1. Wolność i wolna wola
(1)
Tym, co różni człowieka od zwierzęcia, jest to, że człowiek ma sam o siebie świadomie zadbać. Wolność polega m.in. na tym, że może być niemądry i tego nie czynić. Troska o siebie stanowi podstawowy obowiązek, wspomniany w Przykazaniu miłości.
(2)
Zdolność ekspresji wymaga wolności. Ludzie i narody zawzięcie walczą o wolność, czyli o swobodę ekspresji. Wolność i zdolność do ekspresji stanowią to samo. Wolność jest wtedy, kiedy mogę zrobić coś dobrego, zrealizować siebie, swoją potrzebę aktywności.
(3)
Bez wolności nie byłoby samodzielnej twórczości. Wolność to inaczej samodzielność. Nieposiadające jej zwierzęta nie tworzą, tylko odtwarzają. Autonomia działania człowieka zapewnia mu możliwości i powinności.
(4)
Wolność konkretyzuje się, realizuje i konsumuje (znika) w akcie.
(5)
Wolność to zdolność do samodzielnego funkcjonowania według własnego rozumu. Jego rolą jest refleksja nad działaniem i jego świadoma kontrola. Wolność zaczyna się od panowania nad sobą, opanowania siebie. Kto tego nie umie, jest niewolnikiem sił, które nim władają, choć on ich nie widzi ani nie rozumie.
(6)
Swawola, anarchia, odmowa życia to nie jest wolność, ale chaos i zniszczenie.
(7)
Bóg nie jest za nas odpowiedzialny, skoro dał nam rozum i swobodę działania. W zależności od tego, jaki świat człowiek urządzi sobie i swoim następcom, taki on będzie.
(8)
Człowiek to samoświadoma część świata, która, owszem, może się świadomie wyłamać z harmonii Kosmosu (i porządku Bożego). Akt zgody na wolę Boga lub odmowa jej wykonania to zarazem istota wolności oraz grzechu.
(9)
Wolna wola
Co jakiś czas zdarzają się dyskusje o wolnej woli. Ateiści często wierzą, że jej nie ma, ludzie pozostają tylko zdeterminowanymi mechanizmami jak zwierzęta. Jesteśmy zwierzętami, coś nas jednak wyróżnia. Dawniej ludzie jakoś lepiej czuli te sprawy. Nauczycielem wolności woli był Sokrates. Funkcjonuje pewna anegdota. Zgodnie z nią, kiedy wspomniany filozof bywał bardzo spragniony, a mówimy o greckich upałach, szedł do studni, żeby się napić. Gdy uciągnął w pocie czoła wiadro chłodnej wody i spragniony poczuł w dłoniach ten cudowny ciężar, natychmiast wylewał ją na ziemię. Chodziło o to, żeby pożądania nie miały nad nim władzy, by zamanifestować przed samym sobą, że nie jest jak zwierzęta. Na tym właśnie polega wolność.
Inny ateista, autor Małego Księcia, opowiadał w Ziemi – planecie ludzi o koledze lotniku, który rozbił się bodaj w Andach. Nie miał znikąd pomocy, a szanse na wyrwanie się z lodowego i skalnego piekła wydawały się żadne. On jeden tylko wiedział, ile razy musiał wykrzesać ostatnie siły, żeby przetrwać, by iść dalej. Szedł, szedł, szedł na przekór wszystkiemu. Sam stwierdził, że żadne zwierzę, by tego nie dokonało. To właśnie jest wolność.
Bóg, tworząc świat, wiedział, że część Jego ukochanych dzieci znienawidzi Go, że niektórzy staną się ateistami. Bóg wie wszystko, wiedział zatem i to. Kocha, stwarza, cierpi. Nie odstępuje jednak od stworzenia mimo tego cierpienia, bo chce tylko kochać, na przekór każdemu złu ludzkiemu. To właśnie jest wolność.
Można się wyrzec wolności, można płynąć strumieniem nienawiści wraz z rzeszą podobnych sobie i nawzajem się dopingować. Człowiek jest zdolny do tego, żeby wyrzec się swojej natury dziecka Bożego, upaść, pogrążyć się w samodestrukcji wszelkiego rodzaju. To też jest wolna wola. Żadne zwierzę nie potrafi zdeformować swojej natury w taki sposób, jak to robi człowiek. To też jest wolność, ale wolność utracona, bo wykorzystana już, skonsumowana w dobrowolnym zatraceniu.
Wolność człowieka rozgrywa się na następujących płaszczyznach: odparciu determinant wewnętrznych, przezwyciężeniu determinant zewnętrznych, utrzymaniu wolności jako takiej w kontrze wobec zniewalającego zła. Bóg o tym naucza, mówiąc, że trzeba zaprzeć się siebie, żeby być Go godnym. Zrobił tak u progu stworzenia, kiedy pozbawił się swojej władzy mimo świadomości, że to dzieło nie będzie Mu posłuszne i miłe, choć przecież po to je tworzył. Bóg uczy też, że odstępstwo od miłości wobec Niego jest niewolą, ciemną studnią poczucia bezwolnego trwania, bez siły, aby powrócić do miłości z Nim. Wieki zmieniają język i inne środki wyrazu i przekazu, ale prawda Ewangelii jest niewzruszona. Niewolnicy upadku, ateiści, gloryfikują własną niewolę i poczucie determinacji. Pobożni odbudowują swoją wolność i godność, postępując w przyjaźni ze Stwórcą.
(10)
Niektórzy, obserwując działanie psychiki ludzkiej, twierdzą, że nasze myśli pojawiają się jakby same w odpowiedzi na pewne sytuacje. Są różne, nie wszystkie dobre i mądre. Wola zarządza w ten sposób, że akceptuje narzucające się natchnienie lub je odpiera. Wolność w codziennych sytuacjach nie polega więc na obracaniu się w jakimś wielkim spektrum rozwiązań. W istocie jest to ewangeliczne „tak, tak, nie, nie”, przyjęcie lub odrzucenie tego, co przedstawia się jako propozycja działania.
(11)
Autodeterminacja
Człowiek ulega wpływowi środowiska. Otoczenie nas zmienia, a my przystosowujemy się do niego, stale adaptujemy – to jest wrodzone. Jednocześnie ludzie kształtują swoje środowisko poprzez własną wytwórczość, kulturę. W ten sposób zwrotnie kształtują też siebie i innych. Idee krążą, wychodząc od człowieka i materializując się w jego wytworach, trafiają do innych ludzi, którzy z tymi wytworami obcują. Dlatego dla dobrego ukształtowania siebie trzeba świadomie zmieniać swoje środowisko, do którego będziemy się adaptować. Należy selekcjonować również to, czego się słucha, bo z tego bierze się zarówno wiara, jak i niewiara, świętość i występek.
Instynktownie wybieramy podobne do nas otoczenie, np. przyjaciół, znajomych wraz z ich przekonaniami, stylem życia, opiniami. Snobizm to otaczanie się czymś o wyższym statusie niż własny. Święty z kolei winien otaczać się świętością. Prawdziwie święty potrafi, gdy trzeba, chodzić po wężach i skorpionach i nie odnieść przy tym szkody na duszy, gdyż jego otoczeniem i stałym obcowaniem poprzez nieustającą adorację jest świętość Boga.
Człowiek to jedyna istota wolna, to znaczy – potrafiąca się zachować inaczej, niż na to wskazują jego uwarunkowania genetyczne i wpływ otoczenia. Nie kierujemy się kategoriami dobra gatunku jak zwierzęta, ale jesteśmy osobami o własnej wolnej woli. Potrafimy się wznieść ponad instynkty (przetrwania, rozmnażania itp.) oraz ponad uwarunkowania genów, a nawet ponad własne doświadczenie zapisane w ciele, w jego przeżyciach, emocjach, w przemożnych wewnętrznych ograniczeniach. Czasem określa się to wewnątrzsterownością. Pochodną wolności jest także bunt, grzech i zbrodnia. Do tego także niezdolne są zwierzęta. Inną pochodną tego stanu rzeczy jest zdolność do nawrócenia i poprawy, do duchowości, do przebaczenia i powrotnej przemiany.
(12)
Wolność wynika z naszej niedoskonałości. Wola człowieka jest niejako odłączona od Woli Bożej jako jedynej, prawdziwej, stwórczej woli we wszechświecie. Ma być jak Wola Boga: autonomiczna, samodzielna, twórcza, dobra. Nie potrafi tego dobry anioł, bo jego wola została połączona z Wolą Boga. Jest doskonały, bo nienaganny, nieomylny, bezgrzeszny, ale nie potrafi niczym zaskoczyć, być samodzielnym. Doskonałość to też idealna determinacja. Drugim tworem doskonałym jest zwierzę żyjące według DNA i środowiska.
Człowiek stanowi połączenie anioła i zwierzęcia, ale jest od nich gorszy, niedoskonały. Jednak dzięki temu ma też wolność. W tej perspektywie nie uderza ona do głowy, kiedy rozumiemy, że wiąże się z nią ułomność. Człowiek musi wiele poświęcić, żeby dorównać zwierzętom i aniołom.
2. Wolność a powołanie lub przeznaczenie
(1)
Paul Tillich pięknie wyjaśnił, że determinacja (przeznaczenie) i wolność to nie są zasady wykluczające się, tylko przeciwstawne i uzupełniające się. Oznacza to, że nie ma wolności bez jakiegoś rodzaju determinacji. Zgodnie z taoistyczną wiedzą o przemianach zasad, absolutna wolność staje się swoim przeciwieństwem, czyli determinacją. Być wolnym to doświadczać pewnego rodzaju prowadzenia przez życie i wykazywać się na tej drodze aktywnością.
Mamy naturę określoną przez Boga, każdy inną, co jest zapisane w duszy ludzkiej i do jakiegoś stopnia w genach. Bóg określa dla człowieka plan na całe życie, na każdą chwilę. To jest propozycja, na którą człowiek odpowiada swoją wolnością. Może ją potwierdzić („Amen”) albo jej zaprzeczyć („Non serviam”) – w tym należy upatrywać wolności, innej nie ma.
(2)
Wolność wewnętrzna a legalizm
Niekiedy pojawia się naturalistyczne podejście, zgodnie z którym natchnień do życia możemy poszukiwać jedynie w samych sobie. Jest to rodzaj iluminizmu lub przynajmniej nadmiernej wiary w intuicję. Taką wiarę głosili m.in. taoiści, skupiający się jednak na kontemplacji Tao, z którego czerpali natchnienia. Dzisiejszy człowiek, zagubiony wśród zwodniczych idei, niekiedy też próbuje opierać się na swojej intuicji, a odpierać nakazy prawa jako zewnętrzny rodzaj przymusu. Owszem, te dwie zasady są sobie przeciwstawne, ale jedocześnie sobie nie zaprzeczają.
Moralność i legalizm nie są wrogami naturalnej pokory, po prostu okazują się potrzebne ludziom, którzy nie mają pełnego czucia woli Boga, nie wykształcili mistycznego zrozumienia Dobra. Kto doskonale kocha Boga i mistycznie wyczuwa sens dobra, ten „kocha i robi, co chce”, bo jego chcenie doskonale jednoczy się z Bogiem, a grzech jest w ogóle poza jego wyobrażeniem. Taki człowiek staje się niezdolny do zła, sama myśl o grzechu budzi w nim przerażenie i wstręt.
Te plany – intuicji mistycznej i legalistyczny – istnieją obok siebie. Jeden to wewnętrzna motywacja, a drugi – zewnętrzna. Są po prostu potrzebne różnym osobom. Nie musimy spierać się o to, co lepsze – intuicja czy Przykazania. Jedno i drugie jest bowiem przydatne. Wyrobiona intuicja duchowa polega na dorastaniu do zrozumienia wartości Przykazań i ich doskonałym uwewnętrznianiu.
Święty Paweł pozostawił nam naukę o Prawie, którego efektem jest zło w realiach ludzkiego zepsucia. Nie jest to jednak powód do odrzucania prawa, ale do wejścia w głąb relacji z Bogiem. Powiedzmy sobie szczerze, mistyków o doskonałej intuicji dobra jest znikoma liczba, a zwykli ludzie potrzebują po prostu prostych, czytelnych pouczeń.
Podobną dyskusję znajdziemy w Daodejing. Dotyczy ona konfucjanizmu, który jest zewnątrzmotywacyjny, podczas gdy taoizm ma charakter wewnątrzmotywacyjny, a mimo to egzystują zupełnie harmonijnie obok siebie, po prostu przydają się różnym ludziom. Spór Laozi z konfucjanistami o sens praktykowania praw zwyczajowych miał głęboki wymiar, gdyż konfucjańska poprawność jest sztywna, sztuczna i upozowana. Przedstawiono np. ścisłe wskazówki na temat chociażby tego, jak długo poszczególni członkowie rodziny powinni płakać na pogrzebie. Taoiści stawiali raczej na spontaniczność, stając tym samym w kontrze do wyuczenia konfucjanistów. Jednak i oni – bynajmniej nie byli niemoralni ani nihilistyczni – czerpali wzorce dobra wprost z Tao. Podobnie jak Sokrates miał intuicję wiecznych praw i głosu daimona w sumieniu (czyli jakby boski głos nawołujący do dobra), tak taoiści sięgali swoimi wglądami wyżej i dalej niż tylko nakazy tradycji i zwyczajów. Patrzyli wprost na źródło Dobra. Praktyczni Chińczycy zupełnie harmonijnie potrafią połączyć przeżywanie obu perspektyw w zależności od sytuacji.
(3)
Biblia zawiera w sobie obie przeciwne zasady. Jest wiele cytatów, które mówią o tym, że człowiek sam wybiera, czego chce: piekła czy nieba, wody czy ognia. W każdej chwili stajemy przed takim wyborem, dlatego musimy bardzo starannie ważyć swoje decyzje i intencje. Obok tego znajdziemy wiele fragmentów, które obrazują, że historia świata jest już w całości zapisana w wiecznym Bogu. Są ludzie z punktu widzenia wieczności już zbawieni, inni potępieni. To nas uczy pokory wobec wieczności, uświadamia nam, że nie wszystko potrafimy sami zmienić na świecie. Istnieje bowiem tyle determinujących historię czynników, że w przypadku wielu wydarzeń występujemy tylko jako świadkowie. Aktywność pojedynczego człowieka oraz współistniejąca odpowiedzialność nie sięgają do wszystkiego, co postrzega. Bóg w słowie zapisanym w Biblii pociesza nas, abyśmy nie popadali w rozpacz z powodu zła, które wypełnia świat i pożera wielu ludzi. Mimo najszczerszych chęci nie potrafimy wszystkich uratować. Wolność człowieka idzie w parze z naszą ograniczonością i ogólną słabością.
Istnieje w chrześcijaństwie nurt fatalistyczny, kalwinistyczny podkreślający determinację w zakresie zbawienia. Kładzie się w nim nacisk na przeznaczenie, mniej zaś interesuje się wolnością woli. W praktyce dzieje się przeciwnie – wielu chrześcijan zachwyca się swoją wolnością, wręcz żyje swawolnie i nie zwraca większej uwagi na odkrywanie swojego duchowego powołania. Przesadzają oni z zasadą samodzielności. Biblia jak zwykle paradoksalnie łączy naukę o potrzebie osobistego właściwego postępowania (wola) z planem Bożej wszechwiedzy i udziału Boga w naszym zbawieniu, stąd takie terminy jak chociażby „wybrani”. Kalwiniści bardziej eksponują ten drugi plan, a pelagianie (termin umowny; nie ma takiego wyznania) bardziej akcentują ludzki udział w dziele zbawienia. Prawda łączy oba te paradoksalnie powiązane ze sobą plany. Dyskusja na ten temat trwa wśród chrześcijan od początku i pewnie nigdy się nie zakończy. Trzeba pamiętać, że żyjąc, należy brać pod uwagę swoją aktywność i samodzielność jako obowiązek każdego wolnego człowieka. Jednocześnie w tym własnym działaniu musimy uwzględniać wolę Bożą wyrażaną na różne sposoby, przede wszystkim przez Przykazania, a także dostępną na drodze intuicji duchowej, którą należy w sobie wyrabiać.
(4)
Co steruje człowiekiem? Wszystko: bodźce, doświadczenia, wzorce rodzinne, kulturowe, przyjęte nauczanie, emocje, nałogi, pragnienia, sentymenty, uczucia itp. Obok tego mamy wolność, która czasem, gdy potrzeba, potrafi przeciwstawić się nawet silnym determinantom. Czym kształtujemy tę wolność? Dbałością o nią, ćwiczeniem duchowym, ascezą itp. Te rzeczy znane są ludzkości od zawsze. Nie odkryli tego chrześcijanie, dlatego od wieków ludzie np. pościli, szukali odosobnionych miejsc, żeby odzyskiwać przejrzystość świadomości, bo wolność to po prostu panowanie nad sobą oraz zdrowa energia do życia.
Jak na nasze wolne postępowanie wpływa Książę tego świata, stale przekazujący nam swoją naturę, czyli dążenie do samozatracenia? Kościół uczy, że jest to działanie wielokierunkowe, poprzez wszelkie dostępne tej mocy możliwości. Nie rozumiemy jej mechanizmów, ale odczuwamy choćby pokusy jako jej efekty. Łatwiej mówić o efektach niż mechanizmach, bo człowiek nie jest w stanie ogarnąć takiego zagadnienia swoim poznaniem. Szatan to stworzenie, które skonsumowało swoją wolność i utraciło ją w doskonały sposób, potrafi tylko niszczyć, nie umie zaś się nawrócić – to pełna niewola.
(5)
Wolność konsumuje się poprzez dobre działanie, bo wolność to potencja. W miłości nie ma wolności ani zniewolenia, jest spełnienie.
(6)
Mała droga i wu wei
Mała droga św. Tereski to pokorne i ciche pójście za prowadzeniem Boga. Jest to jedna z dróg mistycznych do świętości. To ogołocenie z własnego aktywizmu i zdanie się na prowadzenie Boga. Uznajemy wolną wolę w takim wymiarze, że najlepiej jest się jej ostatecznie wyzbyć poprzez przylgnięcie do Boga i Jego prowadzenia. Człowiek sam nie tworzy świata ani nawet siebie, każde dobre działanie wpisuje się w pracę stwórczą Boga. Dlatego oddanie Mu daru wolności i jej realizacja w posłuszeństwie Jemu to najlepsze, co możemy zrobić. Dzięki temu wolność zostaje w jakiś sposób zdeterminowana, ale nie jest chaotyczna, niszczycielska. Wolna wola to wybór prowadzenia. Człowiek jest małym dzieckiem, które musi być prowadzone. Pozostaje pytanie, czy to będzie pójście za Bogiem czy Nieprzyjacielem.
Święty Paweł napisał: „(…) już nie ja żyję, ale Chrystus we mnie”. Jest to wyraz złożenia w ofierze życia ludzkiego, której skutkiem staje się uczestnictwo w najdoskonalszym dziele w historii świata, w historii zbawienia. Boże prowadzenie to droga do nieba.
Taoiści znają pojęcie wu wei, co znaczy dosłownie „nieczynienie”. Chodzi w nim o sytuację, gdy człowiek, owszem, aktywnie żyje, ale nie według własnego uznania, tylko zupełnie zdając się na Tao (Logos). Tym, który zauważył tożsamość małej drogi z wu wei, był John C.H. Wu.
3. Zagrożenia wolności
(1)
Pełen determinizm monizmu materialistycznego
Ateizm zachodni naucza determinizmu: świat jest samorzutny; wszystko w nim się dzieje, wzajemnie się determinując; nie można się wyłamać; jesteśmy trybikami wielkiej wzajemnie uwarunkowanej całości. Ci sami ateiści w praktyce postępują samowolnie, z nikim się nie licząc i promując egoizm. Wynika to z rozdarcia zasad determinacji i wolności, co sprawia, że każda z nich przechodzi w formę totalną. Uznanie totalnej bezwolności wywołuje absolutną samowolę. Tak musi być, gdy nie potrafi się jednoczyć opozycyjnych zasad.
(2)
Szatan próbuje nam wmówić, wdrukować w nasze emocje, że jesteśmy wypadkową naszych doświadczeń, którymi on umie zarządzać, że nie możemy mieć swojego zdania wbrew temu, co płynie ze świata, że byt (warunki życia) bez reszty określa naszą świadomość, jak to głosili marksiści. Tak jest ze zwierzętami. Odruchy stadne, mody, głupie autorytety współczesności czynią z nas bezwolne zwierzęta poddane tłumowi posłusznemu złu.
(3)
Depersonalizacja
Czasem czytam przemyślenia kogoś, kto wyznaje orientalne filozofie monizujące, który twierdzi, że osobowa tożsamość to złudzenie, bo wszyscy jesteśmy falami jednego oceanu. Pisałem o siedmiu relacjach Boga i świata, a to jest jedna z nich. Sam obraz filozoficzny nie stanowi problemu, jego podstawę stanowią dopiero wnioski, jakie są z niego wyciągane, a te mogą się okazać krańcowo różne u różnych ludzi.
Jedni twierdzą, że skoro są złączeni z Absolutem, to wszystko jedno, co zrobili, robią i zrobią, bo to jest święte, boskie, wynika z Absolutu. Odkrywają swoją łączność z Bogiem i odnoszą ją do swojego aktualnego życia. Takie motywy można znaleźć u nauczycieli orientalnych i w New Age. Depersonifikują one człowieka, odbierają mu jakąkolwiek podmiotowość, czynią jedynie rzeczą unoszoną przez prąd istnienia. Zanika poczucie powinności, odpowiedzialności, jakakolwiek moralność. Wszystko jawi się jako dozwolone, bo jest boskie. To straszliwa pomyłka zaniku samoświadomości. Właśnie tam, gdzie się głosi doktrynę jaźni, zostaje ona unicestwiona, a człowiek staje się rzeczą. Ma to niestety przełożenie na praktykę. Na mocy takiej nauki człowiek zaczyna traktować drugiego przedmiotowo. Jest to jeden z problemów myśli indyjskiej.
Inni tamtejsi nauczyciele idą dokładnie w przeciwną stronę. Skoro jestem ściśle powiązany z Absolutem do tego stopnia, że mogę się w nim zatracić, oddać Mu swoją separację i stać się Jego częścią, to jest to dla mnie zadanie, a nie stan aktualny. Niewłaściwy stan jaźni czyni mnie niezespolonym z Bogiem. Moją powinnością jest (a nie stanem aktualnym!), aby tę separację niwelować. Tacy nauczyciele preferują ascezę, wyrzeczenie się egoizmu, kontemplację Absolutu. Wiedzą, że zło w życiu człowieka jest czynnikiem separującym, a wyrzeczenie się ego i grzechu zbliża do zespolenia z Bogiem. Ci przedstawiciele naturalnej filozofii mistycznej, bez względu na religię i linię przekazu, potrafią stać się naprawdę wartościowymi krzewicielami pokory i harmonii. Jak widać, to nie rodzaj filozofii czyni ludzi dobrymi lub złymi, ale wnioski, jakie dla swojego życia z niej wyciągają. Dokładnie ten sam problem występuje na Zachodzie, gdzie ludzie nauczeni antropologii personalistycznej pogrążają się na jej podbudowie w egoizmie i samowoli, a inni powiększają swoją intuicję moralną i się doskonalą.
(4)
Fałszywa wolność w grzechu
Czemu niektórzy mówią, że jest wolność, i robią, co im się żywnie podoba, nie licząc się z przyzwoitością, prawem, dobrem? „Wszystko mi wolno, więc robię, co chcę”. To nie jest wolność. O wolności uczy nas Pan Bóg. Najkrócej mówiąc, wolny człowiek to taki, który potrafi przestać na czas, opanować siebie i pokierować sobą w dobrą stronę. Niewolnik tego nie umie, musi cały czas służyć jakiejś rzeczy czy sobie samemu. Ten wiecznie tkwiący przed telewizorem człowiek jest jego niewolnikiem, choć sobie wydaje się wolny i zadowolony z siebie. Nie potrafi przestać, inne rzeczy go nie cieszą, jest uwiązany do jednej czynności jak koza do kołka. To ta rzecz (przyjemność, czynność) nim rządzi, a nie on nią. W ten sposób staje się niewolnikiem rzeczy, choć ma się za wielce wolnego. Jest to po prostu odwrócenie – niewolę nazwano w naszych czasach wolnością. Przykładowo owieczka, kiedy jest wolna, biega sobie, gdzie chce, gdzie jej lepiej, zmienia miejsca i zajęcia, radośnie bryka. Kiedy zostanie uwiązana w jednym miejscu, przestaje być wolna. Tak samo dzieje się z człowiekiem – wolny zmienia sobie zajęcia, przyjemności, pomysły. Poszukuje, poprawia, wzrasta. Niewolnik wciąż służy jednemu. Taki, który słucha tylko siebie i tylko sobie sprawia przyjemności, również jest niewolnikiem, w tym przypadku swojego ciała, swojej przyjemności.
Wolność to też swoboda życia, zmiany. Niewolnik nie potrafi samodzielnie przestać, oderwać się od swojego przywiązania. Staje się sługą rzeczy (choćby swojego ciała), co jest rodzajem śmierci. Coś zawsze przy tym traci, chociażby jak ten uzależniony przed TV, któremu umyka jego czas, bezcenne życie. Nie przeżywa swojego życia, jak należy, nie uczy się, nie poznaje, nie zdobywa doświadczeń czy choćby różnych przyjemności. Po wielu latach wstanie z fotela z niczym. Rządzą nim rzeczy, a nie on rzeczami, jak to powinno być. Dałem przykład telemaniaka, a jest to jedna z najmniej złośliwych niewoli umysłu ludzkiego. Pojawia się bowiem mnóstwo o wiele bardziej niszczących zagrożeń. Są to nałogi, uzależnienia, przesadne przyzwyczajenia, manie, obsesje. Każde zniewolenie ma w sobie coś diabolicznego.
Wolność to swobodne, zmienne, dobre życie, w sumie nic nadzwyczajnego, po prostu najnormalniejsza normalność. Jednak tak wielu ludzi nie próbuje o tym myśleć ani tego przyjąć. Popadają w jakieś niewole, tracą czas, siły, nieraz sami sobie szkodzą nawet fizycznie (papierosy, narkotyki, pijaństwo), marnują życie. Pan Bóg troszczy się o nas, o nasze życie, żeby było pełne, ciekawe, satysfakcjonujące, bogate. Temu służy Boża wolność i swoboda działania. Chcąc odzyskać swoją wolność, trzeba się zapytać siebie, czy potrafię przestać robić to, do czego się przyzwyczaiłem i otworzyć się na coś jeszcze lepszego. Wolny człowiek to potrafi. Niewolnik już nawet o niczym nie marzy.
(5)
Bezwolność, determinacja, stadny pęd to choroby współczesności. Tymczasem wystarczy na moment przystanąć i uświadomić sobie, że nie ma, o co walczyć. Jestem wolny tu i teraz! Mogę siebie zmienić, mogę wziąć za siebie odpowiedzialność, mogę walczyć o swoje szczęście! Niektórzy mówią na to „uwierzyć w siebie”. Stając przez Bogiem, musimy uwierzyć też w Boga. Trzeba mieć szczerą intencję dobra i oddawać ją Bogu, a On pomoże ją zrealizować. Z Bogiem człowiek jest naprawdę jakby wszechmocny.
(6)
Niewola wolności
Paradoksalnie kult wolności uczynił z niej niedosięgły przedmiot. To normalne, deifikacja rzeczy doczesnej ustawia ją poza światem, wyrzuca z dostępnej rzeczywistości. Mam takie przekonanie, że jeśli chcesz coś zniszczyć, ustaw to na ołtarzu, uczyń swoim martwym bożkiem. Obecnie tak zresztą dzieje się z człowiekiem jako całością. Postawiony na własnym ołtarzyku, umiera moralnie, duchowo, wewnętrznie. To smutny widok. Ubóstwiona wolność ludzka, jak i samoubóstwiający się człowiek zamieniają się w jałowego i bezwolnego demona.
Fałszywa wolność nielicząca się z przeciwną zasadą powołania i powinności jest współczesnym bożkiem. Chora samowola zmierza donikąd, bo nie potrafi postawić sobie w życiu żadnego sensownego celu. Wynika on bowiem z determinującej woli Opatrzności wskazującej, co dobrego warto zrobić na świecie.
Niektórzy do swojego ślepego libertynizmu i permisywizmu dodają, że jedynym ograniczeniem takiej „wolności” jest krzywda drugiej osoby. Jednak tam, gdzie nie ma powinności i powołania, nie istnieje też krzywda. Po prostu wszystko staje się dozwolone i zależne od chwilowego impulsu emocjonalnego. To są rządy nagiej chęci, irracjonalny zwierzęcy biologizm pozbawiony moderującej zwierzę natury. Przypomina to więc obraz bestii.
Jest to zupełnie czytelne dla współczesnego satanizmu, który takiego ograniczenia, jak wzgląd na drugiego człowieka, nie posiada. To logicznie czyste, wręcz oczywiste, w jakiś sposób pozbawione zakłamania towarzyszącego potocznemu libertynizmowi, który niczym się nie różni od doktrynalnego satanizmu. Ten tzw. humanizm jest przez satanistów nazywany świeckim satanizmem – nie bez racji, bo te dwa zjawiska właściwie stanowią to samo. W praktyce libertynizm także nie przejmuje się krzywdą innych, przeciwnie, to najbardziej zbrodnicza ideologia w historii ludzkości. Pożarła już 2 mld zamordowanych istnień ludzkich w ramach tzw. aborcji.
Wolnej woli można się pozbawić, pogrążając się w złu, w grzechu. Stracić wolność to tyle samo, co pozbawić się godności człowieka. To jest jedna z najważniejszych nauk chrystianizmu. Przywiązania do rzeczy tego świata, tak podkreślane w Oriencie, nie biorą się znikąd. Są pochodną upadku natury człowieka i zamiłowania w grzechu.
Zniewolenie, utrata zdolności dobrego, pełnego życia to podstawowy problem człowieka na ziemi. Wyzwolenie, czyli przywrócenie godności ludzkiej, to problem o nietrywialnym wymiarze. Jest ono pochodną zbawienia, którego skutek stanowi regeneracja z człowieczeństwa.
Życie w społeczności, także w dobrej relacji z Bogiem, wymaga szacunku dla wspólnych reguł. Absolutna zła wolność nie znosi zasad. Dlatego uwolnienie od reguł i zasad w grzechu to wolność wyrzutka, banity. Istnieje wolność porzucenia człowieczeństwa i dziecięctwa Bożego, jest to grzech. Oznacza ona przejście do wrogiego królestwa demona, a tam nie ma żadnej prawdziwej wolności. Owszem, może być wyuzdanie z zasad moralnych, ale dobra już się nie wytwarza. Swawola jest rodzajem opętania, zniewolenia, posiadania przez zło. Jak zwierzę może być dowolnie prowadzone przez swego właściciela, tak demon postępuje z tymi, którzy weszli pod jego panowanie. Nikt stamtąd nie wychodzi ot tak sobie prosto, ale nawrócenie ogólnie jest możliwe. Oznacza ono wyzwolenie do życia według zasad, Przykazań, które mają chronić wolność i człowieczeństwo w człowieku.
Człowiek dobry i święty, będąc wolnym, stale musi walczyć o swoją wolność i nieustannie ją potwierdzać wyborami dobra na przekór narzucającemu się złu. Dobro i wolność to walka i heroizm. Ci, którzy oddali swoją wolność grzechowi, żyją na swój własny sposób, już nie muszą walczyć, bo przegrali. Rozkoszują się swoją spokojną kondycją, śmieją się z tych, którym wciąż zależy na dobru i walczą w jego imieniu. Są już jednak tylko cieniami samych siebie, upadłymi, niezdolnymi nawet widzieć dobro czy też go rozumieć.
(7)
Tyle mamy wolności, ile świadomości siebie. Nie wolno nam otępiać postrzegania. Mamy być czujni, żeby nie grzeszyć, ale żyć porządnie. Wcielony Bóg nie przyjął na krzyżu narkotyku (tzw. gorycz na gąbce), walczył o pełnię świadomości, mimo że oznaczało to też pełnię bólu. Czy miałbyś w sobie tyle wolności? Wolność wewnętrzna to coś, czego człowiek musi bronić, co musi ochraniać, odbudowywać.
Ogłupienie, nieświadomość, niezdolność oceny swojego postępowania to są praktyczne elementy niewoli. Człowiek nie jest niewolnikiem zła świadomie, ponieważ wraz z tą niewolą traci świadomość i nie ma już zdolności osądzić samego siebie. Z drugiej strony każda dopuszczona nieświadomość, trans są bramami zła.
Wolność czynienia dobra, świadomość siebie i sytuacji, zdrowy osąd są to elementy człowieczeństwa, których trzeba wszelkimi siłami bronić i które należy odbudowywać, bo w każdym są podupadłe.
(8)
„Wolność” w grzechu staje się zniewoleniem, które nie jest determinizmem, tylko niemożnością samodzielnego powrotu do harmonii, chaosem.
Kto się wyrzeka planu Bożego dla swojego życia, ten rezygnuje z własnej duszy, w której jest zapisany. Utrata duszy to bolesny brak.
(9)
Wolność – przereklamowany towar
Chrystus wielokrotnie mówi o wolności – wolności od zniewoleń. Człowiek upodlony przywiązaniem do grzechu staje się jego niewolnikiem, już nie decyduje o sobie, ale jest zdeterminowany. Człowiek pozbawiony takich zniewoleń jest z kolei jakby obywatelem wolnym, zdolnym do pracy na własny rachunek, spełniania swoich obowiązków i powinności.
Przecież w wolności nie chodzi o zdziczenie czy anarchię, jak to dzisiaj dziwnie się niektórym powiązało. Ludzie oszaleli na punkcie wolności, chociaż obecnie mało kto właściwie rozumie to pojęcie. Ci, którzy najwięcej krzyczą na ten temat, zwykle okazują się najbardziej zniewolonymi w swoich upodleniach, uzależnieniach. Cóż to za podwójny paradoks! Mówić prawdę o sobie, wołając o wolność i nie rozumiejąc samego siebie. Tylko Szatan potrafi wymyślić coś tak perfidnego i przyuczyć do tego ludzi. Żaden człowiek tego nie wymyśli.
Na koniec można zapytać, czy człowiek rozumiejący wolność w taki nowoczesny sposób, czyli jako nieograniczoną sferę możności, może w ogóle kochać i być nadal w ten sposób wolnym? Z pewnością nie, bo miłość to dobra niewola, na którą się decydujemy z własnego wyboru. To zobowiązanie i szczęście zarazem. Nie chcę takiej wolności, wolę niewolę miłości. Jej jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie.
(10)
„Wolność” to słowo wytrych, które otwiera prawie wszystkie drzwi. Kto odważy się wystąpić przeciw niej? Demokratyczna świadomość ugruntowała w ludziach przekonanie, że każdy powinien być wolny. Chytra sztuczka polega na tym, że ciągłą gonitwę za przypadkowymi odruchami, chuciami, popędami nazywa się wolnością. Młody człowiek musi przecież najpierw zapanować nad słabościami i wadami, żeby stać się prawdziwie wolnym. To, o czym mówią, to tylko samowola. Tymczasem świat uwierzył w to kłamstwo. Dzięki tej sztuczce – tak jak wspomniałem – zamiast systematycznego formowania cnót, dusza otwiera się na wady, które później zniewalają człowieka.
(11)
Wolność to wartość narzędziowa, a nie cel sam w sobie. O tyle jest warta, o ile zostaje dobrze użyta, skonsumowana. Wolność dla wolności staje się śmiercią, powstrzymaniem się od decyzji, od aktów. Kto bowiem użył wolności, to także ją w jakiś sposób traci. Konsumując swoje możności, tracimy je na rzecz owoców dobrego działania.
Kto się stale powstrzymuje od wyborów i aktów, z których składa się życie, już nie żyje. Wolność absolutna to absolutny bezruch, to śmierć za życia. Czymś takim, nieokreśloną, niezrealizowaną możnością jest piekło i Szatan. Dlatego apoteoza źle pojętej wolności okazuje się niezwykle silnym upodobnieniem do Złego. Wolność bez dobrej realizacji siebie to paraliż, nonsens, bezowocność.
(12)
Ludzie chcą chorej absolutnej wolności. To tak, jakby włączyć wszystkim naraz zielone światła na skrzyżowaniu. Jaki będzie efekt? Radość, szczęście wolności, upajający brak ograniczeń? Owszem, na sekundę przez śmiercią w wypadku.
Prawdziwa wolność musi spotkać się z odpowiedzialnością i wycofaniem wtedy, kiedy trzeba, a rozkwitem, gdy faktycznie można. Musi ona znać swój czas.
(13)
Wolność i władza to jedno i to samo. Dano nam wolność, czyli władzę nad sobą. Jej patologią jest nieograniczona żądza władzy i rozciąganie jej na cały świat. Eksces władzy i wolności stanowi uzurpacja absolutnej i nieograniczonej władzy nad sobą, światem, wszystkim.
(14)
Wolność to największy dar i zguba. Wykorzystujemy ją przeciw samym sobie, gdy przekształcamy w samowolę.
