CZĘŚĆ I · ROZDZIAŁ 11

Chrystianizm kosmiczny

KONRAD TOMASZ

1. Wierzenia kosmiczne

(1)

Wierzenia kosmiczne opierają się na doświadczeniu jedności i porządku świata. Świat (Kosmos) stanowi zbiór praw i zasad, których trzeba przestrzegać, a także strzec. W przeciwnym razie pojawia się niebezpieczeństwo powrotu chaosu, upadku porządku, wzrostu zła, zniszczenia, kataklizmów. To bardzo zdrowe naturalne podejście, które jest intuicyjnie obecne w naturze człowieka. Człowiek, jako część Wszechświata, samoświadoma część, posiada zdolność burzenia porządku świata przez swój występek. Egzystencjalnie zależymy od tego, jak odnosimy się do praw tworzących Wszechświat. Dlatego ważne są zasady, których przestrzeganie utrzymuje z dala od nas chaos i zniszczenie.

Problem w tym, że wierzenia naturalne sytuują te zasady w nietrafionym miejscu. Wszechświat w kulturach kosmologicznych zazwyczaj utożsamiany jest z porządkiem w danym kraju. Kosmos i określone społeczeństwo są rozumiane zamiennie. Dlatego też zamiast praw Boskich szacunkiem otacza się lokalne porządki władzy i społeczeństwa. Prawdziwe prawa dobrego życia w zgodzie ze Wszechświatem objawił nam Chrystus, który jest inkarnacją Logosu, czyli Porządku świata nadanego przy stworzeniu przez Stwórcę.

Chrystianizm także uznaje się za religię kosmiczną. Zbożne, cnotliwe życie chroni świat od kataklizmów, zniszczenia, gniewu Bożego. Kiedyś świat został zniszczony w potopie z powodu przewin ludzkich. Ratujemy siebie i świat, żyjąc w zgodzie z Bogiem. Z kolei występek ściąga na świat wpływ złej mocy duchowej, która rujnuje ludzką rzeczywistość poprzez zbrodnie, choroby, wszelakie zaburzenia ładu. Może to być przyczyną kataklizmów dla ludzkiego świata, takich jak trzęsienia ziemi, powodzie itp. Zło ludzkie znajduje odpowiedź w egzystencji Wszechświata, bo człowiek jest panem swojego świata, a postępki, jakich się dopuszcza, odciskają piętno na jego włościach. Polacy powiadają: „Jaki pan, taki kram”.

Religijne postrzeganie związków Kosmosu i człowieka wiązało spokojne funkcjonowanie świata z magiczno-religijnymi rytuałami. Człowiek podtrzymywał Kosmos rytami kultowymi. Pamiętamy, że np. Aztekowie mordowali w świątyni masowo jeńców, żeby uchronić świat. Wedyjskie pojęcie Rta (bliskie polskiemu słowu „rytuał”) odnosiło się do zasady, zgodnie z którą istnienie dobrego uporządkowanego świata powiązane jest z rytuałami i ofiarami świątynnymi. W tej interpretacji sposób życia wiernych miał mniejsze znaczenie.

Chrześcijanie wiedzą, że ratować Kosmos (porządek świata) to żyć w zgodzie z Bogiem. Ta zgoda wyrażana jest zarówno poprzez życie według zasad moralnych, objawionych przez inkarnowany Logos, Wcielonego Boga, jak i przez rytuały nazywane sakramentami oraz modlitwę jako akt wiary. Co więcej, mówi się, że człowiek samodzielnie, bez czynnego udziału Boga, nie da rady być dobrym i przestrzegać tych zasad, w tym wykonywać rytuały. W dobrym, pobożnym życiu chrześcijanin jednoczy się więc z Bogiem we wspólnym działaniu. Jest to najwyższa forma odbudowy podupadłego świata.

(2)

Pierwotne rozumienie wagi szacunku dla porządku kosmicznego właściwe było ludom paleolitycznym, mądrości mędrców, mistycznych filozofów i protofilozofii w najstarszych mitach.

W felietonie redaktora T. Terlikowskiego pojawia się piękny cytat z wypowiedzi kanadyjskiego Indianina: „W pierwotnej wizji świata wszystko jest ze sobą powiązane. Nie możesz wprowadzić zmiany w jednym miejscu, nie zmieniając innych miejsc”. Po nim pojawia się dopowiedzenie autora artykułu: „Grzech jednych niszczy życie drugich. Zmiana moralna na gorsze w jednym miejscu dewastuje inne. Ale nie trzeba religii i kaznodziejstwa, by to dostrzec (…). Na tle takich rozważań Indianie z Kanady jawią się jako ostoja normalności i moralności”.

To wszystko jest bliskie Wielkiej Tajemnicy, tej Tajemnicy, która stworzyła mistyczną Grecję z jej mitami i kosmologią, przejętą następnie przez filozofów. Ona stworzyła wszystkie cywilizacje, a wcześniej pierwotne kultury. Będę powtarzał do znudzenia: Dike, Kosmos, Nous, Logos, Maat, Tao, Dharma, Ryta, drzewo kosmiczne, jajo kosmiczne itd. To są fundamentalne pojęcia dla człowieczeństwa, odwołujące się do ładu Wszechświata. Pisze o tym bardzo wyraźnie C.S. Lewis w swoim Końcu człowieczeństwa, który dla mnie jest najwybitniejszą książką tego myśliciela. Myślenie kosmiczne stanowi podstawę wszystkich moralnych i odpowiedzialnych wierzeń na całym świecie.

Niektórzy nieco na oślep poszukują także dziś tych kosmicznych podwalin człowieczeństwa. W New Age moniści sięgają do pierwotnego myślenia kosmicznego ukrytego w hinduizmie i buddyzmie, do poczucia związania z Wszechświatem i tym czymś, co się wyłania spoza niego, takiego jak Brahman. Mircea Eliade całe życie badał wszystkie ludzkie przejawy religijności, żeby stale wracać myślami do rumuńskich chłopów, którzy w swojej prostej kulturze duchowej przechowali to pierwotne kosmiczne myślenie. Porwało ono M. Eliadego, przez co nim właśnie żył. Twierdził, jak piszą, że dla niego metafizyczne przeżycie kosmicznej łączności było pierwszym krokiem do wszelkiej religijności. Podobnie wielu ludzi nadal chętnie czyta dzieła Seneki, będącego przedstawicielem antycznej myśli kosmicznej i filozofii mistycznej w postaci stoicyzmu. Wielu naukowców, jak pisze M. Heller, wymyśla dla siebie na nowo „rzeczywistość Arche”, wracając w ten sposób do namiastek myślenia presokratycznego. Albert Einstein pisał:

„Istnieje jeszcze trzeci etap religijnego doświadczenia, który można znaleźć pośród wielu tradycji, choć rzadko spotykany w czystej formie: będę nazywał go religią kosmicznego uniesienia (doświadczenia). Trudno wyjaśnić to uczucie komuś, kto jest go całkowicie pozbawiony, szczególnie dlatego, że tam nie ma żadnej idei, która mogłaby odpowiadać antropomorficznej koncepcji Boga. Jednostka taka odczuwa zbędność pożądań i miałkość ludzkich celów, a z drugiej strony subtelność i wspaniałość porządku, który odkrywa w naturze i w świecie myśli. Jednostkowe istnienie jest dla niego rodzajem więzienia, a on chce doświadczać świata jako pojedynczo znacząca całość. Początki religii doświadczenia kosmicznego uniesienia już pojawiły się na wczesnym etapie rozwoju w wielu Psalmach Dawida i u niektórych proroków. Buddyzm, taki jaki mieliśmy okazję poznać z cudownych pism Schopenhauera, zawiera najwięcej z tych elementów. (…) Tutaj dochodzimy do relacji religii i nauki na sposób różny do zwyczajowo przyjętego. (…) Dlatego też nauka jest obwiniana za podkopywanie moralności, ale ten osąd jest całkowicie niesprawiedliwy. Etyczne zachowanie człowieka powinno być oparte skutecznie na współczuciu, edukacji i społecznych więzach i potrzebach, nie ma tutaj żadnej potrzeby religijnej. (…) jestem przekonany, że to doświadczenie kosmicznego uniesienia jest najmocniejszym i najszlachetniejszym motywem naukowego badania. Jedynie ci, którzy wkładają tak olbrzymi wysiłek i przejawiają tego rodzaju oddanie, bez którego pionierska praca w naukach teoretycznych nie dokonałaby się, są zdolni skupić moc swoich emocji na swojej samotnej pracy, tak różnej od otaczającej rzeczywistości. (…) To doświadczenie kosmicznego uniesienia dawało im moc. Współcześni mawiają, nie bez racji, że w tym materialistycznym wieku jedynymi głęboko wierzącymi są naukowcy”.

Nauka również potrzebuje przeżyć kosmicznych, bo one także są jej matką, wraz z całą filozofią. Albert Einstein proponuje właśnie światopogląd areligijny, zauważając, że myślenie kosmiczne jest uniwersalne i każdemu dostępne.

(3)

Dojście do przekonań kosmicznych jest czymś dla wielu osób przyrodzonym i naturalnym. Ludzie ci poszukują kulturowej interpretacji, filozofii, religii, które umożliwią im wyrażenie i zracjonalizowanie swoich przeżyć. Chrześcijaństwo w tej materii głosi Dobrą Nowinę, która przez św. Jana wyjawia nam, że wcieleniem kosmicznego ładu i moralności jest Pan Bóg w osobie Chrystusa. To Logos, który jest transcendentny wobec świata. Świadomość ta prowadzi do wniosku, że nieprawdą są wszystkie monizmy, które generalnie implikują brak wolnej woli i zupełny determinizm. Wbrew smutnemu fatalizmowi deterministów przywraca to człowiekowi wolność woli i płynącą z tego radość. Spotkanie z Kosmosem jest w istocie spotkaniem z Chrystusem i Jego wiarą, nadzieją i miłością.

Na Zachodzie znowu żyjemy w czasach przedkulturowych, dzikich. Zatraciliśmy własną, ludzką tożsamość – my, biedni dzikusi betonowych dżungli. Wmówiono nam, że „prawdy nie ma”, że świata nie ogarniemy, że wszyscy kłamią. Metafizykę i wierzenia pospołu wyrzucono na śmietnik historii. Tak powstał nowy, wolny od przesądów człowiek: chory nerwowo, głupi życiowo, wymierający i oddarty od własnej, nieludzkiej już kultury. Musimy na nowo odkryć swoją kosmiczną tożsamość albo zginiemy. Dochodzenie do wiary od tej strony jest zupełnie naturalne, ale wymaga od chrześcijan nowej, mądrej doktryny. Młode pokolenie chętnie poszukuje nowych wzorców moralnych i nowych źródeł dobrego życia. To wszystko jest potencjałem, który powinien być jak najszerzej wykorzystywany w Kościele i ewangelizacji.

Uroda myślenia kosmicznego w czasach zdziczenia i rozczarowania wcześniejszymi ideami polega na tym, że można je odkryć w samym sobie. To czerpanie bezpośrednio z autorytetu własnej jaźni, która poznaje rzeczywistości wyższe. Tak właśnie niegdyś zaczynały się kultury wysokie – od postulatu „Poznaj siebie”. Sytuacja duchowa jest więc trudna, ale nie beznadziejna. Potrzeba otwierać oczy ludziom na to, że mamy to szczęście obcować z Logosem we własnej Osobie, jeśli tylko tego zapragniemy.

(4)

Moglibyśmy wyobrazić sobie religię i wierzenia doskonałe, takie, które wyczerpują wszystkie ważne dla życia nas pragnienia i starania. Spróbujmy pokusić się na taki duchowy eksperyment, a właściwie – marzenie. Taka religia powinna obejmować zarówno myślenie kosmiczne z jego pierwotną prostą intuicją dobra wypływającego ze wspólnoty istnienia, jak i duchowość transkosmiczną, sięgającą do zewnętrznych pierwocin wszystkiego, co istnieje, do Boga Stwórcy. Chrześcijaństwo posiada warunki do dokonania takiego zjednoczenia, o ile będzie czerpać także z mistyki kosmicznej. Zjednoczenie doświadczeń mistyki naturalnej i przesłania płynącego z objawienia historycznego może dać światu nowy wymiar chrześcijaństwa i uczynić z niego religię doskonałą, pełną i naprawdę uniwersalną.

Samo trwanie wyłącznie w kręgu objawienia historycznego wyobcowuje ze świata. Samo trwanie wyłącznie w kręgu objawienia naturalnego oddziela od Boga w Jego transcendencji. Dopiero połączenie tych kierunków objawienia w jednej uporządkowanej wierze czyni ją pełną i zdolną absorbować każde duchowe dobro.

Mistyka naturalna daje wgląd w porządkującą podstawę (inaczej: grunt, fundament) rzeczywistości – Logos. Owa podstawa podtrzymuje istnienie świata przed zapadnięciem się w chaos i niebyt. Integruje ona Kosmos, ale sama jest poza nim. To jak wysiłek Atlasa, który ratuje świat przed zagładą, podtrzymując z wielkim trudem niebo przed upadkiem.

Boska podstawa to matka istnień, ale sama nie jest istnieniem (bytem) jak te inne, znane człowiekowi. Jest myślą, Słowem Boga (Chrystus jako Logos), a nie materią. Może dlatego w obcowaniu bywa postrzegana jako niebyt Tao, niebyt Jedni neoplatoników. Istnieje poza bytem rzeczy i osób, w transcendencji. Jednocześnie jest matką wszechrzeczy, które biorą z niej swój początek i podobieństwo. Zawiera w sobie zapis – projekt wszechrzeczy. Ten zapis, kiedy nam się udziela, jest nauką. Stanowi więc zapis i źródło natury wszechrzeczy.

Podstawa jest połączona ze światem tak blisko, że można je, nie znając nauki objawionej, pomylić lub złączyć. Nie emanuje jednak materii rzeczywistości, jest za to w niej zapisany kształt rzeczy. Emanuje więc informację, ale nie materię, oraz samą moc istnienia. Jako podstawa bytu w nieustającym akcie stwórczym utrzymuje świat w istnieniu. Człowiek jest odbiciem Boga. Świat także czerpie swój kształt z Boskich przymiotów, jest bowiem dobry, rozumny, piękny, święty. W ten sposób świat i człowiek z natury cechują się świętością, choć nie Boskością.

Zachodzi potrzeba kontemplacji mistyki kosmicznej, żeby doświadczyć istnienia tej podstawy nadającej światu stabilność istnienia. Takie doświadczenie może też przynieść wgląd w to, że w podstawie – Logosie – są zapisane i dostępne kontemplatykom zasady tworzące i porządkujące Kosmos. Może to przybrać postać wglądu w prawa naturalnego dobra, tak bliskie ludziom niezepsutym i małym dzieciom. W ten sposób powstaje mistyczna wiedza o prazasadach świata. W istocie podstawa rzeczywistości i ta wiedza, te prazasady, to jedno i to samo. Logos – Słowo Boga – nadaje światu kształt (jest prazasadą świata) i samo istnienie (jest jego podstawą). Ewangelia dopowiada, że Słowo także poucza i osądza, czyli weryfikuje wartość swoich stworzeń. Mistyka pozwala zrozumieć rzeczywistość dzięki obcowaniu z jej podstawą. Podstawa jest logiczna i rozumna. To w niej bowiem zapisano system zależności i współpracy istnień – harmonię Kosmosu. Tą podstawą istnienia jest Pan Bóg, w tej roli określany Logosem.

Obcowanie z podstawą pozwala lepiej odnaleźć się w tym rozumnym systemie rzeczywistości i jej logice, czyli następstwie zjawisk. Życie w Chrystusie Bogu (w taoizmie – w Tao) polega na świadomym życiu wewnątrz tego systemu. Bóg jest bowiem podstawą rzeczywistości, wzorcem funkcjonowania i motorem działania. Obcowanie w mistyce z tą podstawą rzeczywistości i płynącą z niej nauką mistyczną pozwala odnaleźć swoje miejsce w świecie i właściwą drogę postępowania w życiu. Przypomina nam o tym symbol drogi, jaki Chrystus odnosi do swojej Osoby. W intuicji wschodniej Dharma i Tao łączą aspekty kształtu rzeczywistości, najważniejszej zasady, drogi i nauki.

Cnota – Te taoistów, arete, virtus – to stopień obecności człowieczeństwa w człowieku. Mieć cnotę to być bardziej człowiekiem. Cnota pochodzi z poznania i zrozumienia podstawy istnienia, oznacza jakby obecność Logosu w człowieku. Przypominają nam o tym taoiści, u których cnota Te jest niejako obecnością Tao w człowieku i jego postępowaniu. Rozumie się ją jako zgodność z planem i przeznaczeniem zapisanym w podstawie, a tym samym naturę danego człowieka.

Nauka mistyczna odsłania naturę rzeczywistości, poszczególnych rzeczy i ludzi, w tym ich pochodzenie i przeznaczenie (cel i sens). Nauka święta ogólnie jest nazywana Prawem i Mądrością. W poznaniu intuicji dla życia konkretnego człowieka stanowi jego drogę. Mówiąc o prawie, mamy na myśli sprawiedliwość (dosłownie coś „z-prawa”) w najszerszym tego rozumieniu, inaczej – prawość (gr. dikaiosyne). Ta prawość, sprawiedliwość to zgodność z zasadami nadanymi światu, z jego prawami. Wyznaczają one skutki i konsekwencje działań, określają przyszłość, zawierają zasady systemu współpracy i współzależności, czyli miłości.

Utrwalanie swojego istnienia, umacnianie bytu nawet na wieczność w szczęściu jest dla człowieka osiągalne. Żeby dobrze żyć tak w doczesności, jak i w wieczności, musimy postępować zgodnie z prawością, co gwarantuje bezpieczeństwo istnienia. Niestety, możliwa jest utrata łączności z Boską podstawą wskutek niecnotliwego życia. Wiąże się to z zapomnieniem o Bogu w wyniku nadmiernego przywiązania do spraw ziemskich. Taki stan może jednak być naprawiony dzięki uwolnieniu od niewłaściwych przywiązań materialnych oraz odnowieniu wiary, czyli przywiązania do Boga. Owa naprawa to inaczej uwolnienie, które stanowi jeden z aspektów zbawienia. Jest to powrót do harmonii z Bogiem i Kosmosem, zmartwychwstanie duchowe, regeneracja prowadząca do prawego życia.

Taka skrótowa wizja chrześcijaństwa, mocniej akcentującego aspekty kosmiczne i moralne, wydaje się dla nas propozycją na ten czas. Nieprzypadkowo obecnie odżyły wierzenia kosmiczne, które trzeba oczyścić i zwrócić w kierunku Bożego Logosu.

2. Chrześcijaństwo kosmologiczne

(1)

Chrześcijaństwo ogarnia Kosmos, ale w nim się nie zamyka. Kiedy patrzymy na niego oczami wiary, wszędzie widać ślady Boga. Kolorowe piórka papugi i huk fal oceanu, błękit nieba i lśniące pancerzyki żuków przypominają nam o Artyście, który to wszystko stworzył i ożywia. Spojrzeć na świat to popatrzeć na niego oczami zachwyconego Boga, który go stwarza. Dlatego chrześcijanin postrzega rzeczywistość w formule zarówno kosmicznej, jak i transkosmicznej. Obie te perspektywy zlewają się w jedną, gdy serdecznie łączymy się ze Stwórcą.

Już Grecy, patrząc na Kosmos, dostrzegli, że początek ruchu i wszelkich zmian musi być poza Wszechświatem fizycznym. Patrząc na świat, musieli spojrzeć przez niego poza niego, aby uzyskać pełny obraz sytuacji i sensownie wyjaśnić występujące w nim zjawiska.

(2)

Ewangelia jednoczy w sobie opozycyjne podejścia do Kosmosu. Z jednej strony czcimy kosmiczny porządek Logosu i odnajdujemy się w jego dobru i jedności, jak czyniono w pierwotnych wierzeniach, w mitach kosmologicznych oraz filozofii. Wszystkie te elementy są obecne także w chrześcijaństwie. Z drugiej strony bardzo boleśnie przeżywamy, że aktualny stan świata nie jest taki, jaki przeczuwamy, obcując z Logosem. Wobec tego chrześcijaństwo jawi się jako antykosmiczne, jeśli chodzi o podejście do tegoczesnych spraw światowych, podobnie jak jest to w dualnej gnozie.

Każda z obu postaw ma swoje zastosowanie w życiu chrześcijanina w odpowiednich momentach. To je upodabnia do bardzo starych interpretacji życia na świecie, pierwotnych i pokornych, takich jak taoizm Laozi i Zhuangzi. Takie podejście syntetyczne opiera się na zrozumieniu, że Kosmos ma swoje pochodzenie i swoją koncepcję poza samym Kosmosem, gdzieś w transcendencji. Ta transcendencja nadaje mu właściwy kształt i w ogóle moc istnienia. Dla taoisty filozoficznego jest to Tao, dla chrześcijanina – Bóg, którego w tym aspekcie nazywamy Logosem.

(3)

Chrześcijanie słabo wykorzystywali objawienie kosmiczne, koncentrowali się zaś na objawieniu nadnaturalnym. Wiele przez to straciliśmy, przede wszystkim podstawowy, naturalny wymiar moralny życia. „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie” – napisał jeden z filozofów. To cudownie proste stwierdzenie, zgodnie z którym jesteśmy częścią i odbiciem znakomicie funkcjonującego według odwiecznych zasad Wszechświata, co czyni go pięknym. Gdy to rozumiemy, sami stajemy się piękniejsi moralnie i życiowo.

(4)

Wiele nauk jest antykosmicznych, gardzących zwłaszcza materialną częścią rzeczywistości. Spirytualiści, idealiści, dualiści upatrują w niej zło. Odbierają jednocześnie wartość ciału ludzkiemu, a po trosze też samym sobie. Inni znowu czynią z materii i ciała rzeczywistość ostateczną i jedyną, jak współcześnie widać to u ateistów, hedonistów i scjentystów. Niektórzy nawet oficjalnie uznają je za boskie, co możemy zauważyć w różnych interpretacjach monistycznych, w tym w kultach Nowej Ery.

Chrześcijanie – podobnie jak spirytualiści – są sceptyczni wobec materii i ciała, widząc potrzebę dystansu od nich w obecnym ich stanie. Z drugiej strony starają się swoją materię, ciało oczyścić ze złych przywiązań i w ten sposób, zamiast je wyniszczać nadmierną ascezą i pogardą, poddają je władzy swojej duszy.

(5)

Chrześcijaństwo od wieków jest zatruwane przesadnym spirytualizmem, manicheizmem. Trzeba powrócić do szacunku dla świata, który jest święty jako dzieło Boże. Dla Żydów cały świat stanowi sacrum, musimy do tego wracać. Chrześcijaństwo w swoim fundamentalnym wydaniu jest niestety skażone przez przesadną nieufność do wszystkiego, co naturalne i materialne. Taka postawa musi ustąpić franciszkańskiej pieśni miłości do świata i uwielbienia Boga, co wynika z zachwytu nad Wszechświatem. Nawet sakramenty wyrażają zdolność materialnego świata do bycia świętym, bo właśnie materialne substancje, takie jak woda, olej, chleb i wino, są w nich używane po konsekracji jako narzędzia uświęcenia. Bóg, człowiek i świat są sakramentalnie jednane i jednoczone. Inspiruję się w tej kwestii spostrzeżeniami J. Ratzingera.

(6)

Bóg Izraela objawił się jako Bóg Kosmosu, Stwórca i jedyny Pan. Werbalnie niewiele różniło się to od ewokacji czynionych wokół innych bogów ludów kultur kosmologicznych w starożytności. Brzmiało to dziwnie w stosunku do ludu niezwykle słabego politycznie, stale rozbitego, przez większość czasu popadającego w podległość wobec sąsiednich imperiów. Jak taki lud mógł zanieść wiarę w swojego Boga reszcie świata? Tymczasem, paradoksalnie, właśnie Bóg tego ludu jest dziś czczony na całym świecie i to bez udziału ludzkiego imperializmu.

Owszem, były wieki, kiedy wiarę chrześcijańską propagowano wraz z ekspansją polityczną. W naszych czasach na nowo religia chrześcijańska rozpowszechnia się bez tego na kolejne kraje. Co ciekawe, tam, gdzie była wspierana politycznie i obyczajowo, zamiera bez solidnego fundamentu duchowego.

(7)

Świat jest święty, bo stworzony przez Boga. Izraelici mówią, że świat to podnóżek nóg Bożych. Takie określenie zbliża Nieogarnionego i nasz biedny, mały świat. To jest wyraz zarazem pokory i uniżenia, ale i niezwykłej nobilitacji dla tego ograniczonego, uwarunkowanego i przemijającego świata.

(8)

Pierwotna ludzka intuicja przypisuje światu wymiar sacrum (uświęca materię) lub wręcz boski, wypełniony bożkami, które strzegą jego spraw, zjawisk i duchów. Ta boska ochrona świata to pradawne doświadczenie duchowe bardzo naturalne wśród ludzi. U pierwotnych ludów, nieznających techniki i własności, to była norma. Eksploracja środowiska sprawiła jednak, że ludzie zabili w sobie te uczucia. Dziś pożerają świat i traktują jak swój śmietnik, choć mieli się nim opiekować i go chronić. Niestety, także źle rozumiane chrześcijaństwo, akcentujące jedynie poddanie świata człowiekowi, przyczyniło się do jego destrukcji, zaburzenia harmonii egzystencji człowieka z przyrodą i demoralizacji ludzi. Przecież Chrystus przedstawia nas jako dzierżawców tego świata (w symbolu winnicy), którzy mieli się nim opiekować i go doglądać. Podobny symbol znajdziemy w Genesis w historii stworzenia, gdzie przedstawia się człowieka jako kogoś na kształt ogrodnika w Bożych włościach. Dobry ogrodnik kocha swój ogród, wraz z nim czuje i przeżywa. Każdy zielony liść i każdy śpiew ptaka cieszy go i buduje, cierpień dostarcza mu zaś widok zniszczenia i upadku. Człowiek miał być psychicznie zjednoczony ze swoim światem, niestety wygrały żądze posiadania i poczucie bezkarności. Zniszczyliśmy swój świat na wiele sposobów, od zatrucia i zanieczyszczenia począwszy, po zniszczenie życiodajnej więzi z Bogiem. W ten sposób świat stał się dla ludzi śmiertelną pułapką i narzędziem człowieczej samozagłady.

Zabrakło nam równowagi w stosunku do środowiska, kiedy to wszystkie cywilizacje nadmiernie je eksplorowały. Ludzki pazerny egoizm spowodował wyniszczenie lasów Grecji, Libanu czy Wyspy Wielkanocnej. Później już było tylko gorzej. Chrześcijanie także nie zastanawiali się nad sensem swojego istnienia na świecie i bezmyślnie uczestniczyli w jego niszczeniu.

Chrystianizm zaprzeczył boskości świata, odrzucił dawnych bogów natury. To jeszcze przyspieszyło drapieżne wykorzystanie przyrody. Niestety, nie odczytano na czas z Biblii powołania człowieka do troski o świat natury, bo też ludzkie pożądanie dóbr okazało się tak silne, że nikogo ta część Bożego przekazu nie interesowała. Ludzie, w tym chrześcijanie, są winni wielkiego zaniedbania w tym obszarze.

(9)

Kiedyś nastąpi ponowne ostateczne zjednoczenie Boga, człowieka i przyrody. Gdy Jezus Chrystus swoim powrotem w widocznej postaci zaprowadzi Królestwo Boże na ziemi, także przyroda zostanie odnowiona. Bóg – Stwórca Kosmosu – pozwala ludziom jeszcze przez krótki czas żyć w obecny sposób, ale i nie ustaje w nauczaniu nas o dobru.

Rodzi się przypuszczenie, że ludzie swoją pazernością i bezbożnością sami zniszczą świat do tego stopnia, że powrót Chrystusa będzie wymuszony sytuacją i stanie się ratunkiem dla ostatnich i bardzo cierpiących osób. Sami sobie wytwarzamy koniec świata. Symptomy tego widać niezwykle wyraźnie w stanie duchowym i zniszczeniu przyrodniczym świata.

(10)

Symbole kosmologiczne w objawieniu historycznym:

• Bóg Jedyny – ten symbol zaznacza swoją obecność w wielu religiach świata. Bóg, Absolut, niemal nieodmiennie jest przedstawiany jako Jedyny. Stanowi to symbol zrozumiały w kontraście do wielości rzeczy naszego świata. Ludzi jest wielu, wiele jest też drzew i kamieni. Bóg jest Jeden, nie można Go opisać, bo nie ma niczego, z czym można Go porównać. Wierzenia kosmologiczne często wskazują poza Kosmos, w stronę Boga, a jedyne, co potrafią o Nim powiedzieć z tego punktu widzenia, to właśnie, że jest Jedyny. To niezwykle głębokie doświadczenie mistyczne. Jedyny oznacza absolutny, nieskończony, zupełny. Można to doświadczenie długo rozważać i rozwijać teologicznie.

• Bóg immanentny, przenikający świat, w nim obecny. To spojrzenie na Boga od drugiej strony, jako uczestnika historii świata. „Bóg z tobą” – to typowe biblijne błogosławieństwo, oznaczające, że Bóg wspiera cię w twoim postępowaniu, a ono z kolei wynika z posłuszeństwa, jakie Mu okazujemy.

• Logos – to aspekt bóstwa określający stosunek Boga do świata. Logos to myśl, jakby marzenie Boga o świecie, które wyzwolone, „wypowiedziane” jako Słowo stało się projektem świata. Świat z kolei jest tylko bladym odbiciem doskonałości Logosu. W Logosie zapisano naturę w czystej, doskonałej postaci (esencja) całego świata i poszczególnych jego elementów, także każdego człowieka. To ideał, do którego dążymy.

• Królestwo Boże – to symbol w języku polityki, oznaczający doskonałe zjednoczenie Boga ze światem po zakończeniu czasu próby dla ludzi. W tym Królestwie wszystko będzie poddane Bogu i absolutnie szczęśliwe dzięki Jego uszczęśliwiającej obecności.

• Prawo konstytuujące świat. Skoro istnieje Logos, czyli projekt świata, to jest on dla ludzi obowiązkiem, aby kształtować siebie według zadanego wzoru. Ten wzór (esencja) staje się sam w sobie zasadą, czyli prawem nakazującym, jak żyć, aby realizować zamiary Boga. Prawo Boże jest więc po prostu innym ujęciem opisowym Logosu. Bardzo bliski temu jawi się także symbol drogi, oznaczający właściwy sposób życia człowieka i dobry kierunek podejmowanych przez niego decyzji.

Takich symboli wiążących Boga ze światem jest jeszcze wiele. Właściwie wszystko, co myślimy o Bogu, opiera się na jakiejś relacji ze światem. Bardzo ciekawe ujęcie tego problemu znajdziemy w ostatniej Księdze Biblii, czyli w objawieniu św. Jana (Apokalipsie). Tam Bóg uroczyście ogłasza w stosunku do świata: „Ja jestem Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem, Pierwszym i Ostatnim” (Ap 22, 13).

Każde z tych określeń niesie bogate sensy. Alfa i Omega to pierwsza i ostatnia litera alfabetu. W tamtym czasie litery traktowano jeszcze niemal jako magiczne symbole. Pismo wciąż było świeżym wynalazkiem, rodzajem wiedzy tajemnej, tylko nieliczni potrafili czytać i pisać. Zaklinanie słów w znaki pisarskie miało jakiś mistyczny charakter. Na dodatek liczby zapisywano także literami, co dało początek skomplikowanym gnostyckim spekulacjom liczbowo-literowym (gematria). Alfa i Omega to jakby opisanie całości świata, od początku do końca. Jest to zapis wszystkiego na świecie, zupełna mądrość, poznanie. Litery uwieczniają wypowiedź, więc ten symbol ma jakiś aspekt łączenia przemijającego świata z wiecznością.

(…) Ego eimi (…) to Archē kai Telos (…) – Bóg jest Początkiem (Arche) i Końcem (Telos). To określenia niezwykle bogate w treści i skojarzenia. Bóg jako Początek (Arche) – o takim ujęciu wspominałem już wcześniej. To jedno z najczęstszych i najbogatszych w treści doświadczeń relacji Boga do świata. Z kolei Telos oznacza nie tylko koniec czasowy, ale także cel i sens istnienia świata. Wszystko dąży do swojego telos.

(…) ha Prōtos kai ho Eschatos (…) – Bóg jest Pierwszym i Ostatnim. Protos oznacza pierwszy, ale też poprzedzający, główny, najważniejszy. Eschatos to ostateczny, to wypełnienie wszystkiego, przeznaczenie, stan przyszły pełny, doskonały. Po Eschatos niczego już więcej nie będzie, jest to uwiecznienie świata. Te określenia Boga były często stosowane w antycznej umysłowości na opisanie Boskiego Absolutu. W Biblii używa ich wcześniej prorok Izajasz.

Jest w tych symbolach niewyobrażalne dostojeństwo Boga. Bóg przedstawia siebie jako tego, który zapoczątkował świat, oraz tego, do którego zmierza cała rzeczywistość w swojej historii. Arche jest także władzą i zasadą, która wypełnia życie świata. W istocie więc Początek łączy się z Końcem w jeden wielki proces historii. Wewnątrz niego toczy się ludzka egzystencja, która winna liczyć się ze swoją powinnością i przeznaczeniem.

Patrząc na te symbole, można powiedzieć, że w objawieniu historycznym poprzez proroków Izraela, Chrystusa i apostołów, Pan Bóg objawia się jako stwórca i władca Wszechświata. Żeby te symbole dobrze pojąć, trzeba znać także treści objawienia naturalnego, które je rozświetlają rozumieniem.

(11)

Bóg Izraela objawił się bardzo stanowczo jako Pan historii. To coś innego niż brak postrzegania czasu w kulturach pierwotnych oraz czas cykliczny w kulturach kosmologicznych. Jest to zupełnie nowa jakość rozumienia świata. Kosmos ze swoim uporządkowaniem uzyskał w ten sposób dodatkowy wymiar czasowy i sensowne ułożenie zdarzeń w dziejach świata, co nazywamy historią.

Chrześcijaństwo odziedziczyło po Hebrajczykach takie liniowe postrzeganie czasu. W tym rozumieniu szczególnego znaczenia nabierają ciągi przyczyn i skutków, logicznie układających się w następstwa wydarzeń. Historia posiada czytelne zasady, a jej całość jest poddana władzy Wszechmocnego Boga. Wcześniej wzmiankowany Początek i Koniec (Arche i Telos) wyznaczają główny ciąg zdarzeń, będący procesem stwarzania świata przez Boga. Krótkie historie życia poszczególnych ludzi sytuują się wewnątrz tego dziejowego procesu. Działanie pociąga za sobą z góry określone skutki w życiu człowieka. Zasady w odniesieniu do ludzi dotyczą zasadniczo dwóch spraw: jak żyć, żeby się dobrze wiodło, oraz jak nie czynić zła, bo to pociąga za sobą nieszczęście. Człowiek żyje tylko raz, a jego istnienie jest wieczne, dlatego te następstwa dotykają dalszego czasu życia oraz egzystencji w wieczności.

(12)

Chrześcijaństwo panhistoryczne

Prawda Chrystusowa wyjaśnia nam wszystkie procesy zachodzące na świecie. W historii mistycznej świata dzieją się jednocześnie aż trzy ciągi zdarzeń, trzy różne zasady, które ze sobą się zmagają.

1. Historia stworzenia

Trwa szósty, ostatni dzień stworzenia świata, epoka ludzi na ziemi. Bóg przeznacza każdemu człowiekowi z góry czas życia i główne zadanie do wykonania na ziemi. Ludzie noszą ten Boski plan wobec siebie w duszy i w predyspozycjach swojej natury. Każdy z nas tworzy swoją własną historię. Uczestniczy w niej także Pan Bóg i daje nam zdolność do wykonania zadania. Poza tym wystawia nas na próby, aby nasza praca była naprawdę nasza. Problemy i przeszkody życiowe wzmagają w nas cnotę – dzielność w realizacji swojej pierwotnej natury.

Jednocześnie trwa historia ludzkości, historia rozwoju świadomości objawienia, w której uczestniczymy wspólnotowo.

2. Historia upadku

Świat został poddany w wyniku grzechu pierwszych ludzi pod władzę innego boga niż Stwórca. To najpotężniejszy z duchów o mocy i wpływie na świat, które ustępują tylko Bogu. Pierwotnie miał Bogu służyć, ale zbuntował się i sam się ubóstwił, wyniósł się ponad Stwórcę. Ten potężny uzurpator rządzi aktualnie światem i ludźmi. Przedstawia każdej człowieczej duszy alternatywny wzorzec życia, fałszywą naturę zanurzoną w grzechu. Do tego zdolny jest wzbudzać w ludziach natchnienia kierujące ku złu. Posiada też własną, rozbudowaną mistykę. Jego działanie polega na nieustannym przeszkadzaniu w wyżej wspomnianym procesie stworzenia. Bardzo wiele z tego, co ludzie uznają za część swojej natury lub natchnienie wewnętrzne, którym są posłuszni, pochodzi od niego. Książę tego świata, bóg tego świata, władca tego świata – to jego określenia. Wpływa na ciało i emocje ludzi, do pewnego stopnia na bieg wydarzeń. Z punktu widzenia człowieka jest niemal wszechmocny i wszechwiedzący. Nie potrafimy w prosty sposób odróżnić jego wpływu od Bożego. Wymaga to bardzo pracowitego rozeznawania natchnień i znaczenia wydarzeń. Posługuje się ludźmi jak pionkami na szachownicy. Przy tym w istocie nienawidzi ludzi, stara się niweczyć każde dobro tego świata. Grzech sprawił, że upadek ludzi i świata uzyskał ilościową przewagę w historii, która zmierza ku ostatecznej katastrofie w wyniku tego procesu.

Władca tego świata nie jest jednak wszechmocny. Bóg dozwala na jego działalność nie ze względu na niego, tylko ze względu na ludzi. To ludzie uznali go za swojego pana przez posłuszeństwo wobec jego podszeptów, tym samym poddali mu świat materii. Świat jest królestwem zła. Boska wola realizująca się w pierwszym procesie nie może zostać powstrzymana, jednak historia stworzenia pomieszała się z dziejami cierpienia, zniszczenia i zbrodni z powodu wpływu Demona.

3. Historia zbawienia

Boża działalność wobec świata zmierza do jego odzyskania i oddania pod pełne władanie Boga i posłusznych Mu ludzi. Jest to działalność ratunkowa (zbawcza) i odbudowująca świat (regeneracyjna). Chrystus to wcielenie Boga w człowieku.

Jako człowiek wyzwolił świat i ludzi od niewoli (posłuszeństwa) Złemu dzięki zasłudze ofiarowania życia. Poza tym pozostawił nam swoje nauczanie o tych okolicznościach oraz Ducha Świętego, czyli mistyczną asystencję Boga w życiu wiary.

Ten proces zbawczy trwa równie długo jak świat. Wyrażał się w kolejnych przymierzach z ludźmi. Jego zakończeniem będzie ostateczne pokonanie Złego Ducha i jego przegnanie ze świata. Stanie się to u końca czasu. Ludzie zostaną ostatecznie wyzwoleni, a świat materialny odtworzony do stanu sprzed zniszczenia. Nazywamy to Królestwem Boga, Nowym Jeruzalem. Ten stan człowiek może uzyskiwać mistycznie już teraz dzięki wierze i oczyszczeniu z wpływów Złego.

Historia zbawienia nie jest prostym powrotem do pierwszego, stwórczego procesu. Pewne rzeczy nie mogą się zrealizować w świecie rządzonym przez Złego. Widać to na przykładzie życia Jezusa Chrystusa, który urodził się po to, aby być Królem Izraelitów, a później Królem Świata. To Jego pierwotne powołanie zostało jednak złożone w ofierze i nie wypełniło się w zwykły sposób. Wręcz przeciwnie, Chrystus doświadczył wszystkiego najgorszego w życiu ziemskim. Ta pierwotna natura zostanie w nadnaturalny sposób przywrócona w Królestwie Boga, Królestwie Chrystusa. Widać więc, że w tym życiu proces zbawczy jest także do pewnego stopnia alternatywą dla pierwotnego planu stworzenia, które zostanie przywrócone dopiero w Nowym Jeruzalem. W tym życiu, nawet żyjąc święcie i z wiarą, mamy niewielkie szanse na realizację swojej natury (esencji, powołania), co samo w sobie jest dość frustrujące i bolesne. Bóg jednak może nam to wszystko wynagrodzić w ostatecznej rzeczywistości, podobnie jak swojemu Synowi.

Te trzy procesy są symbolizowane w wierzeniach naturalnych przez trzy epoki:

• epokę pierwotnej doskonałości ludzi, raj, Złoty Wiek itp.,

• epokę obecną, erę upadku, Wiek Żelazny – wojny i cierpienia,

• trzecią, przyszłą epokę, ostateczne szczęście bez cierpienia, w jedności i zgodzie także z Bogiem, eschaton – jak to określa E. Voegelin, Nowy Byt (w teologii, w tym u P. Tillicha).

Bardzo wiele naturalnych duchowych tradycji niesie w sobie intuicje tego trójpodziału. Jest on obecny w każdym ludzkim sercu. Do niego nieustannie odwołują się kłamliwe ideologie, nieodmiennie obiecujące, że ludzie, żyjąc z nimi w zgodzie, samodzielnie wejdą w szczęśliwą epokę. W zamian dają ludziom zło i cierpienie. Tak było w skali globalnej z bolszewizmem, tak jest teraz ze scjentyzmem (wiarą w zbawienie dzięki osiągnięciom nauki i techniki).

Wszystkie te procesy postępują, a to znaczy, że ich wpływ na nas narasta. Zbliża się coraz wyraźniej Nowe Jeruzalem, zwiększa się liczba chrześcijan – to postępy procesu trzeciego. Narasta świadomość ludzkości, ludzie są potencjalnie coraz doskonalsi – w procesie pierwszym. Katastrofalnie także i błyskawicznie rozwija się wpływ procesu upadku i zniszczenia, to widać chyba najwyraźniej obecnie.

Powyższe procesy zmagają się ze sobą i wzajemnie wypierają, także w każdym ludzkim sercu. Naturalny wzrost i rozwój człowieka to proces pierwszy. Zepsucie w żądzach i degeneracja to proces drugi. Wiara, poświęcenie, wyrzeczenie, duchowa miłość do Boga i ludzi, nawet zdolna zaprzeczyć, kiedy to konieczne, woli Boga z procesu pierwszego, czyli naturalnemu powołaniu (sic!), to proces trzeci. Ten ostatni to także ascetyczne i powściągliwe nastawienie zarówno do mocy wzywającej do grzechu, jak i do naturalnych potrzeb wynikających z powołania.

Ewangelia wyjaśnia nam rzeczywistość i nas samych (to, co się dzieje w naszych wnętrzach) w aspekcie całości dziejów i to, niestety, aż w trzech różnych historycznych ciągach zdarzeń.

(13)

Upadek Kosmosu wraz z człowiekiem

„Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść – przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!” (Rdz 3, 17–19).

„Przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu”

Wszystkie dusze ludzkie i wszystkie kultury pytają, skąd na świecie zło, cierpienie, śmierć. Bóg odpowiada: „Z twego powodu, człowieku”. Bóg dał ludziom swobodę życia, w stosunku do nas powściągnął wszechmoc. Ludzie, niestety, obrócili tę swoją wolność przeciw samym sobie i poddanemu nam światu. Cierpimy z powodu jego stanu, ale wynika on z naszego grzechu.

Świat z powodu człowieka przestał być przyjazny, stał się wrogi. Bunt przeciwko Bogu i okazana Mu wrogość skutkują buntem świata wobec człowieka. Świat posłuszny człowiekowi naśladuje jego zachowanie. Człowiek to adam, a adama to ziemia – człowiek i ziemia są jednym. Skoro człowiek stał się wrogi i zły, to taka sama jest ziemia. Skoro człowiek w stosunku do ziaren słów Boga przypomina duchową jałową ziemię, to jego materialna ziemia będzie także jałowa i dla niego bezowocna. Ta metafora człowieka jako ziemi dla ziarna i przynoszenia owocu, dawania pożytku wielokrotnie powraca w Ewangelii.

„Prochem jesteś i w proch się obrócisz”

Proch to materia. Z materii powstaliśmy i do niej wracamy. Przywołane zdanie z Pisma Świętego zawiera niezwykłe pokłady sensu:

• przypomina człowiekowi, że jest tylko cielesną istotą przez kogoś stworzoną; to wręcz drastyczne odwołanie się do ludzkiej mizerności; nie dość, że nas ulepiono z materii, czyli najniższego tworzywa, to jeszcze tylko na chwilę, zanim się rozpadniemy;

• jest to doskonały skrót istoty bezbożności i grzechu; grzesznik interesuje się sprawami materii, żyje według ciała, zapomina o Bogu i Jego nakazach, dogadza sobie, gdyż czuje się jedynie prochem ziemi, brakuje mu duszy;

• stanowi zwrot doskonale zgodny ze współczesnym ideologicznym materializmem, który właśnie w ten sposób wyraża swój światopogląd: jestem materią i tylko materialne istnienie jest realne; to mentalna redukcja do materializmu i usunięcie poza nawias wiary w Boga;

• jest to wyrok wydany na człowieka, odebranie nam szansy szczęśliwego bytowania na ziemi w raju i skazanie na obrócenie się w proch, w bezkształt.

To niesamowite, że wskazane sensy są obecne w zaledwie paru słowach. Pokazują nam też, że te wszystkie znaczenia należy traktować łącznie i jednolicie. Kara i przekleństwo – ludzki upadek w materializm – zniszczenie i śmierć ludzka stanowią jedno i to samo, są tym samym, tylko postrzeganym z różnych perspektyw. Ich jedność sprawia, że stają się nierozłączne. Grzech powoduje, że na ludzi spada kara. Następnie (co widać w Genesis) grzech narasta i przyjmuje rozmiary zbrodni. Ludzie nie myślą o Bogu, zamykają się w materialnych pragnieniach i wyłącznie takim otoczeniu. To jeszcze utwierdza ich w grzechu. Wreszcie powstaje materializm ideologiczny jako dopełnienie niemal powszechnego materializmu praktycznego. Na skutek tego na świecie narasta nieszczęście i cierpienie. Wszystko to stanowi jeden kompleks powiązanych ze sobą zjawisk. Nie da się zapobiec jednemu, jeśli nie zniesiemy wszystkich. Prawdziwym wyzwoleniem z tego kręgu cierpienia i grzechu jest opamiętanie się i powrót do duchowego obcowania z Bogiem.

(14)

Temat Boga w relacji do Kosmosu w tradycji chrześcijańskiej zostanie omówiony w dalszej części książki przy okazji zagadnień szczegółowych. Warto zauważyć, że przekaz biblijny w tej materii jest rozbudowany i posiada odniesienia (nie powtórzenia) do mitów ludów ościennych Izraelowi, ale także własne ujęcie, które nie przypomina nic z myśli naturalnej.