1. Historia wierzeń
(1)
Bóg stworzył ludzi i objawiał się im poprzez swoją obecność przy nich oraz przez swoją dobroć, gdy podarował im wspaniałości raju. Ludzie wybrali jednak posłuszeństwo wężowi. Uczynili coś najstraszniejszego – postanowili zapomnieć o Bogu. Uprzedzeni o śmiertelnych skutkach nieposłuszeństwa Bogu, sami je spowodowali. Ściągnęli na siebie śmierć najpierw duchową, gdy ich dusze oderwały się od jedności z Bogiem. Skutki złego wyboru narastały z czasem, a wraz z nimi niepamięć o Bogu. Emocje tego chorego świata stopniowo wypełniały świadomości kolejnych pokoleń ludzi. Ta straszna niepamięć do dziś staje się cechą ludzi i podstawą ich zepsucia.
(2)
Spuścizna raju w ludziach to naturalna skłonność do dobra i wiary w Boga. Obecna jest w danej kulturze tym więcej, im bardziej ta kultura ma charakter archaiczny. Po rajskiej tragedii ludzkość dziczeje, a pamięć raju staje się coraz słabsza, wręcz niemal zanika w naszych czasach na Zachodzie. Ludzie stali się niewolnikami złej mocy, zapominając o Bogu i dobru.
(3)
Dobro, życzliwość, miłość, zdrowa wiara i pamięć o Bogu – to są manifestacje Pana Boga w duszy człowieka. Zła moc atakuje te wszystkie wymiary. Widzimy to w opowieści o pobożnym i poczciwym Ablu i wrogim Kainie, który w przypływie agresji morduje dobrego brata. Ludzie żyją do dziś w tym rozdwojeniu. Trwają w nas ślady raju i naszej pierwotnej dobrej, pobożnej natury, które są nieustannie atakowane przez nienawidzącą tego i przesłaniającą dobro moc zła.
(4)
Ludzie wyposażeni w zmysł duchowy nakazujący oddawać Bogu cześć muszą Go czcić, ale sami nie potrafili Go odnaleźć. Ludzkie chore dusze nie były w stanie samodzielnie się do Niego zwrócić. Wszystko, co mogło się z Nim kojarzyć, doznawało czci i ubóstwienia, zwłaszcza gdy mogło mieć wpływ na ludzi.
Przykłady takich wierzeń:
• gwiazdy – wędrują po niebie i wyznaczają pory roku; wydaje się, jakby to one zarządzały światem; są przy tym piękne; pojawiła się wiara w gwiazdy do dziś reliktowo istniejąca w postaci astrologii,
• siły przyrody – typowa para bogów bliskowschodnich: męski bóg w postaci byka, pan nieba, życiodajnego deszczu i burzy, władca piorunów oraz bogini płodności, pożądania, mocy miłosnej; na świecie są tysiące bóstw podobnego typu; cała przyroda i otoczenie człowieka bywały ubóstwiane w postaciach uosabiających je bóstw,
• moc życiowa, moce kosmiczne – lubimy efektywnie żyć, ale często brakuje nam do tego mocy; życie jest zależne od jakiejś niepojmowalnej siły, która czyni człowieka żywym, a gdy jej nie ma – martwym; wydaje się, jakby przychodziła sama, jakby miała boskie cechy; szukamy jej we wszechświecie, próbujemy czerpać na różne magiczne sposoby,
• wybitni ludzie, władcy, założyciele miast – dokonania niektórych osób przerastają wyobrażenie większości, łatwo jest ich ubóstwiać; jeszcze łatwiej z taką czcią traktować władcę, który jak choćby faraon czy cesarz rzymski uzurpuje sobie kult boski i siłą go wymusza,
• ludzie – człowiek to najwyższa forma życia; obecnie w ramach ateistycznego humanizmu powszechnie uznano ludzi za ostateczną wartość moralną i poznawczą (miarę wszechrzeczy),
• duchy – animizm połączony z szamanizmem i magią to podstawowe wierzenia w skali globu; pojawiają się wszędzie i zawsze.
Ludzie zdolni są czcić wszystko, co choćby trochę kojarzy się z Bogiem, bo wykracza poza ludzką przeciętność albo sprawia wrażenie wpływania na nas.
(5)
Kolejne przemiany religijne wprowadzają coraz to nowe panteony. Gdzieniegdzie pojawiają się wśród politeistów nawet intuicje jedyności bóstwa. W Egipcie widać było dążenie do unifikacji, ale sami Egipcjanie nie zdążyli nadać temu wyrazu. W greckich mitach życiem świata, a także bogami rządzi tajemnicza Mojra lub Ananke. W Indiach przewagę zyskuje odniesienie do Nirguna Brahmana jako jedynego bytu boskiego nieosobowego lub Saguna Brahmana, czyli jedynego boga osobowego. Brak tam jednolitej teologii, ale wydaje się, że system wierzeń przyjmuje formę hierarchiczną i emanacyjną. W Chinach cześć dla Tian (nieba) i Tao (dwoistego dynamicznego Absolutu) to wersja monoteizmu filozoficznego, wymieszanego w różnych tamtejszych religiach z kultem bóstw i boskich istot. Można rzec, że świat religii stale, jak wahadło uznaje cześć to jedyności bóstwa, to wielości bóstw. W Grecji jedynego boga ogłasza filozofia. Wiele ludów posiada intuicję prastarego Boga Najwyższego, funkcjonującą niekiedy jako mglisty ślad w mitach religijnych.
(6)
Przez większą część historii ludzkości Stwórca nie doznaje właściwej czci, jaka jest Mu należna. Ludzie instynktownie po trosze oddają Mu ją pod różnymi imionami w religiach, które są wytwarzane w poszczególnych społeczeństwach. Duchowo, gdy człowiek skłania się do dobra, oddania, pobożności i życzliwości, jego dusza oddaje cześć Stwórcy. Ludzie są jednak pod panowaniem Złej Mocy, która każdą szlachetność miesza z niegodziwością. Wymiar duchowy i moralny ludzkości przez większą część historii religii doznaje stałego pomieszania, a dobry zasiew Ducha Świętego miesza się w ludziach z zasiewem Złego. Wyniki tego stanu rzeczy są bardzo dwuznaczne, jak wszystko co ludzkie na świecie. W każdej tradycji można odnaleźć i wskazać elementy szlachetne i zbożne, ale też pierwiastki zła.
(7)
Pan Bóg kreuje swój specjalny naród, aby powierzyć mu prawdę o swoim istnieniu i woli. Lud ten został powołany też do tego, by wydać na świat Syna Bożego w odpowiednio przygotowanym otoczeniu. Tym, co miało odróżniać Izraelitów od reszty narodów ziemi, było niepomieszanie z obcymi, dwuznacznymi tradycjami religijnymi i monoteizmu z wielobóstwem. W praktyce jednak Izraelitom nie udało się tego dokonać, a wyjątkowość religii Jedynego Boga była przez nich odrzucana przez pokątne i całkiem jawne praktyki kultowe innych ludów. Wina ta podkopała fundament ich tożsamości, a co za tym idzie – istnienia. Naród został zniszczony przez Babilończyków. Reszta Izraela (właściwie to Judejczyków) powróciła do Jerozolimy, kraj zaś stał się igraszką obcych imperiów. Wraz z odrzuceniem i zamordowaniem Króla Żydowskiego Jezusa Chrystusa zatracił się sens istnienia kraju – Rzymianie zlikwidowali jego byt. Obecnie Żydzi żyją w rozproszeniu po całym świecie, a ich religia popadła w dużej mierze w pomieszanie z własną odmianą gnozy, kabałą. Zaprzestano sprawowania kultu świątynnego. Biblia stała się ostatnim łącznikiem ze szczytną historią Narodu Wybranego.
Historia ludu, w którym cześć miała być oddawana Stwórcy z pominięciem jakichkolwiek innych ubóstwień czegokolwiek i kogokolwiek, uległa zakończeniu. Sama religia Jedynego Boga wydała jednak dla ludzkości owoc pod postacią Jezusa Chrystusa i Dobrej Nowiny. Jest to nowina o uwolnieniu od wpływu pomieszanych ciemnych sił i ponownej możliwości zwrócenia się ludzi wprost do Stwórcy. Przypomina to światło, które niweczy mroki poszukiwania boskości po omacku. Stwórca ogłasza siebie wszystkim ludziom poprzez posłanych apostołów. Od tamtego czasu dzieło wyzwolenia od religii mieszających dobro ze złem na rzecz religii samego dobra trwa nieustannie.
(8)
Niestety, chrześcijanie są równie niestali w wierze jak Izraelici. Równie często popadają w złe kulty, począwszy od egoizmu, przez magię, złą gnozę, do czci dla różnych pierwotnych bogów. Widać to szczególnie wyraźnie w Ameryce Południowej, gdzie prości ludzie wielbią najróżniejsze bóstwa i moce. Dzieje się tak nie tylko tam. Wszędzie pomieszanie duchowe wkrada się do społeczeństw chrześcijańskich. Prawosławni rosyjscy w praktyce ubóstwiają „Świętą Ruś”. Katolicy oddają przesadną cześć kapłanom z papieżem na czele. Protestanci czynią ostatecznym autorytetem religijnym swoich królów, zbytnio ufają pomyślności ziemskiej, wypaczają i na setki sposobów redukują Dobrą Nowinę. Błędy i grzechy chrześcijan są liczne i kończą się równie tragicznie jak los Judei. Kwitnie magia, odradzają się gnozy, następują powroty do kultów politeistycznych i obcych, a nawet pojawia się satanizm. Czystość wiary w Stwórcę jest atakowana ze wszystkich stron pomieszanymi praktykami i zabobonami. Siły egoizmu ubranego w ateizm są bodaj najcięższą bronią przeciw wierze. Rozwijają się naturalne dwuznaczne religie i magia. Nastają czasy mroku.
2. Objawienie Stwórcy
(1)
Bóg Stworzyciel od początku historii człowieka zmaga się z potęgą zła w ludziach objawiającą się tym, że o Nim zapominają. Objawienie się Stwórcy jest w tych warunkach czymś niezwykle trudnym. Bóg dał ludziom wolność, czyli zdolność samostanowienia, a to oznacza, że szanując własne dary, nie dokonuje jakiegoś gwałtownego aktu objawienia, swoistego widowiska na niebie i ziemi. Zamiast tego woli człowieka do siebie przyzywać, przyciągać dobrocią i pokojem. W czasach Chrystusa zresztą miały miejsce takie otwarte akty Boga, wystarczy przypomnieć chociażby głos dochodzący z nieba. Ludzie jednak byli tak niewyobrażalnie zasklepieni w swoich wyobrażeniach o świecie, że nawet coś takiego nie było w stanie ich przekonać. Wspomnijmy płomień z nieba, który pojawił się za czasów Eliasza i nie doprowadził do nawrócenia złych ludzi, co najwyżej na chwilę ich przestraszył. Podobnie cud słońca, jaki miał miejsce w Fatimie ponad 100 lat temu. Nie ma bardziej zamkniętego i ciemnego miejsca niż ludzki umysł pozbawiony wiary w Boga.
Stwórca nie pozostaje bierny, znajduje na świecie ludzi, z którymi wchodzi w obustronnie dobrowolny dialog, co pozwala Mu odświeżać kontakt z ludzkością.
Ten proces prowadzi wynikowo do ostatecznego objawienia ludzkości w chwili końca czasu. Ludzkość, której zapowiedziano już po krańce ziemi powrót Stwórcy, została uprzedzona, dzięki czemu ma jeszcze krótki czas na zwrócenie się do Niego z wiarą, nadzieją i miłością.
Ten proces przypominania Stwórcy o sobie ludziom to objawienie historyczne. Ma ono wymiar historii objawienia, która układa się w czytelny proces odsłaniania ludzkości tajemnicy Bożej obecności. Stanowi także jej zapis. Objawienie i obecność są bowiem tym samym.
(2)
Pierwsze zdarzenia obcowania Boga z ludźmi przedstawiono w Biblii: raj, upadek, historia Noego. Kolejna opowieść to także symboliczna historia o tym, jak pycha ludzka sprawiła, że ludzie skłócili się ze sobą i pod wieżą Babel podzielili się na grupy posługujące się różnymi językami. Są to incydentalne ingerencje Boga w ludzkość, która pozbawiona Jego widocznej obecności popada w coraz poważniejsze zepsucie.
(3)
Historia Noego kończy się aktem zawarcia pokoju pomiędzy Bogiem i ludźmi. Powstaje pierwsze świadome przymierze ludzkości z Bogiem. Warunkami tego porozumienia są prawa Noego, które mają obowiązywać całą ludzkość dla zachowania przyjaźni ze Stworzycielem. Bóg za to odnawia obdarowanie ludzi władzą nad innymi stworzeniami, czyli przywraca status władców przyrody. Te prawa to po pierwsze kultywowanie pamięci o samym przymierzu, więc i o Stwórcy. Noe w początkowym akcie nowego życia buduje ołtarz i składa Bogu ofiary. Po drugie jest to zakaz mordowania ludzi, po trzecie – dozwolenie spożywania zwierząt, ale bez okrucieństwa (bez „żywej krwi”). Ponieważ ogólnie pojęta niegodziwość ludzi doprowadziła do zagłady, trzeba rozumieć, że chodziło w tym przymierzu o odwrócenie się ludzi od niegodziwości, a skierowanie uwagi ku Bogu. Łuk tęczy biegnący między niebem i ziemią miał być pamiątką tego porozumienia i o nim przypominać.
Bóg zobowiązał się nie zsyłać na ludzi kar masowego zniszczenia, czego przykładem był potop, i dotrzymał słowa. Ludzie od tego czasu żyli i rozmnażali się na ziemi. Bóg był wierny, ale ludzie już tacy nie byli. Ludzkość na powrót bardzo szybko ogarnęły zapomnienie i zgorszenie.
Obok zgorszenia w każdej kulturze pozostaje jakaś liczba ludzi pamiętających choćby w rozmyty i niepewny sposób o Bogu i o obowiązkach z tej racji wynikających. Wszędzie można znaleźć tych, którzy wzbraniają się od udziału w powszechnej niegodziwości i wolą nieraz ponieść stratę, niż odstąpić od dobra. Tak wykształciła się cecha prawości, która bywa różnie nazywana, np. Biblii znana jest zwykle jako „sprawiedliwość” (gr. dikaiosyne). Historia Noego przypomina nam, że prawe, dobre życie owocuje podtrzymywaniem istnienia ludzkości, któremu zagraża zło ściągające katastrofy, śmierć i zniszczenie. Nasz los zależy od naszego postępowania. To bardzo bliskie przeczuciom ludzi myślących kategoriami kosmologicznymi, które są mglistym wspomnieniem relacji człowieka i Boga, rozkwitu świata w dobru i zniszczeniu z powodu grzechu.
(4)
Mijają eony historii ziemi. Wśród ludzi przejawia się cały kalejdoskop postaw, od intuicji wiary w Boga Jedynego i skłonności do prawej postawy, poprzez wiele zbliżonych do tego zastępników i namiastek, do zupełnej bezbożności, egoizmu i zepsucia. To stała kompozycja, znana na całym świecie do dzisiaj. Wszyscy ludzie są podobni do siebie pod tym względem. Zła moc odciąga świadomość swoimi iluzjami wartości i w miejsce przeznaczone do adoracji Boga wkłada do serc ludzkich najróżniejsze rzeczy do uwielbiania, w tym ustanowione przez samych ludzi bóstwa i rzeczy tego świata ubóstwiane zamiast Boga.
(5)
Stwórca ma plan odnowienia wiary w Niego na świecie. Musi zacząć od jednego człowieka. Bliski Wschód to łącznik między Azją, Europą i Afryką, rodzaj środka Starego Świata. Tam właśnie rozpoczyna się historia objawienia historycznego we właściwym sensie. Odróżnia się ono od powszechnego objawienia, które nazywamy naturalnym lub kosmicznym, bezpośredniością przekazu. Bóg po prostu mówi w tym procesie do ludzi osobiście, poprzez anioły lub swoich heroldów, czyli proroków. Proces objawienia naturalnego zasadza się na oglądzie Kosmosu, akcentuje się w nim niejako duchowy wzrok. W objawieniu historycznym eksponowane jest wypowiadane słowo i słuch oraz posłuszeństwo człowieka. Kwestie kosmiczne nie mają większej doniosłości ani nawet nie są specjalnie rozumiane.
Słowo będzie motywem centralnym tego objawienia. Bóg przecież stwarza przez wypowiedziane słowa. Naprawia świat słowami, a wreszcie zbawia świat Logos – Słowo. Idea Logosu będzie zjednoczeniem objawienia historycznego i kosmicznego.
(6)
Około 2000 lat przed Chrystusem Bóg wybrał sobie Abrama, któremu później zmienił imię na Abraham. Był to zapewne Aramejczyk („ojciec twój Aramejczyk”). Został poddany bezwzględnym próbom wiary, z których wyszedł zwycięsko. Mimo ciężkich doświadczeń ufał słowu Bożemu. To zaufanie stało się główną cechą społeczności, której był patriarchą.
Epoka patriarchów to czas kilku generacji, kiedy wiara w Boga Abrahama przekazywana była z pokolenia na pokolenie. Miały wówczas miejsce kolejne wydarzenia objawienne i przygody hartujące charakter tego nowego rodzaju ludzi posłusznych Bogu. Objawienie z początku było przechowywane w ramach klanu rodowego. Klęska nieurodzaju w Kanaanie, gdzie mieszkali potomkowie Abrahama, wypędziła ich do Egiptu. Było to miejsce niezwykle cywilizowane jak na owe czasy. Wzorcowa kultura kosmologiczna, w której króla uznawano za syna bogów i boga samego w sobie. Był to też kraj zamożny, ludny i dość spokojny wewnętrznie. Izraelici mogli tam przez ok. 400 lat się rozrastać i przemieniać się z klanu w lud złożony według tradycyjnej rachuby z 12 plemion. Obcowali z cywilizacją wykształconą i rolniczą, co silnie kontrastowało z ich własną pasterską, nomadyczną kondycją. Hebrajczycy czuli się w Egipcie tak dobrze, że Egipcjanie obawiali się ich rozrostu i zaczęli ich prześladowania, m.in. mordując im niemowlęta i zsyłając ich do najcięższych prac publicznych.
(7)
Dotychczas wygodny Egipt stał się wrogi. Bóg powołał Hebrajczyka – wyłowionego z rzeki niemowlaka, wychowanego na dworze faraona. Łączył on w sobie egipską kulturę i hebrajskie pochodzenie. Był to Mojżesz. Na skutek serii wypadków jako wygnaniec znalazł się na pustyni, gdzie przemówił do niego Bóg. Został prorokiem i często obcował z Bogiem, słysząc Jego głos. Pod wpływem plag egipskich faraon wypuścił lud izraelski z Egiptu.
Nastąpiło słynne zawarcie kolejnego przymierza Boga z ludźmi. Bóg wystąpił równocześnie jako władca narodu i jego opiekun. Nadawał Prawo (Dziesięć przykazań), na podstawie którego zrodził się kodeks obejmujący wszystkie ważne dziedziny życia (Księga Powtórzonego Prawa). W ten sposób z ludu niewolników powstał nowy naród, który z czasem podbił Kanaan, gdzie utworzył swoje państwo izraelskie. Bóg Izraelitów był ich jedynym władcą. Na czele ludu stali tzw. sędziowie, administratorzy państwa.
Wydarzenie synajskie należy do przełomowych momentów w historii objawienia. Dzięki niemu powstał naród, któremu powierzono funkcję dzierżyciela słów Boga. Naród ten zajęty był spisywaniem i analizowaniem przekazu od Boga do tego stopnia, że jego kultura umysłowa nabrała charakteru prawniczego, gdyż to właśnie Prawo było i ciągle pozostaje zasadniczą treścią tego objawienia. Przestrzeganie Prawa jest gwarantem trwania przymierza z Bogiem, a co za tym idzie – samego istnienia narodu.
Poszukiwania państw kosmologicznych nabrały spełnienia w dziejach Izraelitów. Bóg był zarazem władcą Kosmosu i konkretnego państwa. Prawo, jakie im przekazał, stanowiło jednocześnie prawo państwowe i kosmiczny filar istnienia. Później Chrystus oddzielił w obowiązujących przepisach te, które pochodziły od Boga i pozostawały niezmienne oraz uniwersalne, od tych, które były ludzkim dopowiedzeniem lub potrzebą chwili w tamtych bardzo archaicznych czasach.
(8)
Dzieje objawienia izraelskiego i jego stosunek do otaczających ludów kultur kosmologicznych znakomicie opisuje E. Voegelin w swoim tomie Izrael i objawienie.
(9)
Niestety Izraelici zazdrościli sąsiadom silnej kosmologicznej władzy i sami powołali spośród siebie króla, którego autorytet z czasem wyparł głos Boga. Pojawiła się dziejowa opozycja między upadającymi moralnie królami, a wraz z nimi społeczeństwem, oraz prorokami stale chłoszczącymi słowem Boga rozkład moralny i duchowy narodu.
(10)
Naród hebrajski miał być i był wyjątkowym dziełem Boga na ziemi. Tworzył go lud i kultura oczyszczona ze skutków objawienia naturalnego. Ten jeden jedyny naród otrzymywał wskazówki dotyczące sposobu życia wprost od Boga, na początku słownie, a potem na piśmie. Tak powstawał powoli zbiór pism, w istocie cała biblioteka, którą dziś nazywamy Biblią.
Z czasem ten lud legalistów silnie zorientował się na swoją spuściznę w postaci pisanej. Naraził się na to niebezpieczeństwo, jakiemu ulegają ludzie, gdy ich dorobek umysłowy zostanie spisany, a mianowicie ta litera była z jednej strony drobiazgowo i nieraz przedziwnie interpretowana, z drugiej zaś stała się martwa. Cenniejsze i przyjemniejsze okazało się czytanie dawnych tekstów, niż słuchanie Boga aktualnie przemawiającego do ludu. Sprawiało to, że los proroków Bożych był wśród ludu bardzo trudny, a nieraz wręcz tragiczny, przypominał igranie ze śmiercią przychodzącą od królów niezadowolonych z krytykującego ich posłannictwa oraz od samego ludu. Chętna wierność literze szła w parze z niechęcią do żywego słowa Boga. Ostateczną tego konsekwencją stało się z czasem uciszenie Wcielonego Słowa Boga na Krzyżu.
(11)
Objawienie izraelskie, czyli historyczne, spisane jest w Biblii w Starym Testamencie. Dotyczyło ono jednego ludu. Bywało, że cudzoziemcy przyjmowali wiarę w Boga Izraela. Wówczas, aby to zamanifestować, udzielano im chrztu. Biblia nazywa takie osoby „prozelitami”. Nie była to jednak religia w żadnym razie misyjna. Owszem, wobec trudnych realiów historycznych Izraelici migrowali wszędzie, gdzie się tylko dało, nawet do Indii. W każdym kraju zachowywali swoją odmienność religijną i obyczaje. Ich wiara pozostawała jednak niemal hermetycznie zamknięta w obrębie ich ludu.
Bóg objawiał się im jako Stwórca świata i Bóg ogólnoludzki, jednak Jego zapanowanie nad całą ziemią wyobrażano sobie na wzór rozrostu imperiów kosmologicznych. Na czele miał stanąć namaszczony przez Boga władca (Mesjasz, Chrystus), który w jakiś cudowny sposób poprowadzi Izraelitów do podboju ziemi. Z czasem państwo Hebrajczyków zanikło w zasadniczej izraelskiej części, a utrzymało się tylko na terytorium judejskim jako niepozorny organizm wydany na łaskę i niełaskę ościennych mocarstw. Im cięższe były czasy dla ich realnego państwa, tym bardziej narastało myślenie kategoriami uniwersalistycznymi. Kiedy wreszcie objawił się Mesjasz i okazało się, że nie ma zamiaru wyzwalać Judejczyków spod obcej okupacji, to Jego pobratymcy Go zamordowali. Nie mogli pojąć, że wiara w Boga Izraela rozciągnie się na cały świat, który kiedyś stanie się Bożym Królestwem, ale nie oznacza to, że Izraelici będą władcami tego świata i dla odmiany okupantami. Myślenie kategoriami kosmologicznego imperializmu wystawiło ich na największą w dziejach pomyłkę.
Ten niezwykły naród istnieje do dziś, co jest nietypowe dla ludów z tamtego okresu i terenu. Nadal czekają oni na Mesjasza, który poprowadzi ich do władzy nad światem; ciągle skrzętnie przekazują swoje pisma oraz prowadzą skomplikowane studia prawnicze nad Prawem Bożym.
3. Objawienie Syna Bożego
(1)
Trudno w krótki sposób zawrzeć wagę i znaczenie objawienia, jakie pozostawił nam Jezus Chrystus, Bóg Wcielony. Opisy tych darów zajmują całe biblioteki. Ewangelia wyznaczyła przede wszystkim kryterium oceny wszystkich innych objawionych przed nią i po niej wydarzeń i treści. Jest wprost niewiarygodnie skrótowa i skąpa. Stanowi nie tyle wydarzenie historyczne wpisane w jakiś logiczny proces, co raczej cud jedyny w swoim rodzaju, całkowicie różny od wszystkiego, co się przydarzyło ludziom wcześniej i później.
Samo nauczanie Chrystusa trwało około trzech lat. Było skierowane głównie do bardzo prostych ludzi. Nawet uczniowie nie potrafili pojąć treści przekazywanych przez Jezusa. Słuchali, ale ich nie rozumieli. Dopiero szczególny rodzaj udzielenia się Ducha Bożego sprawił, że byli w stanie wcześniej wysłuchane nauki rozumieć i wyjaśniać kolejnym osobom. Ten warunek pozostaje ważny cały czas. Ewangelii nie da się zrozumieć ze słuchu i własnego wysiłku intelektualnego. Wymaga to przyjęcia Ducha Świętego, który objawia Boga w Ojcu, Synu i Duchu. Bez tego Ewangelii pojąć się nie da.
Objawienie Chrystusa jest wypełnieniem innych objawień. Oznacza to, że nadaje im kształt ostateczny, poza który nie da się już wyjść. W Ewangelii znajdziemy motywy religijne, filozoficzne i gnostyckie co do charakteru. Dopełnia ona także objawienia historyczne, jakie dano Izraelitom. Posiada jednak swój specyficzny charakter, który jednoczy, ale i przekracza wszystkie wcześniej znane drogi objawienia.
Chrześcijaństwo to ludzka odpowiedź na Ewangelię. Można powiedzieć, że objawienie we wszystkich swoich wersjach naturalnych i ponadnaturalnej trwa dalej. Chrystus wyznaczył mu horyzont, ale dojście do niego wymaga dalszej pracy typu naturalnego oraz recepcji natchnień Ducha Bożego. Dopiero zespolenie tych wszystkich kierunków stanowi odpowiedź na uniwersalny i ostateczny charakter Ewangelii. Proces ten skończy się dopiero wraz z końcem czasu. Czas jest bowiem przestrzenią dla zmiany. W tym przypadku dano go nam na udoskonalenie się rodzaju ludzkiego dzięki stopniowej, praktycznej recepcji Ewangelii.
(2)
Istotę chrystianizmu stanowi uczestniczenie w porządku nieba już w życiu ziemskim. Wiąże się to z ustanowieniem ostatecznego celu (eschatologicznego) dla poszczególnych ludzi. Także cały świat posiada swój horyzont eschatologiczny, jakim jest koniec biegu czasu i perspektywa powrotu Chrystusa na ziemię oraz zaprowadzenie wiecznego Królestwa Boga, czyli ostateczne zespolenie nieba i ziemi. Historia dzieje się w czasie. Obietnica Chrystusa sięga zaś poza czas. Nadzieja wiecznego szczęścia – tego odpoczynku od trudów życia i zaznania niekończącej się radości – tkwi w każdym z nas. Paruzja Chrystusa jest odpowiedzią na tę naszą najgłębszą tęsknotę w wymiarze ogólnoświatowym.
4. Proces objawienia i postęp moralny
(1)
Zagrożenie anachronizmem
Chrystianizm ma aspekt ogólnoświatowy, czyli powszechny w przestrzeni, a także panhistoryczny – powszechny w czasie. Każde pokolenie i każdy człowiek może się przyczynić do budowania takiego wymiaru. Kwestia ta budzi nieporozumienia. Gdy dziś spoglądamy na stan moralny sprzed wieków, to widzimy, że Bóg nakazywał np. palić miasta wrogów Izraela, a obecnie Kościół Rzymski zakazuje nawet kary śmierci. Trzeba zrozumieć tę dynamikę objawienia w czasie, aby ustrzec się typowego błędu anachronizmu, czyli stosowania kryteriów z jednego okresu do wydarzeń z innego, np. kryteriów współczesnego myślenia do zdarzeń sprzed tysięcy lat. Te kryteria ulegają przemianom w rozwoju moralnym ludzkości. Wydaje się, że podstawowa zasada, zgodnie z którą łaska buduje na naturze, tłumaczy także te sprawy. Zarzuca się Bogu relatywizm – dawniej kazał mordować całe plemiona, dziś Watykan zakazuje nawet kary śmierci wobec zbrodniarzy. Kierując się prostą logiką, od razu stwierdzimy, że to się kłóci, chyba że zauważymy, iż istnieje jeszcze prostsza logika. Jest to logika człowieka i jego aktualnej kondycji oraz Bożej asystencji adekwatnej do każdoczesnych stosunków ziemskich.
Byłoby to szalenie niesprawiedliwe, gdyby przykładać dzisiejsze, uczone, wyrafinowane kryteria sądu ludzkich uczynków do życia wcześniejszych wieków. Bóg na szczęście nie jest niesprawiedliwy. To On nas będzie osądzał i to Jego zdanie jest miarą naszych uczynków. Każdy z nas będzie sądzony wedle własnej miary, według swoich rzeczywistych możliwości. „Komu dano więcej, od tego więcej będzie się wymagać”. Skoro ludziom dawnych wieków dano mniej oświecenia, przez co tkwili w stanie dzikości bez światła Bożego, to Boże wskazania korespondowały z ich ówczesnymi możliwościami.
Ludzie ulegli swojej dzikości w wyniku grzechu, a wydobywanie naszej świadomości moralnej z tego upadku to dzieło, które zajmuje Bogu już tysiące lat. Objawienie jest udzielane po trochu, każde pokolenie ma szansę wziąć udział w tym wielkim dziele przyjmowania i realizowania Bożych praw. Bóg nas uczy, jak się uczy małe dzieci. Każde pokolenie ma jakiś nowy temat do przepracowania moralnego i intelektualnego, przed każdym człowiekiem stoi jakieś zadanie do wykonania. Stale jest powód, żeby wchodzić z Bogiem w coraz bliższą relację, żadne pokolenie nie jest z tego wykluczone.
Widać to w Ewangelii, gdy Chrystus wyjaśnia, że niegdyś Bóg dopuszczał wiele żon u jednego męża. Jednak Jezus Chrystus, żyjąc w swoich historycznych czasach, mógł już przekazać doskonalszą naukę o jednożeństwie, gdyż współcześni Mu w kulturze judejskiej byli w stanie takie nauczanie zaakceptować. Wcześniej, powiedzmy o tysiąc lat, ten sam lud nie osiągnął jeszcze takiego poziomu rozwoju moralnego, więc nauczanie to byłoby po prostu niejasne. Bóg jest niewiarygodnie wyrozumiały i skłonny do przebaczenia, dlatego dopuszcza niedoskonałość moralną, nawet taką, jaka przez wieki dominowała w Jego własnym narodzie. Jednocześnie stopniowo uzdalnia dusze do postępu moralnego. Cała historia Izraela to nieustanne smaganie ludu Boga przez proroków w celu poprawy obyczajów. Już pierwszy patriarcha Abraham przeszedł szokowe wręcz doświadczenie odejścia od składania ofiar z ludzi, co przecież w świecie religii mezopotamskich i kananejskich, z którego wyszedł, było czymś normalnym. Bóg najpierw prowokuje go do złożenia takiej ofiary, a w najbardziej dramatycznym momencie zsyła anioła, który zabrania Abrahamowi poświęcenia na ołtarzu własnego syna. Później Izraelici już nigdy nie składali takich ofiar, chyba że robili to występnie dla obcych bogów. Z kolei ludy ościenne, jak choćby Fenicjanie, karmili ludźmi swoje Molochy.
Postęp moralny nie jest zjawiskiem tylko izraelskim, choć w tym narodzie widać go wyjątkowo wyraźnie. Ma wymiar globalny. Można rzec, że Duch Boży stwarza człowieka, a trwa przecież szósty dzień stworzenia. Z bezmyślnej gliny powstałe istota, która uwzniośla się do poziomu anioła Bożego na przestrzeni całej historii ludzkości. U Boga ten szósty dzień trwa, jak widać, dość długo. Duch daje swoje natchnienia, które po przyjęciu czynią nas wciąż bardziej ludźmi. Wypełnieniem tego procesu będzie koniec czasu.
Przyjście Chrystusa na świat dało nam finalną treść objawienia, ale to nie znaczy, że ludzie potrafili ją przyjąć i zrealizować. Ludzkość także po Chrystusie czyni nowe odkrycia moralne, które jednak nie przerastają mądrości Ewangelii, ale ledwie próbują jej dorównać. Ewangelia nie zamyka postępu moralnego w ludziach, bo Objawienie Boże wymaga jeszcze recepcji ze strony człowieka, a do niej jest z kolei potrzebny Duch Święty. On nam wszystko przypomina, daje coraz lepsze zrozumienie Ewangelii i zapewnia stały postęp ludzkości w tym dziele.
Proces objawienia i jego recepcji trwa do dziś, gdyż Bóg wchodzi w nadnaturalny kontakt z ludźmi jako ofiarowany nam Duch Święty. Duch działa i przypomina nam poprzez swoje natchnienia. Zdarzają się także prywatne objawienia Jezusa i świętych. To nie jest praca rozumu ludzkiego kontemplującego wszechświat, jak dzieje się to w objawieniu kosmicznym. Jest to trwające objawienie nadnaturalne. W Chrystusie miało ono swój szczyt i normę odniesienia, ale nie historyczny koniec.
Różne wspólnoty chrześcijańskie usiłują „zamknąć usta” Panu Bogu i wyznaczają Mu w historii krańcowe daty Jego przekazu. Dla jednych to koniec przekazu apostołów, czyli ok. 100 r. Dla drugich to koniec epoki tzw. Ojców Kościoła – teologów mistycznych pierwszych wieków. Inni wreszcie nie stawiają Bogu barier i stale są otwarci na głos Ducha Świętego przemawiający poprzez natchnionych świętych, doktorów Kościoła, mistyków i wizjonerów.
(2)
Objawienie przychodzi często poprzez natchnienie, które buduje się na tym, co naturalnie jest w człowieku, także na jego własnym myślicielstwie. Ten proces trwa od tysiącleci. O ile Chrystus przyniósł nam finalne i nierozwijalne objawienie, o tyle nie pozostawił jego ostatecznego, zakończonego wykładu. Do wysłowienia niewysławialnego możemy bez końca szukać coraz to nowych środków myślowo-językowych i nigdy nie wyczerpiemy jego przedmiotu. Właśnie dlatego ta praca pozostaje dla każdego otwarta i nieskończona.
W tym znaczeniu objawienie trwa nadal. Natchnienie wciąż udziela się wierzącym i pozwala się wypowiadać poprzez coraz to na nowo odkrywane ludzkie sposoby myślenia. Przymnażają one nie tylko sposobów wyrażania prawd natchnionych, ale przydają też samych tych prawd w wyniku rozumowania i rozwoju doktryny. Rozum jest przecież narzędziem poznawczym. Drogą logicznego myślenia dodaje kolejne wnioski, które znowu stają się przesłankami i przynoszą ze sobą nowe wnioski…
(3)
Duch działa w nas w sposób właściwy dla konkretnego czasu i stopnia naszego rozwoju. Cechą duchowości jest przekraczanie wcześniejszych limitów. W tej sferze Duch także wzywa nas do nieustannej weryfikacji wcześniejszych dróg myślenia i do ich uszlachetniania.
Chrześcijanie zauważyli, że istnieje jeszcze drugi duch czasów, piekielny zeitgeist, który ma swoją alternatywę w postaci wciąż nowych i „odkrywczych” sposobów zepsucia człowieka, coraz nowszych wynalazków w grzechu.
W historii oba te procesy trwają równolegle. Ich efekty mieszają się nie tylko w kulturze globalnej, kulturach lokalnych, ale nawet w pojedynczych ludziach. Odkrywana jest nowa szlachetność, ale i nowe pozory szlachetności zastępujące tę prawdziwą wartość. Także w tej sprawie każdy czas ma swoje odkrycia i „osiągnięcia”.
(4)
Dziejowy proces uszlachetniania ludzkości widać bardzo wyraźnie w wypowiedziach Chrystusa w odniesieniu do bezpośredniego, historycznego objawienia. Jest on jednak czymś uniwersalnym dla całej ludzkości i dotyczy w jakiś sposób także objawienia kosmicznego. Te postępy nie są identyczne dla wszystkich ludzi, różnie się rozwijają w różnych kulturach. Niemniej pozostają jednokierunkowe. Wiele kultur razem z amerykanizacją przyjęło ogrom wynalazków moralnych chrześcijaństwa z Zachodu. Można powiedzieć, że na naszych oczach dzięki telewizji, internetowi i możności podróży te poziomy świadomości się wyrównują.
(5)
Bóg mówi do każdego serca i każde serce może coś przynieść światu od Boga. Niestety, wielu z nas rosnące w duszach przesłanie miłości wypacza wskutek zepsucia ludzkiego aparatu poznawczego i nieświadomego dążenia do grzechu. Potężne pragnienie zbliżenia do Boga przenoszone jest na zastępcze absoluty (bożki), takie jak własne ego, osobiste zachcianki, pożądania i wiele innych. Wraz z postępem działania Ducha wzmaga się także wypaczenie i zło. Moc Boża staje się dla grzeszników i odstępców motorem degeneracji. Radosne oczekiwanie na powtórne przyjście Chrystusa zostaje przekształcone w ekstazę upadku pod wpływem wypaczenia moralnego. Natura ludzka jest do tego zdolna, gdyż dano nam wolność wyboru lub odrzucenia Boga. Jedno i drugie ma swoje konsekwencje. Wybór Boga wiąże się z niezrozumieniem w świecie rządzonym przez moce zła. Z kolei odrzucenie Boga jest dobrze widziane w zepsutej doczesności, a rodzący się w ten sposób smutek sumienia bywa wynagradzany nadmiernymi rozkoszami doczesnymi.
(6)
Chrześcijaństwo to prawda ostateczna, finalna. Sam przekaz Chrystusa pod względem treściowym jest bardzo skromny. Aby te proste na pozór przesłanie dobrze przyjąć, konieczna okazuje się wytężona praca i powiązanie treści ewangelicznych z językiem pojęć oraz teoriami, którymi dysponuje ludzka kultura intelektualna. Dla przekazania Dobrej Nowiny potrzebny jest po prostu zrozumiały dla ludzi wyraz, który da się zrozumieć przy użyciu pojęć dostępnych w danym czasie i kulturze. W wyniku wspomnianego procesu ogrom tego, co uznajemy za pewne w chrześcijaństwie, jest dziełem myślicielstwa ludzkiego przed Chrystusem i po Nim. Udział człowieka w objawieniu i jego przekazywaniu stanowi naszą kulturę duchową, która wymaga pracy naturalnego rozumu, co bywa nazywane teologią naturalną, filozofią, myślicielstwem itp.
Można zapytać, czy historyczne objawienie izraelskie, dopełnione Ewangelią, zakończyło się wraz ze śmiercią apostołów. Żydzi w czasach Chrystusa wierzyli (tzn. faryzeusze wierzyli, a pogląd ten utrzymał się także później), że są dwie Tory – spisana i ustna. My na naszą „Torę ustną” mówimy „Tradycja” wiary. Kształtuje się ona cały czas i to niekiedy w dość złożony sposób. Przykładowo pojęcie grzechu pierworodnego i jego skutków jest nieco inaczej postrzegane u Augustyna i katolików, inaczej zaś w Kościele Wschodnim i jego duchowości, a jeszcze odmiennie u kalwinistów. Tradycja wiary kształtuje się wprost we wspólnocie wiernych w odwołaniu do dorobku naturalnego myślicielstwa, zdroworozsądkowej obserwacji rzeczywistości, objawień prywatnych poszczególnych mistyków i intuicji ludu Bożego. Duch Święty opiekuje się wiernymi, ale i wymaga niezmiernego wysiłku, i to wielu pokoleń, aby Jego przekaz był poprawnie rozumiany i interpretowany.
(7)
Bóg jest sprawiedliwy, dlatego pozwoli każdemu pokoleniu w pewnej mierze zasłużyć się poprzez stopniową recepcję Jego światła i stałe budowanie jej w postaci Tradycji, czyli przekazu międzypokoleniowego. Proces ten się nie zakończył, także nasze pokolenie ma do odkrycia, do opowiedzenia część Bożego Objawienia. Możemy dopowiedzieć do przeszłych wieków nowe, ciekawe myśli, wnioski, konstatacje. Duch Święty cały czas działa na ludzi, nie tylko na wierzących. Dokłada się do tego nieustanna praca filozoficzna, naukowa i gnostycka. Niemniej, to wierzący są w stanie to Boskie przesłanie, płynące gdzieś z głębin duszy, prawidłowo przyjąć, rozpoznać i – co najważniejsze – oczyścić z ludzkiego zepsucia.
(8)
Patrząc na całość, składa to się na wielką drogę ludzkości do Boga. Każde pokolenie zbliża się w rozumieniu do Pana, a tym samym czas staje się coraz krótszy. Dystans czasowy do powrotu Chrystusa z każdym rokiem się skraca. Ostatni ludzie w ostatnim czasie przenikną ostatnie dane ludzkości tajemnice. Wówczas staniemy się przygotowani na spotkanie z Panem, który wtedy właśnie przyjdzie. Nie oznacza to powszechności przyjęcia tego dorobku. Chrystus mówi o małej trzódce. Bóg daje nam szanse i oświecenia rozsiane wśród ludzi zgodnie ze swoim odwiecznym zamysłem. Od ludzi zależy, czy uczą się od siebie wzajemnie. Każdy człowiek może gromadzić w swojej duszy niezliczone skarby poznania, o ile poświęci życie na ich szukanie. Niebo zaczyna się w nas w tym życiu, jeśli tego chcemy.
(9)
Cały ten postęp ma wymiar coraz lepszego kształtowania świadomości i życia ludzkiego. Jest to przyrost rozumienia prawa Bożego, nowych pokładów prawości, słuszności i dobra. Polega na oddzielaniu dobra od zła, co jest definicją mądrości ludzkiej. Jest to postęp w uczłowieczeniu i ucywilizowaniu człowieka.
Wzrost świadomości to też wzrost odpowiedzialności. Każde ludzkie pokolenie jest bardziej odpowiedzialne za to, co robi, bo też dysponuje lepszą świadomością. To wielkie wyzwanie, któremu nie potrafimy sprostać. W reakcji na lęk płynący z poczucia niedorastania do wymagań swoich czasów, wzrasta także zło ludzkie. Przybiera ono coraz bardziej monstrualne formy. Te dwa procesy dzieją się jednocześnie.
(10)
Co ciekawe, samo odkrycie historii, czyli uporządkowanego biegu dziejów, związane jest z objawieniem izraelskim, które, wbrew cyklicznym kulturom kosmologicznym, podkreśla liniowość czasu.
(11)
Skoro Bóg odpowiada na potrzeby czasu i ludzką zdolność przyjęcia oświecenia, można powiedzieć, że prowadzi z kolejnymi pokoleniami dialog objawienny. Bóg odpowiada na stan człowieka, a człowiek – na wyzwania stawiane przez Boga w tym procesie. Przekraczane są kolejne granice rozumienia i akceptacji Bożego prawa. Sprawy, których 100 lat temu nawet nikt nie zauważał, dziś stają się ambicją ludzkości, która pragnie je uporządkować, objąć świadomością i doprowadzić do ładu. Przykładowo, całkiem niedawno zniesiono na Zachodzie niewolnictwo. Później uznano kobiety za ludzi równych w człowieczeństwie mężczyznom i przyznano im te same prawa. Dziś zwraca się uwagę na ochronę środowiska. To wszystko zawiera się w Ewangelii, a jednak sprowadzenie tego do praktyki wymagało wielu wieków pracy umysłowej i duchowej.
Niestety, także zło przekracza kolejne granice agresji i zakłamania.
5. Objawienie dialogiczne
(1)
Objawienie w dialogu z ludźmi
Objawienie się Boga ludziom nie jest Jego monologiem. Bóg stworzył nas istotami twórczymi i w procesie objawienia szanuje swoją własną intencję. Człowiek musi brać udział w budowaniu więzi z Bogiem. Dobre życie człowieka – zarówno w wymiarze pojedynczego człowieka, jak i całej ludzkości – jest jego własnym wysiłkiem i zadaniem. Bóg nie pozwala nam na lenistwo, ale wymaga absolutnego zaangażowania w budowanie łączącej nas z Nim relacji. Przypomina nam o tym dobitnie najważniejsze przykazanie: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. Zaiste potrzebny jest cały rozum człowieka, żeby ogarniać wielkość treści i wymiarów spotkania z Bogiem.
(2)
Dialog objawienny Boga z ludzkością jednoczy objawienie historyczne z naturalnym. To, co ludzie stworzyli poprzez mistykę naturalną, Bóg przyjmuje jako ofiarę i dokłada do tego swoją łaskę, którą doskonali te wynalazki. Można powiedzieć, że jest to spotkanie Boga z samym sobą przy udziale człowieka, będącego w tym procesie podmiotem potrzebnym do tego, aby natchnienia z jednego kierunku działania Ducha Bożego spotkały się w nim z tymi z drugiego kierunku. Bezpośrednie objawienie słowne spotyka się z pośrednim objawieniem naturalnym, przekuwanym przez ludzi w naszą kulturę umysłową, społeczną i artystyczną. Kultura (wytwórczość) ludzka zostaje przyjęta przez Boga, doceniona i zwrócona człowiekowi w doskonalszej, oczyszczonej postaci.
Ten proces syntezy polega na zjednoczeniu przeciwnych zasad: ludzkiej kultury, dążącej do jak największej różnorodności i wolności twórczej, oraz bezpośredniego przekazu od Boga, który temu twórczemu chaosowi nadaje ramy sensu, prawdy i wartości. Jest to nieco bolesne spotkanie fantazji człowieka z ramami realiów, ale nie ma płodności bez bólu. Ludzkość jak szalony ogrodnik najchętniej sadziłaby wszędzie rośliny swoich pomysłów, musi być więc architekt ze swoim planem, który nada temu szaleństwu ramy rabatek i alejek, odróżni kwiaty od zbędnych chwastów i uczyni dla roślin stosowną oprawę oraz potrzebny do nich dostęp. Ludzie nie znają umiaru, Bóg zaś pragnie naszych osiągnięć dla upiększenia świata. Dopiero razem budujemy rzeczywistość bogatą i harmonijną, także w aspekcie idei.
(3)
Weryfikacja natchnień
Paul Tillich przytomnie zauważa, że objawienie Wcielonego Boga było finalne, ale nie ostatnie. Finalne, bo niczego już do niego nie można dopowiedzieć, stanowi pełnię i ramy dla wiedzy o Bogu. Ram tych jednak nie wypełnia, jest stosunkowo skromne, jeśli chodzi o liczbę wypowiedzi, wręcz powściągliwe. Staje się jednak kryterium poprawności dla wszystkich ludzkich poszukiwań intelektualnych i duchowych. Człowiekowi – czy to w drodze oświecenia naturalnego, czy wpływu Ducha Świętego – udzielają się oświecenia fragmentaryczne, co dzieje się także i dzisiaj. Pełnię pozostawił Chrystus. Następujące po Nim objawienie poddawane jest osądowi w świetle objawienia finalnego, Chrystusowego. Stanowi ono kryterium poprawności zarówno dla intuicji sprzed Chrystusa, jak i tych, które ogłoszone zostały później. Objawienie więc trwa nadal i ciągle potrzebuje nowych środków wyrazu.
Wiara, objawienie, natchnienie niosą także treści odnoszące się do człowieka i świata, do których można dojść własnym ludzkim myśleniem. Gdy tak się dzieje, to mamy do czynienia z potwierdzeniem prawd wiary. Nie są one zewnętrzne wobec człowieka i świata, ale stanowią o naszej istocie. To trochę tak jak z instrukcją obsługi pralki – można dojść do wielu wniosków na temat działania urządzenia, obserwując je i badając, ale można też poczytać instrukcję. Ludzie zwykle najpierw sami próbują wpaść na dobre rozwiązania, a gdy sobie nie radzą, sięgają po instrukcję. Kiedy już wreszcie sięgną, to wtedy czytają ją z myślą: „O, na to to bym nie wpadł, a przecież to logiczne”. Taka nasza natura. Podobnie uczymy się obsługi samych siebie i świata. Są w tym procesie różne patologie, np. teoretyzowanie, czyli uczenie się na pamięć instrukcji i popisywanie się jej znajomością, a nie sięganie do niej w praktyce. Niekiedy zachowujemy się przeciwnie – zarozumiale twierdzimy, że wszystko ogarniamy samemu i nie potrzebujemy Stwórcy i Jego pouczeń.
(4)
Wiara poszukuje zrozumienia. Każde doświadczenie duchowe domaga się ekspresji w postaci opowiedzenia o nim, a to pociąga za sobą potrzebę rozumowania. Wiara i rozum także w tym przypadku stanowią przeciwstawne zasady, które, jeżeli są dobrze dialektycznie pojmowane, prowadzą do zjednoczenia się ze sobą w poszukiwaniu Boga. W pracy pokoleń nad wzrostem duchowym i moralnym te dwie siły wspierają się nieustannie i nie mogą bez siebie dobrze funkcjonować.
Zło następuje, gdy jedna ruguje drugą. Sam rozum jest pusty, bo jego pracy nie inicjuje żadna treść. Z czasem popada on w „racjonalizm” w dzisiejszym znaczeniu, czyli awersję do wiary i jej natchnień, a później przeczy sam sobie w sceptycyzmie, popełnia samobójstwo. Podobnie sama wiara wynaturza się w bezkrytyczny fideizm i iluminizm, które pozbawione osądu chłodnego rozumu stają się zabobonne, puste, dają się zwodzić każdej ułudzie natchnienia i ośmieszają się naiwnością.
(5)
W działaniu zbiorowym wspólnoty wiernych proces oceny natchnień i ich teoretyczne opracowanie to rozeznanie duchowe, którego kryterium jest zgodność z uznanym objawieniem i zasadą niesprzeczności. Zgromadzenie wiernych jawi się więc jako asystent objawienia, posiadacz zmysłu wiary (sensus fidei), intuicji prawdziwości, często najwyższy na ziemi sędzia tych spraw.
Ocena dokonuje się poprzez akceptację ze strony ludu Bożego przy niemałym udziale władz duchowych: soborów, papieży, ale i niekiedy cesarzy wpływających na rozstrzygnięcia teologów. Ocena ta stanowi więc proces złożony i wieloskładnikowy. Żadna pojedyncza z tych sił nie jest, historycznie rzecz ujmując, doskonale pewna ani nieomylna, a przede wszystkim każda okazuje się niewyczerpująca, przez co nie zaspokaja wszystkich potrzeb.
Katolicki, bardzo świeży dogmat o nieomylności papieży okazuje się istotny, ale w szczegółach nikt go nie sprecyzował, nie powołują się też na niego sami papieże w swoich wypowiedziach. Budzi więc wątpliwość, czy w ogóle jest w praktyce stosowany. Teologowie w wielu analizach dokonywanych ex post próbują wskazać w historii owe nieomylne wypowiedzi ex cathedra papieży. Tym sposobem to w istocie lud wypowiada się o realiach działania tego dogmatu, który ma charakter bardziej negatywny poprzez odebranie ostatecznej instancji władzy duchowej soborom. Historia papiestwa (w tym funkcjonowanie wielu antypapieży) i nietrafione wypowiedzi papieży (zwłaszcza Honoriusza, 625–638 r.) nie potwierdzają, jakoby byli zupełnie nieomylni. Jak to w religii, podchodzimy do tego dogmatu z wiarą i jeszcze bardziej z nadzieją, a historia papieży pokazuje, że od Vaticanum I bardzo starają się do tej niezwykłej pozycji dorosnąć swoim życiem, w sporej liczbie osiągając status świętych i błogosławionych. Jest to dogmat tajemniczy od początku, to jest od jego uchwalenia (sic!) przez sobór. Samo jego ustalenie ma więc w sobie jakąś nieścisłość logiczną.
(6)
Objawienie wchodzi w interakcję z kulturą ludzką, na której budowany jest jego przekaz jako łaska nadnaturalna budująca na naturze, na naturalnym człowieczym dorobku. Nauczania poszczególnych kultur muszą więc być różne nie po to, aby separować od siebie ludzi, choć i ten skutek następuje, gdyż wytwarzają się różne języki opisania świata, ale z tego względu, że poszczególne kultury narodowe odkrywają odmienne aspekty objawienia. Języki składają się z różnych form fonetycznych. Tworzą je, co okazuje się bardzo ważne, różne zespoły pojęć, na jakie dzielimy świat. Jest to, jak naucza opowieść o wieży Babel, także po to, żeby żaden człowiek z żadnej kultury nie mógł się pysznić, że swoim pojęciem sięgnął nieba. Myślenie pojedynczego człowieka czy określonej kultury zawsze jest jedynie częściowe i nigdy nie będzie wyczerpujące dla objęcia pojęciem świata. Żadna idea i żaden paradygmat nie wyczerpią (nawet złożone wszystkie razem) jego bogactwa i złożoności towarzyszących mu zjawisk. Jedynie Boże Słowo ogarnia świat. Fragmentaryczność naszych pojęć, wartości i myślenia przywraca nam właściwą pokorę wobec siebie nawzajem i wobec Boga. Zło z kolei czyni ułudę, że pojedyncze spojrzenie (człowieka lub jednej kultury umysłowej) może zdominować świat i go ogarnąć, a co za tym idzie – opanować swoją władzą.
Wszystkie nasze odkrycia duchowe są fragmentaryczne i poddane filtrowi spojrzenia właściwego dla danej kultury. Ludzie zazwyczaj nie potrafią z braku odpowiedniego języka wyjść poza ten kulturowy filtr. Nasze myślenie jest też skażone wpływem ludzkiego upadku i oderwania od Boga. Oddziaływanie w spotkaniu natchnień Bożych i człowieka ma więc dwustronny charakter. Człowiek odbiera natchnienia od Boga na swój konkretny, typowy dla siebie sposób. Potem powstaje z tego kultura ludzka. Wreszcie Bóg poucza wszystkie kultury głosem Chrystusa o słusznych ramach dla wzrostu, aby nie pogubiły się we właściwej ludziom przesadzie, chaosie i zepsuciu.
(7)
Człowiek dąży do spotkania ponadnaturalnego, do poznania Boga – już ten fakt nas nobilituje i uwzniośla. Na tej podstawie budowana jest kultura duchowa poszczególnych społeczeństw. Objawienie nadnaturalne stanowi dyskusję Boga z Jego ludzkim wyobrażeniem, stałe korygowanie tego obrazu.
Chrześcijanie poszukują w naturalnych kulturach ziaren Ducha, które spowodowały ich wzrost. Wszystkie społeczeństwa są przygotowane na przyjęcie Ewangelii, z tego względu forma jej przekazu zmienia się i do nich dostosowuje. Może być uczona dla uczonych, uczuciowa dla uczuciowych, radosna dla radosnych i pesymistyczna dla pesymistów. Jest tak bogata i pojemna, paradoksalnie dzięki skromnej treści przekazu Chrystusa, że bez wypaczenia swojej istoty podkreśla różne swoje aspekty. Jednocześnie ta adaptacja nie pozbawia jej całościowej spójności, ale ubogaca o nieznane wcześniej środki wyrazu i szczegółowe koncepcje. Dobrą Nowinę da się przekazać w języku antycznych stoików, platoników, arystotelików. Można ją wyrażać na sposób grecki, rzymski, polski, afrykański i chiński. To ją ubogaca i poszerza treściowo oraz uczuciowo. Każdy lud, każda kultura jest w stanie przyjmować Chrystusa na swój specyficzny sposób. Nawet wszystkie razem wzięte nie wyczerpią bogactwa Jego objawienia.
W tym ujęciu kultury naturalne stanowią przygotowanie danego ludu na przyjęcie Ewangelii. Nie wymaga ono wyrzeczenia się swojej tożsamości tylko udoskonalenia swojej kultury w duchu miłości Chrystusowej.
(8)
Chrzczenie kultur
Poszczególne wspólnoty kulturowe i cywilizacje w przygotowaniu na przyjście i przyjęcie Boga Wcielonego otrzymały różne fragmentaryczne przesłania. Żadne z nich nie jest lepsze ani gorsze od innych. Pierwsi chrześcijanie przyjęli wszystkie, jakie były im dostępne: żydowski legalizm, grecką logikę, rzymskie instytucje i porządek. Dziś cieszymy się żywiołową emocjonalnością Afrykanów i spotkaniem z wieloma innymi kulturami przygotowanymi przez Boga obecnego w ich historii. Także indyjska asceza i głęboka pobożność, chińska filozofia równowagi i japońska dyscyplina spotykają się z objawieniem Logosu równie łatwo, co ich historyczni poprzednicy. Dziś musi się dokonać orientalizacja przekazu Ewangelii, a więc tzw. ochrzczenie filozofii orientalnej. O „ochrzczeniu” jakiejś filozofii czy w ogóle kultury mówimy wtedy, kiedy jej system pojęć zostaje użyty do wyrażania Ewangelii. Jednocześnie następuje wtedy rozwój myśli ewangelicznej i jej doprecyzowanie w oparciu o nowe pojęcia.
Bóg Wcielony nie należał do żadnej ludzkiej kultury, wyrzekli się Go nawet Jego pobratymcy. Chrystus powołał nową kulturę, która łagodnie przyjmuje całe dobro wypracowane przez ludzi. Ma ona swoje ramy duchowe i moralne, chociaż pozostawia ludziom przestrzeń do samodzielności w jej wyrazie. Bóg w tym procesie odrzuca całe zło, dlatego wymaga przemiany od każdego ukształtowanego swoją kulturą człowieka i od wszystkich ludzkich kultur. Jest to kolejny etap wcielenia Słowa Bożego i rozszerzania Królestwa Niebieskiego na ziemi. Słowo Boże wciela się w kolejne ludy i kultury, które zapraszają Go do swoich serc i dusz.
(9)
Chrystianizm trwa i będzie trwać wiecznie jako myśl ludzka poddana Bogu. Dlatego dzięki przyłączeniu do siebie kolejnych kultur, uwiecznia zdobycze ludzkiego ducha, które się na nie składają. Kto dziś pamiętałby Arystotelesa, gdyby bliskowschodni chrześcijanie nie przekazali jego pism Arabom. Ci z kolei dali je chrześcijańskim Europejczykom, którzy je przechowali, nawet gdy filozofia arabska już upadła. Połączenie danej kultury z Ewangelią uświęca tę kulturę i uwiecznia. W chrześcijańskich bibliotekach przez tysiąclecia przechowywane były antyczne pisma, choć należały przecież do zabytków kultur wymarłych, niekiedy otwarcie wrogich ówczesnemu chrześcijaństwu. U podstaw takiej postawy leży głęboka intuicja, że w tym dorobku też można znaleźć ślady działania Ducha Bożego, które wymagają szacunku, nawet jeśli zostały pomieszane z ludzką fantazją czy wpływami Złego.
(10)
Historia objawienia nadnaturalnego była i jest spotkaniem natchnień i głosu Boga kierowanych do Izraelitów z ich kondycją intelektualną ukształtowaną pod wpływem okolicznej kultury bliskowschodniej. W ten sposób objawienie nadnaturalne stale spotykało się i syntezowało z objawieniem naturalnym wyrażonym w kulturach ludów tamtych czasów i okolic.
Głos Boga spotykał się z dorobkiem kultur innowierczych i wchodził z nimi w dialog, przy czym język tej rozmowy pochodził z zastanego otoczenia naturalnego. W ten sposób od początku objawienia nadnaturalnego syntezuje się ono z niedoskonałym, ale wartościowym tworzywem wywodzącym się z objawienia naturalnego. Kulturalny dorobek Bliskiego Wschodu stał się tworzywem wyrażania intencji Bożych, które go przekształcały, dostosowywały i udoskonalały. Ludzka naturalna wytwórczość w postaci ukształtowanych form istniejących już mitów, eposów, kodów kulturowych i konwencji społecznych została uzupełniona przez doskonałość przekazu Bożego. To niezwykle ważna zasada, która będzie towarzyszyć recepcji i ekspresji objawienia nadnaturalnego do końca istnienia świata.
Bóg jest Panem historii, także historii myśli ludzkiej. Sprawia, że człowiek samodzielnie tworzy kulturowy grunt, czerpiąc z objawienia Boga poprzez Kosmos i powszechne natchnienia udzielane duszom. Tak powstaje grunt do pełni objawienia, jaka następuje w objawieniu historycznym. Słowo Boga jest ziarnem, które dla wzrostu potrzebuje odpowiednio przygotowanej gleby ludzkiego umysłu i duszy. Bóg pobudza ludzi do samodzielnego myślenia i w jakiś sposób ich kierunkuje, a potem uzupełnia to swoim jeszcze lepszym przesłaniem. Objawienie, głos Boga jest przez całą swoją historię w drodze, zmienia się, odpowiada człowiekowi i jego naturalnym, instynktownym wyobrażeniom, noszącym w sobie okruchy działania Ducha Bożego. Można powiedzieć, że objawienie nadnaturalne wynikowo konkuruje i wygrywa w zawodach z poglądami czasów, w których miało miejsce.
Czy tak skomplikowany proces docierania do umysłów ludzkich jest Bogu potrzebny? Zapewne nie. Szaweł został porwany w ekstazie do nieba, gdzie pokazano mu duchową rzeczywistość, przez co stał się apostołem, choć do tego czasu był zapiekłym prześladowcą chrześcijan. Ten proces jest więc potrzebny ludziom, żeby mieli okazję do samodzielnej pracy duchowej, czyli realizacji swojego przeznaczenia. Tym samym mogą zasłużyć się, zyskiwać satysfakcję z własnej duchowej i intelektualnej pracy. Proces ten jest skomplikowany i niesłychanie ciężki dla jego uczestników. Muszą oni bowiem stale się zmagać z oporną materią własnych umysłów, przekraczać dotychczasowe przekonania, przezwyciężać opór odbiorców, którym przekazywane są efekty tego trudu. Jest to historia heroizmu, duchowego wydźwigania się duszy z niebytu duchowego i mroku do światła Bożego, proces dorastania poszczególnych ludzi w tym uczestniczących, a także całej ludzkości do stanu jej przeznaczonego – istot duchowych oglądających w duszach i adorujących Boga.
Ten skomplikowany proces czyni objawienie nadnaturalne przekazem opartym na objawieniu naturalnym. Tym samym objawienie nadnaturalne jawi się jako szczytowe, będące jednak elementem objawienia uniwersalnego, łączącego elementy naturalne z bezpośrednim przekazem Bożym w harmonijną całość. W ten sposób objawienie nadnaturalne nie jest czymś odciętym i wyobcowanym z historii ludzkiej duchowości, lecz przeciwnie – wpasowuje się w ogólnoludzki proces poszukiwania i odkrywania Boga.
(11)
Ta ludzka, globalna gotowość na przyjęcie objawienia nadnaturalnego i – co za tym idzie – Chrystusa bywa źle odczytywana. Są przykładowo wydarzenia mityczne odnoszące się do śmierci i zmartwychwstania bóstw. Niektórzy bezbożni natychmiast dopowiadają sobie, że opowieść o Chrystusie jest tylko kopią takich podań. Nie rozumieją, bo jako nieposiadający udziału w Chrystusie, nie mogą zrozumieć, jaka jest ogromna różnica między mitem i kultem Dionizosa czy Ozyrysa, a faktami historycznymi o życiu i zmartwychwstaniu Chrystusa oraz wynikającym z tego kultem. Mity przygotowały kulturowe podłoże i duchową dyspozycję do tego, żeby przekaz Chrystusa w ogóle mógł być zauważony i umysłowo odebrany. Nie ma jednak pomiędzy nimi równości ani nawet istotnej zależności. Bezbożni zawsze będą szukać fałszu dla podparcia swoich nieczystych postaw i twierdzeń.
(12)
Izraelici żyli stale pod groźbą utraty swojej unikalnej tożsamości i pomieszania swojej wiary z przekonaniami innowierczych sąsiadów, zamieszkiwali przecież wraz z różnymi ludami i kulturami na jednym terenie. Butne religie byczych bogów urodzaju i rozwiązłe kulty boginek zmysłowości oraz inne podówczas popularne kulty naturalne bardzo pociągały swoją konkretną, prostą treścią i łatwymi formami. Izraelici w swojej historii dokładali ogromu starań, żeby podkreślać swoją odmienność i wyjątkowość, dlatego Biblia jest zapisem przede wszystkim tego procesu. Fakty dotyczące syntezy i adaptacji motywów kultur naturalnych przeświecają przez całą historię biblijną mimo niechęci do tego ze strony samych Izraelitów. Bezstronne analizy kulturoznawcze i religioznawcze ujawniają nam, jak wiele Biblia zawdzięcza dorobkowi ościennych ludów.
(13)
Odczytując zapisy biblijne, musimy pamiętać o jeszcze jednym. Funkcjonowały kultury naturalne, był Pan Bóg ze swoimi natchnieniami. W centrum tego wszystkiego znajdował się człowiek, natchniony pisarz. Biblia zawiera przede wszystkim przekaz natchniony, w niewielkim stopniu podyktowane słowa Boże. To jest drugi samodzielnie ludzki element składający się na treść objawienia biblijnego i – szerzej – nadnaturalnego. Ten człowiek, który go powtarzał i zapisywał, pozostawiał swój ślad niekoniecznie z korzyścią dla samego przekazu. Zawsze jednak było to spotkanie Boga i człowieka jako wspólników w tym krańcowo trudnym dziele rozświetlania świadomości ludzi przekazem pochodzącym od Boga. Także w tym widać pewne ustępstwo ze strony Boga i niezwykle przyjacielską postawę w stosunku do ludzi. To bardzo niezwykłe i poruszające.
(14)
Poniżej wymienię niektóre przykłady wykorzystania motywów kultur naturalnych w Biblii.
(15)
Opis stworzenia zapisano w konwencji wczesnych mitów. Tak jak one jest on krótki, przez co daje się zapamiętać. Jego forma, a może i sama treść, pochodzi z czasów co najmniej prehistorycznych. Główne tematy, takie jak geneza świata, pochodzenie człowieka, korzenie zła na świecie, są powszechne. Pierwsze wersy wprost nawet odwołują się słownictwem do popularnych mitów mezopotamskich. Dzięki temu dziś, po wytężonych studiach porównawczych z tekstami zapisanymi na tabliczkach glinianych z tamtego czasu, możemy w tych wersach odnajdywać wciąż nowe, a raczej zapomniane sensy. To fascynujący proces, w ramach którego jesteśmy w stanie szerzej i lepiej odczytywać Biblię.
Dzięki tym porównaniom zauważamy, jak wielka przepaść dzieli ten Boski mit od mitów naturalnych. Ogrom sensów, które pozostają stale aktualne od tysięcy lat w tych na pozór krótkich słowach, wręcz przytłacza. W tym tekście najlepiej widać, że opowieść Boża jest odpowiedzią na naturalne intuicje, a także – mimo podobnych środków wyrazu – przeczy ustaleniom mitów innowierczych w najistotniejszych kwestiach.
Z drugiej strony to jednak właśnie różnice między tymi opowieściami stale pociągają do tego, aby studiować również naturalne mity. Wynikowo to właśnie chrześcijanie wyjątkowo gorliwie uczą się o dawno wymarłych kulturach, choćby mezopotamskich, bo pozostają one w istotnej relacji z naszą wiarą. W ten sposób dobry Pan Bóg konserwuje zarówno własny unikalny przekaz, jak i zacne tworzywo, z którego korzystał.
Przykładowo „Edin” to słowo sumeryjskie stosowane w literaturze babilońskiej, a „Paradisus” to określenie perskich królewskich ogrodów (dosł. „miejsce zamknięte”).
(16)
Także historia Noego i potopu poprzedzonego wyjątkowym zepsuciem ludzkości mają swoje odniesienia w mitach innowierczych. Żaden z nich nie niesie jednak tak wielkiej nadziei dla ludzkości jak ona, żaden nawet nie zbliża się do niej swoją mocą.
(17)
Co ciekawe, Biblia zaczyna się i kończy motywami mitycznymi, i to mitu kosmogonicznego. Apokalipsa jest spisana przy użyciu wizyjnych symboli wziętych właśnie z historii mitycznych.
(18)
Wydarzeniem konstytuującym Izrael jako naród żyjący w obecności Boga jest wyjście z Egiptu połączone z wieloma cudownymi zdarzeniami. Opowieść ta ma wszelkie cechy eposu. Zwykle główną postacią eposu staje się bohater, który w jakiś sposób wchodzi w relację z boskością czy choćby po czasie jest traktowany jak bóg. W tym przypadku to cały naród dostępuje wyniesienia do poziomu partnera Boga i zostaje zawarte niezwykle nobilitujące Przymierze. Jak w wielu innych eposach, historia jest skomplikowana, wydarzenia zaskakujące i wcale niebudujące, wręcz rozpaczliwe. Jednak interwencja Boga sprawia, że sprawy przyjmują ostatecznie dobry obrót, choć koszty tego są wielkie. Jest to – jak w przypadku wielu eposów – opowieść drogi, przemierzania świata, aby znaleźć upragnione szczęście w bliskości Boga.
Epos budował wzorzec czy przynajmniej jakiś punkt odniesienia dla ludzi i ich życia. To nie była czcza opowieść, tylko konstytucja duchowa danej społeczności.
W Grecji dorycki mit Heraklesa (mający epicki charakter) tworzył wzór prostego, ale szczerego i potężnego mężczyzny. Epicka Odyseja prezentowała wzorzec przemyślnego Greka, kochającego żeglować i odpornego na razy fatum. Przeciwnie wygląda to w Iliadzie będącej antyeposem o półboskim Achillesie, który zmarnował z powodu gniewu i wyniosłości swoją szansę na wyniesienie pomiędzy bogów, co spotykało innych herosów. Mezopotamski Gilgamesz poszukuje sposobu uzyskania statusu boskiego, ale mimo nadludzkich starań okazuje się to niemożliwe, choć pewnego wyniesienia ponad ludzi jednak dostępuje. Indyjska Ramajana jest wzorcowym eposem o dramatycznych losach bohatera idealnego, perfekcyjnie wiernego swojej wierze, który na koniec swych cierpień w imię dobra otrzymuje nagrodę. Dodatkową nagrodą jest zaliczenie Ramy w poczet bogów w religii hinduskiej.
Szczególną postacią Exodusu jest Mojżesz, którego opis posiada rysy bohaterskie, choć nie tak bajkowe, jak można to zauważyć w legendarnych eposach. Był on wielkim prorokiem i prawodawcą, rozmawiał z Bogiem i faraonem, a przy tym miał wadę wymowy – zapewne się jąkał. Ten szczegół sam w sobie ukazuje jego postawę i odwagę w zupełnie nowym świetle. Nie jest idealny, popełnia błędy i na koniec odbiera za to karę, nie wchodzi do Ziemi Obiecanej, umiera, nawet nie wiadomo gdzie. To bardzo ludzka opowieść, pozbawiona, co dziwne, jakiejkolwiek baśniowości. Żadna z jego przywar ani żaden błąd nie odbierają mu jednak ostatecznie chwały i wielkości oraz łaskawości Bożej, a Ewangelia ukazuje go w wielkim wyniesieniu w niebie.
Głównym bohaterem tego eposu jest sam Bóg, który wypełnia człowieka swoim działaniem. Ludzie są opornym tworzywem, z którego Bóg, zaiste z bezgranicznym wysiłkiem i zaangażowaniem, czyni pełnowartościowy, dzielny naród, który z czasem karnie i odważnie stanie przed niemożliwym po ludzku zadaniem podbicia Kanaanu.
(19)
Epicka jest także struktura opowieści o Abrahamie. To historia o marzeniu w tamtym czasie bliskim nieśmiertelności – o niezliczonych pokoleniach potomków. Ludy mezopotamskie, tak jak chyba wszystkie archaiczne kultury, wiele uwagi poświęcały posiadaniu dzieci. Historia jest niezwykle dramatyczna, a miejscami bardzo spektakularna. Wiara Abrahama na zawsze stała się wzorcem dla wszystkich przyjmujących objawienie biblijne.
(20)
Izraelici powstali jako lud w Egipcie. Tam stykali się z niezwykle rozbudowanymi i sugestywnymi wierzeniami, znakomicie „obsługiwanymi” przez wyjątkowo wykształcony stan kapłański. Egipcjanie znali stworzenie poprzez boskie słowo. Wierzyli także w następujący po śmierci sąd nad duszami, odbywający się na podstawie prawa moralnego, którego postanowienia rozpoznawali w treści tzw. spowiedzi negatywnej. Wiemy, że religia egipska ocierała się o koncepcję monoteistyczną. Nieco przereklamowany wydaje się jednak przykład rewolucji Echnatona, który na krótki czas wyniósł Atona nad innych bogów egipskich.
Można dodać, że Arka Przymierza posiada formę popularnej w Egipcie skrzyni. Kamienne tablice prawa korespondują w swojej formie ze stellami, na których wykuwano ówczesne kodeksy, a następnie stawiano przy drogach jako symbole panowania władcy – prawodawcy.
(21)
Forma przymierza synajskiego to popularny na Bliskim Wchodzie i szeroko stosowany między ludźmi berith, łatwo zrozumiały dla ówczesnych. W berith, przypominającym późniejszy hołd lenny, senior przyjmuje zwierzchnictwo nad wasalem, a wasal jako człowiek wolny zobowiązuje się mu służyć.
(22)
Jerozolima to było miasto szczególne jako ważny ośrodek religijny, zamieszkiwane w czasach podboju hebrajskiego przez Jebuzytów (Jebuz to archaiczna nazwa Jerozolimy). Zapewne żywy tam był kult boga El Elion, nazywanego także Shalom („pokój”) i Zedek („sprawiedliwość”). Historia Melchizedeka i jego ważność dla Chrystusa zwracają naszą uwagę na to pierwotnie pogańskie miejsce religijne, ale o ogromnym znaczeniu dla historii zbawienia, nawet jeśli dziś już nie potrafimy tego znaczenia uzasadnić z powodu braku stosownych źródeł. Boga określano w Biblii El/Elohim, co jest terminem zapożyczonym od ościennych ludów, w Jerozolimie był to El Elion, Bóg Najwyższy. Ślady tej tradycji pogańskiej są niezwykle silne w religii Izraelitów. Nie oznacza to zdrady Boga, tylko czerpanie wyrazu dla wiary w Niego z prastarych tradycji narodów ościennych. Nic w tym dziwnego, Izraelici dopiero później dopracowali własne wzorce kulturowe. Z początku zdają się być po prostu dzielnym, ale mało wyrobionym narodem. Pisał o tym więcej E. Voegelin w książce Izrael i objawienie.
(23)
W Biblii znajdziemy też obszerne i bardzo ciekawe księgi mądrościowe. Także one mają swoje odpowiedniki w postaci zbiorów sentencji w ościennych kulturach.
(24)
Człowiek w Biblii składał się z ciała, nefesz i ruah, co stanowi tradycyjny izraelski trójpodział. Z czasem pojawił się dwupodział człowieka na ciało i duszę, znany kulturze helleńskiej. Księga Mądrości wprost powtarza platońskie cnoty duszy, do dziś obecne w katechizmach chrześcijan jako cnoty kardynalne. Widać tu przenikanie dominującej na Bliskim Wschodzie kultury greckiej po Aleksandrze.
(25)
Trudno ogarnąć rozwój myśli izraelskiej w obszarze życia po śmierci i – co za tym idzie – koncepcji duszy. Wiadomo, że Izraelici z czasem zaakceptowali pod Bożym natchnieniem wierzenia w krainę umarłych jako miejsce nieszczęśliwe, Szeol. Później widzimy, że wizja zaświatów pokrywa się z greckim podziałem na Hades – Szeol, Tartar – Gehennę i Pola Elizejskie – Niebo. Te interakcje wydają się bardzo czytelne.
(26)
Wciąż mało opisano w literaturze chrześcijańskiej wpływ własnego myślicielstwa izraelskiego na treść przekazu biblijnego, a później ewangelicznego. Aktywnym w wytwarzaniu nowych idei odłamem tej kultury byli faryzeusze, którzy po Chrystusie zdominowali kulturę duchową żydowską i spisali swoją doktrynę w Talmudzie. Wiara w duszę nieśmiertelną, która nie pojawia się w Torze, w czasach Chrystusa obecna była właśnie wśród nich. Chrystusa uznawano za kontynuatora łagodnej i wyrozumiałej myśli rabbiego Hillela, jednej z ważniejszych postaci myśli faryzejskiej. W przykładzie faryzeuszy mamy skomplikowane zjawisko budowy doktryny wiary formalnie w ramach objawienia historycznego, a jednak opartej na własnym ludzkim intuicyjnym wglądzie w sprawy Boże. Będzie ono kontynuowane przez teologię chrześcijańską z jej skomplikowanymi drogami rozumowania i bogactwem źródeł, także spoza kręgu własnego.
(27)
Nowy Testament jest wręcz składnicą intelektualnych zapożyczeń z dorobku własnego izraelskiego, filozofii i gnozy, a także z otoczenia izraelskiego i hellenistycznego.
(28)
Ciągiem dalszym zarówno objawienia naturalnego, jak i jego włączania do objawienia nadnaturalnego jest teologia chrześcijańska. Zwłaszcza ośrodek aleksandryjski, jako obecny w centrum intelektualnym świata helleńskiego, chętnie czerpał z dorobku ówczesnej umysłowości. W późniejszych wiekach stale ścierają się w teologii kierunki integrystyczne, wypierające dorobek objawienia naturalnego, z kierunkiem poszukującym wyjaśnień dla prawd chrześcijańskich w myśli pozakościelnej.
(29)
Imperium Rzymskie pozostawiło wiele śladów w życiu chrześcijan. Do dziś okręgi administracji kościelnej są nazywane diecezjami, co było takim okręgiem dla administracji imperialnej. Zamiłowanie do porządnego prawa, szacunek dla własności obywateli i w ogóle prawo cywilne, proces sądowy i rola prawników, sprawne zarządzanie – to wszystko spuścizna rzymska.
(30)
Zadziwiające jest to, że twórcy przekazu objawienia historycznego i jego kontynuacji teologicznej w szczególnie owocny sposób korzystają z tych szkół myśli naturalnej, które są im wybitnie wrogie. Tak było z myślą choćby babilońską, która to kultura dążyła do wynarodowienia Izraelitów. Później prześladowali ich helleniści, którzy sprofanowali Świątynię Jerozolimską, a jednak z tej właśnie kultury pochodzi wiele symboli teologii biblijnej i późniejszej. Z czasem kierunkiem świadomie opozycyjnym wobec rozwijającego się chrześcijaństwa stał się neoplatonizm ze swoim szczególnie agresywnym popularyzatorem w osobie Porfiriusza. To właśnie jednak ta szkoła osadziła się w teologii jako wiodąca na tysiąc lat. W średniowieczu bardzo obawiano się formalnie ateistycznego, a przy tym wybitnego Arystotelesa. Jego myśl została przekuta na kolejne stulecia w wiodący kierunek teologii katolickiej. To zadziwiające, jak motywująca dla osób zaangażowanych w rozwój objawienia historycznego i teologii jest obecność teorii silnie opozycyjnych. W naszym czasie w taki sposób postrzega się myśl gnostycką Indii i Chin, a szerzej – ruch Nowej Ery. Można rzec, że właśnie w oparciu o te silnie opozycyjne tradycje można dziś zbudować szczególnie wartościową nową teologię chrześcijańską.
(31)
Stale obok teologii w świecie myśli chrześcijańskiej funkcjonuje filozofia. Ta właśnie odpowiedzialna, a zarazem otwarta na inność część myśli chrześcijańskiej daje największe nadzieje na zbliżenie z innymi kulturami. W ostatnich dziesięcioleciach w ten sposób powstały wśród chrześcijan kierunki filozofii personalistycznej i zaakceptowano ustalenia filozofii dialogu. Fenomenolodzy mają nawet swoją katolicką Świętą Edytę Stein. Wśród katolików nie odczuwa się silnej opozycji teologii i filozofii, które to dziedziny wspaniale się uzupełniają w odkrywaniu wiecznych i ostatecznych tajemnic.
Taka otwarta filozoficznie postawa daje nadzieję na zbliżenie z Orientem i Nową Erą bez utraty integralności chrześcijaństwa, które może się wspaniale rozbudować o ustalenia wzięte z filozoficznej warstwy wierzeń orientalnych i ezoterycznych.
