(1)
Na koniec rozważań o objawieniu i jego różnych drogach można dodać kilka myśli, które nie zmieściły się w poprzednich rozdziałach.
(2)
Ciekawy podział idei pochodzi ze studiów nad kulturą grecką. Wyróżnia się tam dwa bardzo pierwotne kierunki myśli – apolliński i dionizyjski. Apollo był kojarzony z rozumnym oświeceniem. Filozofia utrzymana w tym duchu to radosna eksploracja Kosmosu wraz z jego porządkiem moralnym. To praca rozumu, także w sprawach metafizycznych oraz w poznawaniu Boga. Ona dała nam optymizm poznawczy, wykształciła myślenie realistyczne, logikę, naukę i technikę. Jest oparta na doświadczeniu Boga jako Początku.
Jej obecna spuścizna ma dwie postaci:
• bardzo moralną, związaną z silnym przeżyciem jedności Kosmosu i potrzeby cnoty, czyli ekspresji tego przeżycia w postępowaniu (realizm metafizyczny),
• nihilistyczną, zawężającą i szkodliwą, zaprzeczającą jakiejkolwiek metafizyce, także istnieniu wartości, z racji skupienia się na świecie materialnym i jego eksploracji (materializm).
Wrażliwość kosmiczna skłania raczej do myślenia kategoriami kolektywistycznymi, nawet globalnymi. Odkrywa „duszę” świata, Logos jako dawcę porządku, kształtu i normy.
Z kolei umysłowość dionizyjska opiera się na negacji wartości Kosmosu i jego porządku. Jej źródłem jest intuicja Boga jako Pełni-poza. To filozofia emocji, mocy, pełna mroku, wypełniona w skrajnej postaci szaleństwem, ekstazą, także religijną.
Jej spuścizna ma dwie postaci:
• bardzo moralną, związaną z łącznością z Pełnią-poza,
• amoralną (a nawet programowo złą), zawężoną i szkodliwą, wynikającą z negacji zasad społecznych w ramach odrzucenia wartości Kosmosu.
Z niej pochodzą postawy mistyczne kwestionujące walory świata oraz nasze zdolności do jego poznania i opisania. Jest w jakiś sposób związana z postawą gnostycką. Sprawiła, że człowiek skupił się na własnym wnętrzu, a dodatkowo przyniosła odkrycie duszy jednostkowej.
(3)
Jak widać, obie główne linie objawienia naturalnego stoją do siebie w opozycji. Napięcie między tymi zasadami stanowi jeden z motorów życia umysłowego i duchowego. Jest ono potrzebne do rozwoju, daje podstawę do wzajemnej krytyki tych nurtów myślowych i wzajemnego moderowania. Bez tego oba giną bez względu na to, który dominuje. Wersji, odmian i historii tej interakcji jest tyle, że sama ich analiza mogłaby zapełnić osobne tomy.
(4)
Niestety, wyróżnione powyżej wersje pozytywne obu kierunków stale zmagają się z negatywnymi, które prędzej czy później z racji samego lenistwa i łatwości osiągają ilościową przewagę. Zły pieniądz wypiera dobry, jak głosi zasada Kopernika, co się sprawdza we wszystkich dziedzinach.
(5)
Oba te pierwiastki myślowe wzajemnie się potrzebują. Było to odkrycie Greków o niewyobrażalnym wręcz znaczeniu, unikalne w skali świata, jeśli chodzi o jego jasną manifestację. Te dwa nurty chętniej się od siebie separowały, niż łączyły; walczyły o dominację. Jednak Grecy świadomie i planowo je połączyli. W stolicy duchowej Hellady, w Delfach, kult Apolla ustępował na jakiś czas Dionizosowi. Z drugiej strony krwawe szaleństwa dionizyjskie zostały wysubtelnione w ich greckiej odmianie, czyli w orfizmie i ucywilizowanych misteriach. Z tego orfickiego nurtu wprost się wywodzą pitagoreizm i platonizm, dwa podstawowe greckie kierunki filozoficzne. Z napięcia optymizmu i sceptycyzmu powstała zaś kultura Zachodu.
(6)
Oba kierunki kosmologiczny i gnostycki należą do objawienia kosmicznego, naturalnego. Zatrzymują się na Kosmosie i nie wychodzą wiele poza niego. Myśl kosmologiczna traktuje Boga jako matrycę dla świata. Z kolei myśl gnostycka to kwestionuje i sięga poza świat, gdzie natrafia na niepoznawalną Tajemnicę, o której nie potrafi wypowiedzieć się zbytnio pozytywnie.
Prawdziwym oderwaniem od otaczającego świata jest chrześcijańskie obcowanie z Panem Bogiem, czyli rzeczywiste wykraczanie poza ludzki świat – najdalszy transcendentalizm. Bóg objawia się chrześcijanom jako osobny (święty), inny, ale i obecny. Wiara w Niego przypomina chodzenie po wodzie, kiedy to w tej wyprawie brakuje jakichkolwiek punktów oparcia dla świadomości. Tajemnica i obecność Boga okazują się tym samym, są jednoczesne i wzajemnie się nie umniejszają. Generuje to doświadczenie ogromnego napięcia między tymi opozycyjnymi zasadami, a jednocześnie stanowi dla duszy, która tego doznaje, źródło niewiarygodnej mocy.
(7)
Chyba wszystkie kultury duchowe wahały się między tymi skrajnościami – wiary w świat i ludzi oraz pesymizmu. Bardzo wyraźnie występują one w Chinach jako:
• konfucjanizm – społeczny, oparty na klarownych powinnościach i niezmiennych prawach, raczej obecny w świecie niż metafizyczny,
• taoizm, zwłaszcza taoizm klasyczny, filozoficzny – indywidualistyczny, wykraczający poza świat, kojarzący się z odejściem od świata i wątpieniem w wartość jego bieżących spraw.
W Chinach potrzeby stricte religijne zaspokajał głównie buddyzm w różnych odmianach.
W Indiach idea Dharmy i Karmy jest przejawem myśli kosmologicznej i powinnościowej. Nie idzie jednak za nią realizm ani oparcie na pracy rozumu. Dominuje zaś myśl pozaświatowa, gnostycka. Niezwykle rozbudowane jest życie religijne, świątynne i obrzędowe.
Z kolei obecnie na Zachodzie zanikło myślenie kosmologiczne, a pozostał „suchy” materializm, upadły wszelkie nurty metafizyki kosmologicznej. Nawet nie ma już żywej filozofii. Panoszy się nihilizm i egoizm. Dodatkowo rozkwita magia i szerzą się bardzo niskie przejawy ezoteryzmu.
(8)
W sferze teologicznej te dwa nurty mają swoje odbicie w postaci teologii pozytywnej i negatywnej. Obok tego znajduje się szeroki nurt religijności uczuciowej, mało zainteresowanej teologią, dionizyjskiej.
(9)
Współczesną propozycją pogodzenia gnozy i rozumu jest Nowa Era. Promuje ona jednak pozory rozumności i irracjonalną magię oraz niewyszukany, konsumencki ezoteryzm. Jednoczy to, co najgorsze w obu kierunkach – scjentyzm i magię. Dawno temu C.S. Lewis przewidział, że wydarzy się coś strasznego, pojawi się postać naukowca i maga w jednej osobie. To propozycja końca czasów, zaniku wrażliwości na wartości wyższe, wiary w Boga, prawdziwej duchowości oraz recepcji objawienia zarówno kosmicznego, jak i Chrystusowego.
(10)
Lekarstwem na to jest powrót do wyższych form zarówno mistycznych, jak i realistycznych, co stanowi propozycję chrystianizmu. Od Chrystusa otrzymaliśmy zdolność do uczestniczenia w dobrej stronie metafizyki, skupienia się na moralności oraz poczucie wartości prawdy w każdym wymiarze, także codziennym i naukowym (realizm). Chrystus uzasadnia sięganie po to, co wiąże się z wymaganiami stawianymi przed człowiekiem, a nie po karmienie swojego egoizmu. Chrystianizm, choćby w myśli tomistycznej, promuje postawy filozofii i teologii typu apollińskiego. Jednak przez połowę swojej historii opierał się na myśli mistycznej, platońskiej i, co warto podkreślić, nigdy jej nie porzucił. Zwłaszcza dziś wracamy do prawosławnej tradycji mistycznej (Palamas). Dodatkowo stale obecne są nurty modlitewne, np. różańcowe, charyzmatyczne. Faktem jest, że w powszechnym użyciu brakuje kontaktu z teologią negatywną i mistyką, z której ona się wywodzi. Kościoły chrześcijańskie zaraziły się co najwyżej postawami nowoerowymi i sięgają, niestety, w ruchach „kontemplacyjnych” i „medytacyjnych” do ezoteryzmu w bardzo niskim wydaniu. Z kolei myśl kosmologiczna, co widać na całym Zachodzie, w Kościołach praktycznie nie istnieje, chyba że w pogańskich kultach Matki Ziemi obecnych w ramach Nowej Ery.
(11)
Pomiędzy racjonalną filozofią a irracjonalistycznymi przejawami religii i gnozy zachodzi stosunek opozycyjny. Zjednoczenie tych dwu przeciwstawnych kierunków jest bardzo trudne i rzadko kiedy udaje się je osiągnąć w jednym ludzkim umyśle. Człowiek tymczasem potrzebuje obu nurtów używanych w rozsądny sposób. Szanujemy bowiem to, co mądre i stateczne, ale kochamy to, co szalone.
(12)
Politeiści oddawali cześć żywiołom świata, od których czuli się zależni. Pierwsza postać praktyki duchowej to religie, w których bóstwa odpowiadały oddziałującym na życie siłom przyrody. Druga to filozofia, która także na początku poszukiwała żywiołu pierwotnego, czyli Arche. Jest w tym wielka zbieżność tych stanowisk. Gnostycka alchemia i pokrewne dziedziny, takie jak medycyna magiczna, polegają w dużej mierze na wykorzystaniu wiedzy o żywiołach i manipulowaniu nimi.
Żywioły na różny sposób stanowiły przedmiot zainteresowania myśli ludzkiej. W tym myśleniu, gdzieś u jego niewypowiedzianych założeń, leży chęć używania sił kosmicznych na swoje potrzeby i podporządkowania ich sobie. Służyły temu ofiary składane bóstwom wewnątrzkosmicznym, aby je przekupić dla własnych, ludzkich potrzeb, a także prawa natury odkrywane przez filozofie i pochodną jej naukę. Magia to zbiór technik mających na celu wykorzystanie według woli człowieka praw i zjawisk metafizycznych.
Spoiwem tych dziedzin jest władza nad światem materii, jakiej człowiek nieustannie poszukuje. Potrzebujemy jej, bo mieliśmy ją kiedyś powierzoną, a następnie straciliśmy ten dar z powodu upadku, przez który to materia zawładnęła człowiekiem i jego pragnieniami. Materia panuje nad ludzką egzystencją poprzez oddziaływanie choćby zwierząt, które przez większość historii zagrażały ludziom, a także przez wpływ mikroorganizmów, które do dziś nas zabijają. Nasze ciało materialne staje się panem całego człowieka i zwalcza w nas świadomość posiadania duszy. To odwrócenie porządku okazuje się dla nas wyjątkowo bolesne i dlatego próbujemy poprzez technikę i magię powrócić do raju i swojej naturalnej pozycji władców świata materii. Jest to jednak niemożliwe. Dzisiejszy stan techniki może sprawiać wrażenie namiastki takiego powrotu, ale to tylko iluzoryczne. Wcześniej takie nadzieje pokładano w magii i alchemii.
Nawet w sprawach metafizycznych cechuje nas podejście instynktownie pragmatyczne, wynikające z troski o samych siebie. Ten rys jest niestety stałą groźbą egoizmu oddzielającego nas od dobrej metafizyki. Widać to w naszych czasach, które uzyskały już tak wiele władzy nad materią przy użyciu techniki, że zapominają o jakimkolwiek objawieniu Boga i o metafizyce. W ten sposób historia duchowa ludzkości okazuje się drogą prowadzącą w przepaść.
(13)
Współczesny krajobraz duchowy jest mało budujący, mimo to nie należy rezygnować z poszukiwania jego pozytywnych stron. Ludzie nie ustali w poszukiwaniu odniesień ostatecznych, przekraczających codzienne pragmatyczne doświadczenie. Powinno to znaleźć połączenie z jakimś nowym, ale prawowiernym sposobem przeżywania chrześcijaństwa. Chrystus zaprasza każdą duszę na ucztę miłości w Domu Ojca, gdzie każdy może się zmieścić. Każdy też wymaga oczyszczenia, które pochodzi tylko od Boga.
Wszyscy mamy w sercach choćby jakieś namiastki otwarcia się na Boga. W młodości byłem niewierzący i pamiętam siebie z tego okresu, kiedy bezradnie czekałem na coś ponadświatowego, co mogłoby być dla mnie wewnętrznym punktem odniesienia. Pewnej mroźnej zimy w trudnych chwilach bezwiednie patrzyłem na Oriona, a moje serce samo prosiło o pomoc. Tak też w prehistorii zaczynała się pewnie przygoda duchowa pierwotnych łowców. Później przez krótki czas byłem okultystą spod znaku energii kosmicznych. Wtedy nauczyłem się modlić, choć wówczas bluźnierczo wzywałem „Jezusa”, mając na uwadze działanie energii. To doświadczenie milionów ludzi w społeczeństwach wspomagających się magią i szamanami. Z czasem zostałem chrześcijaninem, a Pan po modlitwie uwolnił mnie od obecności sił magicznych. Poznałem Jego moc i religijnie się zaangażowałem. Jak wielu ludzi wierzących, stałem się radykalny i prosty w swoich ocenach. Czas uczy jednak pokory. Ponowne spotkanie ludzi innych religii i gnozy nauczyło mnie tej perspektywy, którą przedstawiam w niniejszej książce. Można powiedzieć, że przeszedłem w swoim życiu historię wierzeń ludzkości, w ich dobrych i złych aspektach. To, że dorastałem, wynika jedynie z Boskiego prowadzenia i tego, że ręka Boga zawsze była do mnie wyciągnięta, bez względu na moją duchową i moralną kondycję. Każdy z nas powinien zawsze o tym pamiętać, że nawet namiastki duchowości mają ogromną wartość, jeśli jest w nas choć odrobina dobrej woli dowiedzenia się czegoś nowego, lepszego, czystszego. Bóg wyciąga rękę do każdej duszy, nawet jeśli nasza droga do Jeruszalaim wiedzie przez Babilon. Trzeba też umieć otrzeźwieć ze snów, w jakie zapadamy, budując sobie własne wyimaginowane obrazy świata duchowego. Przechodzenie kolejnych etapów jest jak rodzaj przebudzenia, otwarcia oczu na rzeczy, które były stale wokół nas, ale się nimi nie interesowaliśmy.
Pisząc wcześniej o współczesnej filozofii popularnej, wyjaśniłem, jak sprowadziła ludzi do poziomu egoistycznych zwierząt, duchowo co najwyżej łasych na władze magiczne i doświadczenia ezoteryczne. To prawda, ale jest też druga część tego obrazu. Istnieją na świecie miliardy zagubionych dusz, czekających na przebudzenie duchowe. Czasem zdeklarowani ateiści zdolni są intuicyjnie do wyrzeczeń i poświęceń w imię jakiejś pojedynczej, ale szczytnej idei, co stanowi namiastkę wiary. Generalnie niewierzący naukowcy i zwalczający prostą religijność intelektualiści wytwarzają wierzenia sami dla siebie, np. w pozaświatową i porządkującą świat rzeczywistość Arche. Tym samym osiągają niekiedy poziomy doświadczenia moralnego z rodzaju wczesnych filozofów. Ogólnie z racji na rozbicie kultury duchowej Zachodu ludzie wrócili do poziomu ludów pierwotnych, tym razem żyjących w dżunglach z betonu i w hałaśliwym jazgocie mediów. Dla niektórych oznacza to sięganie do gruntu własnych dusz i do pierwotnych intuicji dobra. Bardzo brakuje tego, aby nowa teologia umiała odnaleźć w takich niezwykle intymnych wglądach połączenie z wiarą w Logos Ewangelii. Zboże zostało zasiane, brakuje jednak robotników do pracy duchowej wśród ludzi.
(14)
Odrzucenie wielkich masowych idei, co miało miejsce po II wojnie światowej wywołanej przez ideowy marksizm, ideowy narodowy socjalizm i japoński imperializm kosmologiczny, pozostawia człowieka na pozycji samotnej jednostki pozbawionej drogowskazów. Większość ludzi topi się w hedonizmie. Niektórzy próbują choćby odrobinę zająć się jakimś wyższym rodzajem dobra. Praktyczne odrzucenie kultury duchowej cofa nas do pierwotnych przedkulturowych zachowań i przeżyć opartych na kontakcie z naturą. Jest go jednak trudno nawiązać, żyjąc w sztucznym otoczeniu urządzeń technicznych.
Klucz do sukcesu duchowego stanowi wdzięczność. To ona jest początkiem pokory. Nie każdy musi być ascetą, ale każdy powinien poczuwać się do wdzięczności wobec Boga i ludzi za dobro, którego w życiu doświadczył, nawet jeśli uważa, że było go za mało. Myślę, że dla nas dzisiaj to jest klucz potrzebny do wyjścia z zatrzaśnięcia w sobie. Trzeba stanąć, spojrzeć w górę i krótko podziękować Stwórcy za życie i jego jasne strony.
Człowiek zaczął swoją duchową historię w pierwotnej prostocie i w takim też stanie ją zakończy. Pierwotni ludzie mają naturalną zdolność postrzegania w łączności naraz siebie i kosmicznego Absolutu (Logosu). Nigdy nie powinniśmy utracić tego punktu widzenia. Wszystkie dobre tradycje religijne, gnostyckie i filozoficzne wyrażają właśnie to doświadczenie. Te trzy drogi ekspresji objawienia naturalnego podupadły wobec degradacji kultury duchowej, przez co obecnie przestają być rozróżniane. Znowu sprowadzają się do jednego niewykształconego strumienia przeżyć. Człowiek ponownie może sięgać do swojej natury dziecka w łonie wielkiej Macierzy Logosu, cieszącego się z tej bliskości. Jeśli uda się nam pozbawić to doświadczenie towarzyszącego mu niestety infantylizmu, odnajdziemy w sobie pierwotnego, naturalnego człowieka. Każde warunki kulturowe i społeczne są szansą na odkrycie Logosu, także obecne.
Taką receptę na postępujący, ubliżający ludzkiej godności materializm pozostawił nam M. Eliade, który uprzystępniał kultury pierwotne swoim czytelnikom, aby umożliwić nam powrót do ich doświadczeń. Sam najchętniej identyfikował się z pierwotnie kosmicznym myśleniem rumuńskich mieszkańców wiosek. Także A. Einstein od strony nauki, która stawała się kontemplacją piękna stworzenia, dochodził do wniosku, że potrzebujemy znowu religii kosmicznej, która nas uszlachetni. Z kolei J.R.R. Tolkien największym bohaterem uczynił hobbita wzorowanego na angielskich chłopach. Wielu psychologów i podobnych badaczy jeździ do ostatnich pierwotnych ludów podglądać ich sposób życia. Ludzie żyjący w takich społecznościach, choć mają niewiele pod względem materialnym, to zazwyczaj są w o wiele lepszej kondycji psychicznej i moralnej niż członkowie zamożnych społeczeństw. Podstawą tej prawidłowości jest duchowe i uczuciowe obcowanie z kosmicznym Logosem, różnie wyobrażanym i określanym.
