutkiem tego, że ludzie odwracają od Niego wzrok duchowy, a patrzą wciąż na sprawy światowe, przyziemne.
Paul Tillich tak pięknie tłumaczy, że Tajemnica nie przestaje być Tajemnicą nawet wtedy, gdy jest objawiona. Można ją godzinami opowiadać literalnie przekazując treść, a jednak nadal pozostaje tajemną. Wiara i jej przesłanie, objawienie są tajemnicą w całości. Człowiek małej wiary lub ateista może latami czytać Pismo i niczego z niego nie wynieść. Może nauczyć się na pamięć teologii i niczego na tym nie zyskać. Tajemnica przypomina szklaną ścianę pomiędzy nim a zrozumieniem prawdy. Niby wszystko widzi, ale nie potrafi wejść w tę rzeczywistość. Zaczyna więc śmiać się i szydzić, tyle że jest to szyderstwo z samego siebie, choć okazuje je Kościołowi.
„A jeśli nawet Ewangelia nasza jest ukryta, to tylko dla tych, którzy idą na zatracenie, dla niewiernych, których umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga” (Kor 4, 3–4).
W Ewangelii czytamy, że gdy objawiał się Bóg i „donośnym głosem” wołał z nieba, to niektórzy mówili, że to zagrzmiało, tak bardzo zaskorupiałe były ich umysły. W naszych czasach mamy od Niego tysiące znaków objawiennych: cudów, objawień udzielanych wielu ludziom, wielką pracę w ramach ruchów charyzmatycznych wykonuje Duch Święty. Jednak poznanie człowieka jest kierowane jego wolą, chęcią. Gdy jej brakuje, nie ma i poznania. „Kto ma uszy do słuchania” – tak nieraz zaczynał Chrystus. Niestety, nie wszyscy je mają.
(6)
Tajemnica definicyjnie to informacja przeznaczona dla konkretnej z góry określonej osoby. Ona wyróżnia, wyciąga z tła, z tłumu. Stanowi nawiązanie więzi. Tajemnice mają zakochani, polegają one na wspólnych przeżyciach, myślach – to są tajemnice miłości. Taka tajemnica, im jest większa, tym staje się cichsza i głębiej ukryta, schowana na dnie duszy. To, co otrzymujemy do serc, staje się naszą wspólną tajemnicą. Znowu paradoks: im więcej mamy, tym bardziej jest to głębokie, intymne, dyskretne, wręcz wstydliwe. Doskonale to widać u Abbów z Gerontikonu, którzy mimo głębokiego, mistycznego życia jakby rozmyślnie pomijają wszelkie swoje wglądy i nie opowiadają o nich, jakby się ich wstydzili. Im więcej pojmują, tym bardziej robią się skryci. Z kolei krzykliwa staje się pustota.
Mistyka – droga tajemnicy – to droga miłości. Tak wiele szukamy, troszczymy się o cały świat, a trzeba niedużo. Wystarczy usiąść u stóp Mistrza, zamilknąć i chłonąć. Wtedy tajemnice same w nas wybuchną.
Tajemnica i wybranie są ze sobą powiązane. Tajemnica polega na zrozumieniu dla wybranych. Chrystus uczył jednak, że powołanych do jej odkrywania zostało wielu, ale tych, którzy za nią poszli i ją wybrali, a ona ich, jest, niestety, mało.
(7)
Głębsze życie duchowe zawsze miało wymiar tajemnicy. Odkrywano to poprzez zamykanie się z obrzędami przed światem, przed profanami, co praktykowano nawet w kulturach pierwotnych. Potem pojawiły się misteria i gnoza. Ukrycie się, jak ukryta jest Tajemnica, to wyjście ze świata i odseparowanie się. Wierny sam staje się w jakiś sposób dla świata tajemnicą. Tajemnica jest ważnym znamieniem wiary i religii.
(8)
Pan nas poucza, żeby rozmawiać z Nim w małej izdebce, w cichości, bez ludzi, żeby zachować delikatną nić intymnej miłości z Nim w tajemnicy przed resztą świata. Zaraz potem dodaje, żeby to, co usłyszymy po cichu, rozgłaszać z dachów! Jak przepłynąć między Scyllą i Charybdą wykluczających się zaleceń? Jak znaleźć ciasną bramę między nimi? Motto dominikanów brzmi: Contemplata aliis tradere, czyli „Przekazywać innym owoce kontemplacji”. Tkwi w tym paradoks. To, co mistyczne i skryte, mamy jednak rozpowiadać. Przekazywanie innym tajemnicy to zaproszenie do jej kręgu, do kręgu miłości.
(9)
Tajemnica pochwytuje duszę ludzką, gdy ta odkrywa mistycznie głębie bytu, stojąc duchowo na skraju niebytu i odczuwając to wielkie zmaganie wydźwignięcia przez Boga do istnienia wszystkiego, co jest. Rozum i świadomość człowieka w tym siebie przekraczają, że człowiekowi udzielane są poznanie i zrozumienie jego ostatecznego zatroskania – spotkania z gruntem, fundamentem istnienia, jakim jest Wola Stwórcy. Zdarzenie takie okazuje się wstrząsowe, przeobrażające, znaczące w sposób absolutny. Człowiek zostaje przez nie pochwycony i porwany.
To właśnie jest tajemnica wiary, gdy Bóg ku sobie przyzywa duszę.
(10)
Bóg był tajemnicą dla ludzi nawet i w raju. Teraz jest nią jeszcze bardziej. Ukryty staje się obiektem ostatecznego zaangażowania człowieka (u P. Tillicha cancern, w polskim tłumaczeniu „zatroskanie”), a zarazem poszukiwania. Wymaga od człowieka absolutnego zaangażowania, aby zasłona Tajemnicy została rozwarta i dokonało się objawienie, oświecenie.
Bez względu na to, jak wiele mistyki i wiedzy zazna człowiek, Bóg zawsze pozostanie Tajemnicą w swojej niedosięgłej osobnej rzeczywistości. Jako nieogarnialny nigdy nie przestanie być Tajemnicą, nie da się Go poznać zupełnie i we wszystkim. Zawsze wymaga od nas więcej, domaga się wciąż nowego starania, totalnie i zupełnie nas angażuje. Jego Tajemnica nigdy się nie wyczerpuje, więc stale musimy być gotowi do przemiany wobec poznania kolejnych jej części.
(11)
Fakt, że objawienie jest Tajemnicą, łączy przeciwieństwa: teologię pozytywną i negatywną; mistyczną, jasną i ciemną; odkrytą i ukrytą. O Bogu można napisać setki książek, ale ujawniają one swoją treść tylko wybranym. Jest w tym coś bardzo eleganckiego i szlachetnego, jakaś skończona doskonałość.
(12)
To, co dobre, wartościowe jest skryte i nieagresywne. To, co szczególnie ważne, cenne i niezwykłe, nie może leżeć na wierzchu narażone na wydrwienie przez prostaków. Po to, co naprawdę istotne, musimy sięgać z wysiłkiem i poświęceniem, które są miarą wartości tego, czego szukamy. Najdoskonalsza prawda chrystianizmu pozornie jest ogólnie dostępna, zajmuje tysiące książek, miliony wypowiedzi, a może nawet miliardy. Pozostaje jednak wielką Tajemnicą Boga. Poznawanie jej nie polega wyłącznie na powtarzaniu po kimś nauk. Ona pochłania całego człowieka i jest o niego zazdrosna. To jest tajemnica miłości, pełna dramaturgii, ale i niepojętej radości. Jedyna, jaką warto zgłębiać przez całe życie.
(13)
Każdy sam musi stanąć wobec Tajemnicy i powinien to zrobić. Od tego jest zamknięta izdebka, noc – opiekunka tajemnic… Ten tekst stanowi zaproszenie do osobistego spotkania z nowym i nieznanym.
(14)
Bóg ukryty
Bóg odszedł, nie ma Go w sposób widoczny na świecie. Staliśmy się samotni. Malutkie dziecko, gdy na chwilę pozostanie samo w pokoju, często wybucha płaczem. Rodzic musi przyjść i je przytulić. Wydaje się, że dzieci Boże w podobny sposób noszą w sercach rozpacz, jakby się bały, że bez stałej opieki mogą narobić czegoś złego.
Kiedyś mój mały synek został sam, gdy musiałem wyjść na chwilę do kuchni. Wtedy maleństwo zaczęło się niepokoić, trochę alarmować i się żalić. Wróciłem, wziąłem je na ręce, a ono wyciągnęło na mój widok rączki. Przytuliłem je i pochwaliłem, że było dzielne. Wtedy przyszło mi na myśl, że chyba tak będzie wyglądać powrót do Ojca Niebieskiego.
Wielu ludzi ma za złe Panu Bogu, że nie pokazuje się ludziom na ziemi i wymaga wiary. Nie dokonuje przy tym jakiejś permanentnej samodemonstracji. Nie powinno to dziwić. Według Pisma ludzie z Sodomy, ujrzawszy kiedyś anioły, próbowali je zgwałcić. Gdy Bóg przemówił z nieba nad swoim Synem, powiadano, że grzmi. Z kolei na Boga wcielonego najpierw polowano, potem Go więziono, szydzono z Niego, w końcu Go zmasakrowano i zadręczono. Trudno dziwić się Bogu, że nie chce się pokazywać wobec takiej ludzkości.
